piątek, 31 maja 2013

Duet na moich włosach + WYNIKI!!!

Hej Kochani,

Ostatnio mnie tu dawno nie było, ale musiałam wyjechać niespodziewanie. Ale wczoraj wieczorkiem już wróciłam i dzisiaj od razu się melduję ;)


Na początek dnia chciałam Wam przedstawić mój nowy duet, który miałam możliwość sprawdzenia na swoich włosach, które ostatnio wymagają konkretnego dopieszczenia.




CHI Pearl Complex Farouk do włosów i skóry




Opakowanie odzywki w tym wydaniu ma kolor ciemny jak i sama buteleczka, kształtem  ta sama co pierwotna wersja jedwabiu do włosów, lecz kolor pięknie czerwony ze złotą zakrętką,



Konsystencja gęsta, oleista, kolor przezroczysty a zapach fantastyczny.
Inny, wyrazniejszy, bardziej jakby owocowy i delikatnie podchodzą mi pod perfumy Calvina Kleina Euphoria. Oj mówię Wam obłędny zapach, poproszę więcej tak pachnących kosmetyków.


Odżywki tej używałam tak jak standardowego jedwabiu. Wylewając na dłoń w moim przypadku większą kroplę i rozcierając po całości włosów.
Kosmetyk nie pozostawia tłustej powłoczki i bardzo szybko się wchłania. Działa bardzo nabłyszczająco. Włosy po nim pieknie lśnią, mienią się i wyglądają rewelacyjnie przy tym tak wspaniale pachną. Moja długa czupryna jest fajnie wygładzona,  końcówki nawilżone , nie obciąża ich, nie przetłuszcza.
Bardzo polubiłam się z tą wersją i jest o zdecydowanie dla mnie lepsza niż jedwab.

Cena może szokować, ale naprawdę warto.

Cena: 43zł / 59 ml.
Do kupienia tu: http://ambasadapiekna.com/pl/

Farouk, Biosilk, Hydrating Shampoo (Szampon głęboko nawilżający do włosów suchych i zniszczonych)





Od producenta:

Szampon do włosów normalnych, suchych i farbowanych oraz poddawanych innym zabiegom chemicznym. Zawiera naturalny jedwab, ekstrakty roślinne i witaminą E. Łagodnie myje włosy i głęboko nawilża włosy. pH 5,5.

Skład: Water/Aqua, TEA Lauryl Sulfate, Dihydroxypropyl, PEG-5 Linoleammonium Chloride, PPG-5 Ceteth-10Phosphate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Glycerine, Triticum Vulgare (Wheat) Gluten, Glycol Distearate, Sodium Laureth Sulfate, , Panthenol, Sodium PCA, Rosa Centifolia Flower Water, Tetrasodium EDTA, PG-Hydroxyethylcellulose Cocodimonium Chloride, Cocamide MEA, Laureth-10, Citric Acid, Honey Keratin Amino Acids, Sodium Chloride, Symphytum Officinate Extract, Anthemis Nobilia Flower Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Lavandula Angustifolia (Lavende) Extract, Salvia Sclarea (Clary) Extract, Polysilicone-15, Phytantriol, Hydrolyzed Silk, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone, Yellow 5 (CI 19140)Red 33 (CI 17200), Parfum/Fragrance, Hexyl Cinnamic Aldehyde, Benzyl Benzoate, Linalool, Gamma Methyl Ionone, Citronellol, Lillal, Hydroxy Citronellol, Geraniol, Eugenol. (15.11.2008)




Moja opinia:

Kosmetyki Biosilk firmy FAROUK są bardzo dobrze już znane. Po słynne jedwabie, które mnożyły się u mnie w domu aż po odżywki i szampony, które miałam możliwość w ostatnim czasie sprawdzić.

Szampon Biosilk Hydrating miał za zadanie pięknie nawilżyć moje włosy i sprawić,że będą miękkie w dotyku.
Niestety takiego efektu nie zauważyłam.
W małej 50ml. butelce jest szapom o bardzo przyjemnym i delikatnym zapachu, który otula moje włosy. W miarę dobrze się pieni, posiada gęstą konsystencję co sprawia, że jest dość wydajny.
Po umyciu moje włosy niczym się nie różniły od innych szamponów. Mam bardzo długie włosy i po niżej łopatki szampon je delikatnie kołtunił, nie na tyle, bym się denerwowała przy rozczesywaniu, ale jednak plątaninę pozostawiał.
 Jedyny plus to fantastyczny blask na moich włosach. Ładnie błyszczały i wyglądały na zdrowe.

Kolejna rzecz to silikony ;( Oj no taka szkoda,że musiały się tam pojawić, bo moje kłaczki strasznie ich nie tolerują ;(
Następnie cena ok 25 zł za 207 ml   do kupienia tu http://ambasadapiekna.com/pl/
Gdyby był tańszy na pewno bym jeszcze z nim nie raz poromansowała, ponieważ miałam opakowanie 50 ml i mam lekki niedosyt i wrażenie, że nie do końca rozwinął się w działaniu.

Jak dla mnie przeciętny szampon za zbyt wysoką cenę, możliwe, że kiedyś zmienię zdanie, jak dłużej się z NIm poznam ;)

Produkty dostałam do testów od Ambasady Piękna.

Nie ma to jednak wpływu na moją ocenę.
 ************************************************************************8
Kochani a teraz wyniki konkursu.  Nie mogłam wcześniej tego zrobić, no niestety nie było mnie przez kilka dni i nie miałam jak. No ale żeby nie przedłużać. Osoby które wygrywają kosmetyki JM Spa & Wellness są:

POLARIS
Naughty Girl
Brunia a
Grattulacje dziewczynki i czekam na Wasze adresy do 7 dni. Piszcie na martaa-magdaa@wp.pl
Pozostałym serdecznie dziękuję za chęć udziału w konkursie.
Pozdrawiam
MAGDA

poniedziałek, 27 maja 2013

Zapowiedz pachnąca i kolorowa ;)


Hej Dziewczyny.

W ostatnim czasie dostałam kilka paczek, ale dzisiaj chciałam pokazać Wam zawartość jednej z nich.
Bardzo ale to bardzo kusił mnie asortyment tego sklepu i szczęście chciało, że dostałam możliwość przetestowania pewnych cudeniek.


Mowa tu o nowościach ze sklepu http://aromatella.pl/

Dzięki przesympatycznej Pani Katarzynie, mam u siebie w domku możliwość testowania wosków, które są nowością na rynku.

Little Hotties




Od producenta:

Little Hotties to całkiem nowe doświadczenie zapachowe. Każdy z tych mini wosków jest wytwarzany ręcznie i wypełniany aromatem po same brzegi. Dzięki temu stworzysz intensywny i długotrwały zapach dla swojego domu oraz wyczarujesz nieograniczoną ilość własnych pachnących kompozycji. Możesz wybierać spośród ponad 42 zapachów!

Wśród sześciu menu znajdziesz kombinacje OWOCOWE (Fruity), KWIATOWE (Floral), ŚWIEŻE (Fresh moments), SEZONOWE (Holidays), STYL ŻYCIA (Lifestyle) i DLA SMAKOSZY (Gourmand).Jeśli odważysz się stworzyć własne aromatyczne połączenie, postaraj się łączyć wonie kwiatowe ze świeżymi, lub – jeśli masz ochotę na coś „smakowitego” – użyj wosków owocowych i tych dla smakoszy.





Miałam do wyboru 3 kompozycje zapachowe, i przyznam, że cięzki to był kawałek chleba. Wszystkie wyglądały zachęcająco, ale suma sumarum wybrałam :


 
1. OWOCOWE
Marakuja + Tropikalne Piaski + Truskawka = smoothie z owoców tropikalnych






 



2. KWIATOWE FANTAZJE
Cytryna + Kwiat pomarańczy + Cytrusowa zamieć + Świeże Figi = świeżość Toskanii 




3. ŚWIEŻE
Świeżość bawełny + Na Fali + Fale oceanu = morska świeżość


Wszystkie pachną tak intensywnie i każdy inaczej, że łączenie zapachów może być całkiem przyjemną i ciekawą przygodą ;)

 Także Kochani wyciągam swój kominek, rozpalam świeczkę, topię woski i wącham ile się da.. Bo czuję, że będą one bardzo pachnące, bardzo kuszące i proszące o więcej.
 Wypatrujcie niedługo recenzji ;)

A teraz zapraszam na obejrzenie asortymentu na stronie sklepu http://aromatella.pl/,
tam to dopiero idzie majątek zostawić i wcale bym nie żałowała ;)  




Na koniec moje poczynione zakupy w Rossmanie.  Część z nich to prezent dla mamuśki a reszta tylko dla mnie!!!!



 Dla mamuśki:

- SORAYA - krem na dzień i na noc
- Garnier - balsam do ciała
- Nivea - masełko malinowe do ust

Dla mnie :

- Isana - żel pod prysznic
- Nivea - masełko Vanilia Macadamia
- Rimmel Apocalips
- Maybelline Super Stay 24H - korektor


Kochani uciekam do pracy, choć mi się nie chce, z chęcią bym z Wami została, ale niestety siła wyższa.

Buziaki

                            MAGDA

niedziela, 26 maja 2013

Cienie + eyeliner prosto z Hong Kongu ;)



Hej dziewczynyki,

Jakiś czas temu o dziwo dostałam maila z zapytaniem czy nie zechciałabym przetestowac pewnych produktów. Zaciekawił mnie fakt, że jest to firma nie z Polski a z bardzo daleka. Mianowicie chodzi o znaną już na blogsferze firmę z Hong Kongu czyli .... KKCenterhk

Oczywiście zgodziłam się, a czemu by nie spróbować kosmetyków, które przylecą do mnie zza oceanu??

No i takim sposobem jestem posiadaczką dwóch kosmetyków kolorowych ;)






Nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby Wam pokazać Ich kopertę, a raczej ich fajne niezwykłe zamykanie. U nas to by nie przeszło.



A teraz pierwsze na plan idą cienie:

Kkcenterhk - CUICU Symphony Stereo 3 Color Shadow- No.C3112-11 


W opakowaniu mamy 3 cienie w kolorze matowej czerni, oraz szarego i białego z perłowym wykończeniem.
Konsystencja cieni bardzo mnie zaskoczyła pozytywnie. Bardzo aksamitne, kremowe cienie, które w ogóle się nie obsypują. Szczerze przyznam,że myślałam, że pójdą one do kosza, a tu taka niespodzianka. Całkiem dobra pigmentacja, która trzyma się powiece prawie cały dzień.



Za pomocą tego trio możemy uzyskać makijaż w styku smokey eye, jak i delikatniejsze lub też bardziej mocniejsze.




Cena:  5.95 $
Dostępność : KKCenterhk


LANDBIS Golden Wild Leopard Liquid Eyeliner

Drugim kosmetykiem, który dostałam jest czarny eyeliner . Tu niestety jestem rozczarowana i zasmucona.



Otóż eyeliner nie nadawł się do użycia, ponieważ był wyschnięty. Szkoda, bo końcówka zapowiadała na idealne kreski. A tu taki klops.
Nawet jednej kreski nie dało rady zrobić. Datę ważności miał do kwietnia 2013, więc chyba mam powód owego problemu ;( Szkoda, że firma wysłała mi produkt z kończącą się datą ważności ;(.



Poza tym, eyeliner ma bardzo ciekawą i zwracającą na siebie uwagę szatę graficzną. W cętki niczym leopardzia skóra ;)
Fajny, zgrabny pisaczek, który niestety nie doczekał swojej kariery na moich oczach.




Cena : 10.85 $

Dostępność : KKCenterhk


A tu makijaż użyty przy pomocą tych właśnie cieni.











                                                             Thank You KKCenterhk


A czy Wy miałyście okazję używać kosmetyków tej firmy?


Pozdrawiam

MAGDA

czwartek, 23 maja 2013

Moja ulga dla stóp

Hej hej,


Dziś będzie post o mojej małej pielęgnacji stópek, które ostatnimi czasy sa bardzo mocno wykorzystywane w pracy, przez co doskwiera im suchość, zmęczenie a czasem i ból.

Zacznę od tego ,że mam pracę stojąco - chodzącą przez 11 godz dziennie, co drugi, czasem trzeci dzień. Siłą rzeczy pierwsze co odczuwają skutki tak długiej pracy są właśnie moje stopy, które po przyjściu do domu potrafią czasem palić żywym ogniem.

Na szczęście w mojej kosmetyczce znalazły się produkty, które koją mój ból przy tym czyniąc moje stópki bardzo zregenerowane.

Pierwszym z nich jest :

Krem do stóp 15% masło Shea - The Secret Store - Scandia Cosmetics





Krem do stóp ma identyczne opakowanie jak krem do rąk. Zapach piękny, owocowy a konsystencja w tym przypadku strasznie ciężka. Krem jest tak ścisły, że ledwo idzie go wycisnąć z tubki.

Po rozprowadzeniu na stopach, bardzo szybko się wchłania, pozostawiając po sobie delikatny aromat.
Codzienne stosowanie jego wieczorem spowodowało znakomitą poprawę wyglądu i kondycji mojej mocno przesuszonej skóry.
Kosmetyk wspaniale nawilża, natłuszcza skórę jak również i koi. WSpaniale zmiękcza i przy okazji pielęgnuje moje stópki ;)
Naprawde poprawil moje stopy w znacznym stopniu, teraz są miękkie, gładkie i delikatne w dotyku.

Cena: 16.90 / 70 ml
Dostępność: http://www.pl-uroda.pl/



Kolejnym umilaczem moich stóp jest:


Sól do kąpieli Mięta The Secret Soap Store- Scandia Cosmetics



Kilka informacji




Opakowanie jak widac ma formę plastykowej butelczki , którą wole o wiele bardziej od torebek, czy saszetek, z których potrafi się sól wysypywać.


Buteleczka zawiera duże kryształki soli w kolorze ciepłej zieleni wraz z widocznymi  drobinkami suszonej mięty. Zapach rzecz jasna miętowy, ale niezbyt mocno intensywny jak dla mnie. Delikatna mięta, jak dla mnie w sam raz.

Po wsypaniu niewielkiej ilości soli, aromat delikatnie słabnie, a szkoda, bo myślałam, że będzie dodatkowa inhalacja dla mojego nosa ;)
Kryształki nie barwią wody i niestety nie rozpuszczają się do końca, co wyczuwalne jest to pod stopami. Małe, drapiące pozostałości, które mogą delikatnie denerwować.
Jeśli chodzi o mnie to nie jestem fanką używania soli do kąpieli, wolę zdecydowanie mleczka czy zwykły płyn, który daje dużo piany i pięknie pachnie. Natomiast do kąpieli solnej dla stóp jak najbardziej jestem na TAK.
Więc, żeby się nie zmarnowało, postanowiłam użyć produktu do stóp. Do specjalnego masażeru, wlewam gorącą wodę i wsypuję 1/3 opakowania soli. Tak sobie siędząc i mocząc nogi czekam 20 min, przy okazji czytając Wasze blogi ;)
Nie zauważyłam jakiś specjalnych właściwości odżywczych i pielęgnacyjnych ale i tak bardzo przypadła mi do gustu.

Teraz chociaż czuję, że moje stopy są wypoczęte i zrelaksowane po całym, ciężkim dniu stania w pracy.


Cena: nie wiem, nie znalazłam info, na stronie producenta
Dostępność: http://www.pl-uroda.pl/


Zapraszam Was też do odwiedzenia sklepu http://www.pl-uroda.pl/ , może znajdziecie coś dla siebie ;)




Produkt do testów otrzymałam dzięki uprzejmości firmy JMSPA Welness & Kosmetyki


Pozdrawiam

                             MAGDA

poniedziałek, 20 maja 2013

Efektima - Hydro-Repair - maseczka doskonale nawilżająca



Cześć Dziewczyny,

Od jakiegoś czasu testuję maseczki z Ektimy, które dostałam dzięki portalowi bangla.pl. A ,że od jakiegoś czasu borykam się z przesuszeniem skóry, więc dzisiaj będzie recenzja, maski, która miała za zadanie doskonale nawilżyć moją twarz.


Efektima - HYDRO - REPAIR - maseczka doskonale nawilżająca


 Od producenta:


 Zacznę od tego, że Efektima ma maseczki w bardzo fajnych, ładnych i wyrazistych opakowaniach. Na każdej z nich odzwierciedlony jest składnik, który ma wpływ na działanie maseczki.
Ta natomiast  ta przywołuje mi wspomnienia z wakacji jak i tęsknotę za nimi. Egzotyczne owoce, piękne,żywe kolorki, wspaniale.



Maseczka kryje w sobie delikatna, kremową konsystencję o śnieżno białym kolorze. Przyjemna aplikacja, nie spływa, dobrze się " trzyma " na twarzy.
Zapach ..... jest to wspaniały zapach, który przypomina mi, wręcz jest taki sam jak za czasów mojego dzieciństwa, kiedy to były gumy " kulki " i to właśnie z nimi zapach mi się skojarzył. Jak na mój nos, mango to chyba stało obok tej maseczki, bo wcale nie czuć tym owocem, a szkoda. Natomiast ananasek może delikatnie tam gdzieś skubie mój nosek.

Oczywiście maseczka starczyła mi na jedno zużycie, czyli pokryła całą twarz, szyję jak również i dekolt. Podczas czekania i relaksu aż maska zacznie działać, myślałam, że przez tez zapach oszaleję. Taki egzotikus- fantastikus, że moje zmysły wariowały.

Trzymałam ją tak jak zalecał producent czyli 20 min, po czym usunęłam resztki kosmetyku wacikiem, ale szyję i dekolt zostawiłam do wchłonięcia.

Efekt? Wspaniałe nawilżenie, miła i delikatna skóra w dotyku. Czułam się doskonale, a moja skóra dostała porządną dawkę energii i blasku. O elastyczności się nie wypowiem, bo trzeba by było zużyć kilka opakowań i to równomiernie. Tak więc na tą chwilę jestem i tak bardzo zadowolona.

Jedyny minus a raczej może taka mała podpowiedż do firmy, żeby tak były większej pojemności opakowania. OOO wtedy byłoby jeszcze piękniej ;)

Cena: ok 2.50 zł.


Maseczkę  otrzymałam od serwisu  bangla.pl
w ramach współpracy z Klubem Kejt




A Wy co sądzicie o maseczkach Efektimy?

Pozdrawiam

MAGDA


sobota, 18 maja 2013

Polinezyjski peeling Bora Bora z kokosową pulpą i algami od CosmoSpa


Cześć Dziewczyny!!

Dzisiaj gorączka na dworze, a ja siedzę w domku. W końcu wzięłam się za porządki w szafie, oraz mam zamiar poogarniać swoje kosmetyki ;) Może jeśli czas pozwoli, potem udam się na małe grillowanie do znajomych ;)

Ale zanim to nastąpi, przed Wami recenzja peelingu i to dość niezwykłego.

 Polinezyjski peeling Bora Bora z kokosową pulpą i algami od CosmoSpa





Od producenta:



Peeling ten to specjalna preparat do twarzy i ciała, który został opracowany przez laboratorium do sprawnego usuwania zanieczyszczeń skóry. Peeling nasz jest stosowany w Thalasso, SPA i salonach Urody które korzystają z jego naturalnych właściwości.  
Egzotyczny peeling posiada subtelny zapach ekstraktu z kwiatów Gardenii tahitańskiej. Piasek Bora Bora tworzy mikrocząsteczki które usuwają martwe komórki i wygładzają powierzchnię skóry. Olej Vanilla pomaga zregenerować film hydrolipidowy naskórka i koi go, zaś Olej Monoi gruntownie nawilży skórę, zmiękczy ją i wzmocni jej elastyczność.
Peeling dla wzbogacenia swoich właściwości posiada również wyciąg z alg .
  
Działanie Scrubu Bora Bora :
- złuszcza martwe i zrogowaciałe komórki naskórka
- wysubtelnia i oczyszcza skórę pozostawiając wrażenie "nowej skóry"
- oczyszcza i rozświetla
- skóra staje się gładka i miękka
- nawilża ją
- wzmacnia jej elastyczność
- regeneruje
- działa antyseptycznie i przeciwgrzybiczo, dzięki czemu polecany jest również jako dodatek w pielęgnacji skóry łojotokowej i trądzikowe
- w porównaniu z olejem kokosowym, właściwości nawadniające wierzchniej warstwy naskórka oleju MONOI są bardziej długotrwałe. Po aplikacji peeling z oleju MONOI stopień nawilżenia naskórka zwiększa się z czasem i utrzymuje do 8 godzin. W przypadku oleju kokosowego poziom nawilżenia spada po 4 godzinach od aplikacji. 



 Kosmetyk znajduje się w plastykowym pudełeczku, który przy otwieraniu i zamykaniu wieczka pyli.
Jest to mój pierwszy kosmetyk w tak dziwnej formie. Biały proszek, który nie ma nic wspólnego z peelingiem ( na pierwszy rzut oka ). Po otwarciu pudełeczka, ulatnia się delikatny zapach łączonego kokosu z wanilią. Szczerze to bardziej przypomina mi zapach kawy latte.




Otóż sam proszek jest miałki i nie wyczuwam żadnych drobinek ( aż dziwne ), natomiast po łączeniu z wodą, wyłaniają się grudki, które delikatnie złuszczają martwy naskórek .  Jest to delikatny peeling, dla osób nie wymagających mocnego zdzierania.




Nie ukrywam, że sposób aplikacji i łączenia kosmetyku z wodą jest dośc uporczywe i męczące, zwłaszcza jak się przychodzi wieczorem z pracy. Wtedy to raczej wolę szybkie,, proste zabiegi a nie " łamigłówki". Jednak z czasem przyzwyczaiłam się, może dlatego , że całkiem dobrze sobie radzi?


Moje pierwsze podejścia były masakryczne. Minęło sporo czasu, zanim dobrałam odpowiednią ilość proszku jak i wody. Wychodziły konsystencje różne, od gęstych po te rzadkie. Jednak dla mojej wygody, lepszą formą zastosowania jest opcja " luzniejsza" ;)
Dodam fakt, że zastosowanie wg. producenta, nie wychodzi idealnie. Dlatego też trzeba samemu kombinować i dobrać sobie odpowiednią mieszankę.



Plusem okazał się również fakt, że kosmetyk nie wysusza cery. Ostatnio mam mały problem właśnie zauważyłam, że okolice czoła i nosa od jakiegoś czasu strasznie mi się przesuszają. Bałam się ,że po peelingu Bora Bora, dostanę jeszcze gorszej rybiej łuski. Nic mylnego. Fajne uczucie nawilżenia , zero ściągnięcia no i tak ma być.
Przyjemny zapach, bardzo dobrze OCZYSZCZA twarz, usuwa martwy naskórek, a twarz staje się gładka i mięciutka w dotyku.

Jedyny minus to szata graficzna opakowania. Nie idzie się czasem doczytać, nie wyraznie napisane, jakieś takie rozmazane.

Cena: 19.99 zł / 100 gr.

Dostępność : tutaj

Produkt dostałam w ramach współpracy z firmą  http://www.cosmospa.com.pl/
co nie miało wpływu na moją ocenę.
 
 
 
Miałyście już styczność z taką formą peelingu??
 
Pozdrawiam,
 
                             MAGDA

poniedziałek, 13 maja 2013

Revitacell - Stem Cells Eye Zone Regenerating Concentrate - czyli Komórki Macierzyste pod moimi oczami

Hej hej,

Jakiś czas temu na Facebooku była przeprowadzana akcja z testowaniem kosmetyków marki REVITACELL. Jakie szczęście mnie ogarnęło,że moja osoba się załapała. To też z ciekawości wybrałam sobie krem pod oczy, który właśnie mi się skończył, a ten zapowiadał się bardzo ciekawie.


Revitacell Stem Cells Eye Zone Regenerating Concentrate


 Kilka informacji, które mogą Wam się przydać ;)


 I jeszcze tutaj troszkę ;)


 Krem zamknięty jest w małej, estetycznej buteleczce, która zawiera pomocny dozownik. Dzięki niemu jesteśmy nawet w stanie kontrolować ilość wyciskanego kosmetyku.



 Konsystencja kremu jest bardzo treściwa, bez żadnego zapachu, za to w śnieżno- białym kolorze.



Krem po nałożenie powoduje dziwne uczucie delikatnego mrowienia, pieczenia, jakby działanie składników aktywnych. Przyznam, że  troszkę to dziwne zjawisko. Na początku się przestraszyłam, bo myślałam, że to skutek ubocznym i że może jestem na niego uczulona. Ale na szczęście po kilkunastu sekundach stan ten znika.



Wystarczy jego niewielka ilość by dość porządnie rozprowadzić go w okolicach oczu. Całkiem szybko się wchłania, pozostawiając delikatną powłoczkę, która jest przyjemna w dotyku.
Codziennie rano używam go i nie czekając długo robię sobie makijaż pod którym dobrze sobie radzi.







 Produkt  idealnie nawilża, wygładza, lekko natłuszcza skórę, ale nie obciąża jej. Jest idealny, nic nie podrażnia i jest bardzo wydajny.

Kremik ten świetnie poradził sobie też z delikatną "kurzą łapką", ale już nieco gorzej z nieszczęsną linią, którą mam  pod oczami, bliżej policzka i delikatnie w stronę nosa - ona jednak nadal jest widoczna, delikatnie ale widać ;(

Używam tego kremu od miesiąca. Jest to pierwszy krem po którym widzę spore efekty. Skóra jest odpowiednio odżywiona, skóra wokół wygładzona, bardzo delikatna, miękka i sprężysta .

Jeśli chodzi o redukcję przebarwień pod oczami, to szczerze przyznam, że nie mam zielonego pojęcia, ponieważ ich na szczęście nie posiadam.

Kremik ten mnie zachwycił działaniem, ma jednak też swoje minusy, a raczej minus. Tym minusem jest cena kosmetyku, która waha się w granicy .

Na dzień dzisiejszy jest moim KWC wśród kremów pod oczy, bo z tych które miałam jest po prostu najlepszy, tylko ta cena, ech.

Cena: 100zł/ 15ml

Więcej informacji na temat kosmetyków Revitacell znajdziecie tutaj




A czy Wy miałyście okazję wypróbować kosmetyków Revitacell ?

POzdrawiam

MAGDA