środa, 5 lipca 2017

Himalaya Herbals- Ziołowy krem, intensywnie nawilżający

Himalaya Herbals- Ziołowy krem, intensywnie nawilżający
Nie przeraża Was ta pogoda? Ja się zastanawiam gdzie te lato i czy w ogóle będzie. Wczoraj wybrałam się na spacer, to miałam wrażenie, że co najmniej jest pazdziernik. No ale nie będę już smęcić i zapraszam Was na nie co milszy wpis o ziołowym, intensywnie nawilżającym kremie z witaminą E od Himalaya Herbals.


 Zacznę od tego, że ten krem zarówno jest do twarzy jak i do ciała. Osobiście jak widzę takie  przeznaczenie to wiecznie mam dylemat do czego go użyć. Skóra na twarzy jest delikatniejsza i cieńsza w porównaniu do ciała a tu kosmetyk do zastosowania i tu i tam, takie 2w1,  hmhm zastanawiające. No ale jakby  nie było skusiłam się go użyć najpierw na ciało, a niech tam.


Bardzo lubię opakowania kremów do ciała właśnie w takim a'la słoiczku. Są wygodne, łatwo z nich nabrać odpowiednią porcję i przede wszystkim do końca można go zużyć. Konsystencja kremu na pierwszy rzut oka wygląda jak typowy krem, nic specjalnego. Jednak po roztarciu w dłoniach krem robi się gęsty i czuć w nim zawartość parafiny. Podczas rozcierania między palcami czy nawet na skórze wyczuwalny jest ten "opór" i ten parafinowy film.


Każdy chyba wie, że parafina w kosmetykach to niezbyt pożądany składnik. Może zapychać i powodować niechciane wypryski  i sprawia, że skóra szybciej się starzeje. Dlatego też stosowałam go co drugi dzień do nawilżenia mojej suchej skóry ale ciała. Parafina parafiną ale jaki był mój zachwyt jak kremik moja skóra wręcz łykała. Błyskawiczne wchłania się w skórę, błyskawicznie ją nawilża i błyskawicznie daje jej niesamowitą miękkość. No co tu mówić. Jeśli chodzi o ciało, to jest znakomity i uwielbiam go nawet z parafiną w składzie. Dawno nie miałam takiego kosmetyku, który dałby mi takie szybkie rezultaty. Nie muszę długo czekać,  z założeniem ciuchów,aż krem się wchłonie bo to sekundowa sprawa. Skóra w dotyku jest bardzo przyjemna, bardzo mięciutka  i do tego świetnie nawilżona.


Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła tego wielofunkcyjnego kremu na inne partie ciała. Trudno najwyżej będzie kuku. Kolejne poszły stopy. Moje stopy ostatnio zostały bardzo zaniedbane. Wiecznie zapominam je wieczorem posmarować i efektem jest "pustynna skóra" , która daje się we znaki zwłaszcza wieczorem no i wyglądem już nie przypominają stóp dwudziestolatki. No i tutaj mam kolejny zachwyt kremem od Himalaya Herbals.  Kosmetyk oprócz nawilżenia, zauważyłam, że zmiękcza skórę, wygładza, zwłaszcza okolice pięt i poprawia ich ogólny wygląd. Nie czuję już szorowania, kiedy ocieram stopę o stopę, wręcz przeciwnie, mizianko stópkami jest teraz całkiem przyjemne.


Pewnie domyślacie się czy użyłam go na twarz? Tak, użyłam ja i moja mama, więc opinie są dwie. Dla mnie krem jest w porządku ale pod warunkiem, że będziemy go używać porą jesienną lub zimową. Dla mojej mieszanej cery, która mimo iż lubi się przesuszać, krem jest zdecydowanie za ciężki. Nawilża znakomicie, jednak podczas aplikacji i ciut po niej, czuję się "z nim" ciężko. Efekt, który daje myślę, że świetnie się spisze przy chłodnych porach roku, gdy temperatura robi swoje i cera potrzebuje czegoś treściwszego, wtedy owszem, krem ten wpisze się idealnie w swoje działanie. Teraz stanowczo jego przeznaczenie widzę tylko i wyłącznie na swoim ciele i stópkach.
Natomiast moja mamciś jest całkowicie zadowolona. Jej sucha cera polubiła się z nim. Nie czuje dyskomfortu ani zapychania. Cera jest natłuszczona z delikatnym filmem ale bardzo przyjemna bez uczucia ściągnięcia. Także widzicie, co cera to inne zdanie.


 Mimo, iż krem posiada w sobie parafinę, ma też wiele innych cennych składników. Kiełki pszenicy, słodkie migdały,winogrona, które nawilżają nawet bardzo suche obszary skóry. Również bogate źródło witaminy E, która odżywia skórę, sprawiając, że jest ona miękka, elastyczna oraz chroni ją przed szkodliwym działaniem środowiska.
Jeśli chodzi o pielęgnację skóry twarzy, to zimą owszem. Tylko i wyłącznie przy niskich temperaturach. Osobom z tłustą skłonną do trądziku cerą stanowczo odradzam. Nadmierne wydzielanie sebum - gwarantowane. Natomiast do pielęgnacji ciała dla mnie jest kosmetykiem fenomenalnym, skutecznym i szybko działającym. Z pewnością sięgnę po niego nie raz, nie dwa a nawet częściej, bo już przy pierwszym użyciu spełnił moje wymagania a dla mnie to wystarczy by zostać ze mną na dłużej jak nie na zawsze.

Cena: 5.99 / 50 ml. 10.99 / 150 ml
Dostępność: Rossman, Natura, on-line



Pozdrawiam,


poniedziałek, 3 lipca 2017

Spiced Orange od Yankee Candle

Spiced Orange od Yankee Candle
Dawno na blogu nie było postów z woskami od Yankee Candle. Okres wiosenno - letni jakoś mi w tym roku nie odpowiada jeśli chodzi o odpalenie  zapachowych tart. Dzisiejszy wosk miał ujrzeć światło dzienne jakieś trzy miesiące temu, no ale jak zwykle wyszło jak wyszło więc jest dziś. Mowa o SPICED ORANGE na goodies.pl/


Wosk Spiced Orange to rozgrzewająca tarteletka – idealna na chłodne, jesienne i zimowe wieczory, otulająca ciepło nietuzinkowym aromatem, w którym sprawnie przenikają się nuty cytrusów i przypraw korzennych. Ciemny wosk uwodzi pięknym kolorem i jeszcze piękniejszym zapachem. Na pierwszym planie wyczuć można energetyczną pomarańczę, której wysoki, orzeźwiający i letni aromat przeplatany jest niskimi akordami imbiru, cynamonu i przekornych goździków. Doskonale zbilansowana propozycja od Yankee Candle to przeciwwaga dla chłodnego powietrza i smętnej pluchy – idealny poprawiacz nastroju i wierny towarzysz długich wieczorów.


Nie wiem czemu ale z punktu widzenia Spiced Orange kojarzy mi się z cynamonem, świętami, grzańcem w ręku i ciepłym kocem i taki właśnie się okazał. Tak jak producent obiecuje, jest w nim dawka cynamonu,przypraw korzennych, które otulają dodają ciepła w pomieszczeniu i bardzo rodzinnego klimatu. Energetyczna pomarańcza, która dodaje energii i nie pozwala Nam zasnąć. Wosk jest mocny, intensywny i typowo na zimowe klimaty.  Jeśłi macie ochotę poczuć święta Bożego Narodzenia niekoniecznie zimą to polecam sięgnąć po Spiced Orange.



Spiced Orange przypomina mi wieczerzę wigilijną, kiedy to na początku jest łagodnie, spokojnie a w miarę nadchodzących gości" impreza coraz bardziej się rozkręca. Jest to typowo "świąteczny" zapach. Gozdziki w połączeniu z pomarańczą dają wspaniałego, muskającego podniebienie grzańca. Siła rażenia tego zapachu jest na tyle mocna i intensywna, że wystarczy krótka chwila by go zgasić i cieszyć się rozpływającą falą świątecznego uniesienia ale tylko i wyłącznie przy stole pełnym smakołyków, suszonych pomarańczy i gozdzików oraz smacznego, rozpływającego się w ustach czerwonego wina.


Cena: 9zł
Dostępność: www.goodies.pl


Pozdrawiam,


niedziela, 2 lipca 2017

HIMALAYA Herbals Pianka do Mycia Twarzy z Miodlą Indyjską (Neem)

 HIMALAYA Herbals Pianka do Mycia Twarzy z Miodlą Indyjską (Neem)
Jakiś czas temu była możliwość zgłoszenia się do testowania kosmetyków Himalaya. Nie zastanawiałam się długo, wzięłam udział i ta daaam , dostałam się do grona testerek. Markę znam jedynie z past do zębów, które lubię i często używam. Jednak dziś zaczynam od Pianki do mycia twarzy z Miodlą Indyjską.


„Pianka do codziennej pielęgnacji twarzy, która nie zawiera mydła. Myje i odświeża. Preparat delikatnie myje, odżywia i nawilża skórę, usuwa nadmiar wydzielanego przez nią sebum. W przeciwieństwie do mydła nie wysusza skóry i nie powoduje nieprzyjemnego wrażenia ściągnięcia. Miodla indyjska - neem - znana ze swoich właściwości antybakteryjnych, w połączeniu z kurkumą i wetiwerią, skutecznie przeciwdziała trądzikowi i wypryskom, pozostawiając skórę czystą, miękką i świeżą”. 


Pierwsze w ruch poszło mydełko w piance. Świetna i dość nietypowa alternatywa dla oczyszczających żeli do mycia twarzy. Opakowanie eleganckie, wygodne i z dozownikiem. Zapach delikatny, bardzo świeży jakby kwiatowo-ziołowy. Myślałam, że będzie czuć kurkumą, która widnieje w składzie, ale niestety zawiodłam się. Kolor jak widać, zieloniutki i nie wiem czemu ale kojarzy mi się z zieloną herbatą ;)


Wystarczy jedna pompka by umyć twarz z codziennych zabrudzeń. Pianka szybko przybiera wodnistą konsystencję więc trzeba uważać na oczka, bo może troszkę zapiec. Pianka zmywa całkiem przyzwoicie od podkładów, po bronzery a nawet eyelinery. Kosmetyk przeznaczony jest do cery tłustej i normalnej. Ja mam mieszaną ze skłonnością do przesuszania się, zwłaszcza po demakijażu dlatego potrzebuję nawilżenia. Niestety pianka od Himalaya  nie pozostawia szczególnego uczucia nawilżenia, niestety i konieczne jest sięgnięcie po ulubiony krem.


Pianka skutecznie oczyszcza skórę, pozostawia ją czystą choć nie do końca nawilżoną. Osobom z suchą skórą nie polecam. Sprawdzi się ona lepiej na tłustej cerze bądz normalnej ze skłonnością do trądziku. U mnie krostek i innych wyprysków brak, więc działania kurkumy i jej właściwości antybakteryjnych nie zauważyłam. Ja osobiście mam zdanie hmhm , inaczej może. Oceniam ją na 4 w skali do 5. Nie jest ona fenomenem ale przyjemnie mi się jej używało.


Skład kosmetyku:



Pierwszy kosmetyk od Himalaya Herbals okazał się dobrym kosmetykiem ale nie niezastąpionym. Gdyby nie uczucie lekkiego ściągnięcia, pianka byłaby idealna. Tak niestety dla mnie, dla mojej lekko przysuchej skóry, jest ona nie do końca trafiona. Nie mniej jednak warto się skusić na kosmetyki Himalaya, gdyż są tworzone z naturalnych składników. Są hipoalergiczne, przechodzą surowe,dermatologiczne testy kliniczne pod katem składu i efektywności działania oraz nie są testowane na zwierzętach. Cena za 150 ml. to koszt ok. 15-20 zł.


.Znacie kosmetyki Himalaya Herbals? Macie swoje ulubione?


Pozdrawiam,



sobota, 1 lipca 2017

Apar Perfume i pachniesz jak chcesz!

Apar Perfume i pachniesz jak chcesz!
Jak każda kobieta uwielbiam perfumy. Lubię ładnie pachnieć i lubię często zmieniać zapachy. Na drogie, markowe perfumy niestety mnie nie stać. Na szczęście teraz wszystko idzie na przód i na rynku możemy znalezć wiele firm proponujących  tańsze odpowiedniki znanych perfum. Tak właśnie tym sposobem Apar Perfume uszczęśliwia takich jak ja.


"Firma APAR wspólnie z najlepszymi perfumiarzami zapewnia Państwu szczegółowo dopracowane, unikatowe kompozycje odpowiedników perfum, które obdarzą poczuciem luksusu nawet najbardziej wymagających Klientów.
Inspiracje czerpiemy z najnowszych trendów świata perfum, które poznajemy między innymi na targach branżowych na całym świecie. Aktywnie uczestniczymy w międzynarodowych targach w Bolonii, Moskwie czy Dubaju."

Teraz pozostało sprawdzić jak pachną wybrane przeze mnie perfumy i czy warto ponownie po nie sięgnąć.


Pierwsza propozycja to słynne już na cały świat, oczywiście odpowiednik perfum mojego ukochanego Thierry Mugler Alien. To On jako pierwszy pokazał mi dogłębnie czym pachnie świat perfumoholika ;) Niestety ten Pan wypuszcza bardzo drogie buteleczki, więc nie bardzo mnie teraz stać na zakup kolejnej. Tak też dzięki Apar Perfume mogę dalej cieszyć się moim Obcym oraz chciałam też sprawdzić jak realne są w porównaniu do oryginału.


Jeśli chodzi o zapach. Jest to wersja orientalno-drzewna. Czarny pieprz gra tu pierwsze skrzypce, jest intensywny i przyprawiający o zawrót głowy w pozytywnym tego znaczeniu. Jaśmin, drzewo sandałowe i paczula to mieszanka nie dająca o sobie zapomnieć. Wszystkie te zapachy mieszają się tworząc niepowtarzalny zapach! Dość mocny zapach i prawie że identyczny jak oryginał. Daje mu 98% autentyczności. Na pierwszy "węch" czuję dosłownie perfumy z drogerii jednak po jakimś czasie jego bukiet delikatnie się zmienia. Ciut za dużo ma wanilii ale to kwestia do przełknięcia. Poza tym zapach jest mega intensywny, bardzo ciepły i tylko dla wymagających kobiet!
Kompozycja o takiej mocy i trwałości nie dusi, nie przygniata, wręcz unosi i prowadzi w nieznane.Przepiękny, uwodzicielski i wyrafinowany takie właśnie jest zapach nr.191 od Apar Perfume.


Kolejna propozycja to perfumetka pachnąca jako Emporio Armani She. Zapach stworzony dla kobiet. Lubię Armaniego jego zabawę z zapachem ale tej opcji jeszcze nie miałam. Jest to wersja orientalno - waniliowa.  Na początku są delikatne i "mydlane". Dopiero po chwili całkowicie się zmieniają. Są one inne bajką i nie są tak krzykliwe jak Alien.  Dla mnie jest to zapach bardzo elegancki, stonowany, kobiecy, wyłaniający jej naturalne piękno.


 A zatem jak pachnie ta dama? Jest to lekko pudrowy, słodkawy zapach który przełamany  limonką i cedrem sprawia, że delikatnie czuć w nich " męski" klimat. Dodatkowo obecne jest drzewo sandałowe, piżmo i w miarę ewolucji wyczuwalny jest jaśmin i migdały. Dość zaskakujące zjawisko ale jakże z charakterem i dający inność tej kompozycji.
Mimo, że jest to zapach orientalny to lekko i przyjemnie się go nosi.Sprawdzi się na każdą okazję o każdej porze choć na randki i inne wielkie wyjścia zdecydowanie odradzam. F005 to słodki, niewinny "armaniowy przytulasek", który może kojarzyć się z poczuciem bezpieczeństwa.  Trwałość zadowalająca, bo trzyma się wokół skóry nawet do 5 godz.



Zarówno perfumetka jak większa buteleczka zapakowane są solidnie w kartoniki z logo firmy a na spodzie mamy oznaczenia typowo dla zamienników danego aromatu.


Na stronie Apar Perfume prócz standardowych flakoników o pojemności 50 ml, czy perfumetek, możecie również kupić próbki wybranych przez siebie zapachów. Są fajnie zapakowane i dodatkowo każda z próbek jest oznaczona numerkiem  danego zapachu.



No i jakby tu zakończyć owy, pachnący post. Nie inaczej jak polecić stronę Apar Perfume osobom chcącym pachnieć wyjątkowo, prawdziwie, luksusowo niczym perfumeria w centrum handlowym a to do tego za niską cenę. Koszt perfum 50 ml to 29.90 zł, perfumetka 20 ml - 14,90 a jak ktoś woli próbki o pojemności 2,4 ml to płaci aż 4.90zł. Rozbój w biały dzień prawda?? ( oczywiście taki żarcik przy weekendzie).
No ale na koniec mam dla Was rabacik, byście mogli sami sprawdzić jak pachną Wasze ulubione perfumy. Do 15 lipca możecie szaleć z zakupami, wpisując kod rabatowy "odpowiednikiapar" obniżający ceny aż o 15%. Kto się skusi?




Pozdrawiam,



Copyright © 2016 My women's world , Blogger