środa, 10 czerwca 2015

Montagne Jeunesse Lemon Zest Peel Off - herbaciana maseczka

Co jak co ale maseczki to ja lubię, oczywiście mówię o maskach do twarzy. Czy to glinkowe, czy peel- of, czy jakiekolwiek inne, po prostu uwielbiam. To one mnie odprężają, relaksują, jak nie swoim działaniem to zapachem, które część z nich potrafi tym oszołomić człowieka. Tak też dzisiaj opowiem Wam o jednej z nich, której markę wprost ubóstwiam.

Montagne Jeunesse Lemon Zest Peel Off




Skład:


Już samo opakowanie maseczki wprawia nas w bardzo pozytywny nastrój. Mega kolorowa, przyjemna dla oka szata graficzna, która ma swój, że tak powiem rytuał.  Na każdym z opakowań danego rodzaju jest przedstawiona Pani, która na twarzy ma ową maseczkę z dodatkiem składnika, bądz składników, które zawiera kosmetyk. Bywa też, że pojawia się i Pan dla wersji płci przeciwnej ;) Konsystencja w przypadku peel - off jest, dość rzadka, żelowa o lekkim żółtym zabarwieniu. Zapach tego wariantu nie przypadł mi do gustu. Szkoda, bo inne maski są fenomenalne pod tym względem. Tutaj jest lekki klops. Nie czuję żadnej limonki, jedynie lekko w tle aromat zaparzonej i wystudzonej zielonej herbatki.


Samo nakładanie maski typu peel - off jest dla mnie uporczywe. Bo jest mocno kleista i najzwyczajniej na świecie nie wygodna w aplikacji. Maska schnie do 25- 35 min. Następnie zrywamy, bezpośrednio  z calości ( tak jak lubię) bądz stopniowo, pomalutku ( wersja moje faceta).


Uwielbiam maski Montagne Jeunesse. Od samego opakowania, po zapach ( może akuratnie nie tej wersji) aż po samo działanie. Lemon Zest Green Tea spełnia swoje zadanie oczyszczając cerę i dodając jej blasku. Twarz jest bardziej rozjaśniona i  nabiera równomiernego kolorytu. Dodatkowo ładnie wygładza skórę no i uwaga - zmniejsza pory - jupi!!! Plusem jest też zawartość naturalnych składników - to lubimy - oraz , że jest nie testowana na zwierzetach  - to jeszcze bardziej lubimy! Mały minusik za to, że leciuteńko maska powoduje uczucie ściągnięcia, tuż po zdjęciu maski, ale porcja nawilżającego kremu i jest ok.

Cena: 5-7 zł 
Dostępność: Tesco, on-line

Lubicie takie owocowe maski?? Macie swoje ulubione??


Pozdrawiam,

MAGDA

11 komentarzy:

  1. nie miałam ale skoro Ty uwielbiasz musze się w przyszłosci zaopatrzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ściagniecie nawet nie byłoby tak negatywne - tym bardziej, jak napisałaś, ze krem można nalozyc ;) pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę skusić się na jakąś maskę która najlepsza? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ostatnimi czasy zupełnie zapomniałam o istnieniu instytucji pod tytułem maseczka, nadrabiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie lubię uczucia ściągania maseczek peel - off, dlatego rzadko je stosuję. masz fajny pędzelek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ściągnięcie mnie zniechęca, ale zwężenie porów by mi się przydało. Ach sama nie wiem czy dać się jej skusić.... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też bardzo lubię maseczki tej marki, choć tej akurat nie miałam. Za to czekoladowa i truskawkowa są obłędne.

    OdpowiedzUsuń
  8. brzmi super :D mi nigdy nie udało się ściągnąć całej maski ...

    OdpowiedzUsuń
  9. muszę w końcu wypróbować te maseczki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajna ta maseczka :) Muszę się za nią rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 My women's world , Blogger