poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Słodkości które nie tuczą?? Poproszę o więcej takich ;)


Żeby tak wszystkie słodycze, wszelkie słodkości nie powodowały wzrostu masy ciała, świat byłby chyba szczęśliwszy. Za dzieciaka człowiek nie bierze do głowy, że to nie zdrowo, że " urosniesz za dużo" jak będziesz dużo jadła czekolady,a teraz????  Muszę liczyć się z każym kęsem, z każdą kostką batonika, bo potem mam wyrzuty sumienia, że moja upragniona bluzeczka czy spodnie minimalnie na mnie nie wchodzą.
Na szczęście mam jedną perełkę, która słodkością nie grzeszy, ale jest mega dietetyczna i na bank mogę po nią chwytać ile się da ;)) Oczywiście mowa jest nie o smakołyku do spożycia, ale do użycia w formie kosmetycznej :D

Jak to powiadają jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Tak i ja tym się jaram, bo przynajmniej myślami sobie pofantazjuję o stosie cukierasów, a to wszystko za sprawą pewnego balsamu.


           Wild Cherry Candy




           Składzik:



Zacznę od tego, że balsam ten nabyłam w cudownie pięknej Anglii, gdzie ich szeroki asortyment powala z nóg. Balsam ten przeznaczony jest do ciała jak również i do rąk czyli taki cudak 2w1.  Myślę, że nie zwróciłabym uwagi na niego , gdyby nie jego pięknie wyrazista szata graficzna. Iście różowy kolor z dużym lizakiem na czele, zapala lampkę w głowie ze znakiem zapytania: a cóż to takiego?? Długo się nie zastanawiałam, tylko hops do koszyka i do kasy, abym czasem się nie rozmyśliła.


W domu po dokładnych oględzinach stwierdziłam fakt, że chcę więcej tej różowej rozpusty. Dlaczego?? Otóż krem posiada delikatnie fioletowy kolorek, co rzadko mi się zdarza na takie odcienie w kosmetykach. Do tego zapach jest.... niesamowity, słodki ale z umiarkowaniem. Czuć dropsiki, pudrowe lizaki, jakbym była w sklepiku gdzie sprzedają tylko i wyłącznie multum samych słodyczy. Ten skomulowany zapach sprawia, że wyczuwam w nim kilka nut zapachowych. Począwszy od jagody, która przechodzi w wiśnie, następnie spotykam marcepanka, który łączy się z migdałem, to wszystko muśnięte olejkiem rumowym. Taki mix przechodzi moje najsmielsze oczekiwania. Cudowne połączenie, wielobarwny zapach, który nie nudzi się, bo przeskakuje on ze składnika na składnik. Więc przez cały czas czuć jest jego odmienność.



Sam kosmetyk działa całkiem przyzwoicie. Zapłąciłam za niego nie całego funta, więc moje oczekiwania nie były wygórowane. Jednak w domciu miło mnie zaskoczył.  Jesli chodzi o ciało nawilża dobrze, przy tym pozostawiając pachnącą powłoczkę i mega mięciutką skórę.  Bardzo szybko wchłania się w skórę, nie lepi się, czego też się obawiałam .Natomiast na dłonie już nie spisuje się tak dobrze. Moje łapki wymagaja większej pielęgnacji niż reszta ciała, więc tutaj Wild Cherry Candy nie daje sobie do końca radę z moją suchotą.  Mimo wszytsko, zostawiłam go tylko i wyłącznie do miziania ciałka, bo tam najlepiej funkcjonuje;)



Na koniec dodam tylko, że mam jeszcze wersję ciasteczkową, o której też niebawem napiszę. Wracając do smakuśnego balsamu. Jestem zadowolona z niego i z jego działania. Kosmetyk o pojemności 237 ml za cenę 5 zł, który pachnie naprawdę fenomenalnie, działanie może ma nie na 6+ ale mocne 4+ daję spokojnie. Odejmuję mu punkcika za troszkę rzadką konsystencję i zerowy dostęp w PL ;(( Reszta na plus jak najbardziej!!!
Cóż mogę rzec więcej?? Ubolewam strasznie, że w naszej Polsce, nie mamy dostępu do tak wielu, świetnych kosmetyków ale i nie tylko. To samo jest z odzieżą czy sprzetem RTV/ AGD. Niestety, jesteśmy z gospodarką lekko  w tyle i musimy z tym żyć. A Wam Kochani, którzy mają łatwy dostęp do " różności zagranicznych" szczerze, ale to szczerze zazdroszczę i nie ukrywam swej rozpaczy, bo tak wiele mnie omija. No ale nic, może niebawem znowu uda mi się wyruszyć w nieznane??

Lubicie zagraniczne "cudaki"?? Macie swoje ulubione, które polecacie??

Pozdrawiam,


MAGDA

22 komentarze:

  1. Takim słodkością,to i ja bym się nie oparła :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawa słodkość dla ciała, ale do dziuba też lubię i nie potrafię sobie odmówić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. opakowanie rzeczywiście ma świetne i przyciągające uwagę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne opakowanie! Bardzo, bardzo chciałabym go wypróbować ale jeżeli jest niedostępny w Polsce... Mam rodzinę w Szwajcarii i Anglii, będę musiała z nimi porozmawiać co by mi przywozili jakieś ciekawe produkty, których nie ma w Polsce jak będą przyjeżdżać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wizualnie ten produkt już na mnie zrobił pozytywne wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mmm ja lubie słodkości zarówno do ciała jak i do jedzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  7. 237ml- z taką pojemnością kosmetyku jeszcze się nie spotkałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Musi pięknie pachnieć! Taki lekki kremik idealny jest na lato :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie zachęcające opakowanie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja go nie widziałam jak byłam w Londynie :( No, szkoda. Zapewne zakupiłabym go - za samo jego opakowanie ;)

    Widzimy się za 12 dni! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Soap&Glory kosmetyki godne polecenia nie wszystkie ale sa wsród nich perełki ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. za dwa miesiące prawdopodbnie jade do Anglii, więc wiem juz z czym wróće na pewno :D

    OdpowiedzUsuń
  13. opakowanie zdecydowanie przyciąga oko :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawa jestem też tej ciasteczkowej wersji!

    OdpowiedzUsuń
  15. Opakowanie baaardzo przyciąga ;) Jestem bardzo zaciekawiona zapachem..

    OdpowiedzUsuń
  16. Na taką pychotkę chętnie bym się skusiła :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Samo opakowania już strasznie zachęca. Pozazdrościć tego cuda :)

    OdpowiedzUsuń