poniedziałek, 28 października 2013

Cienie Virtual + malowane oczko

Dzisiaj mam dla Was recenzje wraz z prezentacją cienie Virtual. Przyznam szczerze, że są to moje pierwsze cienie tej marki i to jeszcze dostałam je na spotkaniu podlaskich blogerek. Przez ostatnich kilka tygodni intensywnie je testowałam, więc czas poznać moje zdanie.


                                                Rock me baby nr.136


 Są to podwójne cienie w plastykowym, przezroczystym opakowaniu, przez które możemy dokładnie zobaczyć, jakie kolorki mamy w środku. Na wieczku opakowania są czarne, fikuśne napisy, które również widoczne są na wierzchniej warstwie cieni.
Kolory nr.136 to połączenie delikatnego różu  z leciutkim przebłyskiem lilijki oraz ciemny fiolet, są to kolory perłowo- satynowe i posiadają malucieńkie drobinki, które na szczęście nie są widoczne na oku.
Konsystencja Rock me baby jak dla mnie jest średnia. Przy nakładaniu mamy całkiem przyjemny kolor i dość intensywny, ale przy rozcieraniu jakby widnieją, i troszkę się obsypują, dlatego dobra baza mocno wskazana, poprawi kolor i żywotność cieni na powiece, które wytrzymują nawet cały dzień, ale tylko z bazą.

 Cena: ok.12 zł / 3.5 g

                           Pojedyncze cienie do powiek Virtual nr. 45



 Tu natomiast mamy cienie pojedyncze o numerze 045. Opakowanie równie plastykowe, równie przezroczyste z uboższymi napisami i aplikatorem w środku, który jest po prostu do niczego. Kolor ciemno szary z drobinkami, które świetnie rozświetlają.
Konsystencja Mono, jak dla mnie jest lepsza od Duo. Ten jest bardziej aksamitny, bardziej "mokry",  dzięki czemu nie obsypują się na powiece i do tego są bardzo miękkie. Mimo intensywnego koloru i dobrej pigmentacji, wystarczy odrobinka, by nadać oczkom mroczniejszego wyglądu.

 Cena: ok. 9 zł 
                                 Oczko made by Virtual





Do makijażu oka użyłam:



Cienie Rock Me Baby nr. 136
Cienie Mono nr. 045
Cienie sypkie Just Loose nr. 01
Maskara Splash



Jak dla mnie cienie Rock me baby, niestety nie trafiły mi się w dobrym kolorze. Nie przepadam za fioletami, po prostu zle się w nich czuję. Jednak szary jest jak najbardziej ok. Do smokey eye na bank się przyda ;) Szarak wygrał z Rockowym duet, pod względem trwałości, konsystencji, jedynie co bym mu zmieniła to " ubranko", zdecydowanie, zasługuje na lepsze.

Używacie cieni Virtual, macie swoje ulubione???

Pozdrawiam

                         MAGDA

sobota, 26 października 2013

Yankee Candle - Loves Me, Loves Me Not ?



Woski Yankee Candle zna już każdy, jak nie z opisu, to z osobistego praktykowania ich. Szał się zrobił taki, że zjawisko to dotknęło mnie osobiście.

W moje posiadanie wpadło kilka ich zapachów, część już testowałam, część jeszcze czeka na swoją kolej. Zapachy są różne, od słodkich, po lekkie, kwiatowe, owocowe, nawet męskie klimaty się znajdą.
Dzisiaj jednak opowiem Wam przygodę, jaka mnie spotkała z....


                                                             Loves Me, Loves Me Not




Od producenta:

Odurz się aromatem subtelnej acz charakterystycznej stokrotki, pogrążając się w wiosennych rozważaniach "kocha czy nie kocha”?



Spośród całej mojej gromadki, jako jedyny przemawiał do mnie nawet przez gruby kartonik. Nie wiedziałam, który to cudak tak mocno krzyczy i domaga się uwagi, ale po otworzeniu wieka magicznego pudła, ukazała i się Ona.

Ona, bo mowa o stokrotce. Przypominacie sobie czasy , kiedy to za dzieciaka odrywało się płatki kwiatka w słynnej wyliczance : Kocha / Nie Kocha?? Tak właśnie ten YC odnosi się nie tyle co do tej zabawy ale to stokrotki, która często była pozbawiana swoich pachnąco białych płatków, zostawiając sam żółty, intensywny środek.

 Zapach przypomina mi błogie, beztroskie i leniwe czasy dzieciństwa . Kiedy to jako mała dziewczynka biegająca po łące, trawie, zrywałam kwiatuszki, by potem móc z wypiekami na trawie uciapać wianek, który wyląduję na głowie i będę myślała, że jestem już dorosła.


Loves Me, Loves Me Not to zapach intensywny, mocny akcent stokrotki, rozwiniętej, skąpanej w słońcu, która ulatnia swoją woń i wcale jej nam nie żałuje. Zdecydowanie wersja kwiatowa i bardzo świeża. Po całym dniu stania przy garach, miło jest poczuć coś innego, coś rześkiego i przywołujący bardzo miłe wspomnienia.

Myślę, że przy dzisiejszej , marnej pogodzie i zbliżającej się zimie, jest to idealna odskocznia, by zapomnieć o zimnych klimatach, którą są tuż tuż.

Cena: 7
Dostępność: http://www.goodies.pl/woski-zapachowe/103-kocha-nie-kocha-loves-me-loves-me-not.html

Zaprasza, na zakupy do www.goodies.pl


Lubicie tarty o kwiatowych nutach? Macie swoje ulubione woski YC??

Pozdrawiam


                               MAGDA

czwartek, 24 października 2013

RIMMEL Lycra Pro nr .391 Celebrity Bash


U siebie za oknem mam tak cudną pogodę, że aż słów brak. Deszcze leje, jest buro i ponuro. Dlatego dzisiaj postawiłam na post lakierowy.


                                                     RIMMEL Lycra Pro nr .391 Celebrity Bash


Od producenta:
Profesjonalne krycie za jednym pociągnięciem. Formuła Extra Life Lycra wzbogacona mikrominerałami wypełnia niedoskonałości i tworzy gładką i wyjątkowo błyszczącą powierzchnię. Chroni paznokcie przed promieniami UV, a kolor przed blaknięciem. Elastyczna struktura warstw lakieru dzięki czemu lakier nie odpryskuje. Trwały kolor nawet do 10 dni. Innowacyjny pędzelek Maxi Brush o rewolucyjnej szerokości. Posiada ponad 800 włókien zaprojektowanych do każdego kształtu paznokcia. Zapewnia równomierne krycie za jednym pociągnięciem.



Posiadam kolor. nr.391 Celebrity Bash - jest to kolor zbliżony do bardzo dojrzałej czereśni. Intensywne bordo z delikatną domieszką czerwieni daje efekt sexownych, kobiecych pazurków. Jak dla mnie idealny na tą porę ;)



Lakier posiada bardzo szeroki pędzelek , który ułatwia malowanie i dzięki dwom pociągnięciom mam pokrytą całą płytkę lakierem. Lycra Pro bardzo szybko schnie, wystarczyło mi niecałe 10 min. i mogłam spokojnie robić czynności, gdzie przy zwykłym lakierze mogłabym se pomarzyć. Celebrity Bash krycie ma na dobre choć dalekie od ideału, przynajmniej w tym wypadku.Po nałożeniu dwóch warstw ( przyznam, że dość cienkich) na płytce widać lekkie prześwity. Mianowicie chodzi mi "zakola" przy skórkach, są to jedyne miejsca, gdzie widoczny jest niedostateczny brak lakieru.


Jego trwałość natomiast jest zaskakująca. Nie wytrzymuje do 10 dni tak jak obiecuje producent, ale 5-6 dni spokojnie. Lakier nie odpryskuje, za co już go lubię, jedynie ściera się na końcówkach. Ale przy codziennych obowiązkach, to zjawisko normalne ;) Wolę starte końcówki niż poodpryskiwany lakier na paznokciach.
Podsumowując jest do dobry lakier, jego natychmiastowe zasychanie sprawia, że mam ochotę na inne odcienie Lycra Pro.

Cena: ok 15 zł/ 12 ml.


Lubicie takie ciemne kolorki?? Czy wolicie zdecydowanie delikatniejsze??


Pozdrawiam

                                MAGDA

wtorek, 22 października 2013

Masło do ust NIVEA wanilia & macadamia / malina - czyli czas na pielęgnację ust


Jesień w pełni, zima nadchodzi a moje usta już to odczuwają. Właśnie w tym czasie robią się okropne. Są mocno przesuszone, często pieką a skórki wołają o pomstę do nieba. Przez ten okropny wygląd, często rezygnuję ze szminek kolorowych, bo nie wyglądają one dobrze.

Z tego powodu moją kosmetyczkę oblegają różniaste balsamy, masełka, pomadki ochronne, które koją moje usta.


                            Masło do ust NIVEA wanilia & macadamia / malina



Od producenta

Zapewnia codzienną pielęgnację i ochronę przed pękaniem wrażliwej skóry ust. Jego natłuszczająca konsystencja zapewnia ochronę przed słońcem, mrozem i wiatrem. Nawilżająca formuła z Hydra IQ zawierająca masło shea i olejek z migdałów zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację.


                                                             Skład masełek:


 Masełka dostępne są w czterech wersjach smakowo - zapachowych. Mamy malinę, karmel, wanilię z makadamią oraz wersję bezzapachową. Ja tym razem skusiłam się na malinowo - makadamiowy duet ;)



Masełka są w metalowych puszkach, a'la krem NIVEA, tyle, że te są mniejsze i węziejsze. Kolorystyka ich jest bardzo miła dla oka, dodatkowo masełka są zapakowane w kartoniki , co mamy pewność, że są nowe i nie tykane. Konsystencja masełek jest twarda, mocno zbita, gęsta, ale tylko z wierzchu. Czym głębiej dobieramy się do kosmetyku, to o dziwo robi się ono bardziej miękkie.


 Obie wersje pachną mega słodko, może malina delikatnie mniej. Pachną lodami malinowymi oraz waniliowym olejkiem do ciasta połączonym z odrobiną karmelu. Nie mniej jednak zwolennicy słodkich zapachów na pewno je polubią. Komuś kto za takimi nie przepada, wanilię i makadamię bym odradziła. Po aplikacji na usta i oblizaniu się, stwierdzam, że masełka nie posiadają smaku, jak dla mnie plus. Kosmetyk ma mi działać a nie być pokusą do zjedzenia ;)



Jakie efekty dają owe balsamy?? Zacznę od ich wydajności. Wystarczy nie wielka ilość, by usta pokryły się delikatną, tłustą, lekko błyszczącą warstwą. Usta przy codziennym stosowaniu dostają swoją dawkę nawilżenia. Stają się bardziej miękkie, wygładzone. Skórki ot tak nie znikają, jednak na noc, kładę troszkę większą warstwę i taka kilkudniowa terapia naprawdę działa. Usta są gładkie, natłuszczone i mogę w końcu użyć pomadkę nawet pod masełko ;)

Cena : ok. 9-10 zł / 19 ml
Dostępność : Rossmann, Hebe, inne drogerie osiedlowe i nie tylko

Podsumowując jestem zadowolona z Lipp Butter od Nivea - fajny, kolorowy gadżet idealny do torebki i przede wszystkim działający!!!!!!!!!

Miałyście okazję już próbować tych masełek?? Macie swoją ulubiona wersję zapachową??


Pozdrawiam

                         MAGDA

niedziela, 20 października 2013

Bratowa po raz drugi ;)


Dzisiaj przy  niedzieli miałam gości. Pogoda była tak markotna, spać się chciało, mimo wypiciu kawy, że trzeba było coś wymyślić. Namówiłam więc bratową na mały eksperyment makijażowy. Opierała się dość długo, jednak ku mojemu zadowoleniu zgodziła się być moją modelką na me amatorskie malunki ;)

Jako że Marta jest blondynką i ma delikatną urodę nie mogłam zbytnio zabawić się kolorami. Nie mniej jednak efekt wyszedł taki. Sami oceńcie.





Oczywiście zdjęcia były robione na balkonie, bo tylko tam w miarę dobrze zdjęcia wychodziły, ale jeszcze nie  tak jakbym chciała.



 Pomadka na ustach już ledwo widoczna, bo od Marty  nagminnych komentarzy po prostu znikła ;(







Do makijażu użyłam :

- podkład mineralny matujący Annabelle Minerals ( natural medium)
- korektor mineralny ( medium)
- rozświetlacz Accessorize
- baza pod cienie Urban Decay
- cień matowy Bell nr.141
- paletka Sleek Original
- kredka do oczu NYX Milk
- maskara Maybelline The Falsies Feather - Look
-  róż Flormar Pretty nr.46
- kredka do ust Elf - Coral
- błyszczyk Virtual Splash 20



Mam nadzieję, że jakoś to w miarę wygląda, ale wybaczcie dziś nie dość, że pogoda nie dopisała  a co za tym idzie - światło nie te ;(

Co myślicie o moim " makijażu" dla blondynki?

Marcia dziękuję :***

A Was Kochani serdecznie pozdrawiam

                              MAGDA

sobota, 19 października 2013

Manhattan Pro French Nailife Hardener 61G - lakier wzmacniający french manicure


Ostatnio zachciało mi się lakieru delikatnego, nie bezbarwnego lecz z delikatnym, mlecznym kolorkiem. Nie wiem z jesienią mój temperament gaśnie czy co??

No i takim sposobem kupiłam sobie lakier MANHATTAN.

         MAHATTAN - Pro French Nailife Hardener- lakier wzmacniający french manicure


Nie jest to zwykły lakier kolorowy, ale lakier przeznaczony do wykończenia French manicure nr. 61G.  Jednak wzięłam go ze względu na jego mleczno - liliowy kolor. Chodził za mną taki odcień no i chodził , chodził aż się uchodził ;)


 Malowanie paznokci to czysta przyjemność. Buteleczka wygodna o pojemności 11 ml., pędzelek również łatwy w użyciu. Konsystencja nie za rzadka, nie za gęsta. Świetnie rozprowadza się na paznokciach. Malowanie paznokci Pro French to czysta przyjemność lecz też nie do końca.


 Kolor piękny, po pierwszej warstwie wygląda świetnie, po drugiej jeszcze lepiej i na dodatek schnie szybko, co zaskoczyło mnie  totalnie. Miałam ochotę nałożyć trzecią, ale jednak dwie wystarczyły by nadać im efekt o jaki mi chodziło, czyli delikatnych pazurków. Może następnym razem. Mimo to zauważyłam, że na paznokciach zostawia spore smugi. Dopiero kolejna warstwa zakrywa tą niedoskonałość.



Co do jego trwałości, to tragedia. Jeden dziEń, a raczej pół dnia wyglądał zjawiskowo, patrzyłam się i podziwiałam. Kolejnego dnia, kiedy to trzeba było ogarnąć w domu, czyli zmywanie, sprzątanie itp, lakier nie dał rady i poległ. Boki i końcówki poodpryskiwały migiem. Na środku porobiły się bąble z odstającym i już prawie odpadającym lakierem.


 Plusem jest też to, że nie musiałam używać zmywacza by go usunąć z płytki. Wystarczyło paznokciem jak scyzorykiem poskrobać i lakier sam poodskakiwał. Szybko, łatwo i bez problemu.



Cena: ok. 11 zł


Nie jestem zadowolona z tego lakieru. Kolor może ma  i ładny, ale jakościowo nie koniecznie. Szkoda, bo spodziewałam się lepszych efektów a tu takie marne zaskoczenie.

Miałyście okazję używać lakierów Manhattan Pro French??

Pozdrawiam

                        MAGDA

piątek, 18 października 2013

Pachnący duet od Dear Body



Dziś kolejna porcja słów na temat kosmetyków łudząco podobnych do Bath & Body Works i Victoria Secret, lecz mamy styczność z kosmetykami od Dear Body.

                             The Wild One, Midnight Raspberry & Sexy Lily - żel pod prysznic


 Od producenta:

Żel do kąpieli o przyjemnej konsystencji i uwodzicielskim zapachu uwodzicielskiej maliny i  seksownej lilii stworzony by rozpieszczać Twoje zmysły i ciało. Specjalna receptura doskonale myje i wygładza skórę. Po kąpieli skóra staje się aksamitna i otulona zmysłowym zapachem.


                                                                     Skład:


 Głównym atutem kosmetyków Dear Body są ich kolorowe opakowania. Mamy tutaj motyw panterki w śliwkowym kolorze. Butelka plastykowa ze standardowym korkiem. Zapach żelu jest czysto owocowy. Mieszanka maliny z lilią daje całkiem zaskakujący efekt.
Jest to obficie pieniący się żel do mycia ciała, który pozostawia lekki zapach na skórze, choć nie na długo, a szkoda, bo zapach ma bardzo owocowy . Fajnie się pieni,wystarcza mała ilość, skóra jest po nim czysta, odświeżona i mięciutka. Myślę, że więcej od żeli do kąpieli nie muszę oczekiwać. Ten spełnia swoje zadanie doskonale. Jedynie cena może troszkę przerażać ;(




Cena: 26.99 zł/ 300 ml
Dostępne: drogerie Hebe





                              Wild Scarlet juicy apple& lily - nawilżający balsam do ciała


 Od producenta:

Mleczko do ciała Wild Scarlet o niezwykle aksamitnej konsystencji, idealnie się wchłania. Dzięki zawartości naturalnych olei, miodu i rozmarynu skóra staje się wyjątkowo miękka i aksamitna. Unikatowe kompozycje jabłoni i lilii pozostawiają skórę otuloną zmysłowym zapachem.


                                                                               Skład:


 W przypadku balsamu,  mogę stwierdzić, że opakowania mają równie kolorowe i rzucające się w oko. Kształt prawie jak u VS jak i nie ten sam, ale nie wnikam bo tamtych nigdy nie miałam.
Wild Scarlet posiada lekką konsystencję i przyjemny, delikatny zapach  co daje wyjątkowe poczucie komfortu i relaxu.
No właśnie, ładnie pachnie, to mało powiedziane, pachnie bardzo zjadliwie. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czym pachnie balsam i zgadnijcie co mi przyszło do głowy?? Otóż kosmetyk pachnie iście jak guma balonowa Donald;) Pamiętacie ten smakowity kąsek z dzieciństwa, to teraz mam go w postaci balsamu do ciała. Jabłek to tu na bank nie czuję, może lilijki gdzieś tam się szwendają, ale bardziej czuję Donalda ;)

Jego konsystencja jest rzadka, lejąca  w kolorze czystej bieli.
Po rozprowadzeniu na dłoni, krem wchłonął się błyskawicznie. Skóra jest naprawdę mięciutka i zapach zostaje bardzo długo na skórze.  Nawilżenie ma średnie przy mojej suchocie. Jak dla mnie jest to balsam , który delikatnie pieści ciało, przywracając jej aksamitną gładkość i sprężystość, a wyjątkowo, zniewalająco słodki zapach dodaje energii i pobudza do działania, zapewniając dobry nastrój przez cały dzień.



Cena: 26.99 zł / 250 ml
Dostępne: drogerie Hebe lub sklepie on - line http://www.dearbody.pl/

                                                                    http://www.dearbody.pl/
                     


Podobają się Wam kosmetyki z pochodzenia angielskiego?? Mi przypadły do gustu i to bardzo. Beczałam po nocach, że w mojej mieścinie nie mam dostępu ani do Bath & Body Works ani do The Body Shop, więc na szczęście mam choć ciut podobne do nich kosmetyki od Dear Body ;) Jak powiadają jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Tak też czynię ;)

Pozdrawiam

                     MAGDA

czwartek, 17 października 2013

Orientana Maska - Krem z Owsa Tybetańskiego do twarzy na noc

Ostatni rok z dwójką z przodu sprawia, że zaczynam coraz bardziej i dokładniej dbać moją skórę. Pieszczę ją w każdy możliwy sposób by jej witalność została jak najdłużej. Wiadomo wieku się nie oszuka, ale lekko zatuszować zawsze można ;)

Jednym z kosmetyków, który mi pomaga w walce z upływającym czasem jest maseczka - krem, która ma za zadanie polepszyć moją kondycję skóry i nie tylko.



                                      Orientana  Maska-krem z owsa tybetańskiego



Od producenta:

KREM NA NOC PRZECIWZMARSZCZKOWY I UJĘDRNIAJĄCY
DO TWARZY, SZYI, DEKOLTU
DO KAŻDEJ CERY

Nowa formuła: jeszcze wiecej 100% naturalnego ekstraktu z owsa tybetańskiego, trehaloza - hydro-aktywny disacharyd z alg morskich działający jako naturalny antyutleniacz i utrzymujący na długo rezerwy wodne w skórze.
Maska-krem to krem przeciwzmarszczkowy zawierający bogate substancje wyekstrahowane z owsa tybetańskiego - beta glukan i polipeptyd, które przyspieszają odradzanie się komórek, pobudzają metabolizm, odbudowują kolagen i polepszają kondycję skóry. Dzięki specyficznej białkowej budowie ekstrakty z owsa wypełaniają zmarszczki, ujędrniają i uelastyczniają skórę.

Już po kilku dniach stosowania naturalny krem z owsa tybetańskiego sprawi, że twoja skóra stanie się zdecydowanie bardziej ujędrniona, zmarszczki spłycone,  a nawilżenie zoptymalizowane.
Stosowanie: Po wieczornym oczyszczeniu twarzy nałóż niewielką ilość maski i delikatnie rozmasuj na skórze twarzy unikając okolic oczu i ust. Aplikacji dokonaj około dwadzieścia minut przed pójściem spać tak aby maska całkowicie się wchłonęła. Nie spłukuj. Pozostaw na noc, a rano zauważysz efekt.

NASZYCH KOSMETYKÓW NIE TESTUJEMY NA ZWIERZĘTACH


                                               Skład:



Maskę- krem otrzymujemy w plastykowym, zakręcanym "słoiczku". Jego konsystencja jest żelowa, przypominająca mi na pierwszy rzut oka galaretkę, jeszcze dobrze nie zastygniętą ;) Kolor żółty, który dla mnie jest kolorem przyjemnym i ciepłym. Zapach dziwny, delikatny i nie mam pojęcia z czym go porównać. Pierwsze skojarzenie to gabinet pielęgniarek wymieszany z wonią perfum - dziwne porównanie, wiem, wiem. 




Kosmetyk aplikujemy codziennie wieczorem na oczyszczoną twarz, szyję i dekolt. Wskazane jest to robić około 20 minut przed położeniem się do łóżka, żeby galaretka mogła się wchłonąć. I rzeczywiście, w tym czasie żel się wchłania, ale powiedziałabym, że w ciągu już 10 min, twarz wchłonęła wszystko co miała wchłonąć.Skóra po aplikacji jest delikatnie lepka, ale  nie przeszkadza to w niczym.


Po czterech tygodniach stosowania maska zapewniła mojej skórze długotrwałe nawilżenie. Strefy, gdzie miałam najbardziej przesuszone i używałam więcej kosmetyku unormowały się i teraz kładę na twarz równiutką warstewkę kremu, bez konieczności dodatkowych poprawek. Kolejny plus to mega odżywiona i pełna blasku cera. Widzę, różnicę, nawet koloryt skóry stał się równiejszy, pełniejszy. Jest inna, jakby nie moja. Dziwna sprawa, bo nie wierzę zbytnio w doskonałe działanie kosmetyków przeciwzmarszczkowych, ale tu pojęcie "doskonałe" jak najbardziej pasuje. Zmarszczek metrowych rzecz jasna nie mam - na twarzy nie mam, ale na dekolcie niestety są. Zasłaniam je łańcuszkiem, żeby nie było ich widać, a teraz jest zmiana fenomenalna!!! Kreseczki , które mnie szpeciły zmniejszyły swą widoczność, nie są  już tak wyrazne, co cieszy mnie najbardziej z całego działania maski-kremu!Teraz mój dekolt jest prawie głaciuśki jak u dwudziestolatki ;) Poza tym skóra szyi też stała się jędrniejsza, bardziej napięta- rewelacja!!



Cena tej przyjemności to 38 zł. myślę, że jest to okazyjna cena, tym bardziej, że kosmetyku mamy aż 100 g i aplikujemy go tylko na noc. A co za tym idzie- że jest mega wydajny i naprawdę się opłaca. Do tego firma oferuje nam kosmetyki w 100% naturalne bez chemii, barwników czy parabenów, świetna sprawa, nie sądzicie?
  Z pewnością sięgnę po niego ponownie, a także wypróbuję inne kosmetyki z tej serii.



 Cena: 38 zł/ 100 g
Dostępność: http://www.orientana.pl

Tą maskę - krem oraz inne kosmetyki naturalne Orientany możecie kupić na stronie on - line sklepu :
                                                                              http://www.orientana.pl/



Pozdrawiam

                       MAGDA

środa, 16 października 2013

I znowu nowości ;))



Dzisiaj lekki post o nowościach w mojej kosmetyczce i nie tylko. Dużo tego nie jest, ale chciałam Wam pokazać. No dobra, dobra, niech będzie , że chciałam się pochwalić :D


       Biedronkowe łupy czyli szampon dodający objętość oraz nadający połysk.



 Kredka do oczy Pierre Rene EYE Matic - ma działanie niby parmanentne, ale się okaże .




                 Paletki Barry M  Smokin' Hot / Natural Glow ( ta ostatnia nie moja )




                                                Wygrana na Fb u kosmetykomanii




 Lakiery: MANHATTAN Pro French - lakier wzmacniający  nr.61G / Rimmel PRO Lycra nr.391


                                                       
                                                    Coś na ząb : merci :D



                                                        Moje okularki od FIRMOO




                                 A tutaj kupione w salonie okulary Ray Ban



Wpadło Wam coś szczególnego w oko??

Pozdrawiam

                   MAGDA