piątek, 23 września 2016

Orly 20498 Ablaze

Hejoo Kochani,
Po dłuższej przerwie znowu Madlen do Was wraca. Tyle czasie minęło, że czuję się jakbym pierwszy razie w życiu post pisała.  Niemniej jednak jest to cudowne uczucie I czuję, że znowu jestem na fali!
Dzisiejszy post będzie na spokojnie w wersji pazurkolej. Moje początki ciąży sprawiły, że nie tylko miałam okropne samopoczucie ale doslownie nic mi się nie chciało. Ani makijażu co wcześniej nie miałoby u mnie to miejsca jak też kończąc na niepomalowanych pazurkach.
Na szczęście okresu ten mija, więc czas znowu zacząć orkiestrę!



Zawsze marzyło mi się posiadanie lakierów  tych z górnej półki, takich jak China Glaze, OPI, czy Orly, jednak zawsze załączał mi się kalkulator no i cena nie pozwalała mi na to szaleństwo. Będąc w USA Nazywam w promocji  kilka perełek, ze których jestem mega zadowolona!
ORLY 20498 Ablaze bo o nim dzisiaj mowa. Począwszy od samej butelki, która jest pikna, po całkiem sporą pojemność bo aż 18 ml!



Przejdę do koloru, który chwyta za serce jak nic. Piękna, mocno nasycona pomarańczka z ogromną ilością shimmeru. Na początku myślałam,  że może on być za bardzo wyrazisty, no i tak sie stało,  jednak w dobry słowa tego znaczeniu. Lakier ma w sobie coś, Co powoduje, że ilość tych drobinek nadaje mu mocnego a zarazem przyjemnego akcentu. Ognisty, neonowy z lekko czerwonymi refleksami I złotym shimmerkiem taki właśnie jest Ablaze.


Pozdrawiam




wtorek, 5 lipca 2016

Tous in Heaven

Witajcie Kochani po dłuższej przerwie, ale ciężko było mi się zebrać do napisania jakiegokolwiek postu a to przez moje samopoczucie. Moja ciąża rozwija się w takim tempie, że ostatnie 2 tygodnie były dla mnie dość ciężkie. Nudności na wszystko dosłownie, nawet na zdjęcia, które porobiłam wcześniej, jak pomyślałam, co jest na zdjęciach i ten okres "umierający" to uwierzcie mi ale odechciewało mi się wszystkiego. Na szczęście pomalutku zaczyna przechodzić mój wstręt i mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.


Choć większość moich perfum poszła w odstawkę, znalazły się jedyne, które jeszcze mogę znieść. Chodzi o chyba dość znaną markę Tous, słynny miś jeśli Wam to coś mówi ;) Bardzo lubię ich perfumy, mają zdecydowane, bardzo kobiece zapachy i przede wszystkim ich opakowania są takie inne od wszystkich ;))


Tous In Heaven Her marki Tous to szyprowo - owocowe perfumy dla kobiet. Tous In Heaven Her został wydany w 2008 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jestVincent Schaller. Nutami głowy są ananas, czerwone jagody, jabłko, bergamotka i cytryna; nutami serca są piwonia, frezja, bez i gardenia tahitańska; nutami bazy są drzewo sandałowe, piżmo, wanilia i cedr.


Przyznam się bez bicia, że perfumy kupowałam w ciemno z resztą jak większość moich zakupów. Na przesyłkę czekałam szybciutko i po rozpakowaniu kartonika ukazała mi się czarna buteleczka z różówym logiem, dodam jeszcze , że jest to tester ;))


 Jak pachnie misiek w niebie? Otóż kupując w ciemno znowu miałam strzał w dziesiątkę. Zapach kwiatowo - owocowy z obecnością słodyczy i kobiecości. Idealnie wywarzone akcenty powodują, że z godziny na godzinę zapach robi się bardziej ciekawszy i milszy dla nosa. Można w nim odkryć mega seksualnośc, która w pewnym momencie zmienia się w niewinną kobietkę jak nie kokietkę.


Uwielbiam ten zapach i co ciekawe moja mama też a rzadko się jej to zdarza. Zapach jest bardzo trwały i dość intensywny ale w przyjaznym dla otoczenia stopniu. Zmysłowy, ciepły, lekko wyniosły a jednocześnie delikatny. Jego dziwna mieszanka otula całe ciało, czuć w nich tajemnicę i magię co powoduje, że często słyszę, czym dziś tak pięknie pachnę.


Przyznam szczerze, że jeszcze u nikogo ni czułam tych perfum, nie natknęłam się na nikogo ani nigdzie by choć w małym stopniu rozpoznać , że jest to Tous in Heaven. Jest to dla mnie owocowy raj, który łączy w sobie doskonale wszystko to co kobieta lubi najbardziej. Plus pikantny akcent w postaci piżma i cedru potrafi niezle wywrócić wszystko do góry nogami. Nie wierzycie?? Powąchajcie jak macie okazję i podzielcie swoje zdanie ;))

Moją buteleczkę kupiłam tu http://www.perfumy-perfumeria.pl/
Obłędne 100 ml kosztowało mnie tylko 95 zł ;))




Pozdrawiam




piątek, 17 czerwca 2016

Pokaż kotku co masz w środku, czyli nowości zakupowe.

Nowości i zakupy chyba każda kobieta lubi jak nie kocha. U mnie zwłaszcza kosmetyki nie przejdą obojętnie, jak coś widzę, co mi się podoba, muszę przyjrzeć mu się bardziej i hops do koszyka ;) Takim sposobem troszkę tego się uzbiera, ale to silniejsze ode mnie. Tym bardziej teraz kiedy przebywam w USA. Są tu kosmetyki, których na co dzień nie miałam w Polsce, dlatego takie zakupy kręcą jeszcze bardziej. Nie będę więcej ględzić, tylko zapraszam do oglądania moich zdobyczy.



  Pierwsze na co się rzuciłam to kosmetyki Bath & Body Works. Akurat była przecena do -75%, jak zobaczyłam, że sklep pęka w szwach od bab, to tylko mnie tam brakowało. A do koszyka wrzuciłam:
- krem do ciała oraz żel pod prysznic z serii Be Joy Ful - pachną sexy, romantycznie i intensywnie!


Rasberry & Sweet Mint to kolejny duet czyli mgiełka do ciała oraz krem do ciała o słodko-orzezwiającym zapachu. Przyznam, że ta para miałabyć prezentem dla bratowej i mojej mamcić, ale niestety koleżance zabrakło miejsca w walizce i musiałam przygarnąc je dla siebie.


Kolejny krem - balsam o ciała o zapachu papai, czyli Agave Papaya Sunset. Śliczny, tropiklany i mega wakacyjny zapach. Do tego świetnie nawilża.


No i ostatnie nabytki z tego sklepu to Strawberry Vanilla Sugar - mydło do rąk o iście truskawkowo - śmietankowo - waniliowym zapachu, który powala i powoduje uczucie głodu w żołądku. Oraz standardowo mydełko antybakteryjne Yay Summer.
Dodam , że wszystkie kosmetyki z BBW kupiłam po 3 dolce za sztukę ;)


 Tutaj mamy cleaner oraz aceton do przemywania i ściągania lakierów hybrydowych. Tym razem sięgnęłam po markę Finger Paints.


Tutaj mamy zestaw lakierów hybrydowych - żeli marki Ibd. Niestety tutaj w stanach mogę pomarzyć o Semilacu. Szukałam więc lakierów o podobnej jakości ale jak się sprawdzą zobaczymy. Jedna sztuka ok $10. Do tego była też lampa, ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia ;) Za zestaw z lampą zapłaciłam $90



Trafiły tez mi się cacka z przecenki, czyli hybrydko - żele z Orly GelFx - typowy biały kolor, ASP  - Beaming in Burgundy oraz Gelaze od China Glaze - Flying Dragon po całe $4.


 Na koniec znaleziony w TJMaxxie ( gdzie w PL mamy TKMaxx :))) naturalny dezodorant, który mam nadzieję, że ochroni mnie przed plamami na czarnych ubraniach.


Do akcesorii wrzuciłam też pędzle do zdobienia, bo szczerze to prócz sondy nie posiadam nic - wstyd. Więc pędzelki z ASP znalazły się u mnie.


A no koniec końców troszkę amerykańskich słodkości, które naprawdę są pyszne i mogłabym jeść je i jeść, zwłaszcza czekoladki Reese's. Masło orzechowe oblane mocno mleczną czekoladą - obłęd!!


No i to by było na tyle moich szaleństw. Teraz muszę przystopować z zakupem kosmetyków, bo mam ich spory zapas. Teraz muszę zostawić pieniążki na mojego dzidziusia, którego spodziewam się od niedawna. Więc skupiam się bardziej w tym kierunku - by mój bobas wszystko miał ;)

A Wy Kochani co upolowaliście w ostatnim czasie??




Pozdrawiam



poniedziałek, 6 czerwca 2016

Olejek arganowy o zapachu jaśminu.

Olejek arganowy chyba znany jest już wszystkim. Tak zwane słynne "Złoto Maroka" większość z Ns już próbowała. Jeśli nie w pierwotnej formie olejku to na pewno z jego dodatkiem w innych kosmetykach. Dzisiaj mam wersję o bardzo szerokim zastosowaniu. Bowiem olejek arganowy nie tylko będzie miał zastosowanie na ciele, twarzy, czy włosach, ale również jako esencja zapachowa.


 Na początku jak tylko dostałam go w swoje ręce, cieszyłam się, że znowu mam w swoim posiadaniu olejek arganowy, bo jest on na tyle doskonały w mojej pielęgnacji, że z chęcią sięgam po niego ponownie. Z czasem, gapa, doczytałam się, że jest On o zapachu jaśminu, co moja ciekawość była jeszcze większa, bo oryginalny zapach arganu, hmhmhm pozostawia wiele do życzenia, więc zapowiadało się świetnie.


 Jaśminowy olejek arganowy postanowiłam na pczątek użyć na twarz, nakładając go rano, delikatnie wklepując w skórę. Jak pierwszy węch był całkiem ok, to potem robiło się już coraz ciężej. Zapach jest na tyle mocny i intensywny, że z godziny na godzinę zamiast słabieć, to uwydatniał jeszcze bardziej swoje nuty zapachowe. Lubię ciężkie zapachy, ale nadmiar Jaśminu, zdecydowanie nie dla mnie. Kojarzy mi się z niedzielną wizytą babci ;) Samo działanie olejku, zdecydowanie na plus. Piękna, wypoczęta skóra pełna blasku. Nawilżona do granic możliwości, przyjemna w dotyku i świetnie odżywiona.


Olejek również zastosowałam na włosy, lekko je spryskując ale tylko po ich długości. Włosy u mnie ostatnio się przesuszyły z nadmiaru słońca, więc jaśminowy zastrzyk tylko polepszył ich stan. Lubię zaaplikować odrobinę olejku na wilgotne włosy, wtedy zapach jest o niebo delikatniejszy i przyjemniejszy. Po kosmetyku czuję, że włosy są również nawilżone, lepiej się układają i są takie przyjmnie mięciutkie. Dodam tylko, że w momencie kiedy stosowałam jasminowy olejek, odstawiłam wszelkie maski i odżywki, bo bałam się obciążenia włosów. No i pamiętajcie, żeby nie używać go na skalp, bo wtedy tylko przyspieszy Wam przestłuszczanie się skóry głowy.



Na całe ciało już sobie odpuściłam, bo chyba rano bym nie wstała, wdychając całą noc "jaśminowe "orzezwienie". O nie jeszcze nie zwariowałam. Natomiast ciekawostką jest jeszcze fakt, że owego olejku można również używać jako zamiennika perfum, zwłaszcza latem, kedy to skóra w kontakcie ze słońcem może spowodować wysypkę. Tutaj mamy bezpieczną,naturalną, zapachową esencję, która na pewno krzywdy nie zrobi, pod warunkiem, że dobierzemy odpowiedni zapach, inaczej nos dostanie szoku.


 Opakowanie kosmetyku jest przyjemne, wygodne z moim ulubionym dozowniekiem, który ułatwia mi jego stosowanie. Kolor złoto - słomkowy, konsystencja rzadsza od "normalnego" olejku, dzięki czemu również łatwiej się rozprowadza na skórze i włosach. Zapach oczywiście w 100% Jaśminowy! Opakowanie posiada 50ml produtku, ale jest tak cudownie wydajny, że używam go ja i mój facet a. ubytek znikomy, ale może to też i przez zapach. Czuję, że gdyby aromat mi bardziej odpowiadał, to pewnie juz by go dawno nie było.


Podsumowując, jaśminowy olejek arganowy, jest kosmetykiem o szerokim zastosowaniu i pozytywnym działniu. Warunek tylko taki, że przy zakupie trzeba ostrożnie i z głową dobrać sobie odpowieni zapach, bo wtedy przygoda jest całkiem inna i o wiele przyjemniejsza. Nie mniej jednak Jaśmin pozostanie na długoo w moim nosie  ;)

Cena: ok. 32 zł /  50ml
Do kupienia: http://marokosklep.com


A Wy jakich olejków używacie ?



Pozdrawiam


czwartek, 2 czerwca 2016

Moja pierwsza Chinka.

W moich zasobach lakierowych pojawiła się nowość, o której będąc jeszcze w Polsce ciągle marzyłam. Niestety ceny w moim ojczystym kraju nie pozwalały mi na zakup lakieru za ponad 20zł. Będąc tutaj na Florydzie trafiła mi się okazja i kupiłam swoją pierwszą Chinkę za całe $2.99. Kolor tez taki jaki akurat potrzebowałam. Tak też zdziałałam prosty manicure i chwalę się Wam, nie tylko lakierem ale jego zadowalającą jakością i pigmentacją no i samym jego posiadaniem.















Mój zdobyczny numer lakieru to 1451 Let's Chalk About It.
Nie jest to typowy biały kolor jaki może się wydawać na zdjęciu. Kolor delikatnie wpada w jasny,  kremowy ròż. Ma świetną pigmentację, który nasyca kolor idealnie, kryje już przy dwóch warstwach I schnie też dość szybko. Konsystencja jest idealna, mogę śmiało I dokładnie malować płytkę bez obawy, że lakier mi zaschnie. Butelka spora mieści w sobie aż 14ml. Jestem zachwycona jakością Chinki I nie dziwię się, że tyle osób je chwali,  bo sama jestem pod jej wrażeniem. Gościnnie wystąpił też złoty top z Color Club Gingerbread,  który również skradł moje serce!


Pozdrawiam


niedziela, 22 maja 2016

Jingle All The Way Kringle Candle

Hej Kochani mimo iż wiosna w pełni a lato już tuż tuż w ostatnich moich dniach królował wosk, który kojarzy się bardziej z zimą i świtami Bożego Narodzenia, chociażby z samj nazwy. Mowa o wosku Jingle All The Way od Kringle Candle. Zobaczcie jaki ten człowiek dziwny. Zima jest to chcemy lata, jest gorąco to tęsknimy za zimnem. Taka nasza pokręcona mentalność z którą wszyscy  raczej poumieramy... Oczywiście nie tęsknię za zimą choć od 2 miesięcy mam ciąglę 30-sto stopniową temperaturę, ale ciekawość jak pachnie owa tarta była większa.


Słodkie owoce w połączeniu z cytrusowymi aromatami oraz delikatnymi drzewnymi nutami dają doskonałą świąteczną mieszankę. Wspaniały zapach, którego nie da opisać się jednym słowem. Zaciekawi on każdego gościa, a domowników wprowadzi w doskonały nastrój.


 Jingle All The Way to propozycja owocowa, dla osób lubiących słodkie i rześkie klimaty jak również dla typowych domowników. Główną rolę odgrywa tu słodka żurawinka a za nią lekko cytrusowe pomarańcze, mandarynki nawet i jabłko się znajdzie. Do całości dodano cynamonu, który bardziej wyostrza zapach i kominkowy - drewniany aromat. Szczerze to jest to dość dziwna kombinacj ale przyjemna dla nosa. Wszystkie dodatki zapachowe na początku unoszą się każdy oddzielnie, powodując, że owoce z przyprawami tworzą pózniej naprawdę otulający a zarazem soczysty"film".




Jak dla mnie nie przypomina mi klimatu świątecznego a bardziej taką niedzielą, rodzinną obiado - kolację. Intensywny, lekko kwaśny, troszkę słodkaśny i bardzo rodzinny. Jingle All The Way przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, błogie lenistwo, zero trosk i smutków. Dyskusje  z rodzeństwem do białego rana i krzyczącą z daleka mamusię, że mamy gasić światło i iść spać. Odprężenie i relaks i zapomnienie o przyziemnych problemach taka właśnie jest ta tarta. Chcesz się poczuć znowu małą dziewczynka bądz małym chłopcem przy boku mamusi i tatusia? Sięgnij po Jingle All The Way. Czasem warto wskoczyć w piękne i jak ciepłe dla serca wspomnienia.
Oczywiscie woski są dostępne np. na http://www.goodies.pl/ za jedyne 12zł.

A u Was aktualnie co pali się w kominkach??? Czy wdychacie sam powiew wiosny/??


Pozdrawiam


poniedziałek, 16 maja 2016

Burberry The Beat

Mój kolejny zakup w ciemno okazał się trafionym zakupem. Jak przystało na pefumoholiczkę, uzupełnianie zapachowej toaletki to norma przynajmniej raz na jakiś czas. Moje dzisiejsze perfumy zrodziły się z czystej ciekawości posiadania zapachu marki, której jeszcze nie mam w swoich zasobach. Tak też przedstawiam Wam Burberry The Beat.


Dokonując zakupu zawsze staram się wybierać wodę perfumowaną. Wody toaletowe są dla mnie za lekkie i niezbyt długo utrzymują się na mojej skórze. Czasami różnica cenowa też jest znikoma, więc warto zapłacić troszkę węcej i mieć perfumowaną wodę, która zostanie z Wami na dłużej.


Sama butelka jest dla mnie prosta, elegancka i bardzo szykowna. Jeśli chodzi o zapach. Burberry The Beat to perfumy uniwersalne, idealne na każdą porę roku. Zapach niezwykle ciepły i otulający. Kobiece, romantyczne, zmysłowe, kwiatowo- herbaciane.
Na pierwszy plan pokazuje się Nam ewidentna  słodka mandarynka z powiewem herbacianym. Dopiero potem włączają się ostrzejsze nuty białego piżma, kardamonu oraz pieprzu. Dziwna mieszanka, dzika kombinacja, która powoduje , że zapach jest zaskakujący i innowatorski. Zdecydowanie pozwala poczuć się kobieco o każdej porze dnia bez względu na okazję i chwilę.


Nuta głowy – Bergamotka, Mandarynka, Kardamon, Czerwony Pieprz.Nuta serca – Herbata Ceylon, Irys, Dzwonek.Nuta głębi – Białe Piżmo, Wetiwer, Drzewo Cedrowe.


The Beat są w świeżej i deliaktnej tonacji, jednak ich trwałość zaliczm na medal. Pryskając się rano przed wyjściem z domu, ciuchy i skóra po 10 godzinach nadal nimi pachnie. Myślę, że większości kobietom zapach bardzo się spodoba. Idealny na dzień jak i na wieczór na spacer z ukochanym. The Beat  pokochałam nie tylko ja, zwolenniczka perfum z pazurem ale również moja bratowa, któa preferuje delikatniejsze i subtelniejsze zapachy. Jak widać The Beat skrada serce różnym kobietom o różnych nosach a tu zapach mamy ten sam. Wiem, że w sprzedaży jest wersja wody toaletowej, która bardzo różni się zapachem i radzę zwracać uwagę na półkach po, którą opcję sięgacie ;)

A jakie perfumy królują u Was w okresie wiosennym???

Pozdrawiam