piątek, 17 czerwca 2016

Pokaż kotku co masz w środku, czyli nowości zakupowe.

Nowości i zakupy chyba każda kobieta lubi jak nie kocha. U mnie zwłaszcza kosmetyki nie przejdą obojętnie, jak coś widzę, co mi się podoba, muszę przyjrzeć mu się bardziej i hops do koszyka ;) Takim sposobem troszkę tego się uzbiera, ale to silniejsze ode mnie. Tym bardziej teraz kiedy przebywam w USA. Są tu kosmetyki, których na co dzień nie miałam w Polsce, dlatego takie zakupy kręcą jeszcze bardziej. Nie będę więcej ględzić, tylko zapraszam do oglądania moich zdobyczy.



  Pierwsze na co się rzuciłam to kosmetyki Bath & Body Works. Akurat była przecena do -75%, jak zobaczyłam, że sklep pęka w szwach od bab, to tylko mnie tam brakowało. A do koszyka wrzuciłam:
- krem do ciała oraz żel pod prysznic z serii Be Joy Ful - pachną sexy, romantycznie i intensywnie!


Rasberry & Sweet Mint to kolejny duet czyli mgiełka do ciała oraz krem do ciała o słodko-orzezwiającym zapachu. Przyznam, że ta para miałabyć prezentem dla bratowej i mojej mamcić, ale niestety koleżance zabrakło miejsca w walizce i musiałam przygarnąc je dla siebie.


Kolejny krem - balsam o ciała o zapachu papai, czyli Agave Papaya Sunset. Śliczny, tropiklany i mega wakacyjny zapach. Do tego świetnie nawilża.


No i ostatnie nabytki z tego sklepu to Strawberry Vanilla Sugar - mydło do rąk o iście truskawkowo - śmietankowo - waniliowym zapachu, który powala i powoduje uczucie głodu w żołądku. Oraz standardowo mydełko antybakteryjne Yay Summer.
Dodam , że wszystkie kosmetyki z BBW kupiłam po 3 dolce za sztukę ;)


 Tutaj mamy cleaner oraz aceton do przemywania i ściągania lakierów hybrydowych. Tym razem sięgnęłam po markę Finger Paints.


Tutaj mamy zestaw lakierów hybrydowych - żeli marki Ibd. Niestety tutaj w stanach mogę pomarzyć o Semilacu. Szukałam więc lakierów o podobnej jakości ale jak się sprawdzą zobaczymy. Jedna sztuka ok $10. Do tego była też lampa, ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia ;) Za zestaw z lampą zapłaciłam $90



Trafiły tez mi się cacka z przecenki, czyli hybrydko - żele z Orly GelFx - typowy biały kolor, ASP  - Beaming in Burgundy oraz Gelaze od China Glaze - Flying Dragon po całe $4.


 Na koniec znaleziony w TJMaxxie ( gdzie w PL mamy TKMaxx :))) naturalny dezodorant, który mam nadzieję, że ochroni mnie przed plamami na czarnych ubraniach.


Do akcesorii wrzuciłam też pędzle do zdobienia, bo szczerze to prócz sondy nie posiadam nic - wstyd. Więc pędzelki z ASP znalazły się u mnie.


A no koniec końców troszkę amerykańskich słodkości, które naprawdę są pyszne i mogłabym jeść je i jeść, zwłaszcza czekoladki Reese's. Masło orzechowe oblane mocno mleczną czekoladą - obłęd!!


No i to by było na tyle moich szaleństw. Teraz muszę przystopować z zakupem kosmetyków, bo mam ich spory zapas. Teraz muszę zostawić pieniążki na mojego dzidziusia, którego spodziewam się od niedawna. Więc skupiam się bardziej w tym kierunku - by mój bobas wszystko miał ;)

A Wy Kochani co upolowaliście w ostatnim czasie??




Pozdrawiam



poniedziałek, 6 czerwca 2016

Olejek arganowy o zapachu jaśminu.

Olejek arganowy chyba znany jest już wszystkim. Tak zwane słynne "Złoto Maroka" większość z Ns już próbowała. Jeśli nie w pierwotnej formie olejku to na pewno z jego dodatkiem w innych kosmetykach. Dzisiaj mam wersję o bardzo szerokim zastosowaniu. Bowiem olejek arganowy nie tylko będzie miał zastosowanie na ciele, twarzy, czy włosach, ale również jako esencja zapachowa.


 Na początku jak tylko dostałam go w swoje ręce, cieszyłam się, że znowu mam w swoim posiadaniu olejek arganowy, bo jest on na tyle doskonały w mojej pielęgnacji, że z chęcią sięgam po niego ponownie. Z czasem, gapa, doczytałam się, że jest On o zapachu jaśminu, co moja ciekawość była jeszcze większa, bo oryginalny zapach arganu, hmhmhm pozostawia wiele do życzenia, więc zapowiadało się świetnie.


 Jaśminowy olejek arganowy postanowiłam na pczątek użyć na twarz, nakładając go rano, delikatnie wklepując w skórę. Jak pierwszy węch był całkiem ok, to potem robiło się już coraz ciężej. Zapach jest na tyle mocny i intensywny, że z godziny na godzinę zamiast słabieć, to uwydatniał jeszcze bardziej swoje nuty zapachowe. Lubię ciężkie zapachy, ale nadmiar Jaśminu, zdecydowanie nie dla mnie. Kojarzy mi się z niedzielną wizytą babci ;) Samo działanie olejku, zdecydowanie na plus. Piękna, wypoczęta skóra pełna blasku. Nawilżona do granic możliwości, przyjemna w dotyku i świetnie odżywiona.


Olejek również zastosowałam na włosy, lekko je spryskując ale tylko po ich długości. Włosy u mnie ostatnio się przesuszyły z nadmiaru słońca, więc jaśminowy zastrzyk tylko polepszył ich stan. Lubię zaaplikować odrobinę olejku na wilgotne włosy, wtedy zapach jest o niebo delikatniejszy i przyjemniejszy. Po kosmetyku czuję, że włosy są również nawilżone, lepiej się układają i są takie przyjmnie mięciutkie. Dodam tylko, że w momencie kiedy stosowałam jasminowy olejek, odstawiłam wszelkie maski i odżywki, bo bałam się obciążenia włosów. No i pamiętajcie, żeby nie używać go na skalp, bo wtedy tylko przyspieszy Wam przestłuszczanie się skóry głowy.



Na całe ciało już sobie odpuściłam, bo chyba rano bym nie wstała, wdychając całą noc "jaśminowe "orzezwienie". O nie jeszcze nie zwariowałam. Natomiast ciekawostką jest jeszcze fakt, że owego olejku można również używać jako zamiennika perfum, zwłaszcza latem, kedy to skóra w kontakcie ze słońcem może spowodować wysypkę. Tutaj mamy bezpieczną,naturalną, zapachową esencję, która na pewno krzywdy nie zrobi, pod warunkiem, że dobierzemy odpowiedni zapach, inaczej nos dostanie szoku.


 Opakowanie kosmetyku jest przyjemne, wygodne z moim ulubionym dozowniekiem, który ułatwia mi jego stosowanie. Kolor złoto - słomkowy, konsystencja rzadsza od "normalnego" olejku, dzięki czemu również łatwiej się rozprowadza na skórze i włosach. Zapach oczywiście w 100% Jaśminowy! Opakowanie posiada 50ml produtku, ale jest tak cudownie wydajny, że używam go ja i mój facet a. ubytek znikomy, ale może to też i przez zapach. Czuję, że gdyby aromat mi bardziej odpowiadał, to pewnie juz by go dawno nie było.


Podsumowując, jaśminowy olejek arganowy, jest kosmetykiem o szerokim zastosowaniu i pozytywnym działniu. Warunek tylko taki, że przy zakupie trzeba ostrożnie i z głową dobrać sobie odpowieni zapach, bo wtedy przygoda jest całkiem inna i o wiele przyjemniejsza. Nie mniej jednak Jaśmin pozostanie na długoo w moim nosie  ;)

Cena: ok. 32 zł /  50ml
Do kupienia: http://marokosklep.com


A Wy jakich olejków używacie ?



Pozdrawiam


czwartek, 2 czerwca 2016

Moja pierwsza Chinka.

W moich zasobach lakierowych pojawiła się nowość, o której będąc jeszcze w Polsce ciągle marzyłam. Niestety ceny w moim ojczystym kraju nie pozwalały mi na zakup lakieru za ponad 20zł. Będąc tutaj na Florydzie trafiła mi się okazja i kupiłam swoją pierwszą Chinkę za całe $2.99. Kolor tez taki jaki akurat potrzebowałam. Tak też zdziałałam prosty manicure i chwalę się Wam, nie tylko lakierem ale jego zadowalającą jakością i pigmentacją no i samym jego posiadaniem.















Mój zdobyczny numer lakieru to 1451 Let's Chalk About It.
Nie jest to typowy biały kolor jaki może się wydawać na zdjęciu. Kolor delikatnie wpada w jasny,  kremowy ròż. Ma świetną pigmentację, który nasyca kolor idealnie, kryje już przy dwóch warstwach I schnie też dość szybko. Konsystencja jest idealna, mogę śmiało I dokładnie malować płytkę bez obawy, że lakier mi zaschnie. Butelka spora mieści w sobie aż 14ml. Jestem zachwycona jakością Chinki I nie dziwię się, że tyle osób je chwali,  bo sama jestem pod jej wrażeniem. Gościnnie wystąpił też złoty top z Color Club Gingerbread,  który również skradł moje serce!


Pozdrawiam