czwartek, 27 lutego 2014

Woda termalna, która dodaje życia mojej twarzy.



Tłusty Czwartek, pączki, faworki i inne tłuste pyszności nawiedzają i kuszą w sklepie, ale ja dzisiaj jeszcze nie miałam okazji by zatopić ząbków choćby w małym faworku.  Choć do końca dnia daleko, ale mam nadzieję, że ominie mnie ta słodka pokusa, rozumiecie, lato idzie, trzeba zadbać o formę :D

Dzisiaj recenzję mam wody termalnej , której używam od kilku lat. Jest to jedna z lepszych wód zaraz po wodzie z Vichy.

                         La Roche Posay, Thermal Spring Water (Woda termalna)



La Roche Posay Thermal Spring Water to woda termalna będąca uzupełnieniem codziennej toalety i pielęgnacji skóry wrażliwej. Dzięki aktywnym składnikom koi podrażnienia, likwiduje zaczerwienienia, zmniejsza przekrwienie, usuwa świąd, zwiększa elastyczność skóry, przyspiesza gojenie się ran, dzięki zawartości selenu hamuje powstawanie wolych rodników. Woda termalna La Roche Posay jest podstawowym składnikiem wszystkich preparatów do toalety i pielęgnacji.

Skład, nie za wielki ale prosty ;)

Wodorowęglany 396 mg/l, Wapń 140 mg/l, Krzemionka (SiO2) 30 mg/l, Selen 0,060 mg/l, Cynk 0,22 mg/l,  Miedź 0,005 mg . 


Woda sama w sobie jest bezzapachowa, i posiada aerozol, który spryskuje nam twarz. Dozownik zaliczam do tych dobrych, nie rozpryskuje się , wręcz pokrywa cerę równomiernie i delikatnie.



Z wodą termalną przygodę swoją zaczęłam kilka lat temu, kiedy to szukałam dobrego kremu nawilżającego i Pani w aptece poleciła mi zakup również wody termalnej. Wtedy zaczełam testy od wody z Vichy, która wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, a dopiero pózniej szukałam innej, lepszej no i znalazłam.

Wody La Roche - Posay używam codziennie rano i wieczorem. Używam jej po każdym myciu buzi. Rano działa na mnie jak odświeżająca pobudka a wieczorem daje mi uczucie ukojenia, niweluje podrażnienia i sprawia, że moja cera nie wygląda na zmęczoną.
Kosmetyk ten można stosować na wiele różnych sposobów, kwestia potrzeb i zastosowań. Czasem również sama używam jej po maseczkach do twarzy, do nakładania minerałków na mokro jak również często spryskuję twarz w ciągu dnia, ot tak, bo mam taką potrzebę ;)



Dla mnie osobiście nie wyobrażam sobie swojej pielęgnacji twarzy bez wody termalnej. Jakby nie było daje mi ona maxymalne poczucie nawilżenia. Dzięki niej odczuwam ulgę na twarzy po całym ciężkim dniu, w lato zdarza się , że łągodzi zaczerwienienia spowodowane nadmiernym opalaniem i przede wszystkim chłodzi twarz. Cera jest odświeżona,  bardziej promienna i ma wyrównany koloryt.
Woda termalna La Roche - Posay daje moje twarzy wszystko czego potrzebuje, by czuć się na wypoczętą, zdrową i zadbaną. Niby woda wodzie nie równa, jednak teraz mam ochotę na zakup wody Avene, podobno jest jeszcze lepsza, co Wy na to??

Cena: ok. 6 zł / 50 ml,  15 zł / 150 ml, 39 zł/ 300ml

Lubicie wody termalne?? Macie swoje ulubione??

Pozdrawiam


                                 MAGDA

niedziela, 23 lutego 2014

Niby inne a działają tak samo!

Odżywki Eveline chyba już każdy z Nas zna! Jest ich kilka rodzai, począwszy od 3w1, po 8w1, 9w1 i kończąc na diamentowej.
Dzisiaj napiszę o tych dwóch ostatnich, a czemu taki wybór?? Szczerze, to mogłabym je wszystkie opisać w jednym poście, ale lepiej nie atakować bloga stertą nie potrzebnych zdjęć.

9w1 Total Action Skoncentrowana odżywka-serum do paznokci / Diamentowa odżywka do paznokci





Od producenta oraz skład odżywek :


 Jak widzicie, skład mają identyczny, obietnica producenta w każdym inna, no bo w końcu każda działać powinna inaczej. W rezultacie obie odżywki  dają efekt ten sam. Troszkę to dziwne, ale uwierzcie mi , że tak jest. Różnicą  jest tylko to, że Eveline 9w1 nakładamy codziennie przez 4 dni a diamentową przez 3 dni, reszta idzie tak samo.



Opakowania odżywek w ostatnim czasie zmieniły swoją szatę graficzną z białych na srebrne co nawet całkiem fajnie wygląda, ale te pierwsze też mi się podobały.
Buteleczki prostokatne, ze złotymi napisami a w  środku płyn. Biała, mleczna konsystencja, którą pokrywamy płytkę paznokcia.



Co do działania. Odżywek używałam w momentach kiedy moje paznokcie były króciutkie i chciałam przyspieszyć ich porost. Wtedy malowałam albo 9w1, albo diamentową w celu uzyskania zdrowszych i ładniejszych paznokietek.
Pazurki po pomalowaniu obydwoma produktami dają efekt ten sam. Mamy kolor mlecznego, prawie że french manicure, tyle że bez białego paseczka ;)) Jakby nie było bardzo podoba mi się ten kolorek. Jest to dla mnie dobra opcja "na legata", kiedy nie chce mi się malować paznokci lakierem i czekać aż wyschną. Wtedy sięgam po odżywkę Eveline, rach, ciach i dłonie wyglądają już o niebo lepiej.
Ale prócz wizualnego wyglądu, zauważyłam też wzmocnienie płytki. Paznokcie są mocniejsze, nie rozdwajają się i szybciej rosną. Oczywiście nie po jednym użyciu, lecz przy regularnym stosowaniu.
Mimo, że są to dwie różne odżywki, to działają obie identycznie. Nie zauważyłam, żadnej różnicy, poza opakowaniem. Ale nie przeszkadza mi to, bo jakby nie było, kosmetyk pomaga moim paznokciom i mogę na nie liczyć w każdej sytuacji!!!

Cena: ok 11 zł / 12 ml.
Dostępne : Rossman, Natura, drogerie osiedlowe, o n-line


Lubicie odżywki Eveline Cosmetics??

Pozdrawiam,



MAGDA

piątek, 21 lutego 2014

Owocowa rozpusta!!


Nie wiem jak u Was, ale u mnie dzisiaj pogoda typowo wiosenna!!! Pieknie świeci słoneczko, całkiem cieplutko i czuję w powietrzu, że niedługo będę wciskać się w letnie spodziany ;)))

Chcąc odnieść się dzisiaj do tej pięknej pogody, przedstawiam Wam wosk YC  klik, który bardziej pasuje idealnie ;))

                                                          FRUIT FUSION



Od producenta:

FRUIT FUSION – Letnie orzeźwienie… fuzja truskawki, pomarańczy oraz limonki zaowocowała iście soczystym i słodkim aromatem z idealną nutą cierpkości.



Jest to wosk, który chyba każdy pokocha, oczywiście za jego zapach. Kolor ma równie wspaniały. Iście pomarańczowy, żywy, energetyzujący i i sam widok dodaje mi zastrzyku energii ;)
Nie wiem, ale od początku wiedziałam, że coś w nim jest co kusi i nęci i nie myliłam się!!!



Fruit Fusion to bomba owocowa w każdym słowa tego znaczeniu. Urozmaicona kombinacja owocowa, która kryje w sobie multum soczystych, słodkich, kwaśnych, gorzkich przeróżnych owoców świata i to wszystko w jednym miejscu!!!

Po 5 minutach odpalenia wosku, czuć juz intensywny zapach, wręcz powiedziałabym, że to jeden z najmocniejszych wosków od YC zaraz po Loves Me Loves Me Not!!!!  Całe pomieszczenie przesiąkniete jest wonią rozdzierającego się pomarańcza, po którym spływa soczysty sok ....hmhmhm do tego gorzkawy grejpfrut , który gryzie  się z kwaskowatą limonką!!! Gdzie są truskawki, zapytacie??? Otóż truskawki może i są, ale niestety zostały przyćmione intensywniejszymi koleżankami. Kompozycja jak dla mnie boska!!!!
Fruit Fusion dostarcza mi energii, zapału, oczywiście również można przy nim chwilę się zapomnieć i przenieść się w świat egzotyki i dzikich plaż. Przypomina lato, bazar z mnóstwem owoców i dylematem, które kupić i zjeść!!!
Jest to wosk idealny na wiosnę, kiedy to większość świeżych owoców nie jest jeszcze dostępna a już pokazują w gazetkach promocyjnych sklepów, a nam slinotok się załącza ;)) Kochani, więc oby do lata!!!!



Fruit Fusion polecam osobom lubiącym przede wszystkim intensywne i owocowe zapachy. Nie należy on do sredniaków, wręcz przeciwnie zaliczyłabym go do mocnej i ścisłej czołówki. Ten wosk wie jak zrobić wrażenie na odbiorcy, jak pozostawić po sobie ślad i chęć posiadania go jak najwięcej!!!!

Przy kolejnych zakupach nie zadrży mi ręka, by ponownie go wrzucić do koszyka!!

Cena: 7 zł.
Dostępność: http://www.goodies.pl/woski-zapachowe/93-owocowe-polaczenie-fruit-fusion.html

Zapraszam na stronę http://www.goodies.pl/

Lubicie owocowe pokusy??


Pozdrawiam,

MAGDA

środa, 19 lutego 2014

CLEANIC część nr.2


Przeprosiny przez duże P dla Was Kochani, za to , że rzadko bywam, ale obiecuję poprawę ;**

Dzisiaj mam dla Was pokaz niezbędnych " czyścików" od CLEANIC, które przydadzą się w każdej sytuacji ;)





Chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym


Chusteczki zapakowane są w bardzo wygodnym opakowaniu z plastykową klapką, którą otwieramy przy każdym sięgnięciu po produkt.  Chusteczki są bardzo dobrze nasączone płynem, pachną miło i delikatnie. Sam materiał, z którego są zrobione, nie rwie się, jest mocny i dość gruby. Zmywa dokładnie podkład, zabrudzenia z twarzy, cienie, ale z maskarą  już nie koniecznie. Chusteczki po zmyciu makijażu zostawiają efekt pandy, całą buzia czysta, jednak oczy i ich okolice czarne i rozmazane po tuszu czy eyelinerze. Nie podrażniają, nie uczulają,

Cena: ok.7 zł / 25 szt.

Chusteczki nawilżane do peelingu


W opakowaniu mamy 10 sztuk chusteczek, które są specyficznę, dlaczego??? Otóż ich powłoka z jednej strony jest wypełniona malutkimi , niebieskimi kropeczkami, które podczas używania służą za peeling. Trzeba uważac, bo uczucie " zdzierania" jest  bardzo mocne i można sobie twarz podrażnić. Dodatkowo chusteczki mogłyby być bardziej nasączone płynem, bo sama w sobie jest troszkę sporej wielkości ale nie adekwatna do płynu, którym jest nasączona.Nie mniej jednak, rewelacyjne wyjście, zdarcia martwego naskórka za pomocą takich chusteczek to dla mnie strzał w dziesiatkę.

Cena: ok. 8 zł / 10 szt

Płatki kosmetyczne Pure Effect Soft Touch 




Płatki Soft Touch są więlkich, kwadratowych gabarytów. Więc ja osobiście dzielę je na połowę i spokojnie taka " połóweczka" starcza mi na przetarcie twarzy micelkiem czy tonikiem. Ale do całkowitego demakijażu używam całych ale góra 2-óch, a nie 4- 5 mniejszych. Kwadracik CLEANIC posiada paseczkowe tłoczenie, dzięki którym doskonale chłoną.  Ponadto produkt nie rozwarstwia się, nie pyli, nie pozostawia swoim wacikowych pozostałości na twarzy!! Sa bardzo delikatne dla skóry i bardzo przyjemne. Jak dla mnie wersja " XL" sprawdza się o wiele lepiej niż wersja "S". Są wygodniejsze, poręczniejsze i nie wyobrażam sobie , by mi ich zabrakło.

Cena: ok. 5 zł / 50 szt.

Patyczki kosmetyczne do korekty makijażu i demakijażu



O patyczkach tych miałam okazję już pisać na blogu, więc chętnych zapraszam na wcześniejszą recenzję klik

Cena: ok.3 zł / 200 szt.

Całość była warta wypróbowania, trafiła się perełka jak i lekki zawód. Ale to chyba zawsze tak jest, nie  wszystko musi być idealne, choć nie zaszkodziłoby gdyby tak było ;))

Produkty CLEANIC możecie kupić w Rossmanie, Naturze i innych drogeriach ;))

Używacie produktów CLEANIC??


Pozdrawiam


                                      MAGDA

piątek, 14 lutego 2014

Wyniki Konkursu!!!!



Kochani dzisiaj mam dla Was wyniki konkursu. Przepraszam, że tak długo czekaliście na nie, ale niestety mam ostatnio braki w czasie wolnym, więc Wybaczcie ;***

Żeby nie przeciagać, otóż szczęśliwcami w rozdaniu są:


                                                                Nagroda nr.1 dla

                                                                  oOmarlen




                                                               Nagroda nr.2


                                                                  Mrs. Rose



Pozostałym bardzo dziękuję, za chęć udziału w zabawie. Na adresy laureatów czekam 7 dni  na maila martaa-magdaa@wp.pl


Pozdrawiam Was serdecznie,


                               MAGDA


czwartek, 13 lutego 2014

Arganowa odsiecz na moich włosach ;)


Oj nie wiem jak Wy, ale ta pogoda mnie wykańcza. Niby człowiek powinien się cieszyć, że zima znika, że coraz cieplej, ale ja rano jak wstaję i widze deszcz to mam ochotę nigdzie nie wychodzi,c i zostać w domu i najlepiej przespac cały dzień, ale nie ma tak lekko;((

Dzisiaj chciałam pokazać Wam dwa kosmetyki do pielęgnacji włosów, które spełniły swoją rolę i wręcz pomogły mi w uratowaniu ich. Miałam taką małą przeprawę, że myślałam, że będzie potrzebne ostre cięcie, ale na szczęście zachowałąm swoją długość dzięki mojemu małemu bohaterowi, o którym za chwilkę wspomnę.


BIOELIXIRE, Argan Oil
szampon do włosów z olejkiem arganowym



Od producenta:

Szampon z olejkiem arganowym, który przywraca włosom moc i blask, działając także przeciwutleniająco. Chroni włosy przed działaniem czynników zewnętrznych. Idealny dla włosów matowych, delikatny dla skóry głowy. Wzbogacony olejkiem jojoba i słonecznikowym. 

Pierwszym z nich jest szampon. Szampon jak szampon, niczym wielkim się nie różni a jednak robi dużo.
Szata graficzna kosmetyku jak dla mnie jest na plus - czysty minimalizm. Biało - mleczna butelka czarno niebieskimi napisami, bez zbędnych dodatków. Otwieranie  łatwe, dozowanie i samą aplikację mamy równie wygodną.
Konsystencja szamponu jest dość gęsta i treściwa. Kolor lekko przydymiony i perłowy. Jego zapach jest delikatny, przyjemny i przypominający mi kosmetyki z profesjonalnej linii fryzjerskiej.


Co do działania. Otóż jestem posiadaczką długich włosów i bardzo suchych końcówek. Nie lubię kiedy moje włosy po umyciu są sztywne, szorstkie i bez blasku. Jak sprawdził się szampon od BIOELIXIRE ?? Pierwsze z nim randki miałam bez żadnych rewelacji. Szampon dobrze się pieni, oczyszcza włoski, całkiem dobrze zmywa oleje a włosy były miękkie w dotyku, ot tyle po pierwszej przygodzie. Jednak z częstotliwością używania jego zauważyłam coś jeszcze. Włosy stały się coraz bardziej błyszczące, dłużej pozostają świeże co oznacza, że nie muszę myć ich już co 2 dni ;) Dodatkowo moje końcówki odżyły. Nie są sztywne "druty" jak do tej pory i nie muszę ich znowu podcinać. Są bardzo dobrze nawilżone może to olejek jojoba lub ekstrakt ze słonecznika tak pozytywnie na nie wpłynął??
Jestem mile zaskoczona szamponem Argan Oil, choć nie ukrywam, że miałam lekkie obawy co do niego. W każdym razie włosy mam teraz piękne, lśniące, troszkę nawet skrzypiące ;)

Cena: ok.18 zł / 200 ml

Jednak, żeby nadać piękniejszego wizerunku moim włosom, dodatkiem, którego używam po umyciu jest

                                               Bioelixire, Argan Oil Serum




Od producenta:

Argan Oil Serum to nawilżający, regenerujący preparat do włosów z olejem arganowym, jojoba i słonecznikowym. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Skuteczna odbudowa struktury włosów pozwoli też przywrócić im naturalny blask. Serum Argan Oil, dzięki swojej delikatnej konsystencji i pięknemu zapachowi ma również dobroczynny wpływ na skórę. Działa przeciwstarzeniowo, pows­trzymuje wolne rodniki, nawilża i napina skórę. 

Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum (Fragrance), Linalool, Limonene, Argania Spinosa Kernel Oil, Benzophenone 3, Simmondsia Chinensis Oil (Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil), C.I. 26100 (D&C Red n°17), C.I. 47000 (D&C Yellow n°11), Butylene Glycol, Heliantus Annuus Seed Extract (Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Extract), C.I. 61565 (D&C GREEN 6)

 ACTIVE PRINCIPLES: ARGAN OIL, JOJOBA OIL, SUNFLOWER EXTRACTS

Olejek jak widac to malutka buteleczka o poj.  20 ml., jest podobna do Biosilku, tylko gabarytem większa. Jego zawartość to rzadka oleista konsystencja o ciemno pomarańczowym kolorze i słodkim, przyjemnym zapachu.
Używałam go na suche włosy jak i na mokre. W połączeniu z szamponem daje świetne rezultaty. Czuć ogromną  regenrację zwłaszcza w końcówkach włosków. Nabłyszcza włosy, nie obiąża ich, nie wykręcają się każdy w inną stronę, lecz pędzą wszystkie razem jak jeden brat ;)
Lecz przełomowym momentem miałam dzień, kiedy to olejek pomógł mi niczym cud nad Wisłą. Pewnego pięknego dnia w pracy miałam na sobie polarkową bluzkę i do tego rozpuszczone włosy. Jestem osobą bardzo energiczną, więc wszędzie mnie pełno i skutki tego zachowania miałam wieczorem. Kiedy przyszłam do domu mym oczom ukazał się  " kołtun gigant"!!! Rozpacz, lament i strach przed obcięciem włosów!!! Rozczesywałam włos po włosku, ale to była syzyfowa praca, mój wspaniały kołtun przyczaił się od skóry głowy aż po całość włosa, splatając je i tym samym skracając aż do łopatek i najgorsze, że nie chciał odpóścić drań!!! ( włosy mam do pośladków ) Uwierzcie mi stresa miałam jak nigdy. Na szczęście tknęło mnie by na włosy użyć olejku arganowego BIOELIXIRE. Jak pomyślałam, tak i zrobiłam. Po odczekaniu 4-8 minut przystąpiłam do akcji. Szło ciężko,  jednak po chwili, coraz lepiej, lepiej aż w końcu udało mi się okiełznać tą gulę włosową. Troszkę mi zeszło nad rozwiązaniem tej krzyżówki, ale ważne , że się udało, bo inaczej cięcie jak nic!!!


Olejek ten jest taką wisienką na torcie. Ale żeby też nie było tak pięknie, cacko to posiada małe ilości arganu a wiekszość to silikony. Nie mniej jednak moje włosy dobrze znoszą obecność przyjaciół nr.2, więc też nic nie zrobiły, co by mogło im zaszkodzić, wręcz na odwrót.

Cena: ok 7zł / 20 ml.
Do kupienia: http://ambasadapiekna.com/pl/


Podsumowując duet od BIOELIXIRE jest duetem godnym uwagi. Ceny nie są wysokie, dostępność łatwa, więc nie ma co kombinować, tylko sięgnąć i samemu spróbować ;))



Pozdrawiam


                                                        MAGDA

niedziela, 9 lutego 2014

MYDŁO ALEPPO 12% Z BŁOTEM Z MORZA MARTWEGO

Niedziela, dzień wolny, czas by odpocząć. Jednak chyba nie dla mnie taka opcja. Zawsze coś znajdzie się do roboty, nawet jak mam wolne, oszaleje!
Ale żeby Was nie zanudzać, mam dla Was recenzję mydła ALEPPO.

                               Mydło ALEPpo 12%  Z BŁOTEM Z MORZA MARTWEGO




Syryjskie mydło Aleppo jest wytwarzane na bazie oliwy z oliwek z dodatkiem oleju laurowego, dlatego nie powoduje alergii, a używane regularnie łagodzi wysuszenia skóry i pozostawia ją dobrze nawilżoną. Nie jest perfumowane, naturalnie pachnie olejem laurowym i oliwa z oliwek.
Idealne dla skóry wrażliwej i alergicznej.

Właściwości:
  • posiada właściwości antyseptyczne, zabliźniające i nawilżające, które odnawiają film hydrolipidowy.
  • nawilża skórę
  • jest przeznaczone dla skór suchych, dotkniętych takimi chorobami jak łuszczyca, trądzik, swędzenia, egzema
  • hipoalergiczne,
  • w100% ulega biodegradacji,
  • nie zawiera sztucznych barwników, konserwantów, perfum ani innych substancji drażniących
Błoto z Morza Martwego jest bogate w minerały w związku z tym jest szczególnie polecane do wszelkiej pielęgnacji skóry tłustej, mieszanej, a także suchej. Leczy rany, ożywia cebulki włosów oraz eliminuje łojotokowe zapalenie skóry i łupież. Błoto działa przeciwzmarszczkowo oraz opóźnia proces starzenia skóry.

Mydła z Alep są naturalne, wyprodukowane bez barwników, sztucznych dodatków zapachowych, bez oleju palmowego i konserwantów.



Jest to moja pierwsza przygoda z mydłem Aleppo i sama nie wiedziałam jak do niego podejść, Czy stosować na twarz, czy może na ciało?? Po mocnym zastanowieniu kosmetyk poszedł i tu i tam ;)

Wyglądem przypomina z lekka zwykłe, szare mydło w mniejszej wersji i i brudnym, żółto beżowym kolorze. Kostka posiada delikatnie zaokraglone boki i wytłoczony " napis" na środku, który nie mam pojęcia co oznacza. Zauważyłam też, że "grawer" prawie wcale nie znika podczas używania. Korzystam z niego codziennie od miesiąca i nadal go widać.
Mydło jest bez konkretnego zapachu, pachnie jakos tak nijako, ale tylko wtedy kiedy jest suche, bo w połączeniu z wodą i umyciu nim twarz wyczuwam uwaga.... serwatkę!!! Wiem, że ja to zawsze mam dziwne zapachowe skojarzenia, no ale niestety Aleppo pachnie mi mlecznymi wyrobami. Zwłaszcza kiedy po spłukaniu wodą skóra schnie, wtedy najbardziej ulatnia się jego specyficzny zapach " twarożku od babci ". Na szczęście przyzwyczaiłam się.




Aleppo  pieni się dośc dobrze, tworząc gęstą, kremową pianę. Co do oczyszczania twarzy - bardzo dobrze niweluje wszystko co skóra zgromadziła przez cały dzień. Mój makijaż po całym dniu znika w sekundzie, nawet maskara idzie w zapomnienie. Przeważnie po demakijażu i umyciu twarzy musiałam jeszcze używać dodatkowo wacika nasączonego micelkiem, który też pokazywał resztki " czegoś". Tutaj takiego zjawiska nie ma. Kosmetyk jest bardzo delikatny, nie podrażnia skóry i nie powoduje żadnych uczuleń.
Wiadomo błotko z Morza Martwego zawiera mnóstwo mineralów, które doskonale wpływają na stan skóry całego ciała.
Dzięki Aleppo 12% moja skóra została dotleniona, jest gładka i bardziej sprężysta. Zauważyłam też, wyrazne zmniejszenie porów i nawilżoną skórę. Nie wysusza mnie tak mocno jak bywa to po innych mydełkach.  Wspomnę tylko, że wydajność ma powalającą. Czyżby to wieczne mydło?? Kto wie??



Mydła od Najel używałam również do mycia całego ciała. Spisał się dobrze, choć porównując na twarzy bardziej odczułam różnicę przed i po jak i działanie kosmetyku. Wiem, że można też stosować go na włosy, jednak ja sobie chyba darują tę opcję i zostawię " moją serwatkę" tylko do mycia mojej buzki :D
Jestem bardzo zadowolona z efektów , teraz wiem Wasz zachwyt tym produktem. Kto nie korzystał to migusiem niech robi zakupki i też cieszy się doskonałą skórą.


Cena: 13.90 zł / 100 g
Do kupienia: klik

Lubicie mydełka Aleppo??

Pozdrawiam


                                   MAGDA

czwartek, 6 lutego 2014

Co mam wspólnego ze ślimakiem??

Dziś mam wolne, lenię się cały dzień, więc to dobry czas na nadrobienie zaległości w blogowaniu.
Ostatnio miałam lekką wysypkę na twarzy, od czego nie wiem, ale musiałam odstawić wszystko i podglądać sytuację. Przez ten czas, krótki, bo ok. tygodnia starałam się nie używać nic nowego, żadnego kosmetyk. Ograniczyłam się do minimum. Na szczęście uczulenie zeszło, dalej nie wiem od czego było, ale pierwsze po co sięgnęłam była to pewna maseczka, która swoimi właściowściami , składem strasznie mnie kręciła. Nie jest ona byle jaka, bo naturalna i uwaga że śluzu ślimaka!! W życiu nie miałam nic ze ślimakiem doczynienia a tu proszę ;)) Niespodzianka i to na twarzy ;)

                              Orientana, Maska z naturalnego jedwabiu Śluz Ślimaka




Od producenta:

MASKA NA TWARZ W POSTACI JEDWABNEJ TKANINY
NASĄCZONA WYCIĄGIEM ZE ŚLUZU ŚLIMAKA oraz PEPTYDEM PRZECIWZMARSZCZKOWYM
DZIAŁANIE PRZECIWZMARSZCZKOWE, UJĘDRNIAJĄCE, REGENERUJĄCE I MOCNO NAWILŻAJĄCE.

Śluz ślimaka ma działanie trójstopniowe:
1. usuwa martwe komórki naskórka, 
2. uelastycznia, ujędrnia, odżywia skórę
3. wyrównuje koloryt i rozjaśnia przebarwienia
Śluz ślimaka jest pozyskiwany bez szkody dla niego, odbywa się w przyjazny sposób, bezinwazyjnie.
Maska wykonana jest  z naturalnego japońskiego jedwabiu dzięki czemu doskonale przylega do twarzy, równomiernie przekazując odpowiednią ilość substancji. Nie wymaga leżenia.Przy produkcji naszej tkaniny jedwabnej nie używa się jedwabników. Tkanina jest wykonywana w Japonii z włókien celulozowych pozyskiwanych z łykowej warstwy kory morwy papierniczej.
Daje natychmiastowy efekt.

Aktywne składniki:
ŚLUZ ŚLIMAKA  - Bogaty w kolagen, elastyny, alantoinę, kwas owocowy i witaminy
Jest naturalnym składnikiem regeneracyjnym stosowanym w Azji po operacjach plastycznych. Doskonale odnawia naskórek, uelastycznia i odmładza skórę.
BIOPEPTYD TRIPEPTIDE-1 to bioaktywny składniki, głeboko wnikający w skórę, który redukuje zmarszczki odbudowując naturalne struktury kolagenu. Dobrze ujędrnia i nawilża.


Cóż, zabrałam się do zabiegu jak na kobietę przystało. Otworzyłam opakowanie, standardowe dla masek tkaninowych, płóciennych i tego typu. Dodam tylko, że podobają mi się opakowania , gdzie informacje zawierają dokładne i szczegółowe instrukcje wraz ze składem, bez zbędnych ozdóbek, pierdółek, kolorowych bajerów,  po prostu minimalizm i to jest to ;)



Jest to nietypowa maska jak dla mnie, raz ,że główną role odgrywa śluz ślimaka, to jak i jej postać, która jest dwu warstwowa. Jedwabna tkanina, nie dość , że pokryta jest sporą ilością płynu, to jej zewnętrzna wartwa składa się foliowej części, która odgrywa rolę ochronną, aby czasem nie pomylić się i wiedzieć, którą nakładać na twarz.Po dojściu do ładu i dokładnym przeczytaniu sposobu użycia, wziełam sprawy w swoje ręce. Na oczyszczoną wcześniej twarz nałożyłam maskę na twarz. Tkaniną do skóry, białą folią na zewnątrz. Całe szczęście, że białą warstwę usuwamy, bo uwierzcie mi, jeszcze tak dramatycznie to ja nigdy nie wyglądałam ;)))Nie wierzycie?? To teraz uwaga, chwila z kobietą w masce, niestety takiego typy kosmetyku urokliwego wyglądu nie dają, ale potem jak najbardziej tak ;) O to mroczna ja, taa daam ;)) 



Żyjecie??? Idąc dalej, zostaje nam na twarzy bardzo cieniutki jedwab, który przylega idealnie do całej twarzy. I tu kolejny plus maseczki. Dzięki swojej delikatności nie musimy leżeć obłogiem przez pół godziny w obawie , że kosmetyk nam spadnie. Tutaj spokojnie mozna robić wszystko. Chodzić, rzecz jasna tylko w domu, sprzątać, zmywać a nawet coś ugotować, nie przeszkadza ona w żadnych robótkach domowych. No chyba, że wolimy w tym czasie jednak odpocząć, to wtedy inna sprawa ;)
Po upływie 30 minut, jedwabna tkanina z przezroczystej, nawilżonej zmienia się w białe, mleczne płótno z lekka przypominające ściągnietą skórę węża ;))
Warto wspomnieć też, że maseczka jest bez zapachu, to również może być plusem, nie przeszkadza, nie rozkojarza, jest w sam raz.  Dodatkowo w saszetce zostaje jeszcze sporo płynu, który spokojnie mozna użyć na szyję i dekolt , który również szybko wnika w skórę.




Po zdjęciu wyschniętej i nadal mocno przywierającej tkaniny dotknęłam swojej twarzy. Wiadomo trzeba wyczuć jak wpłynął na mnie śluz ślimaka. No i pełen zachwyt. Po ciężkich dniach w pracy moja cera była mocno zmęczona, ziemista i potrzebowała zastrzyku energii.  Maska Orientana Śluz Ślimaka dała mi nie tylko  ten zastrzyk. Moja buzia została doskonale nawilżona, o dziwo, nie musiałam używać żadnego kremu. Nie czułam żadnego uczucia suchości, pieczenia czy ściągania skóry. Wyrazne uczucie zregenerowanej, mocno odżywionej skóry to coś co każda z Nas lubi, do tego mój koloryt cery wrócił na swoje miejsce. Moja twarz nie jest już pozbawiona blasku, wygląda na zdrową, zadbaną i do tego tak delikatną w dotyku.

Cena: 17 zł.
Dostępna : www.orientana.pl



http://www.orientana.pl/


Uwielbiam kosmetyki Orientana, miałam już styczność z kilkoma i żaden z nich mnie nie zawiódł, tak też jest i w tym przypadku. Maska spisałą się doskonale, wpłyneła na moją skórę pozytywnie, dodała jej blasku i zdrowego wyglądu, a teraz zimą wskazany taki efekt. 

Używałyście kosmetyków Orientana?? Co myślicie o tej masce??


Pozdrawiam,


                                  MAGDA

poniedziałek, 3 lutego 2014

Yankee Candle HONEY BLOSSOM

Woski Yankee Candle, któż ich nie kocha i nie wielbi??? Chyba większość z Nas, kto próbował tych zapachowych wynalazków wie, że oprzec się im nie da. Chce się wiecej i więcej i wiecej.
Każdy z nich jest unikatowy, jedyny w swoim rodzaju, lażdy z nich pachnie inaczej, zachęcająo, obłędnie, kusząco a nawet do zjedzenia.
Dzisiaj opiszę Wam wosk  klik, który nie pachnie w żaden sposób jak przedstawiłam powyżej.


                                                                      Honey Blossom


Opis producenta:

Kobieca mieszanka różnorodnych kwiatów, słodkiego miodu, eleganckiego piżma, zwiewnej frezji i aromatycznego drewna. Bogate zestawienie, które odnajdziesz w Miodowym Kwieciu od Yankee Candle przypomni Ci najpiękniejsze perfumy jakie chciałabyś nosić codziennie. Zapach jednocześnie zdecydowany, jak i delikatny.



Jak widać na zdjęciu, fioletowa wersja YC zapowiadała się obiecująco. Kusiła mnie kusiła aż sięgnęłam do pudełka i odpaliłam tego cudaka.
Zanim wosk roztopił się, myślałam, że będzie to aromat różnych polnych kwiatów, świeżej bryzy oraz rześkiego, letniego powietrza. Jednak okazało się co innego .




Niestety pomyliłam się co do fioletowej opcjii. Już przy pierwszym ulatnianiu zapachu czuc za duży mix wszystkiego. Ogólnie napisane wiem, że Wam nic nie mówi, ale już tłumaczę. Otóż Honey Blossom jest to zapach nijaki. Jak wcześniejsze woski umiałam opisać z dokładością, co w nich wyczuwam tak tu nic, zero.
Mieszanka dziwactw, zapach drewna gryzący się z kwiatami to marne połączenie i dodatek miodu powoduje, lekki ból głowy, a mnie dopadły mdłości. Po wyczuciu już intensywnego zapachu Honey Blossom nie czuję relaxu, odprężenia a za to dostałam złe samopoczucie. Dziwna przypadłość prawda?? Nigdy bym się nie spodziewałą takiego efekty po woskach Yankee Candle, ale się pomyliłam.



Niestety muszę przyznać, że jest to pierwszy wosk Yankee Candle, który pachnie inczej niż reszta kolegów. Dziwak to dobre określenie Honey Blossom. Jak dla mnie ciężko jest on do dokłądnego sprecyzowania, nie mniej jednak, po dwóch odpaleniach zdecydowałam, że oddam go tacie, któy użył go sobie jako zapach do szafy;)

Cena: 7 zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/woski-zapachowe/98-miodowe-kwiecie-honey-blossom.html

Do kupinia na stronie http://www.goodies.pl/

Miałyście styczność z dziwakiem od YC?? Jak u Was się sprawdził??


POzdrawiam,

                                    MAGDA