środa, 30 sierpnia 2017

Lakiery do paznokci ZILA NR.107 oraz 109

Kochani gotowi na nadchodzącą już wielkimi krokami jesień? Ja pomalutku nastawiam się psychicznie ale póki co mamy jeszcze kilka dni dość wysokich temperatur, więc korzystamy z młodym ile wlezie.
Dzisiejszy post to trio lakierów do paznokci marki ZILA, ale pod lupę biorę na razie tylko 2 kolorki. W oddzielnym poście będzie ich trzeci kolega. Tak więc przejdzmy do rzeczy.


 Marka ZILA była całkowicie mi obca. Dzięki drogeria.pl mam możliwość sprawdzenia jak sprawują się w użytku codziennym, czyli pranko, prasowanko, zmywanko i inne "duperele". Dodam jeszcze fakt, iż drogeria.pl posiada je  na wyłączność. Więc jak ktoś chętny to może je kupić tylko tu KLIK


Pierwszym kolorem jest odcień o numerze 119.  ZILA White to biały lakier, który może być stosowany samodzielnie bądz jako baza pod brokaty lub inne lakiery a nawet do zdobień.  
Piękna, klasyczna biel i jak dobrze mu się przyjrzeć, też posiada delikatne mieniące się drobinki. 



ZILA Shimmer 107 AMET to połyskujący, głęboki i ciemny fiolet z purpurowymi tonami, wzbogacony w mikroskopijne drobinki, które łagodnie lśnią.  Mój ulubieniec. Intensywny, mroczny i tajemniczy,idealny na nadchodzącą jesień i zimę.

ZILA SHIMMER -linia subtelnie połyskujących lakierów do paznokci przeznaczona dla kobiet, które od podstawowego lakieru wymagają odrobinę więcej. Lakiery zawierają bardzo drobny błyszczący pyłek, który łagodnie lśni i pogłębia kolor lakieru. Stwarza delikatny, trójwymiarowy efekt.


Lakiery ZILA posiadają cienki pędzelek, ścięty na prosto bardzo dobrze rozprowadza lakier na płytce. Prezentowane przeze mnie lakiery posiadają średnie krycie. Potrzebujemy dwóch warstw by w miarę otrzymać ładnie pomalowane kolorki, jednak 3 warstwy to taki już pewniak. Piękne, nasycone  bez żadnych prześwitów. Schnięcie ich jest w miarę szybkie nawet przy trzech malowaniach. Co wyróżnia lakiery ZILA to fakt, iż zostały wzbogacone o aromaty kwiatowe, dzięki czemu po pomalowaniu pazurków nie trzeba potem wietrzyć mieszkania. Dla mnie jest to mega wielki plus, gdyż w moim domu krząta się dzidziuś, dzięki czemu nie muszą chować się po kątach i chronić go przed szkodliwymi zapachami.




 Jestem mile zaskoczona jakością lakierów ZILA. Nie przeszkadzają mi 3 warstwy, bo wynagradza mi ich szybkie schnięcie. Lakiery są trwałe, nie odpryskują i łatwo się zmywają. Przy częstych czynnościach domowych końcówki nie ścierają się i lakier trzyma spokojnie do 4 dni. Dla mnie rewelacja jeśli chodzi o standardowe laKiery do paznokci. Brak "lakierowego"zapachu oraz nie posiadają w swoim składzie  toluenu, DBP, oraz formaldehydu .
Jedyne do czego mogę się przyczepić to delikatnie zżółknięta płytka po zmyciu lakieru ZILA Shimmer 107 Amet. Być może to efekt bardzo mocnej pigmentacji, którą owy odcień posiada. Nie mniej jednak szeroka gama kolorystyczna lakierów ZILA kusi mnie bardzo. Teraz na zbliżającą się porę roku, którą jest jesień marka ma świetne kolorki, które idealnie wpasują się w tło nP. spadających liści i szarawki na oknem ;) W kolejnym poście pokażę Wam rodzynka, który został ZILA 133.  

Cena: 14,99 zł/ 8 ml.


Pozdrawiam,


piątek, 25 sierpnia 2017

Delia Cosmetics Good Foot PODOLOGY

Moje stopy to chyba jedyna część ciała, która najmocniej ucierpiała z powodu mojego lenistwa. Wiecznie nie chciało mi się sięgać po krem do stóp, no bo po co? Na stopy? E tam. Z wiekiem zdałam sobie sprawę, że właśnie stopy również są wizytówką zadbanego wyglądu kobiety i co jak co ale o nie też trzeba dbać. Mimo to i tak są najbardziej dotknięte "suchotą", która daje się we znaki. Staram się pamiętać o nich, chociażby raz dziennie wieczorem wetrzeć w nie dawkę kremu odżywczego a czasem przychodzi mi z pomocą cała seria. Tak też ostatnio moje stopy miały ucztę z serią kosmetyków do stóp od Delia Cosmetics.


Seria kosmetyków Good Foot Podology przeznaczona jest do pielęgnacji stóp latem ale i nie tylko. Prawidłowa kolejność używania kosmetyków da Nam większe i lepsze efekty.  Oznaczenia a raczej ich kolejność widnieje na opakowaniach. Poniżej przedstawiam kolejność kosmetyków PODOLOGY.

1.0 – do stosowania przed złuszczaniem i pielęgnacją.
2.0 – do stosowania po kąpieli stóp
3.0 – pielęgnacja do codziennego stosowania
3.1 – kuracja
3.2 – jednorazowy zabieg
4.0 - uzupełnienie pielęgnacji, do codziennego stosowania





Pierwsza w użycie poszła sól. Tak to od niej zaczęłam swój rytuał SPA. Kąpiel perełkowa to nic innego jak sól do stóp. Malutkie kuleczki w zielonym kolorze pachną obłędnie, rześko i przypominają zapach zielonej herbaty. Osobiście używałam soli dwa razy w tygodniu. Raz solo bez innych wspomagaczy, po prostu relaksowałam się zapachem  i odprężałam się na maxa. Drugi raz to już w połączeniu z całą serią.  Stopy po kąpieli są jak nowe. Eliminują uczucie ciężkości i zmęczenia po całym dniu, są odprężone i miłe w dotyku. 





Następny w kolejce jest peeling do stóp. Drobinki pestek moreli, łupiny orzecha włoskiego oraz migdałowca dość porządnie usuwają martwy naskórek. Peeling wygładza i zmiękcza skórę pozostawiając stopy miłe i przyjemne w dotyku. Produkt jest dość gęsty dzięki czemu nie spływa z mokrej skóry. Dodatkowo plus za ładny i dość intensywny zapach- dodatkowa uczta dla nosa. Regularne stosowanie peelingu przyniosło wyczekiwany efekt piękny i zadbanych stóp.



Krem-pianka to produkt, który bardzo mnie ciekawił. Nigdy wcześniej nie miałam takiej formy kosmetyku do stóp. Produkt po wyciśnięciu ma lekką formułę pianki, która rośnie jak szalona, dzięki czemu kosmetyk jest bardzo wydajny. Pianka szybko wchłania się w skórę pozostawiając ją pachnącą i mięciutką. Zawartość mocznika i gliceryny nawilżają, wygładzają przynosząc suchym stopom ukojenie. Dodatkowo świeży, cytrusowy zapach, który pobudza zmysły.



Maska do stóp wygładzająco - regenerująca. To chyba jedyny z całej serii gadżet, który mnie najmniej ucieszył. Nie wiem czemu ale te skarpetki, po prostu mnie denerwują. Przy małym dziecku jest niewykonalne by 30 minut stać czy siedzieć w miejscu. Nie mniej jednak użyłam ową maskę. Zawartość saszetki trzeba wmasować w czystą i suchą skórę stóp, następnie nakładamy na nie dołączone skarpetki i pozostawiamy je na 30 min. lub na całą noc. U mnie nawet nie dotrwały 30 minut, po 20 minutach niestety musiałam w trybie natychmiastowym zdjąć wszystko. Czuć, że skóra jest odżywiona, miękka i przynosi ulgę suchej skórze. Nie mniej jednak pozostaję przy swoim zdaniu, że ten rodzaj pielęgnacji, niestety mnie nie kręci.




Ekspresowy żel do usuwania zrogowaceń. Słowo "ekspresowy" jest chyba troszkę przesadzone. Dlaczego? Myślałam, że wystarczy palcem rozetrzeć odpowiednią ilość żelu na stopy i gotowe a tu niestety jest wyższa szkoła jazdy. Otóż producent proponuje najpierw uzbroić się w odpowiednie gadżety by móc potem przejść do prawidłowego działania kosmetyku. Zanim zaczniemy musimy założyć rękawiczki ochronne. Następnie wycisnąć odpowiednią ilość żelu na wacik lub chusteczkę, przyłożyć do miejsca, które będzie poddawane zabiegowi i owinąć szczelnie folią. Zostawiamy na 15 minut, po czym spłukujemy a następnie usuwamy zrogowaciałą tkankę za pomocą łopatki. Także jak widzicie troszkę czasu zajmuje ta "ekspresowa" operacja. No i pytanie czy warto? Myślę, że tak. Moje pięty wyglądają całkiem inaczej niż przed zabiegiem. Kosmetyk przywraca ich zdrowy wygląd, stopy są miękkie, wygładzone i bardzo przyjemne w dotyku. Pamiętajmy tylko, że żelu używamy nie częściej niż raz w tygodniu. Jak dla mnie jest to kosmetyk do zadań specjalnych, które świetnie sobie z nimi radzi. Jest bardzo wydajny i do tego tani, więc serdecznie polecam.

Podsumowując cała seria od Delia Cosmetics Good Foot Podology jest warta uwagi. Wzorowo wpływa na stan i wygląd stóp. Sprawia, że odzyskują swoją miękkość, są bardziej delikatne, przyjemniejsze w dotyku. Znikają popękane i suche pięty a witajcie GOOD FOOT czyli zdrowe  i zadbane stópki. Kosmetyki dostępne są np. w drogerii Rossman bądz w firmowym sklepie on-line https://sklep.delia.pl/




Pozdrawiam,


wtorek, 22 sierpnia 2017

Marion - szampon i odżywka intensywnie wzmacniająca

Moje włosy w okresie po ciąży do dnia dzisiejszego dochodzą do siebie.  Wypadanie zmniejszyło się z czego bardzo się cieszę, ale fajnie byłoby gdyby całkowicie przestały lecieć. Dlatego używam już przeróżnych  kosmetyków z nadzieją na ich poprawę i kondycję. Ostatnio męczyłam duet od Marion ale niestety nie dobrnęłam do końca.


Laboratorium Naukowo- Technologiczne MARION opracowało profesjonalną linię do kompleksowej pielęgnacji włosów. Bazuje ona na organicznym oleju arganowym z kontrolowanych upraw ekologicznych. Olej arganowy jest źródłem odżywczych kwasów omega 6 i 9 oraz witaminy E. W formułach produktów został on połączony z naturalnymi aktywnymi substancjami dobranymi do indywidualnych problemów, aby dostarczyć 100% satysfakcji z pięknych, zdrowych i lśniących włosów.

Zarówno szampon jak i odżywka otrzymujemy w dużej bo aż 400 ml butelce z wygodnym dozownikiem. Nie wiem po co aż taka pojemność, tym bardziej kiedy szamponu jest zaledwie do napisu "MARION" i zastanawiam się czy tak ma być, czy też ubyło mojego kosmetyku przez niewidoczne rączki. Konsystencja szamponu dość rzadka o mętnym kolorze i przepięknie, lekko perfumowanym zapachu.  Szampon jest średnio wydajny, niestety potrzebujemy jego większą ilość by móc porządnie umyć włosy dodatkowo się pieniąc. Po umyciu niestety napotkało mnie rozczarowanie. Totalnie ochlapnięte i jakieś cieniutkie. Po związaniu gumką miałam wrażenie jakby była ich tylko połowa. Użyłam go kolejny raz i kolejny w nadziei, że może moje włosy miały zły dzień ale absolutnie. Ponownie ochlap i włosy totalnie jak nie moje. Niestety nie miałam sumienia by go dalej używać i odstawiłam na bok.


Odżywka natomiast również posiada piękny, niespotykany zapach, który fajnie utrzymuje się na włosach. Konsystencja typowa dla odżywek. Kosmetyk szybko wchłania się we włosy a po spłukaniu daje całkiem przyjemny efekt. W porównaniu do koleżanki moje włosy zostały nawilżone, stały się miękkie, sprężyste i łatwiej się rozczesują. Wydajność całkiem zadowalająca.


Podsumowując. Z całej dwójki szampon zdecydowanie jest dla mnie stratą czasu. Seria przeznaczona jest do włosów  słabych ze skłonnością do wypadania. Wypadania nie zniwelował, bo za krótko go używałam. No ale efekt po nim jeszcze rzadszych włosów totalnie mnie zniechęcił do dalszej z nim przygodny. Na szczęście odżywka okazała się być pocieszeniem. Odżywione, zregenerowane i leciutkie przy tym mega błyszczące. Proteiny ryżowe, organiczny olejarganowy, biotyna czy nawet hydrafeel-3 pozytywnie wpłynęły na kondycję moich włosów i końcówek. Koszt takiej butelczyny to zaledwie 10 zł. 


Znacie kosmetyki MARION? Macie swoich ulubieńców?



Pozdrawiam,



sobota, 19 sierpnia 2017

Equilibra Baby - kojąca emulsja z tlenkiem cynku

Dziś post dla mam przyszłych czy też już będących. Pamiętam jeszcze będąc w ciąży strasznie się obawiałam jakich kosmetyków używać by nie zaszkodziły dzidziusiowi. Na rynku mamy mnóstwo marek, nie zawsze tych dobrych  mimo obietnic producenta. Wiadomo też, że każda skóra niemowlaka jest też inna i każda z nich inaczej reaguje na różne kosmetyki.  Pupa dziecka w pierwszych miesiącach dziecka jest mocno narażona na odparzenia, więc warto mieć coś sprawdzonego i dobrego. U nas na początku królował Bepanthen, który okazał się rewelacyjny. Jednak cena ponad 30zł troszkę przeraża. W ostatnim czasie używamy kremu  z tlenkiem cynku od Equilibra, który ma zadanie chronić moją malutką pupcię.


Kojąca emulsja o fizjologicznym pH to preparat na bazie wody o działaniu ochronnym, łagodzącym objawy podrażnień, wysypki i odparzenia pieluszkowe. Lekka formuła emulsji i ograniczone działanie okluzyjne umożliwiają wielokrotne używanie. Używana regularnie, po każdej zmianie pieluszek, zapewnia barierę chroniącą nawet najbardziej wrażliwe obszary skóry, podatne na występowanie podrażnień i wysypki.
Zawiera 97% składników naturalnego pochodzenia. Masło shea: odżywia, gliceryna roślinna: działa ochronnie, wyciągi z owsa i nagietka: działają kojąco. Olej z otrębów ryżowych: nawilża, natłuszcza i regeneruje, witamina E: utrzymuje elastyczność skóry, olej ze słodkich migdałów: nawilża i zmiękcza, aloes 20% nawilża i chroni.


SkładAqua (Water), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate Citrate, Glycerin, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Oryza Sativa Bran Oil (Oryza Sativa (Rice) Bran Oil) Butyrospermum Parkii Butter (Butyrospermum Parkii (Shea) Butter), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil), Tocopheryl Acetate, Avena Sativa Kernel Extract (Avena Sativa (Oat) Kernel Extract), Calendula Officinails Flower Extract, Glyceryl Caprylate, Xanthan Gum, Potassium Sorbate, Ethylexylglycerin, Sodium Benzoate, Sodium Dehydroacetate, Sodium Phytate, Lactic Acid, Parfum (Fragrance). 


W kartoniku mamy tubkę o pojemności 100 ml. Konsystencja emulsji na pierwszy rzut oka wygląda jak typowa pasta cynkowa typu sudocrem. Nie mniej jednak okazało się zaskoczeniem, że faktycznie kremik jest lekki, delikatny, łatwo się rozprowadza po skórze i pachnie przyjemnie i typowo dla kosmetyków Equilibra Baby.


Mamy okres letni, temperatury w ostatnim czasie przekraczały 30 stopni, więc dla takiego maluszka to straszna męka. Jak każda mama staram się by nie dopuścić do odparzenia i podrażnień skóry bobaska. Przyznaję się bez bicia, że w okresie letnim nie stosowałam emulsji przy każdej zmianie pieluszki. Chciałam, żeby pupa synka też odpoczęła mimo iż jest to kosmetyk naturalny.  Kiedy więc używałam produktu?


Emulsji używałam tylko codziennie rano, by  nawilżyć i ochronić pupcię synka na cały dzień ale i nie tylko. Używałam również na czerwoną skórę pod paszkami i na szyi. Tam też niestety są okolice, gdzie słabo dochodzi powietrze, więc smarowanie emulsją od Equilibra Baby okazało się wybawieniem. Codziennie po kąpieli malutki masażyk pod paszkami i pod szyjką i śladów podrażnień brak i co najważniejsze nie zbiera się krem w zgięciach, tylko ładnie wchłania się w skórę. Jeśli chodzi o pupę malucha to również jestem zadowolona. Nie każdorazowe ale codzienne i systematyczne smarowanie dało głaciutka, delikatną skórę maluszka. Nie zauważyłam uczulenia i na jakikolwiek składnik, wręcz przeciwnie. Lekka konsystencja sprawia, że mi mamusi przyjemnie się jej stosuje a synkowi daje ulgę i porządną ochronę. Koszt tubki to ok 23 zł przy czym aktualnie trwa promocja i można kupić za 17, 24 zł ;)


Znacie tę emulsję? A u Waszych maluszków co sprawdza się przy odparzeniach pieluszkowych i innych podrażnieniach??



Pozdrawiam,




wtorek, 15 sierpnia 2017

Spotkanie blogerek w Białymstoku-relacja

Uwielbiam się spotykać z bliskimi mi ludzmi zwłaszcza jeśli łączy mnie z nimi pasja i wspólny język. Nie trzeba udawać, nie trzeba się kryć, po prostu wystarczy być. Od pół roku po raz pierwszy mogłam w końcu wybyć z domu i mieć czas tylko dla siebie. Oczywiście miałam stresa zostawiając synka z babcią ale wiedziałam, że jest w dobrych rękach a ja....


A ja spotkałam się z moimi bratnimi duszami. Dokładnie 12 sierpnia ponownie spotkałam blogerki, które zawsze i chętnie się ze mną spotykają niezależnie od dnia, pogody i innych czynników. Było mi bardzo miło, że ponownie mogłam na nie liczyć. Spotkanie odbyło się w przytulnej restauracji na ul.Lipowej 12 w Białymstoku.





 Czas Nam uciekał nieubłaganie. Rozmów nie było końca. U większości z Nas następują poważne zmiany, życiowe, duchowe i w ogóle nadszedł dla nich czas na nowe życie. Dziewczyny podzieliły się ze mną swoimi planami, obawami jakie nadejdą w ich najbliższym czasie. Ja natomiast bardzo się cieszę, że na tyle mi zaufały, bym mogła być z nimi "w tym momencie".  Jest to czas radości i troszkę smutku dla mnie. Nasza podlaska blogosfera rozpada się, czasem z niewiadomego powodu, czasem z głupoty a czasem z zazdrości. Jest to przykre, bo naprawdę dzięki takim spotkaniom można stworzyć fajną i piękną znajomość, którą można trwale pielęgnować. Naprawdę nie wiem gdzie tkwi dogłębny problem ale jak tak dalej będzie to niedługo będę mogła tylko oglądać posty innych koleżanek ze spotkań blogerskich.
Aj wzięło mi się na żale a to dlatego, że nie lubię poznawać osób , które zdobywają moje zaufanie, przywiązuję się do nich a potem je tracę. Wiem, że za jakiś czas znów się spotkamy, być może w innych okolicznościach ale mimo to będzie mi brakowało tego mojego serduszka, które zawsze potrafiło mnie rozweselić. No ale jej szczęście dla mnie jest najważniejsze! :)

 
Te 3 osobniki jako jedne z niewielu przetrwały ogrom spotkań. To one starają się by Nasz kontakt się nie zatracił,  byśmy miały się w zasięgu jak najbliżej i jak najczęściej. Wiadomo każda z Nas ma swoje życie, ale staramy się ukraść odrobinę czasu tylko dla siebie. Totalny luz, totalna swoboda, kupa śmiechu i czysto babskie ploty. Kto tego nie lubi ten snob ;))


Na naszym skromnym spotkaniu udział brały również upominki od sponsorów. Miły dodatek do eventu, który spodobał się zarówno mi jak i dziewczynom. Na tym spotkaniu bawiłam się za fotografa ( rozstrojonym aparatem). Także mnie tu nie zobaczycie. Za to oglądajcie uśmiechnięte buziaki koleżanek ;)




Totalna wariatka :*






Poniżej cacka, które dzięki sponsorom możemy testować ;) Osobiście też dziękuję firmom za chęć uczestnictwa w spotkaniu. Było Nam bardzo miło, móc gościć Państwa upominki na Naszym spotkaniu. DZIĘKUJEMY!


Majunto  FB       Palmers  FB       Scananida   FB 





oraz 

próbki  Esse Organic   vouchery MoonyLab




Cóż na koniec mogę napisać. Jeśli czytają mnie podlaskie blogerki, które może wstydzą się a może boją, piszcie, naprawdę nie gryziemy. Jesteśmy proste, wesołe i zwykłe babki, które uwielbiają spędzać ze sobą czas.  Poznajmy się i stwórzmy fantastyczną paczkę o różnych temperamentach ale za to o tej samej pasji  i wspólnym języku ;) Co Wy na to?




Pozdrawiam,


niedziela, 13 sierpnia 2017

NIVEA Care, lekki krem przeciwzmarszczkowy

Marka NIVEA znana jest mi z ich standardowego kremu w niebieskim pudełeczku, który zna każda z Nas.  Niezawodny na spierzchnięte usta, suche łokcie i kojący zimą.  Ostatnio również używamy serię NIVEA BABY, która mam nadzieję, że też będzie równie dobrze wychodzić jak klasyczny kremik.  Dziś jednak mam recenzję kremu do twarzy z serii Care do którego zdania przez dłuższy czas nie miałam.




Krem przeciwzmarszczkowy o lekkiej formule z zawartością witaminy E. Intensywnie nawilża skórę twarzy, zmniejsza liczbę drobnych zmarszczek i przywraca młody wygląd. Odżywia skórę i zapobiega pierwszym oznakom starzenia, dzięki ochronie przeciwsłonecznej UVA i UVB. Przeznaczony do pielęgnacji 25+ i dla każdego rodzaju skóry. 
Substancje aktywne:
- Hydro-woski: innowacyjna formuła zawierająca rozpuszczalne na skórze hydro-woski zatopione w lekkim, odżywczym kremie działa ochronnie i nawilżająco na cerę.
- Witamina E - ma działanie chroniące przed wolnymi rodnikami i nawilża skórę na dłużej. Cera wygląda młodziej i promienniej.



Zgrabny, mały słoiczek mieści w sobie 50 ml kremu o luznej konsystencji. Zapach podobny do zapachu NIVEA jednak tutaj jest on mniej intensywny, taki rzekłabym "lekka"wersja zapachu NIVEA". Krem szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej i tłustej warstwy.




Na początku stosowanie nie widziałam efektów w działaniu. Dopiero po dobrym tygodniu zauważyłam, że skóra po nim jest gładka, nawilżona i co mnie zdziwiło to nawilżenie bardzo długo utrzymuje się na skórze. Działania przeciwzmarszczkowego również nie zaobserwowałam, być może za krótki okres stosowania na takie "defekty skórne". Dodatkowo krem przyjemnie się rozprowadza, nadaje się pod makijaż, nie nadaje uczucia ciężkości czy lepkości. Jak mówi sam producent, jest faktycznie lekki, cera po jego użyciu jest miękka i promienna. Krem dobrze się spisał, używam go na dzień, jednak na noc czuję, że jest on dla mnie za słaby. Osobiście moja sucha skóra potrzebuje czegoś mocniejszego i intensywniejszego w działaniu.  Wiek 30+ to już okres konkretnego dbania o wiotkość skóry i owal twarzy, który niemiłosiernie się zmienia. Mimo to dla osób 25+  do stosowania w codziennej pielęgnacji, myślę, że będzie idealny.


Cena: ok 15 zł



Pozdrawiam,