Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PROCLE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PROCLE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 kwietnia 2019

PROCLE Volume Lip Balm

PROCLE Volume Lip Balm




 Pomadki, pomadeczki, pomadusie, któż ich nie kocha? Przy nadchodzącej wiośnie przydałoby się przerzucić na bardziej wyraziste kolorki. Jednak u mnie cały rok królują kolory bezpieczne. Nudziaki, delikatne brązy, beże czy pastelowe róże. Rzadko kiedy sięgam po czerwienie czy inne intensywniejsze kolory. Dzisiaj pokazuję jedną z moich ulubionych pomadek od Procle Volume Lip Balm.


Samo opakowanie budzi we mnie przyjemne emocje. Jestem kobietą i lubię kosmetyki, które przyciągają uwagę. Jest solidne i eleganckie. Sama pomadka jest miękka i posiada przyjemną formułę przypominającą masełko do ust. Kosmetyk gładko i sprawnie rozprowadza się na ustach nadając im delikatnego koloru. Jeśli macie ochotę na mocniejszy akcent trzeba aplikację niestety powtórzyć. Pomadka Volume Lip Balm jest w kolorze MAUVE, czyli delikatny, fajniutki brązik o pastelowym wykończeniu. Balsam do ust PROCLE różni się tym od innych pomadek, że po aplikacji wyczuwam mrowienie jak nie pieczenie. Jest to dość dziwne uczucie, zwłaszcza na ustach ale winę za to ponosi ekstrakt z papryczki, który odpowiedzialny jest za ten dyskomfort. Po co więc ta papryczka w pomadce?A no po to by Wasze usta stały się pełniejsze i większe -optycznie! Przez to mrowienie wargi delikatnie się rozpulchniają może dzięki czemu wyglądają na większe. Pytanie tylko czy każda z Nas jest w stanie znieść tą palącą chwilę, która trwa do 10 minut.



Oprócz pieczenia pomadka ma również za zadanie nawilżać i chronić nasze usta. W składzie balsamu znajdziemy między innymi kwas hialuronowy, olejek rycynowy oraz witaminę E. Nawilżenie jakie daje wiosną, latem będzie odpowiednie, zimą sama w sobie wątpię by uchroniła usta przed mrozem. Jednak jako pomadka daje radę. Kolor jest nasycony tak jak lubię, nieprzerysowany i bez przesady. Dla mocniejszego krycia trzeba aplikację powtórzyć co najmniej dwa razy, wtedy wydobywa się prawdziwy kolor, który prezentuje sam sztyft. Trwałość klasyczna, kilka godzin bez jedzenia i picia. Schodzi równomiernie i nie wysusza ust ani nie podkreśla suchych skórek.


Pomadka a może balsam jak zwał tak zwał, w każdym razie Volume Lip Balm od PROCLE to mazidło, które nie tylko nawilży usta, dbając o nie i nadając im koloru. Jak również sprawi, że wargi staną się pełniejsze a może bardziej "pulchniejsze" dzięki szalonej papryczce, która potrafi zaleść "za wargi". Wiem, że pomadka dostępna jest jeszcze w 3 odcieniach i sama osobiście z chęcią bym je również wypróbowała. Dodatkowy fakt - pomadunia jest bez parabenów i alergenów i cudownie pachnie.... czekoladką. Papryczka i czekoladka... mix doskonały... SKUSICIE SIĘ?



Pozdrawiam,



wtorek, 2 kwietnia 2019

PROCLE Slottet Fling- kwiatowy krem do rąk

PROCLE Slottet Fling- kwiatowy krem do rąk



Kremy do rąk u mnie zawsze schodzą najszybciej i najczęściej i najgęściej je kupuję zaraz po żelach pod prysznic. Moje dłonie są dość wybredne i wymagające. W porach jesienno-zimowych muszę mieć konkret a nie jakąś zabawę, która tylko pogorszy mi stan skóry dłoni. Lubię nie tylko dobrze funkcjonalne kosmetyki ale też jest miło kiedy przyjemnie wyglądają. Ostatnio w moje łapki wpadł kremik, której marka jest mi totalnie obca. Mowa o PROCLE i kremu do rąk z serii Slottet Fling.


Opakowanie jak widać jest przesłodkie, w kolorze pudrowego różu. Jest to mała tubka, odkręcana o pojemności 30 ml, ale jest dostępna większa wersja. Konsystencja kremu jest dość gęsta, z czego się bardzo cieszę, bo talowe lubię najbardziej. Jest treściwa, bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia lepkiej ani tłustej warstwy. No i zapach..... kwiatowy z nutami paczuli, jaśminu i cedru. Idealny dla mnie, osoby lubiącej wyraziste zapachy. Do złudzenia przypomina mi perfumy Lancome La Vie Est Belle. Przecudowny!!


Jeśli chodzi o działanie. To muszę Wam się przyznać, że zaskoczył mnie ten kremik. Przeważnie kosmetyki o dość mocnym zapachu powodują przesuszenie. Tutaj moje dłonie tego nie odczuły. Wręcz przeciwnie. Bardzo szybko konsystencja kosmetyku wchłonęła się w skórę automatycznie  czyniąc ją aksamitną i bardzo delikatną w dotyku. Nawilżenie odczułam dobre ale myślę, że przy minusowej temperaturze, mógłby się okazać troszkę za słaby. Pojemność kremu jest "torebkowa" więc zawsze zabieram go ze sobą, żeby awaryjnie ratował moje dłonie, przy tym odżywiając je i regenerując. 


Krem do rąk od PROCLE Slottet Fling posiada w swoim składzie naturalne olejki, witaminę E oraz mocznik. Dodatkowo w kosmetykach PROCLE nie znajdziecie PARABENÓW, SLS-ów i nie są testowane na zwierzętach.  Jestem niesamowicie ciekawa wersji niebieskiej i zielonej. Czy pachną tak samo obłędnie i czy działanie jest równie zadowalające jak w wersji Slottet Fling?



Pozdrawiam,


Copyright © 2016 My women's world , Blogger