piątek, 28 lipca 2017

Mare Turchese, lakier hybrydowy NC Nails Comapny

Moja przygoda z hybrydami wraca na swój tor. Syn rośnie, śpi coraz lepiej więc matka ma czas wypić "ciepłą" no może letnią kawkę i chwile by zrobić sobie hybrydy. Nie jestem zwolenniczką stosowania tylko jednej marki lakierów. Lubię zmieniać lakiery zwłaszcza jeśli dobrze sprawdzają się w "użytkowaniu". Dziś  przedstawiam Wam markę NC Nails Company i lakier hybrydowy w odcieniu Mare Turchese.


 NC Nails Company -  Mare Turchese


Pierwsze na co zwróciłam uwagę to opakowanie. Buteleczka przyciąga do siebie wzrok niczym magnes. Piękna, elegancka, zgrabna, ze złotą zakrętką i kolorową etykietą. Lubię takie cacka, inne i wyróżniające się na tle innych lakierów.


Lakier ma konsystencję dość gęstą, dzięki czemu nie spływa w trakcie utwardzania i nie zalewa skórek. Pigmentację ma wspaniałą, wystarczy dwie cienkie warstwy i kolor jest intensywny i soczysty. Zapach lakieru jest troszkę niespotykany i przyjemniejszy od innych lakierów hybrydowych. Tutaj wyczuwam kauczuk, który jeszcze delikatnie pachnie nawet po utwardzeniu.


 Mare Turchese to kolor turkusowy wpadający w błękit. Niestety mój aparat nie potrafi uchwycić idealnie koloru. Tutaj mamy 95% autentycznego koloru, w realu jest bardziej lazurowy. Nie mniej jednak pięknie się prezentuje solo jak i w zdobieniu.


Lakiery hybrydowe od NC Nails Company trzymają się na paznokciach tyle ile powinny. U mnie hybrydy goszczą do 2-3 tygodni, przy czym 2 tygodnie to zmiana na inny kolor. Tutaj nie mam zastrzeżeń. Zero odprysków, bąbli, podrażnień. Po ściągnięciu płytka cała a pazurki mocne i zdrowe.





Mare Turchese jest z weneckiej kolekcji. W moim posiadaniu są jeszcze dwa kolory z tej serii ale pokażę je Wam innym razem. Dodatkowo na pazurki użyłam bazy Base Repair oraz topu Glass Top Coat, które również opiszę w osobnym poście. Buteleczka lakieru to cena 29.99 zł  za 6ml. czyli standardowo jak za hybrydę. Podsumowując. Jestem zadowolona jakością, wyglądem i całokształtem  lakierów hybrydowych NC Nails Company. Cieszę się, że coraz więcej marek oferuje Nam hybrydy wysokiej klasy. Mam również nadzieję, że będą łatwiej dostępne, bo jak na razie kupić możemy je tylko on-line.



Pozdrawiam,



wtorek, 25 lipca 2017

Delicious Guava mój zapachowy HIT

Lato jest okresem kiedy rzadko sięgam po woski a to dlatego, że upały po prostu robią swoje. Bywa czasem tak, że wosk, który od pierwszego wąchnięcia wpada mi w nos musi być odpalony pomimo wysokiej temperatury na zewnątrz. Tak też było z dzisiejszym Delicious Guava od Yankee Candle dostępne w formie świeć jak również wosków na http://www.goodies.pl/



Lubię owocowe zapachy zwłaszcza te, których owoce nie są mi znane. Tak tutaj Guava była dla mnie ciekawostką i ogromnym zaskoczeniem. Zapach jej kojarzy mi się z egzotyką, piękną i pustą plażą z gorącym i delikatnym piaskiem pod stopami, wysokimi palmami, lazurowym oceanem i powiewem ciepłego, delikatnego wiatru. Do tego przystojny pan niosący "napój bogów a raczej bogini", w szklance, po której ścieka przyjemnie zimna kropla wody. W tą gorączkę TO NIE ONA mnie rozkłada na łopatki, tylko zawartość mojego zmrożonego kielicha.


Słodki i bardzo intensywny zapach, przyjemny, ładnie wyważony i nie duszący. Połączenie guavy, mango, brzoskwini i bergamotki skąpanych cytryną dają idealnie soczystą moc klimatów tropikalnych. Jest to zapach iście owocowy, mocno orzezwiający i taki inny.



Z czystym sumieniem polecam Wam Delicious Guava. Jest to wosk, który spodoba się KAŻDEMU. Jego "owocowość" ładnie rozchodzi się w pomieszczeniu. Słodki ogon miło zmienia swój tor na bardziej kwaśne akcenty. To właśnie ta zmiana powoduje jego inność, że mimo upałów wdychanie jego jest czystą przyjemnością. Dla mnie Delicious Guava jest moim hitem i wiem, że jak tylko pojawi się jakaś fajna promocja kupię sobie słoik i to ten duży właśnie z tą propozycją.


Cena: 9zł
Do kuoienia: http://www.goodies.pl/



Pozdrawiam,


niedziela, 23 lipca 2017

Beauty Oil - nawilżająco-drenujący krem pod oczy

Od jakiegoś czasu kremy pod oczy stanowią u mnie pierwszorzędną pielęgnację. Nie wyobrażam sobie dnia, pory, bym nie wklepała kremu pod oczu. Bez niego czuję, że mojej skórze czegoś brakuje. Niestety już nie te lata, że można było twarz tylko wodą odświeżyć i człowiek czuł się dobrze i świeżo. Lata robią swoje, skóra się zmienia i jej wymagania też. W ostatnim czasie tym wymogom próbował sprostać pewien kosmetyk od Beauty Oil a dokładnie nawilżająco-drenujący krem pod oczy.


"Krem pod oczy nawilżająco - drenujący z olejem marula, dużą zawartością kofeiny i polisacharydu  poprawiającego mikro-krążenie ( redukcja cieni pod oczami), z naturalną witaminą E i kompleksem olejów bogatych w kwasy omega. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu."


Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco Caprylate/Caprate, Glycerin, Cetearyl Olivate, Argania Spinosa Kernel Oil, Sorbitan Olivate, Cetearyl Alcohol, Helianthus Annus Seed Oil, Tocopherol, Biosaccharide Gum-1, Sodium Hyaluronate, Rhizobian Gum, Caffeine, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Zea Mays Oil, Sesamum Indicum Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.



 Krem zapakowany jest w ochronne pudełeczko, w którym mieści buteleczkę z dozownikiem. Lubię taką formę aplikacji jak i samego opakowania, choć czasami przy skończeniu kosmetyku, zastanawiam się, czy aby jeszcze tam coś nie zostało. Krem ma bardzo ładny zapach, wyczuwam na maxa makadamię. Jego konsystencja troszkę mnie rozczarowała. Lubię kosmetyki gęste zwłaszcza przy aplikacji oczu a tutaj niestety krem jest rzadki, przez co zle mi się nim operuje.



Jeśli chodzi o działanie. Worków, sińców, opuchlizny nie posiadam, więc tutaj nie mam zdania. Kremu używałam rano i wieczorem. Co zauważyłam, że krem szybko się wchłania ale pozostawia po sobie takie dziwne uczucie jakby spinała mi się skóra wokół oczu, nie wiem czy mnie rozumiecie. Na szczęście trwa to jakieś 15 -20 minut i znika. Pojawia się za to świetnie nawilżona skóra, wygładzona i rozjaśniona. Efekt jest bardziej widoczny po nocnej aplikacji, kiedy widać, że oczka są wypoczęte. Krem idealnie sprawdza się pod makijażem, nie roluje się i nie podrażnia skóry.


Beauty Oil nawilżająco-drenujący krem pod oczy dostaje u mnie 4+. Odejmuję mu punkt za rzadką konsystencję ale cieszę się, że większość przemawia na tak. Duża zawartość olejków sprawia, że skóra dostaje to co powinna. Dawka odżywczych składników poprawia stan i wygląd okolic oczu. Jednak nie jest to "ten" krem bez którego nie mogłabym i nie potrafiłabym funkcjonować. Może potrzebuje On albo My potrzebujemy kolejnej szansy, ponownego zapoznania się bym mogła przekonać się do niego ale tak już na 5+. 


Znacie markę Beauty-Oil? Macie swoje ulubione i sprawdzone kremy pod oczy?



Pozdrawiam,


piątek, 21 lipca 2017

Efcia Soap - mydełko z pokrzywą i krokoszem

Nie wiem jak u Was, ale u mnie strasznie duszno i parno. Ten post tworzyłam dokładnie od wczoraj od 6 rano.Powód? Brak czasu i czyste lenistwo. Te upały niezbyt dobrze wpływają na mojego blogaska. Dziś już troszkę chłodniej, więc przydałoby się skończyć pisanie o mydełku naturalnym, własnoręcznie robionym przez sprytne rączki od EfciaSoap. Tak na marginesie to nawet nie wiedziałam, że sprawczyni tych naturalnych cudaków mieszka w moich okolicach ;)) 


" Mydełko z pokrzywą i krokoszem. Przeznaczone dla każdego rodzaju skóry. Właściwości kosmetyczne pokrzywy to nie tylko wymysł naszej babci ale udowodnione działanie. Pokrzywa znakomicie wpływa na oczyszczanie skóry, wzmacnia paznokcie i poprawia wygląd naszej skóry. Pokrzywa jest rewelacyjnym kosmetykiem szczególnie gdy cera jest tłusta i trądzikowa. Poprawia metabolizm skóry, odżywa ją i oczyszcza, redukuje nadmierny łojotok,działa antybakteryjnie, działa przeciwzapalnie. Olej z krokosza barwiarskiego Stosowany jako czysty olejek do ciała, jako dodatek w kosmetykach przeznaczonych dla skóry tłustej z trądzikiem, mieszanej (z tendencją do tłustej), a także przy skórze ze skłonnością do stanów zapalnych. Olejek Nagi Instynkt Jeden z najbardziej kuszących zapachów jakie kiedykolwiek powstały! Świeża kwiatowa mieszanka jaśminu, konwalii na kokosowej bazie. "


Wiadomo nie od dziś, że pokrzywa ma znaczącą rolę w pielęgnacji skóry. Ziele pokrzywy to cenny kosmetyk, jej liście zawierają kwasy organiczne, witaminy A, E, C,B, K,  flawonoidy, chlorofil, garbniki i sole mineralne. Pokrzywa ma działanie tonizujące i oczyszczające a użyta na skórę głowy zapobiega łupieżowi. Natomiast olej z krokosza jest bogatym zródłem niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Zawiera 80% kwasu linolowego, witaminę A,  i fitosterole. Również jest polecany do cery tłustej, mieszanej i trądzikowej ze względu na właściwości łagodzące stany zapalne i normalizujące wydzielanie sebum.


Mydełko ma fajny okrągły kształt i w miłych dla oka kolorkach. Na mydełku widoczna jest pieczątka z logiem Efcia Soap. Zapach jest przyjemny,mydlany i nie wiem czemu ale wyczuwam w nim odrobinę cukierków owocowych typu "ciągutki".
Mydła używałam tylko i wyłącznie do twarzy, jakoś do ciała mi nie podchodziło to kolorowe kółeczko. Kosmetyk całkiem dobrze się pieni i jest bardzo wydajne i co ważne, po użyciu nie " rozmaka", nie robi się jedna wielka paciapajka. Mydełko pozostawia na skórze uczucie bardzo dobrego oczyszczenia. Nie zatyka porów i wykazuje działanie przeciwzapalne. Skóra jest średnio nawilżona i zmatowiona, za to elastyczna i delikatnie napięta. 


Kolejnym mniejszym cackiem od Efcia Soap jest balsam do ust. Lubię mazidła do ust zwłaszcza jeśli zawierają dużo składników naturalnych, które potrafią porządnie zadbać o wygląd ust. Tutaj w składzie mamy: oleje :kokosowy, rokitnikowy, arganowy, z dzikiej róży, chia,  z wiesiołka, krokoszowy, miód, wosk pszczeli, olejki eter. mango i jabłko.


Zacznę może od opakowania. Wizualnie wygląda całkiem ok i rozumiem, że przygotowanie jego jest łatwiejsze i prostsze. Jednak dla mnie ten słoiczek jest niewygodny i ma dość ostre krawędzie przez co się nie nadaje  do bezpośredniej aplikacji. Potrzebne są nam i tak paluchy. Konsystencja dość zbita, tłusta i pachnąca przepięknie! Moc owocu mango tu króluje a daleko w tyle toczą się jabłka.



Jeśli chodzi o działanie. Balsam jest fenomenalny!!! Śmiało zapominam o jego nieporęcznym opakowaniu za to co robi z moimi ustami. Suche skórki znikają w mgnieniu oka, cudownie nawilża, ba, świetnie je natłuszcza nadając im delikatny połysk. Usta są zregenerowane, odżywione, ukojone i idealne bez żadnych popękań i suchości. Posmak mangowo-jabłkowy również zostaje na ustach. Latem sprawdza się bardzo dobrze ale nie noszę go ze sobą bo boję  się , że stała ciecz olei zamieni się w płynną i będzie po ptokach. Natomiast zimą myślę, że spiszą się jeszcze bardziej a każda fanka takich mazideł będzie również wniebowzięta jak ja.


Podsumowując. Lubię naturalne mydełka, kolorowe, pachnące i przede wszystkim dobrze działające. Moje mydełko przeznaczone jest bardziej do skóry tłustej, trądzikowej jak i mieszanej. Fajnie się nim myło, czułam różnicę po jego stosowaniu ale efekt matowienia mnie  delikatnie zniechęca. Mam partie, gdzie skóra jest sucha i mat wcale nie jest mi potrzebny. Nie mniej jednak dla osób borykających się z nadmiernym wydzielaniem sebum, to to mydełko jest właśnie dla Was. Natomiast balsam do ust - to poezja i czysta rozkosz! 

Znacie  kosmetyki od Efcia Soap?? 



Pozdrawiam,


poniedziałek, 17 lipca 2017

GlySkinCare - maska do włosów z olejkiem arganowym

Hej Kochani. Jak Wam minął weekend? Pogoda dopisała? Nie wiem czemu ale dziś mam lenia i totalnie mam brak pomysłu na wstęp, też tak czasem macie? Dlatego może bez żadnych ceregieli przejdę od razu do dzisiejszego wpisu. Mowa dziś o arganowej masce do włosów od GlySkinCare.


" Wzbogacona o olej arganowy formuła zapewni Twoim włosom inten­sywne i długotrwałe nawilżenie. Dzięki zawartości cennych skład­ników: białka pszenicznego, keratyny, witaminy E, panthenolu i alo­esuMaska głęboko zregeneruje i wzmocni włosy, nadając im mięk­kość, zdrowy wygląd i blask. "

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride Isopropyl Alcohol, Argania Spinosa Kernel Oil, Panthenol, Glycerin, Dimethicone, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Keratin, Aloe Barbadensis Leaf Juice,  Tocopheryl Acetate, Citric Acid, Disodium EDTA, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


Maska do włosów z olejkiem arganowym od GlySkinCare zamknięta jest w plastikowym słoiczku z zakręcaną nakrętką. Maska zabezpieczona jest pazłotkiem, które u mnie niestety nie doczekało zdjęć. Tak czy inaczej duży plus za "sreberko", które daje nam gwarancję "nietykalności" maski. Kosmetyk ma kolor biały, lekką i śliską konsystencję, którą łatwo nakłada się na włosy. Zapach przyjemny, lekko perfumowany jednak nie utrzymuje się na włosach zbyt długo i szybko znika.



Maskę na wilgotnych włosach trzymam minimum 20 min. Po płukaniu wodą włosy bardzo dobrze się rozczesują, maska nie obciąża i nie przetłuszcza ich. Dogłębnie nawilża i dodaje im blasku. Włosy są sprężyste i ładnie wygładzone.  Zauważyłam coś jeszcze. Otóż moje włosy po kąpieli są w lekkim nieładzie i zakręcają się każdy w inną stronę. Stosując maskę arganową włosy są już bardziej ujarzmione. Są prostsze i na swoim miejscu i panuje "włosowy ład".


Muszę przyznać, że maski od GlySkinCare są całkiem dobre i przyjemne. Zarówno wcześniejsza wersja z olejem makadamia jak i ta. Włosy wyglądają zdrowo, błyszczą się, są świetnie nawilżone a końcówki zaczynają swoje drugie, nowe życie.  Przy wersji arganowej raczej uważałabym z włosami kręconymi, bo maska lekko prostuje loczki, więc aby nie było zdziwienia. Minusów raczej nie zauważyłam. Opakowanie 300 ml. jest jak dla mnie idealne, nie za dużo, nie za mało a w sam raz.

Cena: 34.90 zł
Dostępne: http://www.diagnosis24.pl




Pozdrawiam,


piątek, 14 lipca 2017

Argan Oil Mud- oczyszczająca maseczka do twarzy

Maseczki 7th Heaven czy też Montage Jeunesse są bardzo dobrze mi znane już od bardzo dawna. Jednak nie wszystkie jeszcze zdążyłam sprawdzić. Cieszę się, że w końcu angielskie maseczki dotarły do naszego kraju I możemy się nimi cieszyć. Dziś mam dla Was jedną z nich a dokładnie chodzi o Argan Oil Mud- oczyszczająca maseczka do twarzy .


Głęboko oczyszczająca maska z olejkiem arganowym przeznaczona do skóry tłustej i mieszanej. W jej skład wchodzą jagody acai, ziarna arganowca, oraz owoce dzikiej róży. Zadaniem maski jest oczyszczenie porów i zrównoważenie poziomu sebum na twarzy.


Opakowanie 15 ml. mieści w sobie kremową konsystencję w kolorze jasnego podkładu do twarzy. Jeśli chodzi o jej zapach to tu małe a może duże rozczarowanie. W porównaniu do innych wariantów tutaj mamy mega chemiczny klimat, trudny do opisania czym pachnie wogole ta maseczka. Zapach kolosalnie różni się od innych arganowych kosmetyków I ciężko go znieść przez te 20 min.


Argan Oil Mud to maska w stylu błotka bądź glinki. Po nałożeniu na twarz jej kremowa konsystencja po chwili zastyga tworząc białą skorupę. Osobiście co jakiś czas spryskiwałam twarz wodą by nie dopóścić to całkowitego zaschnięcia, które utrudnia mimikę twarzy.


Po zmyciu maski, skóra jest dobrze oczyszczona, napięta i delikatnie czuć efekt ściągania. Także posiadaczki tłustej cery na pewno będą zadowolone. Skóra jest mięciutka, wypoczęta, bardziej promienna a pory delikatnie zwężone.


Fajna maska ale nie podbiła mojego serca jak wersja truskawkowa czy czekoladowa. Zapachem troszkę odstrasza a wiadomo trzymać "coś dziwnie pachnącego"  na twarzy przywołuje lekką obawę czy aby ona nie podrażni czy nie uczuli. Na szczęście tak się nie stało, jednak nie zmieni to mojego zdania, że raczej nie siegnę po nią kolejny raz. Wolę coś, co od początku mnie  zachwyci i sprawi, że zostanie ze mną na dłużej. Maski 7th Heaven kupicie w Hebe, Tesco lub on-line w cenie 5- 8 zł. Za sztukę.

Znacie te kolorowe maski? Macie swoją ulubioną? 


Pozdrawiam,


poniedziałek, 10 lipca 2017

Sparkly White - wybielająca pasta do zębów Himalaya Herbals

Od kilku lat a dokładnie od ponad 5, pierwszy raz na blogu pojawia się recenzja pasty do zębów Nie wiem czemu ale jakoś nigdy nie po drodze mi z nią było. Druga sprawa, od lat używam tej samej, więc nie miałam okazji by podzielić się opinią jakąkolwiek pastą. No ale stał się cud i mam dla Was dziś recenzję ziołowej pasty do zębów Sparkly White od Himalaya Herbals.


 Skutecznie oczyszcza i chroni zęby przed paradontozą i próchnicą. Zawiera wyciąg z rośliny Miswak oraz naturalne środki ścierające, skutecznie usuwające przebarwienia oraz płytkę nazębną. Himalaya Herbals, ziołowa pasta do zębów Sparkly White , dzięki przełomowej, ziołowej formule, wzbogaconej o ekstrakty z papai oraz ananasa, widocznie usuwa przebarwienia. Sprawia, że zęby stają się widocznie bielsze już po 2 tygodniach.


Opakowanie pasty jak większość na rynku posiada kartonik, zabezpieczający i upewniający klienta, że nikt wcześniej przed Nami, nie sprawdzał, jak  smakuje ;) Jej zapach jest bardzo intensywny i mega ziołowy!!! Czuć w niej bukiet wszelakich ziół od Pani stojącej na targu zielarskim z wyrazną domieszką cynamonu. Tak, czuję w niej cynamon ale tylko nosem,bo smakowo to inna bajka. Smak pasty jest już łagodniejszy i cieszę się, że nie szczypie tak bardzo w język. Wracając do smaku to tutaj miałam nie lada zaskoczenie. Pasta jest słodka, nawet bardzo i smakiem przypomina troszkę cynamonowe gumy do żucia. Pasta dość mocno się pieni i trzeba stać nad umywalką, spacerowanie  ze szczoteczką w zębach - odradzam.


Czy wybiela?? Na pewno odświeża zęby i delikatnie ich kolor, ale nie nadaje efektu wow.Wracając do Sparkly White, to na pewno fajnie usuwa przebarwienia oraz nastąpiło lepsze ukrwienie dziąseł. Mój uśmiech zdecydowanie nabrał bielszego i wyrazistszego wyglądu, zęby zyskały żywszy kolor ale nie oszukujmy się, jeszcze żadna pasta do zębów nie wybiela na tyle by mieć efekt zębów z Hollywood. 
Polubiłam się ze Sparkly White, porzucając swoją "starą" na rzecz past z Himalaya Herbals. To nie jest moja pierwsza przygoda z nimi. Swojego czasu bardzo długo używałam wersji Complete Care, którą również polecam. Pasty są łagodne, skuteczne, 100% wegetariańskie, nie zawierają chemicznych wybielaczy czy też parabenów jak również fluoru, dzięki czemu są bezpieczne i mogą  używać je dzieci. 




Pozdrawiam,




niedziela, 9 lipca 2017

Po długiej przerwie mozaika na paznokciach plus stemple.

Dzisiaj post paznokciowy. Dawno nie malowałam pazurków, po prostu brakuje mi czasu. Syn nie daje mi chwili wytchnienia a jak już to wolę wypić ciepłą kawę i oczko potrenować. Na szczęście dziś dziadki wzięli młodego pod swoje skrzydła a ja mogłam troszkę zająć się sobą.
No i pierwsze co, to musiałam w końcu pomalować sobie pazury. Tym razem już nie hybrydy a dawno, przeze mnie zapomniane zwykłe, standardowe lakiery.


Szczerze to nie wiedziałam jak chce je pomalować. Jaki kolor wybrać, czy je zdobić, czy stemplować, pustka w głowie. No ale przeglądając swoje zasoby spodobało mi się kilka lakierów, których połączenie byłoby fajną sprawą. Tak też i zrobiłam. Dla kontrastu dodałam stemple na wcześniej pomalowanej płytce, kilkoma, bardziej żywymi kolorkami, wyszła tzw. mozaika.




 Wykonanie mozaiki jest bardzo proste. Wystarczy wybrać 5 ulubionych kolorów. Na paznokieć wcześniej pomalowanym jasnym kolorem, nakładam kroplę każdego z lakierów. Całość przyciskam gumową stroną stempla " rozmazując i łącząc" ze sobą kolorowe kropki. Na wyschniętą mozaikę odbijam wybrany stempel. Ot cała filozofia.



Lakiery, które użyłam:

- The Body Shop Colour Crush nr.510
- Colour Alike Sinner Lady,
- Flormar nr.392
- Color Club nr. 808 Queen of Speed,
-  Wibo Wedding Time 
-  Miss Sporty Clubbing Color 455
- One Color Exclusive nr. 00542
- Golde Rose Rich Color nr.06,
- Golden Rose Wow nr.81
- Eveline 3w1 multiaciton top coat
- płytka BP-L

Może nie jest to typowo wakacyjny manicure, ale cieszę się, że w ogóle wyszło mi cokolwiek, po tak długiej przerwie ze zwykłymi lakierami, nie wspominając stempli. Mam nadzieję, że pazurki znowu powrócą na bloga i będę częściej chwalić się swoimi lakierowymi wypocinami.



Pozdrawiam,