środa, 13 grudnia 2017

Nivea, Hairmilk, Ekspresowa regenerująca odżywka do włosów

Nivea, Hairmilk, Ekspresowa regenerująca odżywka do włosów
Uwielbiam odżywki w sprayu. Od wielu wielu lat jestem miłośniczką ekspresowych odżywek z GlissKur, które są świetne i szczerze polecam. Od niedawna mam przyjemność testować kosmetyk również w sprayu ale tym razem jest to seria Hairmilk, ekspresowa, regenerująca odżywka do włosów od NIVEA. Czy jestem równie z niej zadowolona i czy zostanie ze mną na dłużej? O tym dowiecie się w dalszej części recenzji.


Odżywki ekspresowe Hairmilk mamy w 3 wariantach. Mianowicie zalecana jest do włosów cienkich, grubych oraz normalnych. Moje zaliczają się do kategorii normalnych, zwyczajnych, więc takową wersję również było mi dane testować.


Odżywka sama w sobie nie różni się niczym szczególnych od reszty kosmetyków tego typu. Butelka o pojemności 200 ml. z wygodnym dozownikiem. Konsystencja odzywki jest dwufazowa, w momencie użycia zaleca się wstrząśnięcie by mleczne molekuły mogły połączyć się w całość i dopiero wtedy spryskujemy włosy. Zapach jej jest jedyny w swoich rodzaju i nie do podrobienia. Pachnie jak ... krem NIVEA, dosłownie i tak prawdziwie, jak z dawnych lat, za czasów małej dziewczynki. Uwielbiam ten zapach i cieszę się, że został on uwieczniony na odżywce. 


No ale jak spisuje się sama odżywka? Zdaniem producenta powinna ona poza głębokim pielęgnowaniem, ułatwić rozczesywanie, chronić przed uszkodzeniami termicznymi, zmniejszyć łamanie się włosów. Powinna wzmocnić je, dodać objętości i nadać błysku. Czy tak się stało?


SKŁAD: Aqua, Cyclomethicone, C15-19 Alkane, Glycerin, Ceteareth-20, Lanolin Alcohol (Eucerit®), Panthenol, Behentrimonium Chloride, Polyquaternium-16, Dimethicone, Dimethiconol, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Cetrimonium Chloride, Sodium Chloride, Dipropylene Glycol, Citric Acid, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Limonene, Citronellol, Benzyl Alcohol, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Linalool, Citral


Odżywki używam zarówno na mokre włosy jak i na suche. Spryskuję całe jak również od połowy w dół. No i opcja na mokro troszkę mi się nie sprawdziła. Otóż włosy faktycznie doskonale się rozczesują, pięknie pachną, po wysuszeniu, są świetnie nawilżone ale po jakimś czasie mam wrażenie, że są lekko przetłuszczone u nasady. Spróbowałam wersji na "sucho" i tu o wiele lepiej odżywka zdaje egzamin. Włosy są mega leciutkie i delikatne w dotyku, zdecydowanie lepiej wyczuwa się efekt działania mlecznych molekuł a rozdwojone końcówki to już wspomnienie. Odżywka ekspresowa Hairmilk chroni i regeneruje włosy po same końce zapewniając im połysk i zdrowy wygląd. Jedyne czego mi w niej zabrakło to zwiększenia objętości, co mogłoby przydać się moim włosom. No ale trudno. Ogólnie jest to fajny kosmetyk, który może pomóc włosom, w zależności od potrzeb. Aktualnie  jestem w trakcie używania również szamponu i odżywki również z tej samej serii i powiem Wam, że jestem miło zaskoczona, ale o nich napisze innym razem.  Dodam jeszcze, że koszt odżywki w sprayu to 12-15 zł.




Pozdrawiam,



niedziela, 10 grudnia 2017

La Roche -Posay Lipikar Xerand - regenerujący krem do rąk

La Roche -Posay Lipikar Xerand - regenerujący krem do rąk
Przyszedł czas, pora roku, w której moja skóra się buntuje. Staje się szorstka, wiotka a przede wszystkim sucha. Dotyka to całe ciało a przeważnie ręce, które narażone są najbardziej na zimowy, niesprzyjający im  klimat. W tym czasie staram używać się sprawdzonych kosmetyków ale ostatnio wpadł mi w łapki kremik od La Roche - Posay i ciekawa byłam, czy tak znana i dobrze chwalona marka poradzi sobie z moim problemem.


Lipikar Xerand to regenerujący krem do rąk z wodą termalną La Roche-Posay.  Dzięki swym składnikom nawilżającym i regenerującym odtwarza ochronną warstwę hydrolipidową i sprawia, że skóra dłoni staje się miękka i delikatna. Odporny na działanie wody, chroni naskórek przed codziennym działaniem czynników drażniących.




Lipikar Xerand ma lekką, nietłustą i troszkę rzadką konsystencję o słabiutkim, ledwo wyczuwalnym zapachu. Pierwsze wow to ekspresowe wchłanianie. Dosłownie krem natychmiastowo wnika w skórę, nie pozostawiając na niej żadnej lepkiej warstwy. Automatycznie przynosi ulgę a skóra na dłoniach jest ukojona i znika uczucie pieczenia, suchoty i innego dyskomfortu. Dłonie są nawilżone, wygładzone i mogę śmiało napisać, że została przywrócona im miękkość.



Lipikar Xerand zdecydowanie polecam osobom borykającym się z suchą czy nawet atopową  skórą dłoni. Krem przynosi natychmiastową ulgę a regularne jego stosowanie daje radykalną poprawę. Dłonie są przede wszystkim nawilżone, odżywione, mięciutkie i wyglądają na zadbane.Cena kremu jest dość wysoka. Za opakowanie 50 ml. musimy zapłacić ok. 15 zł. Jest to całkiem sporo jak na krem do rąk, zwłaszcza, że  przez jego "luzną" konsystencję jest on średnio wydajny. Jednak La Roche -Posay to kosmetyki apteczne i jak dla mnie są do zadań specjalnych, które usuwają dany problem, więc jestem w stanie tyle zapłacić i cieszyć się pięknymi dłońmi dopóki nie znajdę innego, który równie dobrze będzie ratował mi moją suchotliwą skórę.. 


A jakie kosmetyki zimą sprawdzają się u Was Kochani?



Pozdrawiam,



czwartek, 7 grudnia 2017

Gucci Guilty

Gucci Guilty
Uwielbiam perfumy, wręcz Kocham je i chyba nie umiałabym bez nich funkcjonować. Lubię ładnie pachnieć i lubię poznawać nowe zapachy. Przyznam, że wolę oryginały od wszelkich zamienników być może ze względu na ich przepiękne buteleczki, które ozdabiają kobiecą toaletkę. No ale nie stronię też od perfumetek i innych tańszych odpowiedników.

Dziś chciałam Wam przedstawić Gucci Guilty. Jedna z piękniejszych historii jaką było mi poznać Właśnie dzięki temu zapachowi.



Gucci Guilty to zapach stworzony w 2010 roku. To orientalno-kwiatowe perfumy dla kobiet a twórcą owej kompozycji zapachowej jest Aurelien Guichard. Nutami głowy są mandarynka, różowy pieprz i bergamotka, nutami serca geranium, brzoskwinia, bez, czarna porzeczka oraz jaśmin. Bazą jest paczula, bursztyn, wanilia i białe piżmo.


Zacznę od flakonu, który urzeka i pieści oko. Na pierwszy rzut może wydawać się ciężki i nieporęczny ale na szczęście tak nie jest.  Bardzo elegancki, ciekawy, a "korek" solidny, dobrze zabezpiecza atomizer . Kolor flakonu imitujący złoto wygląda całkiem fajnie do momentu, kiedy nie chwycimy buteleczki w dłonie. Strasznie odbijają się na niej ślady i w ogóle butelka ma tendencję to zabrudzeń, które ciężko schodzą.


A zapach??? Jak pachnie Gucci Guilty? Jestem zwolenniczką dość specyficznych, mocno intrygujących i nietuzinkowych zapachów. Gucci Guilty do takich nie należy ale jest w nim coś co sprawia, że wyróżnia się od reszty. 
Przede wszystkim jest to zapach bardzo zmysłowy i ciepły. Dominacja mandarynki i pieprzu łączy się z bzem i brzoskwinią. To one jako pierwsze wprowadzają mnie w stan uśpienia ale tylko na chwilę. Budzi mnie obecność piżma, wanilii i paczuli, które wodzą nosem. Całość jest charakterna z kobiecym wdziękiem i urokiem nastolatki. Są dość intensywne ale nie duszące. Zwiewne, na każdą porę roku i dla każdej kobietki.  
Gucci Guilty to perfumy kwiatowo-owocowe i lekko orientalne. Ciepłe, lekko słodkie, nienachalne po prostu kwintesencja kobiecości, które muskają skórę do 5-7 godzin.



Pozdrawiam



poniedziałek, 4 grudnia 2017

Clean Cotton od Yankee Candle oraz wyniki rozdania.

Clean Cotton od Yankee Candle oraz wyniki rozdania.
Jakiś czas temu mój składzik powiększył się o kilka nowym zapachów. Nie czekając długo postanowiłam sięgnąć po znany i całkiem dobrze chwalony Clean Cotton, który dostępny jest na Goodies. Jest to jeden z najsłynniejszych zapachów Yankee Candle, którego ja do niedawna nie miałam.  Pozytywnymi opiniami skusiłam się Clean Cotton i jego "czysty" zapach, a jak się okazało? Czy faktycznie pachnie świeżym praniem?


Clean Cotton należy do wosków z rześkiej linii zapachowej. Zawarte są w nim nuty świeżego prania, kwiatów oraz cytryny. No i faktycznie na sucho wszystko ładnie, pięknie wyczuwalne, że aż zdziwiona byłam, że tak fajnie można odzwierciedlić prawdziwy zapach  czystych "majtek" na suszarce .


Wosk Clean Cotton pachnie dość intensywnie, zapach utrzymuje się długo a nawet bardzo długo. Do kilku godzin po zgaszeniu kominka fajnie wyczuwalne jest pranko w mieszkaniu. Jeśli chodzi o sam zapach. No cóż mogę napisać. Jest to typowy świeżak, bardzo rześki, bardzo przyjemny i pachnący świeżo wypraną pościelą. Dodatkowo w tle gdzieś muska nosek  akcent cytryny z dodatkiem i białych kwiatów.



Clean Cotton jest zapachem bardzo autentycznym, lekkim i subtelnym. Doskonale wpasowuje się w domową aurę dzięki czemu czuć nieskazitelną czystość przez długi czas. Clean Cotton idealny jest do zapalenia np. po sprzątaniu. Jest to mój kolejny ulubieniec i na pewno pokuszę się o święcę większych gabarytów.

Cena: 9 zł
Dostępność: Goodies


Chciałam też podziękować uczestnikom za wzięcie udziału w zabawie ale niestety tylko jedna osóbka mogła wygrać a jest nią ANIASKF. Gratuluję i czekam na maila z danymi ;)



Pozdrawiam,



piątek, 1 grudnia 2017

Pomysł nie tylko na wyjątkowy prezent- czyli moje dziecinki z MyGiftDNA

Pomysł nie tylko na wyjątkowy prezent- czyli moje dziecinki z MyGiftDNA
Cześć Kochani! Mamy już początek grudnia a co za tym idzie?  Oczywiście Mikołajki potem gwiazdka! Nie wiem jak Wy ale ja wiecznie mam problem z robieniem prezentów. Moja rodzina jest strasznie wybredna i czasem ciężko im dogodzić. Na szczęście udaje mi się rok w rok trafić w gust z podarunkiem, więc albo udają albo ja wydziwiam. Wracając do tematu prezentów. Na pomoc przychodzi Nam sklep MyGiftDNA , gdzie mają fajne, ciekawe i do tego personalizowane propozycje na prezent nie tylko gwiazdkowy. Sama osobiście lubię takiego typu produkty, więc postanowiłam w tym roku, że obdarzę sama siebie własnie takim oto zestawem.


Zestaw a raczej moje dwie dzisiejsze propozycje, to must have typowej Pani Domu.  Zdecydowałam się na bambusową deskę do krojenia oraz kubek. W moim domu zawsze musi być stolnica, krajalnica czy deska do krojenia, bez niej ani rusz. Od plastikowych, po szklane a od kilku lat drewniane. Deska z MyGiftDNA  jest wykonana z wysokiej jakości bambusa. 


Wydawałoby się Deska bambusowa choć łudząco podobna jest do drewna to ku zaskoczeniu wykonana jest ze specjalnie sprasowanej trawy. Bambus, który jest impregnowany olejem, jest dwukrotnie twardszy od drewna buku a jednocześnie  znacznie od niego lżejszy. Bambus nie chłonie wody w takim stopniu jak drewno - szybciej schnie, dzięki czemu przeciwdziała szybkiemu rozwojowi bakterii. Poprzecznie do kierunku krojenia ułożenie trawy bambusowej, która zapobiega tworzeniu się szczelin, trudniej jest zarazkom i zapachom przeniknąć do środka, no i ważna sprawa- deska bambusowa nie niszczy noży!


Na stronie MyGiftDNA wybrany produkt możecie fajnie spersonalizować. Grawer na mojej desce wykonany jest z użyciem najnowszych technologii laserowych. najlepszej w Europie firmy Trotec Laser. Grawer jest trwały i nawet po długim użytkowaniu pozostaje nienaruszony. Deska wygrawerowana jest tylko z jednej strony, która również nadaje się do cięcia ale jeśli chcemy utrzymać napis w nienaruszonym stanie, to czynności krojenia wykonujemy po drugiej stronie deski. Koszt deski bambusowej z własnym grawerem to 119,99 zł


Kolej na kubeczek. Nie wiem jak Wy ale ja jestem strasznie kubkowa. Uwielbiam kubki, kubanki, lubię zwłaszcza takie duże, pojemne, takie inne. Kubek z MyGiftDNA jest z wysokiej jakości porcelany. Jest to kubek typu Latte, który mieści w sobie aż 500 ml. płynu. Nadruk wykonany jest po obu stronach kubka, bardzo precyzyjnie i dokładnie. Kształt i wygląd bardzo estetyczny i elegancki. Kubek można myć w zmywarce bez obaw o wyblaknięcie napisu.  Cena to 49.99 zł. 




Jak widzicie nawet podstawowe rzeczy, będące z Nami w dniu codziennym potrafią umilić dzień, czas, chwilę w której się znajdujemy. Nie musi to być zwykła deska do krojenia czy zwykły kubek a fajny prezent np. dla mamy albo dla osoby lubiącej pichcić w kuchni. Do tego swój własny, wymyślony grawer i osoba obdarowana na pewno będzie zadowolona. Opcja na zbliżające się święta dla osób, które jeszcze nie mają pomysłu, czym obdarować swoich najbliższych. Może MyGiftDNA Wam w tym pomoże?



Pozdrawiam,



środa, 29 listopada 2017

Peggy Sage lakier monohybrydowy oraz lampa Ronney

Peggy Sage lakier monohybrydowy oraz lampa Ronney
Mija już prawie 10-ąty miesiąc odkąd zostałam mamą i odkąd na wszytsko brakuje mi czasu. Wszystko inne poszło na bok, na szczęście bloga staram się wieczorami lub nocami doglądać. Dzisiejszy post będzie dotyczył między innymi lakieru monohybrydowego, który ma mi jeszcze bardziej skrócić czas wykonania manicure. Dla mnie świetna forma, szybka i mega wygodna. Jeśli jesteście zainteresowani nowym nabytkiem, to zapraszam do dalszej części.


 Zacznę może od lampy, którą dostałam w zestawie. Lampa Ronney z serii Nina to typowy mostek ale troszkę mniejszy gabarytowo. Zasilana na kabelek USB, który można odłączyć od kostki i podłączyć do komputera. Lampa o mocy 9W, posiada trzy diody i jeden główny włącznik, który po upływie 60 sek. automatycznie się wyłącza.  
Jeśli chodzi o działanie, to mam mieszane uczucia. No bo utwardza wszystkie żele, hybrydy ale "zabieg 60-sekundowy" trzeba powtarzać kilka razy. Niestety nie mieszczą się pod nią moje wszystkie paluchy, przez co musiałam " malować je na raty". 





 Lakiery monohybrydowe są świetnym ułatwieniem dla osób zabieganych, pracujący, po prostu nie mających czasu. Miałam już okazję je poznać ale z marką lakierów Peggy Sage spotykam się po raz pierwszy. Wspomnę dla osób, które jeszcze nie wiedzą, że lakier monohybrydowy łączy w sobie bazę, kolor oraz top. Takie 3w1.


Lakier, który otrzymałam jest dość masywny. Jego pojemność to 10 ml, które mamy zużyć w ciągu pół roku od otwarcia. Bardzo niespotykany pędzelek. Trzonek dość długi ale o krótkim przypominający rozłożoną kaczą, żabią stópką. Dla mojego kształtu paznokci jest idealny. Fajnie rozprowadza lakier przy brzegach paznokcia, nie zalewając go. Lakier nie smuży, nie kurczy się podczas utwardzania a jego konsystencja jest odpowiednia. Jego kolor nosi nazwę "Millenium Red"- to piękna czerwień, bardzo soczysta, świeża, taka jeszcze niedojrzała z małymi akcentami pomarańczy. Dwie warstwy dają idealny efekt, pięknie pomalowanych pazurek.


Poniżej możecie zobaczyć mój manicure, troszkę już świąteczny, a co tam, spadł śnieg to i czas na Mikołaja ;)







Podsumowując. Lakier od Peggy Sage jak najbardziej przypadł w moje gusta paznokciowo-hybrydowe. Szybko sprawa, rach, ciach i pazurki są. Kolor kobiecy, trwały, butelka również elegancka i wpadająca w oko. Lubię taki obrót sytuacji, jasno i konkretnie, choć tu cenowo, może już niekoniecznie. Za owy lakier musimy zapłacić ok. 40 zł. Ale biorąc pod uwagę zakup bazy, topu oddzielnie, to wychodzi jeszcze drożej. W każdym razie warto mieć taki "samodzielny" lakier. Natomiast co do lampy, no to powiem tak a raczej napiszę. Nina świetnie się sprawdzi w podróży. Jest malutka, zgrabna i różowiutka. Z chęcią będzie lądowała u mnie w walizce na naszych eskapadach. Natomiast do użytku domowego, jest ona troszkę dla mnie za słaba w sensie za krótka, przez co wydłuża mi czas pracy, którego i tak praktycznie nie mam.  Cena lampy ok.20 zł

 Znacie, lubicie lakiery monohybrydowe? Co sądzicie o mostkach?



Pozdrawiam,


sobota, 25 listopada 2017

Le Petit Marseillais Truskawkowy żel pod prysznic

Le Petit Marseillais Truskawkowy żel pod prysznic
Pewnie większość z Was zna kosmetyki Le Petit Marseillais. Bardzo często na ich portalu są akcje ambasadorskie, gdzie można  otrzymać paczuszkę  z kosmetykami do testowania. Tak i tym razem była truskawkowa kampania, do której z chęcią się zgłosiłam. Lubię nowości, ba kto ich nie kocha, no i 1000 szczęśliwych osób otrzymało właśnie nowość w postaci truskawkowego żelu pod prysznic.


Tak wyglądała cała paczuszka ambasadorska. Jak zawsze urocza, dopięta na ostatni guzik, z mnóstwem próbek oraz ślicznym gadżetem w postaci truskawki- zaparzacza do herbaty no i of kors pełnowymiarowym żelem pod prysznic.


Żel jest dość lejący o zabarwieniu lekko czerwonym i zapachu..... Bardzo przyjemnym dla nosa, ciepły ale nie do końca truskawkowy. Przypomina mi kompot truskawkowy z odrobiną poziomek i mięty a jeszcze bardziej truskawkową gumę mambę. Troszkę jestem zawiedziona, bo po tak fajnym opakowaniu spodziewałam się prawdziwy wysyp słonecznych truskawek no ale też nie jest zle. Troszkę inna  odskocznia od moich pozostałych żeli, więc lubię też nalać sobie jego sporą ilość do wanny. Przy ciepłej wodzie zapach bardziej się uwydatnia i mogę się spokojnie odprężyć.


Przy swojej dość rzadkiej konsystencji żel niestety nie jest zbytnio wydajny ale na szczęście opakowanie jest dość spore. Kosmetyk daje mnóstwo fajnej i pachnącej piany, doskonale oczyszcza i odświeża skórę ale czy nawilża? Jak dla mnie, posiadaczki suchej skóry mało który żel pod prysznic nawilża mi skórę. Po każdej kąpieli koniecznie muszę sięgać po balsam bo inaczej dyskomfort gwarantowany. Tak też jest i w tym przypadku.


Mimo iż nie znalazłam tu prawdziwej truskawki to i tak zapach wpasował się w mój nos. Jak dla mnie ciekawy, słodki i teraz zimą fajnie może przywoływać letnie wspomnienia. Prócz nawilżania robi to co powinien  pozostawiając skórę delikatnie pachnącą i oczyszczoną. Ciszę się, że dostałam się do grona ambasadorek, bo przyznam szczerze, że w Rossmanie praktycznie wcale nie zerkam na kosmetyki LPM . Teraz z ciekawości sprawdzę co mają jeszcze innego.



Znacie kosmetyki Le Petit Marseillais? Jaki zapach należy do Waszych ulubionych? 


Pozdrawiam




czwartek, 23 listopada 2017

Lakiery hybrydowe ChiodoPRO by Edyta Górniak

Lakiery hybrydowe ChiodoPRO by Edyta Górniak
Nie tak do pokazywałam Wam na Instagramie niespodziewaną przesyłkę z lakierami hybrydowymi Chiodo Pro. W zestawie znalazł się pięknie pachnący krem do rąk Venice Kiss oraz siedem lakierów hybrydowych, które dzisiaj chciałabym Wam pokazać. Jeśli jesteście ciekawi jak prezentują się poszczególne kolory to zapraszam na post.


Moja gromadka składa się z siedmiu lakierów ChiodoPro My Choice by Edyta Górniak w tym jednego z linii ChiodoPro Soft. Całkiem inne od siebie, część z nich jest o wykończeniu gładkim, pastelowym, część połyskująca i mieniąca się a znajdzie się też  i złoty ale troszkę w innej oprawie.


Poniżej przedstawiam Wam serię lakierów o tym subtelniejszym wykończeniu. Kolory nadają się raczej wiosną i latem, choć czerwień, to klasyk i uniwersalny kolor, więc pasuje wszędzie i do wszystkiego. Zaczynamy od lewej strony :

789 Guilty Pleasures - bardzo ciekawy odcień, mieszanka chłodnych i ciepłych tonów. Połączenie fioletu i brązu daje bardzo niespotykany kolor.
725 Red Rock - czerwień, czerwień i jeszcze raz czerwień. Prawie jak każda inna, sexowna, mocno nasycona o standardowej pigmentacji.
704 Let's Go Surfing - lakier z kolekcji With Love from LA. Niebieski a raczej błękitny i kremowy kolor, przypominający lato .
795 Hello Mr Grey - modny i elegancki szaraczek na którego jeszcze nie mam pomysłu, ale był na mojej chciej liście.


Teraz czas na bardziej odważniejsze kolory. Mieniące się, błyszczące o satynowym i perłowym wykończeniu.
791 Rose Gold ( seria Black & White Style) brokatowy lakier w tonacji ciepłego, różowego złota. Idealny na nadchodzące święta ale nie tylko. Rose Gold możecie łączyć dosłownie z każdym kolorem, nadając charakteru nawet tym nudnym pazurkom
904 Glittering Emotion ( seria Night Glow) - zakochałam się w tym lakierze. Obłędna mieszanka chłodnego brązu z milionem mieniących się drobinek. Niestety aparat nie uchwycił dobrze ostrości, ale przeważają  tam granatowo-złote drobinki, które urzekają całością. Jak na razie jest to mój ulubieniec.
905 Love Potion ( Night Glow). Lakier dający efekt cat eye. Ciemna śliwka o perłowym wykończeniu . Niestety nie mam do niego "lizaczka" bym mogła uzyskać kociego oka, więc pocieszam się kolorem w całości.



Tak prezentuje się cała siódemka. Do wyboru do koloru, cudować można jak tylko się chce.



Cieszę się, że trafiły mi się kolorki, których jeszcze nie mam w swoich zbiorach. Będzie fajnie móc zmalować coś innego, tym bardziej, że mam już za sobą testy i powiem Wam, że efekt jest ........  Tego dowiecie się w kolejnych postach ;) W każdym razie na stronie ChiodoPro często goszczą promocje i ze standardowej ceny 25-29 zł ( w zależności z jakiej kategorii lakier wybieramy) można kupić hybrydę nawet za 15 zł. Zachęciłam Was?? Bo ja czuję się skuszona ;)



Pozdrawiam




Copyright © 2016 My women's world , Blogger