sobota, 18 maja 2019

Fioletowa nieskończoność od Ibd

Fioletowa nieskończoność od Ibd

Dziś nie będzie recenzji, za to będzie dawno już przeze mnie nie pokazywany manicure. Przyznam się bez bicia, że ostatnie miesiące były dla mnie ciężkie w blogowaniu. Totalny brak czasu... Młody rośnie, potrzebuje więcej uwagi, tym bardziej przyszła wiosna, trzeba korzystać z pogody. Także więcej Nas nie ma niż jesteśmy a wieczorem... padamy! Dlatego dziś tak szybciutko.


Mianowicie chciałam Wam pokazać lakier marki Ibd. Jest to lakier hybrydowy w kolorze pięknym bo liliowym! Idealny na teraz jak i na potem. Świeży, wspaniale podkreśla opaleniznę dłoni i zastanawiam się dlaczego tak rzadko po niego sięgam. Może nie tyle co po lakier jak po taki kolor. Jeśli chodzi o markę produktu, to mam pewne zastrzeżenia. Otóż kolorystycznie i pigmentacją jest bosko ale ile warstw trzeba chlapnąć by taki efekt uzyskać, to już tak pięknie się nie robi. Otóż pazury które widzicie mają trzy warstwy i to takie dość pokazne. Jak widać dalej są prześwity i odbija się widoczny odrost płytki. Jestem strasznie zawiedziona, bo kolor jest przepiękny, ale myśl, że muszę aplikować nim aż 3 razy, troszkę mnie od Niego odsuwa.


Żeby jakoś zaradzić tym niedociągnięciom wpadłam na pomysł, by zmalować kilka różyczek, co by zatuszowały sprawę. No i sprawdziły się. Efekt końcowy jest już troszkę żywszy. No ale nie zmienia to faktu, że lakiery Ibd, troszkę jakościowo mnie zniechęciły do siebie. Człowiek i tak czasu nie ma a jak wyskrobie to na pewno nie na potrójne malowanie. Może kiedy życie mi się ureguluje to dam mu jeszcze jedną szansę. A Wy co sądzicie o takich lakierach? Kojarzycie markę Ibd?



Pozdrawiam,





środa, 15 maja 2019

Neutrogena peelingujący żel do cery trądzikowej

Neutrogena  peelingujący żel do cery trądzikowej



Markę Neutrogena bardziej znam od strony balsamów do ciała i kremów do rąk, które zimą jak i przez cały rok bardzo dobrze wpływają na stan mojej skóry. Jedna z marek, której kosmetyki dosłownie w ekspresowym tempie głęboko wnikają w ciało przynosząc fantastyczną ulgę. Po ich produkty do twarzy sięgam sporadycznie bo nie zawsze one mi się sprawdzały. Jednak jest jedna linia, która ma lekką wadę ale do przejścia a mimo to uwielbiam to niej wracać.


Mowa o serii grejpfrutowej tym razem w formie żelu peelingującego przeznaczona do cery trądzikowej. Osobiście takowej nie posiadam ale wszelkie niespodzianki lubią czasem mi się pokazać. Dzięki zawartości drobinek grejpfruta oraz witaminy C, ta wyjątkowa formuła zapewnia oczyszczenie skóry zarówno z zaskórników jak i wyprysków. Dodatkowo wygładza ją i pozostawia wyraznie zdrowszą.


Sam żel ma przede wszystkim przeokrutnie grejfpfrutowy zapach. Tak soczysty tak rześki, no uwielbiam go! Jego konsystencja jest dość gęsta i zawartość drobinek peelingujących jest całkiem zadowalająca i nie jest zbyt szorstka dla skóry. Podczas masażu twarzy jak i ciała ( tak, używam go wszędzie) bardzo dobrze czuć jego działanie. Plus też za opakowanie, które ma charakter informacyjny, ponieważ zawiera wszystkie informacje o produkcie. Podoba mi się również fakt, że producent wspomina, że owy peeling nie zawiera "plastikowych-sztucznych" mikroperełek.


Mam cerę mieszaną ze skłonnością do przesuszania się. Wypryski pojawiają się sporadycznie i pojedynczo. Dlatego używanie jego dla mnie było w celu dobrego oczyszczenia, złuszczenia naskórka i no i upojeniem się jego zapachem, bo naprawdę totalny zastrzyk energii. Poza tym kosmetyk działa łagodnie na skórę, nie podrażnia jej, nie powoduje pieczenia ani zaczerwienienia. Skóra wygląda na jaśniejszą i bardziej miękką. Chociaż zalecenia producenta sugerują, że produkt ten nalezy stosować dwa razy dziennie, osobiście uważam, że może to spowodować wysuszenie skóry z czym ja miałam przyjemność się spotkać. Dlatego z mojego doświadczenia wynika, że stosowanie tego peelingu raz na dwa dni jest wystarczające i zaspokajające cerę. No i taka ciekawostka dla osób z  suchą skórą by po niego nie sięgały, gdyż ta wersja została stworzona specjalnie dla osób o tłustej skórze. Reasumując ja jestem z niego zadowolona jak i z całej różowej serii. Myślę, że dla osób, które męczy trądzik będzie on miał jeszcze lepsze zadanie nie mówiąc o efektach!



Pozdrawiam,




wtorek, 7 maja 2019

Nature Queen oczyszczająca pianka do mycia twarzy

Nature Queen oczyszczająca pianka do mycia twarzy


Pianki do mycia to rzadkość w mojej pielęgnacji. Przeważnie są to żele, mydła, do których chyba już się za bardzo przyzwyczaiłam i najwygodniej jest mi po nie sięgać. Oczyszczająca pianka od Nature Queen  posiada bardzo dobre składniki aktywne. Cenny ekstrakt z ogórka, ekstrakt z chabra bławatka, ekstrakt z kiełków pszenicy, z mydlnicy lekarskiej, z wąkrotki azjatyckiej, jak również ekstrakt z jaśminu, witamina B5, alantoina oraz kwas mlekowy. No i wiadomą sprawą jest, że kosmetyki Nature Queen nie zawierają SLS, SLES, szkodliwych substancji i są w pełni naturalne i ekologiczne. 


Butelka o pojemności 175 ml posiada dość spory dozownik ale jest to chyba klasyczny otwór jeśli chodzi o pianki. Konsystencja kosmetyku jest piankowa, bardzo lekka, delikatna i aksamitna. Do aplikacji wystarczą dwie pompki, które idealnie pokrywają całą twarz, delikatnie oczyszczając ją z wszelkich zabrudzeń. Pianka pachnie przyjemnie, delikatnie, choć spodziewałam się intensywniejszych nut jaśminu, który uwielbiam w kosmetykach.


Piankę używałam w momencie kiedy to moja skóra pod oczami została lekko podrażniona przez nieodpowiedni krem. Był to moment kiedy spisała się nie tylko w kwestiach oczyszczających ale bardzo fajnie uspokoiła moje okolice oczu. Jej naturalny i bogaty skład w ekstrakty ukoiły podrażnione okolice i ponownie odczuwam komfort. Po jej użyciu skóra jest ładnie oczyszczona, przyjemnie odświeżona i delikatnie napięta. Nie zauważyłam aby kosmetyk wysuszał skórę czy powodował inne  niesnaski. Plus za jego doskonałą wydajność.


Kolejny kosmetyk z gamy produktów od Nature Queen i kolejny zachwyt. Nie jestem maniaczką naturalnych kosmetyków ale pomału zaczynam się do nich przywiązywać. Tym bardziej kiedy stosowanie ich  przypomina mi lek na moje rany. Co naturalny skład to nie jakieś dziadostwo chemiczne, za które przepłacamy  a skóra na tym traci. Szczerze polecam, bo naprawdę warto posiadać w sowich zbiorach plony NATURY. Kosmetyki kupicie on-line https://naturequeen.co/sklep/




Pozdrawiam,




czwartek, 2 maja 2019

Modelujący peeling do ciała z solą Morza Martwego Equilibra

Modelujący peeling do ciała z solą Morza Martwego Equilibra


Długi, długi czas powstrzymywałam się przed używaniem wszelkich peelingów. Po prostu jakoś nie ciągnęło mnie do nich i jeszcze "wtedy" moja młoda skóra widocznie tego nie potrzebowała. Ale nastał moment kiedy to ot tak sięgnęłam po peeling niepamiętnej już firmy ale pamiętam wrażenie jakie na mnie wywarł swoim działaniem. Szok i złość dlaczego tak pózno odkryłam zacne właściwości tegoż kosmetyku. Od tamtej pory nie ma mowy bym minimum raz w tygodniu nie popieściła skóry ostrymi drobinkami. Aktualnie pieści moje ciało modelujący peeling  z solą morza martwego od Equilibra.


To unikalna kompozycja składników, które złuszczają, wygładzają i odżywiają skórę. Zawiera: aloes, sól z Morza Martwego, który zapobiega zgromadzeniu się nadmiaru wody w organizmie. Olejek z nasion grapefruita odżywia i uelastycznia skórę. Wąkrotka azjatycka, kasztanowiec, bluszcz - działa tonizująco i przeciwobrzękowo oraz mentol, który przyjemnie orzezwia i chłodzi. Oczywiście nie muszę wspominać, że  w składzie nie znajdziemy parabenów, wazelini i innych barwników


Peeling ma dość spore opakowanie, które mieści w sobie aż 600 gr produktu. Po odkręceniu wieczka kosmetyk zabezpieczony jest folią ochronną i do zestawu dołączona jest "szpatułka". Konsystencja jest jakby dwufazowa. Na pierwszy rzut oka widać płynną ciecz w postaci olejku. Dopiero głębiej możemy dokopać się do peelingu, który na moje oko jest średnioziarnisty. Zapach ma mocny, intensywny i bardzo pobudzający. Mieszanka mięty i rozmarynu to uczta dla dróg oddechowych.


Użycie jego jest czystą przyjemnością. Po wymieszaniu produktu nanosimy go na mokrą skórę, masując ją tam gdzie tego najbardziej potrzebuje. Jeżeli macie ochotę na mocniejszy efekt możecie to zrobić na suchą skórę. Sam peeling jest bardzo konkretnym zdzierakiem. Od samego nałożenia na ciało bardzo dobrze z nią współgra. Nie spływa, a sól podczas masażu równomiernie się rozpuszcza. Jego drobinki są dość ostre ale dzięki zawartości olejku dają przyjemny efekt. Kosmetyk spłukuje się dobrze, pozostawia tłusty film, który o dziwo odpowiada mi. Skóra po nim jest gładka, nawilżona do granic możliwości i nie mam konieczności sięgania po balsam. Peeling ma niby pomóc w utrzymaniu jędrnej skóry, może to i prawda ale samym scrubem raczej nic nie zdziałamy. Nie zmienia to faktu, że moje ciało jest bardziej sprężyste, odżywione, natłuszczone i rześko pachnące! Plus ogromniasty za jego fenomenalną wydajność! Uwielbiam!




Pozdrawiam,



niedziela, 28 kwietnia 2019

Gentle Day w trosce o kobiety...

Gentle Day w trosce o kobiety...


Dzisiejszy post skierowany jest tylko i wyłącznie w stronę kobiet. Tylko MY rozumiemy się bez słów w "TE" dni, które chciałybyśmy by były bardziej komfortowe i mniej uporczywe. To właśnie wtedy jesteśmy szczególnie wrażliwe , wszystko Nas drażni a byle błahostka jest dobrym powodem do wyładowania napięcia. Dlatego dzisiaj mam dla Was post, być może,który sprawi, że poczujecie się świeżo za pomocą produktów Gentle Day.


Czym wyróżniają się produkty GentleDay na rynku?  A no marka jako jedyna posiada wkładki ekologiczne z paskiem anoniowym posiadające patent na wynalazek. Gwarantują wysoką jakość produktów, które potwierdzają badania i certyfikaty. Wkładki Gentle Day są produkowane z wysokiej jakości materiałów, nie są chlorowane, posiadają przyjazny dla skóry odczyn pH oraz certyfikat ekologiczny Oeko-Texr 100.  Prócz wkładek znajdziemy również chusteczki nawilżane, które wyprodukowane są z przyjaznego dla środowiska, rozkładającego się włókna bambusowego. Włókno bambusowe jest mocne i jednocześnie bardzo miękkie, dlatego jest przyjemne dla skóry. W skład wchodzą naturalne składniki nawilżające i kojące skórę, ekstrakt z aloesu i witamina E. Chusteczki są dość duże i bezzapachowe. Nie uczulają, nie posiadają alkoholu za to odświeżają i są wolne od parabenów.



Podpaski Gentle Day mają bardzo ciekawe opakowania. Nie tylko wizualnie prezentują się wspaniale ale sprytnie są oznaczone, dzięki czemu każda z Nas dopasuje sobie te idealne, które będą najbardziej odpowiadać. Od intensywności wchłaniania, po długość jak i grubość. Choć w tym ostatnim przypadku podpaska kontra wkładka dużo od siebie się nie różnią. Fakt ten mnie bardzo zaskoczył pozytywnie. Marka zadbała nie tylko o jakość ale i wygodę. 


Podpaski jak i wkładki zawierają kremowy pasek anoniowy, którego zadaniem jest zatrzymanie rozprzestrzeniania się bakterii wewnątrz podpaski oraz usunięcie przykrego zapachu. Produkt podczas "noszenia" nie jest odczuwalny w nawet najmniejszym stopniu. Klej jest mocny, nie odkleja się od bielizny, nie przesuwa. Podpaski nie posiadają zapachu, nie podrażniają i nie uczulają. Sama podpaska  jest troszkę dłuższa od tych standardowych ale za to cienka, dyskretna i zaskakująco chłonna.



Na koniec zostawiłam tampony, które wykonane są w 100% z naturalnej certyfikowanej i ekologicznej bawełny. Każdy z nich owinięty jest folią, która dzięki zielonym strzałkom pozwala na szybsze rozwinięcie, wskazując kierunek skrętu. Nie zawierają pestycydów czy pozostałości herbicydów i nie są chlorowane. Idealne dla alergiczek, gdyż nie podrażniają i nie uczulają. Są hipoalergiczne, ulegają biodegradacji, nie powodują dyskomfortu i dostępne są w 3 rozmiarach.



Cóż mogę więcej wspomnieć. Kochane Moje produkty Gentle Day powstały z myślą o Nas, o kobietach i o tych kilku dniach, które potrafią spędzić Nam sen z powiek. Ich sposób wytwarzania i materiał został wykorzystany do wykonania jak najbardziej delikatnych, przyjemnych dla ciała wkładek i nie tylko. Każdy detal wkładki, tamponu czy nawet samo już opakowanie mówi Nam, że "TE DNI" już nie będą takie same! Te różowe kartoniki znajdziecie w aptekach bo jeszcze nigdzie stacjonarnie nie obiły mi się o oczy. A jeśli się mylę, to oświećcie mnie proszę ;)



Pozdrawiam,



środa, 24 kwietnia 2019

IL Salone MILANO -maska do włosów suchych i zniszczonych

IL Salone MILANO -maska do włosów suchych i zniszczonych


Przyznam się Wam bez bicia, że jeśli chodzi o maseczkowanie włosów to u mnie jest to  "ciężka sprawa. Jestem leń nad lenie i sięgam po nie tylko w awaryjnych sytuacjach albo już jak mi się zachce. Być może spowodowane jest to tym, że nie narzekam na stan swoich włosów i tak naprawdę nie mam potrzeby nakładać na nie dodatkowych wspomagaczy. Oczywiście mam w swoich zbiorach maski, maseczki, odzywki czy inne olejki do włosów ale tak jak wspomniałam, sięgam po nie w momentach  odpowiedniego zapotrzebowania. Tak dziś pokażę Wam maskę do włosów suchych i zniszczonych marki, która ostatnio króluje na blogach.


Maska do włosów Con Cheratina jest silnie regenerująca przeznaczona do pielęgnacji włosów suchych  i bardzo zniszczonych. Zawiera ceramidy oraz proteiny mleka i zboża. Składniki te w widoczny sposób poprawiają stan uszkodzonego włókna włosa. Cenne proteiny zbożowe przywracają włosom utraconą miękkość oraz znacznie zwiększają ich objętość. W efekcie włosy stają się miękkie, aksamitne i zregenerowane. 


Sam kosmetyk ma bardzo gęstą i bardzo treściwą konsystencję. Zapach jego mocny, intensywny i przypominający wanilię z nutką zaperfumowania. Po rozprowadzeniu na włosy należy odczekać 5 minut po czym zmyć dokładnie letnią wodą. Osobiści u mnie maska na włosach pozostaje od 10-15 minut , w tym czasie relaksuję się w wannie a i efekt jest pokazniejszy. Jako, że produkt skłania się ku suchym włosom, to nakładałam ją od długości z naciskiem na końcówki. Po zimie prócz ich przycięcia dobrze jest je wspomóc właśnie takimi kosmetykami. Maska sprawiła, że moje włosy faktycznie zostały nawilżone, stały się bardziej"sypkie", nie puszą się i nie plączą. Przepięknie pachną a do tego są bardzo mięciutkie o aksamitnym połysku. Jedyna moja rada to nie przesadzać z ilością podczas nakładania bo może lekko obciążyć włosy. Jak dla mnie Kosmetyki IL Salone MILANO  są dobre jakościowo, których efekt końcowy powinien zadowolić nie jedną z Was. Są równie łatwo dostępne np. w Rossmanie, Carrefour, czy też on-line ;)




Pozdrawiam,



środa, 17 kwietnia 2019

Lollipops Paris My Beauty Essentials- wielofunkcyjna paletka do makijażu

Lollipops Paris My Beauty Essentials- wielofunkcyjna paletka do makijażu



Dzisiaj pokażę Wam małą sprytną paletkę, którą możecie zabrać ze sobą dosłownie wszędzie i sprawi, że z nią zawsze będziecie czuć się pewnie i kobieco! My Beauty Essentials od Lollipops Paris to paletka, która zarówno pomoże Wam z makijażem oka jak również rozświetli skórę, nada jej blasku jak i wykonturuje twarz. Wielofunkcyjny gadżet, który zadowoli nie jedną fankę makijażu, skromnego makijażu.


My Beauty Essentials to uniwersalny zestaw, którym można wykonać prawie cały makijaż. Pod warunkiem, że jesteście fankami delikatnych makijaży jak i make up no make up. Paletka zawiera korektor, róż oraz cień jak i pożądany przeze mnie rozświetlacz.  Sam korektor jak dla mnie jest delikatny, kremowy i kryje niedoskonałości ale te niezbyt widoczne. Myślę, że z większymi problemami mógłby sobie nie dać rady. Niemniej jednak patrząc na "turystyczną" wersję paletki, można go również użyć jako bazy pod cienie. Zaraz za nim mamy cień, matowy, bardzo jasny, osobiście używam go do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka lub pod łuk brwiowy. W paletce znajduje się również rozświetlacz, bardzo delikatny i subtelny. Który nie tylko doda blasku skórze ale można również użyć go jako cienia. Jak kto woli. To samo tyczy się różu. Kolorystycznie jak dla mnie troszkę za zimne tony ale dla szybkiego rumieńca jak znalazł. 





Cała paletka a raczej jej zawartość jest bardzo dobrej jakości. Cień, rozświetlacz jak i róż bardzo dobrze zachowują się na skórze. Cienie się nie kruszą ani nie osypują, rozświetlacz nie pyli i nie zostawia migocących drobinek a róż idealnie wtapia się w kości policzkowe. Produkty mają dobrą pigmentację, drobno mieloną teksturę, która daje gładkie i równomierne wykończenie oczywiście z możliwością budowania intensywności koloru.


Paletka My Beauty Essentials dodatkowo wyposażona jest w praktyczne lusterko, które przyda się w podróży a nawet na spacerze, w pracy czy gdziekolwiek z nią będziecie. Samo opakowanie jest słodkie, iście cukierkowe i "paryskie". Plus za magnetyczne zamknięcie, które chroni zawartość przed wszelkimi uszkodzeniami. Dzisiejsza propozycja paletki jest dla osób, które lubią mieć kilka kosmetyków pod ręką ale w jednym miejscu. Propozycja od Lollipops Paris idealnie wpasuje się w Wasze zapotrzebowania. Praktyczna, wielofunkcyjna i uniwersalna jeśli lubicie takie gadżety to zachęcam do zakupu. Cena tejże paletki to koszt ok. 85 zł. 




Pozdrawiam,




piątek, 12 kwietnia 2019

PROCLE Volume Lip Balm

PROCLE Volume Lip Balm




 Pomadki, pomadeczki, pomadusie, któż ich nie kocha? Przy nadchodzącej wiośnie przydałoby się przerzucić na bardziej wyraziste kolorki. Jednak u mnie cały rok królują kolory bezpieczne. Nudziaki, delikatne brązy, beże czy pastelowe róże. Rzadko kiedy sięgam po czerwienie czy inne intensywniejsze kolory. Dzisiaj pokazuję jedną z moich ulubionych pomadek od Procle Volume Lip Balm.


Samo opakowanie budzi we mnie przyjemne emocje. Jestem kobietą i lubię kosmetyki, które przyciągają uwagę. Jest solidne i eleganckie. Sama pomadka jest miękka i posiada przyjemną formułę przypominającą masełko do ust. Kosmetyk gładko i sprawnie rozprowadza się na ustach nadając im delikatnego koloru. Jeśli macie ochotę na mocniejszy akcent trzeba aplikację niestety powtórzyć. Pomadka Volume Lip Balm jest w kolorze MAUVE, czyli delikatny, fajniutki brązik o pastelowym wykończeniu. Balsam do ust PROCLE różni się tym od innych pomadek, że po aplikacji wyczuwam mrowienie jak nie pieczenie. Jest to dość dziwne uczucie, zwłaszcza na ustach ale winę za to ponosi ekstrakt z papryczki, który odpowiedzialny jest za ten dyskomfort. Po co więc ta papryczka w pomadce?A no po to by Wasze usta stały się pełniejsze i większe -optycznie! Przez to mrowienie wargi delikatnie się rozpulchniają może dzięki czemu wyglądają na większe. Pytanie tylko czy każda z Nas jest w stanie znieść tą palącą chwilę, która trwa do 10 minut.



Oprócz pieczenia pomadka ma również za zadanie nawilżać i chronić nasze usta. W składzie balsamu znajdziemy między innymi kwas hialuronowy, olejek rycynowy oraz witaminę E. Nawilżenie jakie daje wiosną, latem będzie odpowiednie, zimą sama w sobie wątpię by uchroniła usta przed mrozem. Jednak jako pomadka daje radę. Kolor jest nasycony tak jak lubię, nieprzerysowany i bez przesady. Dla mocniejszego krycia trzeba aplikację powtórzyć co najmniej dwa razy, wtedy wydobywa się prawdziwy kolor, który prezentuje sam sztyft. Trwałość klasyczna, kilka godzin bez jedzenia i picia. Schodzi równomiernie i nie wysusza ust ani nie podkreśla suchych skórek.


Pomadka a może balsam jak zwał tak zwał, w każdym razie Volume Lip Balm od PROCLE to mazidło, które nie tylko nawilży usta, dbając o nie i nadając im koloru. Jak również sprawi, że wargi staną się pełniejsze a może bardziej "pulchniejsze" dzięki szalonej papryczce, która potrafi zaleść "za wargi". Wiem, że pomadka dostępna jest jeszcze w 3 odcieniach i sama osobiście z chęcią bym je również wypróbowała. Dodatkowy fakt - pomadunia jest bez parabenów i alergenów i cudownie pachnie.... czekoladką. Papryczka i czekoladka... mix doskonały... SKUSICIE SIĘ?



Pozdrawiam,



czwartek, 11 kwietnia 2019

Odżywczy olejek do demakijażu od NATURE QUEEN

Odżywczy olejek do demakijażu od NATURE QUEEN


Demakijaż to u mnie temat rzeka. Czasem skłaniam się tylko i wyłącznie do samej wody i mydła a czasem są to produkty a raczej ich gama, przy których wieczorny demakijaż zajmuje dość sporo czasu. Nie mniej jednak w mojej toaletce olejek do demakijażu jest nowością. Przeważnie taka forma kosmetyku była i jest u mnie stosowana pod kątem odżywienia i nawilżenia skóry niż "oczyszczenia" jej z makijażu. W każdym razie spróbowałam z ciekawości i dziś przychodzę do Was z jego recenzją czyli mowa o odżywczym olejku od NATURE QUEEN.


O opakowaniu nie będę się rozpisywać bo widać na załączonym obrazku. Jedynie aplikator mnie zaskoczył, który jest strasznie wygodny i higieniczny. Przy tłustej jego konsystencji nie ma opcji i obaw, że coś Nam się wyleje i zatłuści połowę łazienki. Olejek w składzie posiada mix olei ze słodkich migdałów, winogronowy, lniany, olej z awokado, manuka jak również olej abisyński oraz witaminę E. Skład jest w pełni naturalny, nie znajdziemy w nim SLS, SLES, sztucznych barwników, czy konserwantów.


Jego zastosowanie jest proste. Wystarczy nałożyć olejek na wilgotną twarz, delikatnie masując ją przez jakiś czas. Następnie zmyć ciepłą wodą przy pomocy wacika. Efekt? Sucha skóra na pewno odczuje to w błyskawicznym tempie! Przede wszystkim doskonałe nawilżenie i fantastyczne ukojenie. Skóra jest spokojniejsza, miękka i delikatna w dotyku. Jeśli chodzi o usuwanie makijażu, to  radzi sobie z nim dość sprytnie, nawet z tym wodoodpornym. Olejek sam w sobie przynosi same plusy. Jest funkcjonalny, odżywczy, regeneruje skórę po całodniowym makijażu. Twarz po zastosowaniu olejku jest odświeżona, delikatnie rozjaśniona, oczyszcza ją i sprawia, że jest muśnięta zastrzykiem energii. Jedynie co mnie nie przekonuje to uczucie dziwnej  tłustości, która jeszcze zostaje mimo usunięcia nadmiaru olejku. Mam dziwne zboczenie, że dopóki nie użyję wody to nadal widnieje grymas. Tak też jest i w tym przypadku. Niestety.


Tak też, żeby nie zaprzepaścić zacnego działania olejku, robię sobie klasyczny demakijaż z wodą i po wyschnięciu skóry delikatnie wklepuje go na czystą skórę i pozostawiam na noc. Taka opcja jak dla mnie jest wygodniejsza i lepsza w samopoczuciu. Demakijaż u mnie jest podstawą ale olejków niestety do tego celu nie umiem używać. Na szczęście jego konsystencja pozwala na użycie go jako "nocnego okładu", dzięki czemu skóra rano jest bardziej sprężysta, elastyczna, nawilżona i pozbawiona oznak zmęczenia. Buteleczka takiego olejku to koszt 39,70 zł/ 150 ml. dostępny na stronie producenta https://naturequeen.co/




Pozdrawiam



Copyright © 2016 My women's world , Blogger