środa, 28 stycznia 2015

Bielenda Skin Clinic professional Argan Face Oil Uszlachetniony olejek arganowy + kwas hialuronowy

Dzisiaj recenzja gościnna, gdyż kosmetyk, który Wam pokażę testował mój facet. Co jak co ale blogowanie udziela się w związku i mężczyzna czasem a wręcz ostatnio gęsto ma ochotę na testowanie różnych kosmetyków na swojej osobie. Zapraszam do czytania.

Bielenda Skin Clinic professional Argan Face Oil Uszlachetniony olejek arganowy + kwas hialuronowy


Od producenta:


Preparat w formie lekkiego olejku przeznaczony dla skóry ze skłonnością do utraty nawilżenia, naturalnej sprężystości, jędrności i elastyczności. Zawiera niezwykle efektywne połączenie szlachetnego olejku arganowego z wypełniającymi i nawilżającymi właściwościami kwasu hialuronowego w postaci mikrosfer, co sprzyja znacznej poprawie jakości naskórka, jego regeneracji i odbudowie.
Wyjątkowa lekka formuła olejku daje efekt satynowego wykończenia skóry, nie obciąża jej przy jednoczesnej natychmiastowej redukcji uczucia suchości i dyskomfortu.
Produkt BIOZGODNY ZE SKÓRĄ, ponieważ zawiera substancje naturalnie występujące w naskórku takie jak kwasy Omega 3-6, które są niezbędne do utrzymania równowagi hydrolipidowej i prawidłowego funkcjonowania skóry


•    wypełnia zmarszczki mechanicznie od wewnątrz,
pęczniejąc i zwiększając swoją objętość
•    zatrzymuje wodę w naskórku czym zapewnia skórze optymalny
poziom nawilżenia
•    zabezpiecza skórę przed utratą elastyczności i sprężystości
•    napina i wygładza naskórek
•    poprawia ogólny wygląd i kondycję skóry w każdym wieku.



Wszelkie olejki jakie posiadam w domu giną w ekspresowym tempie. Przez kogo i dlaczego?? Otóż przez moją drugą połowę. Od dłuższego czasu mój mężczyzna w swojej pielęgnacji zlikwidował wszelkie kremy właśnie na rzecz olejków i powiem Wam, że jak na chwilę obecną na dobre mu to wychodzi.


 Wizualnie kosmetyk bardzo przyciąga wzrok do siebie. Mała, szklana buteleczka z dozownikiem w kształcie pipetki. Konsystencja rzadka, oleista w złotym kolorze i pięknym zapachu, który utrzymuje się przez długi czas na skórze.


Producent zaleca używać produktu tylko na noc, jednak mój mężczyzna zadecydował, że będzie go nakładał porą wieczorową i ranną. Rano na czystą, odświeżoną cerę i wieczorem codziennie po basenie. Kosmetyk bardzo szybko się wchłania i o dziwo nie pozostawia tak mocno tłustej warstwy jak przy innych olejkach. Solidne zakmnięcie zabezpiecza równiez przed rozlaniem się kosmetyku.


A jak wpłynął na męską cerę? No jakby nie było przez jakiś czas olejek stał w łazience i przyznam się , że podkradałm go by samej sprawdzić jego działanie. Jednak płeć męska chyba odkryła co się dzieje z jego kosmetykiem i zgarnął go do sportowej torby i tyle go widziałam. Na szczeście nie omieszkał mi powiedzieć czy jest z niego zadowolony czy też nie.
Argan Face Oil bardzo dobrze wpływa na stan skóry zwłaszcza odczuwalne jest to rano, kiedy po wieczornej aplikacji cera jest wypoczęta, napięta i wygładzona. Po codziennych wojażach na basenie cera bywa przesuszona, jednak po stosowaniu olejku nawilżenie jest natychmiastowe. W znacznym stopniu poprawiła się kondycja i wygląd skóry. Do tego myląco mała pojemność a wydajność doskonała!!! Podsumowując kolejny zachwyt mojego chłopaka nad kosmetykiem, którego osobiście nie znam, ale wierzę mu na słowo.

Cena: ok 26 zł
Dostępność: Rossman, Natura, Hebe, inne drogerie

Czy Wasi mężczyzni też podkradają Wam kosmetyki??

Pozdrawiam,

Magda

niedziela, 25 stycznia 2015

Allepaznokcie lakier One Color Exclusive nr.62 i nr 20

Moje ostatnie dni urlopu mijają nieubłaganie szybko. Dlatego też wczoraj skorzystałam i wybrałam się na miasto w poszukiwaniu lakieru w odcieniu szarości. Nachodziłam się, nałaziłam, obeszłam wszystkie drogerie i co??? I nic!!! Nie ma nigdzie zwykłego, prostego lakieru w szarym odcieniu, aż dziwne ale nie poddaję się i szukam dalej. Ewentualnie zostaje mi zakup - on - line a tego nie chcę.

Dzisiaj za to pokażę Wam pazurki w delikatnym wydaniu z lakierami od Allepaznokcie

One Colour Exclusive nr.20 i nr.62


Lakier nr. 62 to już mój stały bywalec. Jest  to piękny, delikatny odcień niebieskiego. Jego doskonałe krycie otrzymamy dopiero po 3 warstwie, jednak tutaj chciałam bardziej delikatniejszy efekt i nałozyłam tylko dwie. Jak chcecie zobaczyć jak wygląda w intensywniejszym wydaniu zaparszam tu .


Natomiast nr.20 to kolor, który porównałabym do mieszanki brudnego różu z beżem. W buteleczce wygląda tak sobie, mdło i bez uroku. Jednak widząc go na paznokciach, zmieniałm o nim zdanie!


Oba odcienie to kolory pastelowe i delikatne. Lubię czasem zmienić wygląd pazurek z ciemnych i mrocznych na takie " dziewicze" i spokojne ;)





Trwałość lakierów One Colour Exclusive  w skali 1:5 daję 3. Nie są najgorsze ale i też nienajlepsze. Kolorystycznie jak najbardziej trwafiają w mój gust. Wygodna aplikacja, szybkie schnięcię, elegancki połysk spowodowały, że wrócę do nich nie jeden raz ;)

Cena: 9.90 zł
Dostepność: http://www.allepaznokcie-piaski.pl/


Pozdrawiam,

MAGDA

czwartek, 22 stycznia 2015

Balsam regenerujący Evree Maxrepair


Kochane jestem na cudnym urlopie, fakt, że siedzę w domku ale urlopik, któż nie kocha tego wolnego czasu od pracy ;)) W końcu może uda mi się nadrobić moje zaległośći w blogowaniu, bo aż mi wstyd. Ja nie święta, to sylwester, jak nie sylwester, to coś innego. No ale wracam, wracam  do Was ;)


Evree Maxrepair balsam regenerujący


 Skład:


 Jakiś czas temu miałam przyjemność korzystać z komsetyków Evree a dokładnie z kremu do rąk z tej samej serii i byłam bardzo zadowolona z efektów. Dlatego też chętnie sięgnęłam również po  balsam do ciała z nadzieją na równie doskonały rezultat.


Owy balsam proponowany jest dla osób o bardzo suchej skórze. Ja takową posiadam, więc rach ciach i kosmetyk poszedł w użycie. W solidnej butelce o iście czerwonym kolorze mamy 400 ml produktu o białej knystencji. Zapach balsmau jest bardzo przyjemny i przypomina mi nuty zapachowe perfum DKNY.


Konsystencja jest lekka ale treściwa. Bardzo szybko i łatwo wchłania się w skórę, zwłaszcza w mocno przesuszone partie ciała.  Zawartość olejku arganowego, kompleksu witaminowego czy naturalnych emolientów sprawia, że skóra natychmiastowo zostaje nawilżona i odżywiona. Moje łydki, po których można palcem pisać po musnięciu balsamem zamieniają się jakby nie w moje. Delikatne , przyjemne w dotyku i brak uczucia mocno ściągniętej skóry.


Balsam Evree jest bardzo wydajny, jego zawartość została wykończona nie tylko przeze mnie ale i przez mojego faceta, który po basenie nie raczył sobie odmówić jego aplikacji. Cóż Wam mogę więcej napisać. Jest to faktycznie mocno regenerujący balsam, rzekłabym, że do zadań specjalnych. Radzi sobie doskonale z problemami skórnymi, nawet z tymi bardzo wymagającymi. Tak wielka butelka często spotyka na swojej drodze promocje, więc polecam kupić, na zimę idealny!!

Cena:11-18 zł 
Dostępność: Hebe, Rossman,



Pozdrawiam,

MAGDA

wtorek, 20 stycznia 2015

Hesh Amla puder do włosów

Blogosfera to chyba miejsce pokus i nowości kosmetycznych. To własnie tu znajduję różności kosmetyczne, nowe dla moich oczu i nie tylko. Zawszę jak coś wynajdę ciekawego to od razu chcę to mieć. Nie zawsze się to udaje od tak w place strzelił, jednak chwila cierpliwości i mam. Mowa tu o pudrze do włosów, który zaraz po hennie, kusił mnie i jarał totalnie!!


Hesh Amla puder do włosów


Od producenta:

Amla znana jest ze swoich właściwości odżywczych i wzmacniających włosy. Od wieków stosowana w tradycyjnych kuracjach na porost włosów i pogłębianie koloru. Zapobiega przedwczesnemu siwieniu, wzmacnia kolor, delikatnie w naturalny sposób przyciemnia włosy. Nadaje im blasku i zwiększa objętość. Polecana również do włosów przetłuszczających się. Usuwa łupież i zapobiega jego nawrotom. Zapobiega wypadaniu włosów odżywiając je od cebulek, aż po same końce 


Amlę chyba większość zna, zwłaszcza olejek, który pachnie hmmh dość intensywnie! Z olejku byłam zachwycona i jego działanie było widoczne gołym okiem. To też do pudru napaliłam się jak nastolatka do szpilek.


 Produkt znajduje się w kartoniku, a tam konkretnie zapakowany w foliową torebeczkę proszek. Kolor kosmetyku jest podobny do żółtej glinki a zapach hmhm, ziołowy ale delikatny. Kosmetyk należy rozmieszać z wodą z dodatkiem olejku i pozostawić na skórze głowy przez ok 30-45 min. Czasami modyfikowałam skład, dodając do pudru olejek kokosowy, bądz ulubioną odżywkę do włosów, czy napar z pokrzywy. Osobiście ową trzymałam papkę do 2 godzin, przy czym aplikacja jest koszmarna!!! Kto miał do czynienia z henną to wie, że cała łaznia upaćkana błotkiem. NO i trzeba pamiętać, że puder może wyschnąć na włosach i zacząć się sypać, więc polecam nałożyć czepek, bądz ręcznik na głowę.



 Puder Amla skusił mnie swoją naturalnością i działaniem, które obiecuje producent. Nie ukrywam, że zależało mi na przyciemnieiu włosów, byłoby cudownie. Jednak tak się niestety nie stało.Nie zauważyłam by coś na mej czyprynie pociemniało, trudno. Jednak blask, lśnienie i zdrowy wygląd włosów powalił mnie na kolana!! Zdecydowanie widoczna jest poprawa i kondycja mojej "grzywki". Po wykończeniu opakowania, które starczyło mi na 6-7 aplikacji stwierdzam, że włosy są mocniejsze, rzadziej się przetłuszczają i są grubsze. Ostatnio nawet koleżanka w pracy nie mogąc uwierzyć porównywała jej wyrwany włos z moim :D O dziwo róznica widoczna i to bardzo!!!
 To raczej powód do dumy, prawda??


Podsumowując, jest to kolejny indyjski kosmetyk, który bardzo polubiłam. Stosowanie jego choć nie do końca jest celujące, jednka mimo to rekompensuje w inne dobre działanie. Polecam osobom, które zmagają się z wypadaniem włosów. Może nie zniweluje tego do końca, w każdym razie na pewno pomoże Wam odżywić włosy, poprawić ich wygląd by móc cieszyć się fantastycznie zdrowymi i zadbanymi włosami!!!

Cena: 15zł / 100gr
Dostępność: http://cuda.pl/

Lubicie indyjskie kosmetyki??? Macie swoje ulubione?

Pozdrawiam,

MAGDA

sobota, 17 stycznia 2015

Pink Sands Yankee Candle


Moja przygoda z Yankee Candle zaczęła się właśnie od tego zapachu ale to też nie była forma w wosku tylko zapach do samochodu. Wtedy to już wiedziałam, że będzie to owocna przygoda, bo aromatem i intensywnością zakochałam się dozgonnie. Taki też sposobem musiałam w sklepie http://www.goodies.pl/ nabyć o to tę " dziewiczą" tartę.

Pink Sands


Od producenta
To nie jest sen utalentowanego surrealisty, albo twórcze szaleństwo grafika odpowiedzialnego za obróbkę wakacyjnych zdjęć! Plaża usypana z różowych piasków naprawdę istnieje! Żeby tam się dostać wystarczy dobrze rozgrzać wosk Pink Sands. Kiedy kompozycja zacznie unosić się w powietrzu – poczujemy zapach bajkowych, egzotycznych, kolorowych kwiatów wychylających się łapczywie w kierunku słonecznych promieni. Wkrótce też dotrze do nas aromat słodkiej wanilii i orzeźwiających cytrusów rosnących w gajach usadowionych na skraju fantazyjnych, różowych wydm


Pink Sands jest jednym z moich ulubieńców. Już jego przyjemnie różowy kolor sprawia, że chce się na więcej, po czym sięgamy po kawałeczek wosku, wrzucamy do kominka i czekamy aż po po pomieszczeniu  uniesie się fenomenalny i zapierający dech w piersi zapach.


Pink Sands jest to o dziwo zapach, którego nie umiem dokładnie opisać. Nie jest to ani kwiatowy ani owocowy ani słodki aromat, powiedziałabym, że chyba mamy tu wszystko na raz w jednym miejscu. Jest to dziwna, wręcz z lekka dzika mieszanka ale jakże przyjemna dla nosa. Połączenie egzotyczności, tropikkalności z waniliową nutką, która po chwili zmienia się w kwaskowatą lub słodką krainę marzeń. Bardzo delikatny a zarazem intensywny i bardzo kobiecy, wręcz perfumowany wosk, który pachnie długie godziny, nawet po zgaszeniu jeszcze kominka.  Tarta Pink Sands zdecydowanie pobudza zmysły, relaksuje i odpręża i należy do moich ulubionych wosków, do których będę ciągle powracać!

Cena: 7zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/

A jakie są Wasze ulubione woski??

Pozdrawiam,


MAGDA

niedziela, 11 stycznia 2015

Kawoy peeling od Full Mellow

Lubicie kawę? Bo ja jestem kawo-maniaczka, wszystko co pachnie jak kawa i smakuję chcę mieć!! Od picia jej codziennie rano, po używanie nawet w pielęgnacji, które ostatnimi dniami bardzo mi się spodobało. Dzisiaj pokażę Wam peeling kawowy, który skradł moje serce, a to nie lada wyczyn, gdyż za scrubkami zbytnio nie przepadam.

Full Mellow - peeling kawowy


Skład kosmetyku:


Jak już wspomniałam nie pajam miłością do peelingów, ale tutaj mimo tego z chęcią sięgnęłam po owy kosmetyk. Pierwszym tego atutem jest fakt, że jest to "kawowy peeling" i do tego o naturalnym i przyjemnym składzie. Już przez opakowanie czuć wyrazny i intensywny zapach kawy, ale po kontakcie z mokrą skórą o dziwo wyczuwam wtedy typową kawkę zbożową typu : Inka ;)


 Używanie peelingu jest banalnie proste. Na początku bałam się , że podczas kontaktu z wodą, rozpuści się i rozsypie na części pierwsze. Jednak kosmetyk pozostaje w całości i ową "foremkową babeczką" masuję , spokojnie całe ciało. Peeling zaliczam do tych o mocnym działaniu i skóra po kawowym masażu może być z lekka zaczerwieniona dzięki ziarenkom, które zdecydowanie poprawiają krążenie.  Ciało po nim jest bardzo przyjemne w dotyku, bardzo gładkie i nawilżone.


Całość produktu jest bardzo wydajna. Taka kosteczka ma 75g a starcza na wiele zabiegów i ten wygląd, ziarna kawy, cieszące me oko ;). Zmieniłabym tylko tutaj formę opakowania. Gdyż po pierwszym użyciu peeling może brudzić, więc trzymam go w mydelniczce, by ziarenka nie " biegały" po całej łazience. Ogólnie jestem zachwycona, kawowa rozpusta w moim domowym SPA - cudowna sprawa i Wam również polecam!

Dostępność: https://www.full-mellow.pl/

Znacie, lubicie kosmetyki Fuul Mellow??

Pozdrawiam,

MAGDA

piątek, 9 stycznia 2015

Czekoladowa rozpusta na ustach od Balea

Zimą prócz intensysywnej pielęgnacji ciała, włosów, cery stawiam również na mocną ochronę ust. Również one wystawione są na niezbyt przyjemnie, chłodne i mrozne powietrze, które może przyczynić się do nieładnego wyglądu naszych ust. By temu zapobiec używam wszelakich mazideł, które pozwalają cieszyć się ich ładnym wyglądem.

Balea Young Sweet Wonderland - pomadka do ust


Skład pomadki:


 Kosmetyk ma standardową postać sztyftu w dość ładnym i kolorowym kartoniku a w środku plastykowe opakowanie. "Skuwka" pomadki jes dość solidna, nie otwiera się bez potrzeby i nie mam obawy , że gdzieś się wysunie, ułamie, czy cokolwiek innego się z nią stanie.


Sam sztyft jest koloru brązowego no bo jak inaczej, jak ma pachnieć czekoladą to i kolorem musi tak być. Jednak do czekolady mu troszkę daleko, bardziej pachnie jak kakao i to do tego słodkie, bo po liznięciu czuć słodziutki posmak.


 Mimo ciemnego koloru pomadka na ustach jest bezbarwna. Łatwo, szybko i bez problemu rozprowadza się na ustach. Mimo swojej twardej i zbitej całości podczas aplikacji szybko pozostawia swoją warstwę, natłuszczając szybiutko usta.Pomadka Balea Young Sweet Wonderland delikatnie nawilża i wygładza skórki pozostawiając przy tym je słodkie i pysznie pachnące.


 Pomadka ta jednak nie sprawdzi się na ustach, które wymagają intensywniejszej pielęgnacji. Natłuszczenie, nawilżenie w skali 1:5 daję 3 i to naciągane. W momentach kiedy moje usta wołały o pomstę do nieba Balea poległa już na dzień dobry, więc na zadania specjalne używałam niezawodną Tissane. Dlatego też polecam ją latem, wiosną, ale nie zimą, bo egzamin wtedy oblany.

Cena: 8-10 zł
Dostępność: DM , internet
Jakich mazidełek do ust używacie zimą??

Pozdrawiam,


MAGDA

wtorek, 6 stycznia 2015

Jesienny kolor w zimowe dni czyli Colorama nr. 261

Nie wiem jak Wy ale jesienią i zimą stawiam na ciemniejsze i bardziej mroczne kolory jeśli chodzi o lakiery do paznokci. Ogólnie chyba bardziej stosowne zimą czy jesienią są takie odcienie, które również odzwierciedlają dany okres. Dzisiaj właśnie mam taki dla Was do pokazania.

Maybelline Colorama nr. 261


Kolor który przedstawiam to nr.261 czyli czarne bordo, albo bordowa czerń, jak kto woli. Bardzo lubię takie buraczkowe kolorki, tym bardziej, że wpadają w ciemną stronę mocy.


Na paznokietkach nałożoną mam podwójną warstwę lakieru. Niestety ciemne kolory mają to do siebie, że potrzebna jest ich kilkukrotna "wizyta" na pazurach, by odcień był idealny. Choć też zdarzają się lakiery, które po jednym "machnięciu" dają efekt świetny.


Co do jakości lakierów Colorama, to nie mam zasadniczo żadnych zastrzeżeń. Utrzymuje się do 3-4 dni w stanie bardzo dobrym. Potem wiadomo następuje ścieranie się końcówek ale na szczęście bez zbędnego odpryskiwania. Minusem dla mnie jest ślad, który po zmyciu zostaje na paznokciach i wyglądają jak brudne i niedomyte.


 Dla lekkiego urozmaicenia dodałam topperka od Essence 101 Dalmations. Niby nic a zawsze to inaczej.


Buteleczka o pojemności 7ml. kosztuje ok 7 zł. Cena przystępna, trwałość i jakość też. Z czasem powiększę swoją kolekcję z tej serii, jednak przede mną porządki lakierowe, bo"sajgonki" tam okropniste!

Lubicie lakiery od Maybelline?? A może w ogóle nie malujecie paznokci??


Pozdrawiam,

MAGDA



poniedziałek, 5 stycznia 2015

Clinque Liquid Facial Soap: Oily Skin Formula - żel do mycia twarzy.

Jakiś czas temu będąc na Cyprze zahaczyłam o strefę bezcłową i kupiłam między innymi żel do mycia twarzy. Mocno i długo się zastanawiałam , czy warto go dać do koszyka. Jednak moja ciekawość  wzięła górę i tak o to jest u mnie. Po miesiącu czasu używania spokojnie mogę Wam rzec, czy warto było!

Clinique Liquid Facial Soap: Oily Skin Formula


Od producenta:

Przetestowany alergologicznie i oftalmologicznie, bezzapachowy. W 100% beztluszczowy.Opracowany klinicznie.
Dermatologiczne mydło w płynie dla skóry mieszanej w kierunku tłustej. Alternatywa dla mydeł w kostce, pierwszego etapu Systemu Pielęgnacji skóry 3 Kroki Clinique – Oczyszczanie. Dokładnie oczyszcza, wygładza skórę. Po zastosowaniu Liquid Facial Soap skóra jest odświeżona, miękka i delikatna. Mydło w płynie jest wyjątkowo delikatne, nie narusza bariery hydro-lipidowej naskórka. Nie wywołuje uczucia ściągnięcia lub zaczerwienia skóry. Łatwo się spłukuje, pozostawia skórę czystą i dobrze nawilżoną. Produkt współdziała z: Clarifying Lotion, Dramatically Different Moisturising Gel .
Testowany dermatologicznie .
Jeśli chcesz zmienić stan skóry i aktywnie ją pielęgnować, dwa razy dziennie używaj ” 3 kroków Clinique.”.Krok 1: Facial Soap [mydło w kostce lub w żelu ]-oczyszcza, krok 2 : Clarifying Lotion- złuszcza i rozświetla ,a krok 3 : Dramatically Different Moisturising Lotion lub Gel [żel ]. głęboko nawilża skórę. System „3 kroków Clinique” jest sekretem pięknej skóry.



 Zacznę może od tego, że posiadam cerę mieszaną z lekką skłonnością do przesuszania się na strefie T. Tak też mój obcokrajowy kosmetyk zakupiłam w takim roztargnieniu, że nawet nie zwróciłam uwagi, że jest do cery tłustej i przetłuszczającej się. Na darmo wydane pieniądzę?? Skądże, tak czy siak zużyłam go!!!


Jak widać, żel z Clinique ma bardzo ładną dla oka buteleczkę. Jest z solidnego tworzywa o cudnie wygodnym dozowniku. Ma gęstą konsystencję i dziwny, apteczny i chemiczny zapach, który drażni nos. Żel bardzo mocno się pieni, że aż zdziwiłam się, że mała ilośc kosmetyku, może dać tyle piany da buzce ;)


 Po zmyciu ogromnej ilości piany, moja twarz, była fantastycznie oczyszczona. Kosmetyk zmywa cały makijaż włącznie z eyelinerem czy tuszem do rzęs. Kolejnym plusem kosmetyku jest fakt, że kiedy pojawiają się wypryski na twarzy to żel wysusza je i szybciej mi znikają niespodzianki. Niestety dalej to już same minusy go dosięgły! Już po pierwszym użyciu czuć, że skóra się ściąga i jest mocno przesuszona. Kolejne dni, tygodnie tylko spotęgowały ten efekt. By zniwelować to okropne uczucie jedyny olejek arganowy, czy migdałowy, jakikolwiek daje sobie radę. Żadne kremy, żadne serum, nic nie pomaga choć trochę nawilżyć cerę. Dla mnie było to szokiem, bo w życiu nie czułam tak intensywnego " przesuszu" na twarzy. Do tego też trzeba uważać, by kosmetyk nie dostał się do oczu, bo szczypie okropniście!!!


 Co jak co, ale nie sięgnę już po kosmetyki Clinique 3 kroki. Raz, że dość drogie a działanie mają takie sobie - chyba , że to jest ewidenta wina moja,iż użyłam kosmetyku przeznaczonego nie dla mojej cery. Jednak jeśli nawet, to swojego czasu używałam również kremu Dramatically Different Moisturizing  i tu też miłości nie było. Nie nawilżał  tak jak się spodziewałam, szczerze to prędzej skóra robiła się matowa niż ukojona.  Jestem zawiedziona tą serią, bo spodziewałam się lepszych efektów i to za taką cenę.

Cena: 60-80 zł
Dostępność: apteki, drogerie

Co sądzicie o kosmetykach Clinique, używacie, lubicie??

Pozdrawiam,

MAGDA

piątek, 2 stycznia 2015

Kolagenowa kuracja do włosów od BingoSpa

Witam Was Kochani w Nowym Roku 2015!!!! Mam nadzieję, że będzie on dla Was i dla mnie o wiele, wiele przychylniejszy!!!
Teraz przyszedł czas na pierwszy w tym zacym roku wpis ;) Oczywiście dotyczy kosmetyków do włosów, bo ostatnio tylko na nich się mocno skupiam.

BingoSpa - kuracja kolagenowa do włosów


Od producenta:

Kuracja Kolagenowa BingoSpa to profesjonalny zabieg na włosy, który możesz wykonać samodzielnie.
Kuracja Kolagenowa BingoSpa zawiera 6600 mg/dm3 kolagenu.
Kuracja Kolagenowa BingoSpa:
  • regeneruje i przywraca sprężystość włosom wnikając w najgłębsze warstwy włosa, 
  • nawilża i uelastycznia skórę głowy, 
  • wzmacnia cebulki włosów, 
  • zapobiega wypadaniu włosów, 
  • wspomaga proces powstawania komórek włosów,


 Maski od BingoSpa są bardzo znane w blogosferze. Począwszy od maski drożdżowej czy słynnej kuracji do włosów z 40 aktywnymi składnikami a dzisiaj kończąc na kolagenowej. Dwie pierwsze bardzo polubiłam, bo działały bardzo pozytywnie na moich włosach, tak też spodziewałam się po tej "Pani" ;)


 Opakowanie maski to standardowa, ale tym razem wielka, bo aż litrowa "bandorka".
W środku mamy idealnie gęstą konsystencję o iście męskim zapachu. Czuć wyrazną nutę męskiej wody kolońskiej i to bardzo przyjemnej dla nosa.  Kosmetyk nakładałam na włosy 1-2 godz przed kąpielą, następnie zmywałam. Czasem też dodawałam do niej olejek, naftę czy też inne specyfiki, ale częściej lądowała ona solo.


Pierwszy zauważalny rezultat kolagenowej kuracji to idealne, bezproblemowe rozczesywanie włosów. Kołtun, który dość często i gesto mi się robi na długości włosa, po prostu znika za pociągnięciem grzebienia no może dwoma ;) Kolejna sprawa to fajne, lekkie włosy w dotyku bardzo błyszczące oraz fakt, że nie obciąża ich. No i tutaj byłoby chyba wszystko co mam to napisania jeśli chodzi o plusy, pozytywne efekty tej kuracji. Za cenę 32 zł dostajemy cały litr produktu - jak dla mnie jest to dość za bogato jeśli chodzi o ilość. Jeszcze może żeby kosmetyk działał celująco to przeżyłąbym taką pojemność, ale niestety masce w skali 1:5 daję 3 i to naciągane, więc też nie wiem, kiedy ją wykończę. Zdecydowanie lepsze i bardziej efektowne były poprzednie Bingowe Maski, tą sprawdziłam, wypróbowałam ale nie wrócę do niej.

Cena: 32 zł
Dostępność: http://bingospa.eu/pl/p/

Lubicie maski od BingoSpa? Macie swoje ulubione?



Pozdrawiam,

MAGDA