środa, 17 kwietnia 2019

Lollipops Paris My Beauty Essentials- wielofunkcyjna paletka do makijażu

Lollipops Paris My Beauty Essentials- wielofunkcyjna paletka do makijażu



Dzisiaj pokażę Wam małą sprytną paletkę, którą możecie zabrać ze sobą dosłownie wszędzie i sprawi, że z nią zawsze będziecie czuć się pewnie i kobieco! My Beauty Essentials od Lollipops Paris to paletka, która zarówno pomoże Wam z makijażem oka jak również rozświetli skórę, nada jej blasku jak i wykonturuje twarz. Wielofunkcyjny gadżet, który zadowoli nie jedną fankę makijażu, skromnego makijażu.


My Beauty Essentials to uniwersalny zestaw, którym można wykonać prawie cały makijaż. Pod warunkiem, że jesteście fankami delikatnych makijaży jak i make up no make up. Paletka zawiera korektor, róż oraz cień jak i pożądany przeze mnie rozświetlacz.  Sam korektor jak dla mnie jest delikatny, kremowy i kryje niedoskonałości ale te niezbyt widoczne. Myślę, że z większymi problemami mógłby sobie nie dać rady. Niemniej jednak patrząc na "turystyczną" wersję paletki, można go również użyć jako bazy pod cienie. Zaraz za nim mamy cień, matowy, bardzo jasny, osobiście używam go do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka lub pod łuk brwiowy. W paletce znajduje się również rozświetlacz, bardzo delikatny i subtelny. Który nie tylko doda blasku skórze ale można również użyć go jako cienia. Jak kto woli. To samo tyczy się różu. Kolorystycznie jak dla mnie troszkę za zimne tony ale dla szybkiego rumieńca jak znalazł. 





Cała paletka a raczej jej zawartość jest bardzo dobrej jakości. Cień, rozświetlacz jak i róż bardzo dobrze zachowują się na skórze. Cienie się nie kruszą ani nie osypują, rozświetlacz nie pyli i nie zostawia migocących drobinek a róż idealnie wtapia się w kości policzkowe. Produkty mają dobrą pigmentację, drobno mieloną teksturę, która daje gładkie i równomierne wykończenie oczywiście z możliwością budowania intensywności koloru.


Paletka My Beauty Essentials dodatkowo wyposażona jest w praktyczne lusterko, które przyda się w podróży a nawet na spacerze, w pracy czy gdziekolwiek z nią będziecie. Samo opakowanie jest słodkie, iście cukierkowe i "paryskie". Plus za magnetyczne zamknięcie, które chroni zawartość przed wszelkimi uszkodzeniami. Dzisiejsza propozycja paletki jest dla osób, które lubią mieć kilka kosmetyków pod ręką ale w jednym miejscu. Propozycja od Lollipops Paris idealnie wpasuje się w Wasze zapotrzebowania. Praktyczna, wielofunkcyjna i uniwersalna jeśli lubicie takie gadżety to zachęcam do zakupu. Cena tejże paletki to koszt ok. 85 zł. 




Pozdrawiam,




piątek, 12 kwietnia 2019

PROCLE Volume Lip Balm

PROCLE Volume Lip Balm




 Pomadki, pomadeczki, pomadusie, któż ich nie kocha? Przy nadchodzącej wiośnie przydałoby się przerzucić na bardziej wyraziste kolorki. Jednak u mnie cały rok królują kolory bezpieczne. Nudziaki, delikatne brązy, beże czy pastelowe róże. Rzadko kiedy sięgam po czerwienie czy inne intensywniejsze kolory. Dzisiaj pokazuję jedną z moich ulubionych pomadek od Procle Volume Lip Balm.


Samo opakowanie budzi we mnie przyjemne emocje. Jestem kobietą i lubię kosmetyki, które przyciągają uwagę. Jest solidne i eleganckie. Sama pomadka jest miękka i posiada przyjemną formułę przypominającą masełko do ust. Kosmetyk gładko i sprawnie rozprowadza się na ustach nadając im delikatnego koloru. Jeśli macie ochotę na mocniejszy akcent trzeba aplikację niestety powtórzyć. Pomadka Volume Lip Balm jest w kolorze MAUVE, czyli delikatny, fajniutki brązik o pastelowym wykończeniu. Balsam do ust PROCLE różni się tym od innych pomadek, że po aplikacji wyczuwam mrowienie jak nie pieczenie. Jest to dość dziwne uczucie, zwłaszcza na ustach ale winę za to ponosi ekstrakt z papryczki, który odpowiedzialny jest za ten dyskomfort. Po co więc ta papryczka w pomadce?A no po to by Wasze usta stały się pełniejsze i większe -optycznie! Przez to mrowienie wargi delikatnie się rozpulchniają może dzięki czemu wyglądają na większe. Pytanie tylko czy każda z Nas jest w stanie znieść tą palącą chwilę, która trwa do 10 minut.



Oprócz pieczenia pomadka ma również za zadanie nawilżać i chronić nasze usta. W składzie balsamu znajdziemy między innymi kwas hialuronowy, olejek rycynowy oraz witaminę E. Nawilżenie jakie daje wiosną, latem będzie odpowiednie, zimą sama w sobie wątpię by uchroniła usta przed mrozem. Jednak jako pomadka daje radę. Kolor jest nasycony tak jak lubię, nieprzerysowany i bez przesady. Dla mocniejszego krycia trzeba aplikację powtórzyć co najmniej dwa razy, wtedy wydobywa się prawdziwy kolor, który prezentuje sam sztyft. Trwałość klasyczna, kilka godzin bez jedzenia i picia. Schodzi równomiernie i nie wysusza ust ani nie podkreśla suchych skórek.


Pomadka a może balsam jak zwał tak zwał, w każdym razie Volume Lip Balm od PROCLE to mazidło, które nie tylko nawilży usta, dbając o nie i nadając im koloru. Jak również sprawi, że wargi staną się pełniejsze a może bardziej "pulchniejsze" dzięki szalonej papryczce, która potrafi zaleść "za wargi". Wiem, że pomadka dostępna jest jeszcze w 3 odcieniach i sama osobiście z chęcią bym je również wypróbowała. Dodatkowy fakt - pomadunia jest bez parabenów i alergenów i cudownie pachnie.... czekoladką. Papryczka i czekoladka... mix doskonały... SKUSICIE SIĘ?



Pozdrawiam,



czwartek, 11 kwietnia 2019

Odżywczy olejek do demakijażu od NATURE QUEEN

Odżywczy olejek do demakijażu od NATURE QUEEN


Demakijaż to u mnie temat rzeka. Czasem skłaniam się tylko i wyłącznie do samej wody i mydła a czasem są to produkty a raczej ich gama, przy których wieczorny demakijaż zajmuje dość sporo czasu. Nie mniej jednak w mojej toaletce olejek do demakijażu jest nowością. Przeważnie taka forma kosmetyku była i jest u mnie stosowana pod kątem odżywienia i nawilżenia skóry niż "oczyszczenia" jej z makijażu. W każdym razie spróbowałam z ciekawości i dziś przychodzę do Was z jego recenzją czyli mowa o odżywczym olejku od NATURE QUEEN.


O opakowaniu nie będę się rozpisywać bo widać na załączonym obrazku. Jedynie aplikator mnie zaskoczył, który jest strasznie wygodny i higieniczny. Przy tłustej jego konsystencji nie ma opcji i obaw, że coś Nam się wyleje i zatłuści połowę łazienki. Olejek w składzie posiada mix olei ze słodkich migdałów, winogronowy, lniany, olej z awokado, manuka jak również olej abisyński oraz witaminę E. Skład jest w pełni naturalny, nie znajdziemy w nim SLS, SLES, sztucznych barwników, czy konserwantów.


Jego zastosowanie jest proste. Wystarczy nałożyć olejek na wilgotną twarz, delikatnie masując ją przez jakiś czas. Następnie zmyć ciepłą wodą przy pomocy wacika. Efekt? Sucha skóra na pewno odczuje to w błyskawicznym tempie! Przede wszystkim doskonałe nawilżenie i fantastyczne ukojenie. Skóra jest spokojniejsza, miękka i delikatna w dotyku. Jeśli chodzi o usuwanie makijażu, to  radzi sobie z nim dość sprytnie, nawet z tym wodoodpornym. Olejek sam w sobie przynosi same plusy. Jest funkcjonalny, odżywczy, regeneruje skórę po całodniowym makijażu. Twarz po zastosowaniu olejku jest odświeżona, delikatnie rozjaśniona, oczyszcza ją i sprawia, że jest muśnięta zastrzykiem energii. Jedynie co mnie nie przekonuje to uczucie dziwnej  tłustości, która jeszcze zostaje mimo usunięcia nadmiaru olejku. Mam dziwne zboczenie, że dopóki nie użyję wody to nadal widnieje grymas. Tak też jest i w tym przypadku. Niestety.


Tak też, żeby nie zaprzepaścić zacnego działania olejku, robię sobie klasyczny demakijaż z wodą i po wyschnięciu skóry delikatnie wklepuje go na czystą skórę i pozostawiam na noc. Taka opcja jak dla mnie jest wygodniejsza i lepsza w samopoczuciu. Demakijaż u mnie jest podstawą ale olejków niestety do tego celu nie umiem używać. Na szczęście jego konsystencja pozwala na użycie go jako "nocnego okładu", dzięki czemu skóra rano jest bardziej sprężysta, elastyczna, nawilżona i pozbawiona oznak zmęczenia. Buteleczka takiego olejku to koszt 39,70 zł/ 150 ml. dostępny na stronie producenta https://naturequeen.co/




Pozdrawiam



wtorek, 9 kwietnia 2019

Lollipops Glossy Lipstick- pomadka do ust 105 Made In Love

Lollipops Glossy Lipstick- pomadka do ust 105 Made In Love


Uwielbiam pomadki, lubię kiedy moje usta pokrywa delikatny kolor, choć nie ukrywam, że czasem poszaleję z kolorem ale w granicach rozsądku. Lata temu królowały u mnie błyszczyki, na szczęście upodobanie się zmieniło i to szminki teraz rządzą w mojej kosmetyczce. Ostatnio moją nowością jest pomadka marki Lollipops. W ich ofercie znajdziemy kosmetyki do makijażu, które kuszą słodkimi, dziewczęcymi opakowaniami. A dziś zapraszam na recenzję pomadki Glossy Lipstick.


Czyż nie są słodkie te opakowania? Rzeczywiście patrząc na sam wygląd, można się zakochać. Są  bardzo wygodne w aplikacji. Wystarczy wysunąć nakładkę i wykręcić sztyft. Pomadka posiada  bardzo delikatną i lekką formułę. Konsystencją przypomina masełko do ust. Jest kremowa, nie posiada drobinek i przyjemnie nawilża usta. Kolor to 105 Made In Love, czyli bezpieczna mieszanka brudnego różu z odcieniem Nude. Idealny na wiosnę, lato a nawet cały rok. Na ustach zapewnia widoczny kolor ale bez pełnego krycia. Utrzymuje się dość długo ale nie jest ona odporna na jedzenie lub picie. Jej wykończenie jest satynowe, czyli to co większości z Nas się podoba.


Lubię takie neutralne pomadki, które nie robią krzywdy, nie wywołują zamieszania. Są wręcz subtelne ale zarazem krzykliwe same w sobie. Marka Lollipops zadbała o każdy szczegół, tworząc to słodkie opakowanie i skrywając zacną zawartość. Pomadka Made in Love to nie tylko kolor dla każdego ale jest to gwarancja na piękne i zadbane usta. Kosmetyk sprawdzi się nawet w przypadku suchych, spierzchniętych ust, bo nie podkreśla suchych skórek a wręcz przeciwnie, zmiękcza wargi i wspaniale je pielęgnuje przy tym nadając delikatnego koloru. Nosi się je przyjemnie, są lekkie, delikatne a samo opakowanie sprawia, że chce się po nią sięgać jak najczęściej. Plus też dla marki za fakt, iż kosmetyki Lollipos nie są testowane na zwierzętach, nie posiadają lanoliny ani parabenów. Znacie produkty Lollipops? Stawiacie na pomadki czy jednak może błyszczyki?




Pozdrawiam,



Copyright © 2016 My women's world , Blogger