wtorek, 19 czerwca 2018

REGENERUM- Regeneracyjne serum do paznokci

REGENERUM- Regeneracyjne serum do paznokci


Bardzo często zwracam uwagę na paznokcie nie tylko u siebie ale i u innych. Nie wiem ale zawsze miałam bzika na punkcie ładnych i zadbanych dłoni. Niestety czasem nie jest tak jak się chce. Od dobrych 6-ciu miesięcy męczę się z łamliwością paznokci. Nigdy wcześniej mnie ten problem nie dotykał, cieszyłam się zawsze mega mocnymi paznokciami a ostatnio totalna klapa.  Nawet malować mi się ich odechciało, no bo jak? 


Od kilku tygodniu testuję dość słynne serum regeneracyjne od REGENERUM. Jego zadaniem jest pozbycie się problemu kruchości, łamliwości, rozdwajania płytki oraz suchych skórek Jego forma jest w bardzo wygodnej tubce z pędzelkiem, dzięki któremu bezpośrednio nakładamy produkt na paznokcie. Konsystencja kosmetyku jest oleista dzięki zawartości olejku makadamia, ze słodkich migdałów, olejku cytrynowego oraz z pestek winogron. Plusem jest, że serum nie spływa z paznokci i możemy śmiało i porządnie wmasować go w skórki jak i w całą płytkę.



Przede wszystkim pierwsze co da się zauważyć to wpływ serum na skórki. Bardzo szybko zrobiły się miękkie i jakby cieńsze i mniej widoczne. Na zdjęciu macie przykład usuniętych skórek z przed dwóch tygodni. Na szczęście nie muszę już ich pilnować i skubać. Niestety tak szybko nie poszło już z płytką. Po tygodniu stosowania zero efektu, po dwóch jakby lekko czułam, że stają się twardsze i odporniejsze na uderzenie. Po trzech tygodniach zaczęły szybciej rosnąć, dzięki czemu mogłam wyrównać ich długość tak jak powinny wyglądać. Po upływie miesiąca mogę pochwalić się równymi, nie łamiącymi się i nie rozdwajającymi paznokciami! Kuracja nadal trwa, nie chcę przerywać tej passy i mimo, iż używam serum nawet 2 razy dziennie, to tubki zostało jeszcze z dobrą połowę.


Na koniec powiem tak, że zdania są podzielone na temat tego serum. Otóż moja bratowa również go używała, przy czym jej paznokcie były totalnie cienkie jak wióry. Niestety serum nie pomogło jej ani jej paznokciom, mimo zużycia go do końca. Moim pazurkom już się bardziej spodobał i bardzo się z nim polubiliśmy! Zawartość witaminy A i E oraz  odżywczych składników pomogły im. Paznokcie są naprawdę wzmocnione i zregenerowane a suchym skórkom powiedzieliśmy bye bye! Malutka tubka, bardzo wydajna a koszt zaledwie 13 zł.




Pozdrawiam,


sobota, 16 czerwca 2018

Midnight Jasmine Yankee Candle

Midnight Jasmine Yankee Candle



Uwielbiam jaśmin! Nie ważne czy jest to świeczka, czy wosk, czy inny zapachowy gadżet. Akcent jaśminu np. w perfumach potrafi naprawdę wywrócić wszystko do góry kołami! Niby taki niepozorny ale ma swoją moc, swój urok i czar. Producenci na szczęście wiedzą po co sięgać, by dać się namówić i przepaść!  Midnight Jasmine to wosk z Yankee Candle, który proponuje Nam Goodies! Wosk z serii kwiatowej łączący zapach jaśminu, neroli, kwiatu mandarynki oraz wiciokrzewu ( czymkolwiek to jest).


Zapach już na sucho obiecuje niezłą imprezę. Bardzo intensywny, mocny prawdziwie jaśminowy! Wąchając mam wrażenie, że ta biała tartaletka to nic innego jak zmielone i ściśnięte płatki jaśminu! Tak piękny, tak realny, że wręcz nie da się przejść koło niego obojętnie! Bardzo szybko otula mieszkanie, zaznaczając swoją obecność! Bardzo świeży z lekką nutą kwaskowatości, być może to urok zacnej mandarynki lub neroli. Nie mniej jednak rządzi tu tak czy siak jaśmin, który nie daje się wyprzedzić nikomu innemu!


Fantastyczny zapach, intensywnie kwiatowy, do złudzenia jaśminowy. Mimo swojej mocy potrafi sprawić, że mogę się odprężyć, zrelaksować i poczuć się jak leżę plackiem na trawie, na wielkiej łące, w zębach źdzbło trawki a wkoło mnie ćwierkające ptaszki, bzykające pszczoły i zapach kwiatu... Midnight Jasmin to moje zaskoczenie, bardzo pozytywne, utrwalające się w pamięci i dzięki temu na liści mam jego wielki jaśminowy słój!

Cena: 9zł
Dostępność: Goodies



Pozdrawiam,




czwartek, 14 czerwca 2018

Selfie Project 3w1: żel myjący, peeling i maseczka!

Selfie Project 3w1: żel myjący, peeling i maseczka!



Chyba większość z Nas zna powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego to i działanie ma do niczego! Czy sprawdza się to w praktyce? Czasami tak, czasami nie! W moim przypadku jest to taka sytuacja, że mam o tyle dobrą i mało kapryśną skórę, że mało kiedy coś mnie uczula, podrażnia i daje poczucie dyskomfortu. Nie wiem a może to ja jestem nudna jak tak wszystko przyjmuję? W każdym razie dzisiaj chciałam Wam przedstawić kosmetyk, który służy mniej więcej w trzech celach.  Mowa o żelu myjąco - peelingującym, mogący służyć również jako maseczka marki Selfie Project. 


Marka jest mi kompletnie mało znana ale ostatnio mignęła moim oczom w Rossmanie podczas napadu na 2+2.  Kosmetyk 3w1 wydaje się być dobrą opcją i wygodną latem, kiedy wybieramy się na urlop. Po co tachać gromadę kosmetyków jak można jeden. Opakowanie mieści w sobie 150 ml produktu a kosztuje ok. 15 zł. Sam wygląd butelki jest przyjemny, lekki i taki hmmm młodzieżowy. Nawet śmiem sądzić , że przeznaczenie kosmetyku jest bardziej dla nastolatków, sam producent opisuje, że jest to produkt do " skóry młodej z niedoskonałościami". Ja prawie już babcia po 30-stce jak śmiałam po niego sięgnąć? No ale te 3w1 tak bardzo kusiło a no i może młodsza cera by się pojawiła?


Konsystencja to również takie pomieszanie. Z żelem raczej to nie ma nic wspólnego ale bardzo przypomina glinkę poprzez swoje tępe wykończenie. Kolor ziemisty z mnóstwem drobinek. Zapachem przypomina mi zieloną herbatę z cytryną i mnóstwem mięty, którą przełamuje zapach glinki. Produkt jest dość rzadki ale na szczęście nie spływa ze skóry.


No ale jak to jest z jego działaniem? Otóż sprawdziłam go na 3-ech wariantach, do których namawia producent. Jako żel do codziennego mycia twarzy nie do końca sprawdził się tak jak bym chciała. Po nałożeniu na skórę słabo się pieni przez co mam wrażenie, że twarz jest nie do końca oczyszczona. Dodatkowo drobinki peelingujące są upiornie ciężko zmywalne! Trzeba się namachać by spłukać je wszystkie! Druga opcja w roli peelingu sprawdziła się o niebo lepiej. Kosmetyk posiada sporo ścierających kuleczek,które dają porządny, ostry masaż, zdzierając to co trzeba a dając świetnie gładką i przyjemną w dotyku skórę ze zwężonymi porami. Na koniec jako zwolenniczka glinek, strasznie byłam ciekawa jak sprawdzi się w roli maski. No i tutaj miałam leki dylemat, bowiem producent namawia by maseczkę nałożyć i pozostawić ją na 10-15 minut, po czym zmyć. Odkąd sięgam po glinki zawsze wiedziałam, że chcąc zachować jej wartości nie można dopuścić do wyschnięcia i trzeba ją spryskiwać co jakiś czas. A tu zbaraniałam, ale zrobiłam jak kazali. Efekt? Mizerny! Oprócz suchej skorupy, który uniemożliwiała mi jakąkolwiek mimikę dostałam jeden wielki mat, którego nie znoszę! 



Moim skromnym zdaniem jest to seria kosmetyków idealna dla osób borykających się z tłustą cerą, i faktycznie młodą! Myślę, że jako nastolatka czy dziewczyna świeżo po 20-stce byłabym szczęśliwa móc bawić się takim funkcjonalnym kosmetykiem. Osobiście wolę konkretniejsze produkty i raczej te  nie 3w1 a występujące solo. 



Pozdrawiam,



sobota, 9 czerwca 2018

Nature Love- naturalny dezodorant w sztyfcie

Nature Love- naturalny dezodorant w sztyfcie


W mojej pielęgnacji jeśli chodzi o antyperspiranty przeważnie sięgam po te w aerozolu. Jakoś bardziej mi leżą, wygodniej ich mi się używa no i po prostu działanie jak dla mnie zdecydowanie jest lepsze i plus , że nie muszę czekać aż wyschnie, czy wchłonie się produkt w skórę. Jednak bywa tak, że sięgam po inne produkty z czystej ciekawości albo z rekomendacji koleżanek. Dzisiejszy naturalny dezodorant kupiłam, dosłownie za grosze, mimo tego iż jest w sztyfcie, jestem bardzo z niego zadowolona.


Nature Love to naturalny dezodorant w sztyfcie o zapachu świeżej lawendy. Uwielbiam lawendę ale tylko wtedy kiedy jest delikatna, ciepła i przyjemna dla nosa. Tak też między innymi do zakupu skusiła mnie ta ulatniająca się spod zakrętki woń. Kosmetyk posiada bardzo przyjemną konsystencję, która szybko i sprawnie rozprowadza się na skórze. Produkt nie klei się, nie rozwarstwia i nie pozostawia widocznych resztek. Korzystając z uroków pogody dla przestrogi zawsze odczekuję te 5 minut by dezodorant porządnie wchłonął w skórę. Po tym czasie ubieram się i cieszę się lawendową paszką prosto z Prowansalskich pól.


Moja lawenda w sztyfcie skutecznie ogranicza potliwość i neutralizuje nieprzyjemny zapach, oraz daje mi subtelną woń lawendy, która o dziwo utrzymuje się bardzo długie godziny. Przez cały dzień, nie mam widocznych plam pod pachami ani z powodu potliwości ani z powodu odbarwienia po produkcie co mnie bardzo cieszy. Dezodorant jest bardzo delikatny i przyjazny skórze, nie podrażnia jej nawet świeżo po depilacji. Czy sprawdza się w każdej sytuacji? Hmm, jakiś specjalnych wyczynów sportowych prócz biegania za dzieckiem nie mam. Ale każda mama wie, że przy niespełna dwulatku trzeba mieć kondycję i niezle się nabiegać a przy tym napocić. Owy sztyft radzi sobie z moimi wypocinami, hamuje je, nie dając im wyjść na światło dziennie, więc myślę, że również sprawdziłby się przy jakimś maratonie.


Warto wspomnieć, że dozodorant jest naturalny, botaniczny, neutralizuje bakterie powodujące nieprzyjemny zapach. Dodatkowo znajdziemy olej lawendowy odpowiedzialny za wspaniale pachnącą i przyjemną mgiełkę na skórze.  Plusem jest zawartość soku z liści aloesu, który koi skórę. Poza tym sztyft posiada dość sporą dawkę ekstraktów między innymi z porostów, chmielu, oczaru wirginijskiego, kolendry oraz z kwiatu rumianku. Całkiem przyjemna zawartość jak na sztyft, nieprawdaż?



Sumując, warto sięgnąć po coś nowego, dać szansę innym produktom. Można wydobyć fajne perełki, które warto zapamiętać. Tak też było z moim dezodorancikiem w sztyfcie. Wiem, że już się z nim nie spotkam ale nie dlatego, że nie jestem z niego zadowolona ale dlatego, że jest niedostępny w Polsce. Bardzo ubolewam nad tym, bo jest fantastyczny, bardzo wydajny i przede wszystkim skuteczny! Jeśli ktoś z Was ma dostęp do zagranicznych kosmów i zobaczy  dezodorant Nature Love, nie zastanawiajcie się tylko bierzcie, bo warto!



Pozdrawiam,



Copyright © 2016 My women's world , Blogger