niedziela, 25 października 2015

Black Plum Blossom od Yankee Candle

Dzsiaj luzny post z serii leniwa niedziela. Nie często zdarza mi się mieć wolną niedzielę i do tego tak leniwa. Cały dzień przeleżałam, nie robiąc dosłownie NIC!!! Dlatego dzisiaj też bedzie post, krótki ale za to pachnący.
Taki dzień jak dzisiaj to idealna sprawa by odpalić woski Yanke Candle, które możecie kupić tu http://www.goodies.pl/


Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: kwiat czarnej śliwki, wanilia.


Już na dzień dobry można wyczuć, że Black Plum Blossom należy do serii owocowo-kwiatowych zapachów. Począwszy od jego pięknej, fioletowej barwy i slicznej etykietki, kończąc na zapachu, który idealnie odzwierciedla całość wizualną wosku.
Jeśli chodzi o sam zapach. Black Plum Blossom na pierwszy plan przedstawia Nam śliwkę, która pachnie intensywnie i lekko słodko, przypomina mi owoce w cukrze bądz też świeżo upieczoną drożdżówkę ze śliwkami. Kolejna "Pani", która nam się pojawia to wanilia, delikatna, ale wyczuwalna a na sam koniec ta cała mieszanka z kwiatowym połączeniem świetnie relaksuje i odpręża człowieka nie tylko w fotelu z książką w ręku.


Black Plum Blossom jest woskiem idealnym na jesień lub zimowe i romantycznie wieczory. Jego zapach jest dość intensywny, ale nienachalny. Zaliczyłabym go do wosków o zabarwieniu " perfumeryjnym". Ciekawa mieszanka zapachowa, sprawia, że wosk szybko sie nie nudzi. Wspaniale poprawia humor w takie pogody jak dziś, deszczowe, wietrzne i pochmurne. Ta fioletowa tarta jest godna polecenia, wystarczy odrobina w kominku, 15 minut i całe pomieszczenie pachnie kwiatem śliwki skąpanej w cukrze. Kolejny faworyt, kolejne zaskoczenie i  na pewno będą kolejne zakupy!

Cena: 7zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/


Pozdrawiam,


piątek, 23 października 2015

Paski, paseczki a czemu nie ;)

Dzisiaj miałam dla Was przygotowany w ogóle inny manicure. Otóż wczoraj pomalowałam sobie paznokcie wieczorem by dzisiaj tylko zrobić fotki , jednka ku mojemu zdziwieniu musiałam je zmyć. A to dlatego, że nigdy chyba się nie nauczę, żeby na noc nie malować i nie kłaść się od razu spać - efekt uboczny murowany!!
Dlatego musiałam je zmyć i na szybko wykonać coś innego, tym bardziej czas mnie gonił, bo zaraz lecę do pracy, ech. Nie przedłużając, zapraszam do oglądania ;)










Do wykonania manicure użyłam dwóch kolorów, jasny - Rimmel 60 seconds nr.4093 oraz , zieleń z Sensique Strong & Trendy Nails nr.162 . Na początku miało zostać standardowo w dwóch kolorach, jednak podczas szukania top coat-u znalazłam tasiemkę do paznokci. No i by nie tracić czasu palnęłam sobie kreseczki. Są to moje pierwsze kreski, robione tą metodą.
Wybaczcie jakieś niedociągnięcia, ale to z pośpiechu by nie spóznić się do pracy ;)

I jak Wam podobają się kreseczki?? Jesteście za a może przeciw???


Pozdrawiam


środa, 21 października 2015

Yves Saint Laurent Elle od Nicole Cosmetics

Dzisiaj post pachnący, bo przedstawiający kolejne perfumy od Nicole Cosmetics. Tym razem jest to zapach, który oczywiście wcześniej postanowiłam przetestować w perfumerii, by potem wiedzieć, jaka jest różnica między drogeryjnymi perfumami a tymi od Nicole Cosmetics. Na oryginalne perfumy  YSL szkoda miw wydać 300 zł, a buteleczka od NC jest moim zbawieniem, tańszym ale jakże wspaniałym.


Nicole 136 (grupa: świeże) to esencja zapachowa, w której łączy się: owoce liczi, cedr, cytrusy, ambra, jaśmin, paczula, różowy pieprz, piwonia, piżmo, jagoda, wetiwer, frezja.


Zapach jest idealny i wymarzony dla mnie. Bardzo wytworny, wyrafinowany i megaaa sexowny!!!! Uwodzi i czaruje i sprawia, że czuję się bardzo kobieco! Tutaj mamy taką dość skomplikowaną mieszankę bo wyczuwalne są nuty soczyste i rześkie dzięki cytrusom i liczi a następnie różowy pieprz i paczula zmieniają całe swoje oblicze w lekko pikantną i romantyczną przygodę.


Idealnie stworzony na jesienno-zimowe wieczory. Ciepły, otulający, posiada pazura, który zaznacza swoją obecność dookoła. Zapach 136 od Nicole Cosmetics  polecam dla kobiety drapieżnej, nowoczesnej i pewnej siebie. Mimo wyraznych nut, nie jest zapachem duszącym i przytłaczającym. Jest bardzo podobny do oryginału czyli intensywny, trochę słodki i delikatnie ostry!!! Jego trwałość znowu mnie zaskoczyła! Kilka dobrych godzin czuję się bardzo pewnie bez potrzeby ponownych pryśnięć. Często lubię sobie dodatkową dawkę  zapodać by czuć je na sobie jak najdłużej!

Podsumowując polecam wszystkim zakup perfum Nicole Cosmetics, nie tylko dlatego, że są trwałe, tanie ale polecam dla osób, któe chciałaby sobie przetestować jakiś odpowiednik perfum, które lubią, a ceny w perfumeriach wiadomo, że są nie dla każdego!!!


Cena: 24.99 zł/ 30ml
Dostępność: http://www.sklep.nicole-cosmetics.pl/


Pozdrawiam,



niedziela, 18 października 2015

Pielęgnujący balsam do ust Put&Rub o smaku pomarańczy

Też macie problemy ze spierzchniętymi ustami??? U mnienie dość, że w pracy jest złe powietrze, co niegatywnie wpływa na nie, to i teraz zbliżająca się zima. Moje usta odczuwają to bardzo, nawet przestałam używać kolorowych pomadek, bo nie wyglądają one już tak apetycznie jak np. latem. W ruch idą wszelkie pomadki ochronne wazeliny czy zwykły krem Nivea, by poprawić ich wygląd choćby o troszeczkę. Dzisiaj przedstawiam Wam balsam do zadań specjalnych od Put&Rub!


 Od producenta:

 100% natury tak ważne na ustach!
Balsam chroni. Sprawia, że skóra ust jest odżywiona, wygładzona i nawilżona. Znakomity do spierzchniętych ust. 
 
Zawiera kompozycję wartościowych pielęgnacyjnie maseł i olejów roślinnych. Olej annatto jest szczególnie bogatym źródłem najbardziej aktywnych związków witaminy E, działa antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie. Balsam ma uwodzicielski zapach, który poprawia nastrój.
Kolor nadaje masło pomarańczowe i olej annatto. Aromat balsamu pochodzi od olejku pomarańczowego.

 Kompozycja:
 
  • masło pomarańczowe*
  • olej jojoba*
  • masło mango*
  • olej rycynowy*
  • wosk pszczeli*
  • olej  annatto*
  • olej migdałowy*
  • olejek pomarańczowy*
*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym

 

Balsam zapakowany jest kartonik, który mieści w sobie plastykowy mały słoiczek z odkręcanym wieczkiem. Kosmetyk ma zbitą konsystencję i pod wpływem temperatury ciała (palca) rozpuszcza się. Pachnie przyjemnie, bo pomarańćzowo, przypominają mi cukierki o smaku pomarańcza, któe kiedyś zajadałam jak byłam mała.


Balsamu używam kilka razy w ciągu dnia, choć zdarza mi się zapomnieć, więc wtedy nakładam większą dawkę na noc, by zostały porządnie natłuszczone i odżywione. Nakładanie na początku jest proste, póki pełne opakowanie, aplikuje kosmetyk bezpośrednio ustami, potem jest pod górkę, bo czym mniej produktu, trzeba wygrzebywać go palcem. Kosmetyk szybko wchłania się w skórki, robiąc je miękkie i co ważne, mogę wtedy pomalować usta ulubioną pomadką, bo skórki nie odstają.


Balsam Put & Rub jest kosmetykiem w 100% naturalnym i posiada filtr SPF 15, dzięki czemu możemy używać go i latem i zimą. Dodatkowo bogata zawartość olejku jojoba, masła mango, olejku rycynowego, oleju migdałowego, grejpfrutowego,  wosku pszczelego oraz olej  annatto  sprawiają, że usta są fenomenalnie nawilżone, odżywione i mega zregenerowane! Jest to balsam godny uwago, bo działa natychmiastowo i jego pielęgnacja jest długotrwała. Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z kosmetyku, idealny na jesienno - zimową porę i na suche, popękane usta, które wymagają dogłębnego "leczenia"!! Cena może jest dość wysoka, jednak, warto zainwestować i cieszyć się miękkimi, całuśnymi ustami przez całe rok!


Cena: 39zł
Dostępność: http://www.patandrub.pl/


Pozdrawiam,


środa, 14 października 2015

ALOEVIT- płyn do włosów odżywczo-wzmacniający

Jesień zaraz zima a u mnie dalej włosy wypadają. Już nie pamiętam kiedy to cały, okrągły choćby rok nie sypały mi się włosy. Nie wiem, czy to wina złej diety, ale zajadam normalne rzeczy, które nie powinny szkodzić moim mieszkom włosowym. Wyniki robiłam, też mam dobre, ja normalnie wysiadam, już mi ręce opadają. Z tak bujnej objętości ( kiedyś) została mi połowa!!! Dodam , że mam włosy długie, może ciężar im przeszkadza?? Nie mam pojęcia. W każdym razie odkąd borykam się z tym problemem testuję różne nowości, odżywki, wcierki olejku, które mają pomóc mi z tym, nie zawsze tak jest, a czasami tylko połowiczne są efekty.
Dzisiaj mam dla Was recenzję odżywki, która jest chyba siostrą cioteczną słynnej wcierki JANTAR ;)


Od producenta:

Aloevit, płyn odżywczo – wzmacniający intensywnie wzmacnia i regeneruje suche, zniszczone włosy także skórę głowy. Przyczynia się do tego specjalna kompozycja witamin i substancji aktywnych, która: 
  • naprawia włókno włosa, przyspiesza jego odbudowę i opóźnia procesy starzenia, 
  • zapewnia odpowiedni poziom nienasyconych kwasów tłuszczowych, których niedobór może powodować zapalenie skóry głowy i łysienie,
  • sprawia, że Aloevit  można stosować na włosy wymagające profesjonalnej regeneracji i wzmocnienia. 
SKŁADNIKI AKTYWNE
 
naturalny ekstrakt z łopianu: intensywnie pielęgnuje skórę głowy, reguluje wydzielanie sebum, jest silnym przeciwutleniaczem.
naturalny ekstrakt z aloesu: nawilża i rewitalizuje skórę głowy, wpływa pozytywnie na stan cebulek włosowych. Ogranicza wypadanie włosów i pobudza ich wzrost. 
olej z nasion róży zapewnia bogate źródło kwasów omega 3 i omega 6,
olejek cedrowy: działa przeciwłojotokowo,
 olejek z szałwii muszkatołowej usprawnia krążenie, dzięki czemu zapobiega wypadaniu włosów.
kompleks niezbędnych włosom i skórze witamin A, E, F, H, B5.

Skład: Aqua, Alcohol, Arctium Lappa Root Extract, Aloe Barbadensis Extract, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Juniperus Virginiana Oil, Salvia Sclarea Oil, Cananga Odorata Flower Oil, PEG-20 Castor Oil, Glycerin, Alcohol denat., PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Zea Mays Oil, Calcium, Pantothenate, Inositol, Retinol, Rosa Moschata Seed Oil, Biotin, Tocopheryl Acetate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Diethyl Phthalate, Benzyl Salicylate, Geraniol, Farnesol, Linalool, Benzyl Benzoate, Limonene


Aloevit otrzymujemy w szklanej butelce, która wcześniej chroniona jest ozdobnym kartonikiem z obietnicą producenta i składam odżywki. Butelka mieści w sobie 100 ml słomkowego płynu o zapachu ziołowym i delikatnie przypomina mi zapach amolu.


Wcierki używałam co 2 dni wcierając ją w skórę głowy zawsze na noc przy tym robiąc masaż przez ok 3-5 minut. Produktu starczyło mi na ok. 1,5 miesiąca. Efektów nie spodziewałam się w trakcie kuracji tylko po.  Odżywka Aloevit podczas stosowania nie przetłuszcza włosów, wręcz odwrotnie mam wrażenie , że są bardziej świeże niż przed użyciem. Zawartość alkoholu nie podrażniła mi skalpu i nie wysuszyła, czego się mocno obawiałam. Moje włosy stały się bardziej błyszczące, zdrowsze, milsze w dotyku i delikatnie przestały wypadać. Jednak po skończeniu odżywki problem znowu się pojawił. Myślę, że owe kosmetyki trzeba stosować minimum 3 miesiące by efekty były lepsze, bo z jednej buteleczki o pojemności 100 ml, trudno o doskonały rezultat.


Myślę, że Aloevit  jest dobrą odżywką na mniej wymagające włosy, dla osób, które chcą poprawić kondycję i wygląd włosów. Mój problem jest chyba głębszy, bo jak dotąd nie mogę się go pozbyć i żadne kosmetyki sobie z tym nie radzą. Będę szukać dalej mojego wybawcy a raczej wybawcy dla moich włosów by w końcu zostały ze mną WSZYSTKIE!!

Cena: ok 10 zł
Dostępność: apteki,


Pozdrawiam,
 
Madlen
 

poniedziałek, 12 października 2015

Na piękne wspomnienia odpalam Silver Birch !!!

Dzisiaj rano z lekka zostałam zaskoczona oglądając telewizję, że w niektórych regionach Polski spadł śnieg!!!! Przecież to październik dopiero!!! Nie za wcześnie na zimę??? Przymrozki przymrozkami ale śnieg???  Korzystając z dnia wolnego i pogody, odpaliłam dzisiaj wosk, który całkowicie mnie zaskoczył, prawie tak samo jak poranne wiadomości w telewizji a może nawet bardziej.  Silver Birch możecie dostać na http://www.goodies.pl/  a tym czasem zapraszam na recenzję zapachową.


Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: kora brzozowa, nuta świeżo opadłych liści.


Silver Birch kolorem i etykietą z konarami drzew przypomina mi właśnie klimat zimowy, szary i mrozny. Zapach przez opakowanie zapowiada się ciekawy i należy on do grupy rześkich aromatów. Jednak po odpaleniu w kominku uwydatnia się całkowicie inny zapach. Przede wszystkim jest to wosk, który idealnie odzwierciedla prawdziwą, męską wodę kolońską. Miałam już wcześniejsze woski, które pachniały "facetem", ale ten pachnie inaczej, bardziej tatusiowo. Przypomina mi rodzinny dom, poranki, kiedy to tato po rannej kąpieli zaznacza swoim zapachem swoja obecność w domu! Tak to ta woda kolońska, którą wtedy nawet  czułam na kromce chleba, którą na śniadanie kroił właśnie tato. Wspaniałe wspomnienia, wspaniałe odczucie, mogąc się przy kawałku tarty znowu poczuć jak w domu. Tęskniłam za tym i nawet nie wiedziałam jak bardzo, by móc poczuć się znowu jak mała dziewczynka tatusia!!!


 Silver Birch to wosk intensywny, świeży, otulający idealny na zimowe czy jesienne wieczory!!! Przyznam Wam się szczerze, że nie zagłębiałam się czy faktycznie wyczuwalna jest kora brzozy, bo choćbym chciała to i tak nawet nie wiem jak pachnie, czy nawet zapach świeżo opadniętych liści. Po prostu jak poczułam ową wodę kolońską i moje wspomnienia, nie chciałam nic więcej, tylko trwać w tych pięknych chwilach!!!! Pełne zaskoczenie i mega zachwyt!!!!
 
Cena: 7zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/
 
 
Pozdrawiam,

środa, 7 października 2015

Vita Liberata Fabulous Self Tan Mousse Medium

Przez całe swoje życie samoopalaczy używałam może max 5 razy. Były to czasy szkoły średniej, kiedy zimą chciało się zaimponować pięknie opaloną skórą. Nie zawsze mi to wychodziło, ślady nawet od palców nie były już takie hot, dlatego stwierdziłam, że nie dla mnie taka zabawa. Jednak ostatnio na blogosferze głośno o kosmetykach Vita Liberata, które właśnie znane są z produktów samoopalających.  Dzisiaj właśnie będzie o piance - musie, który z obietnicy producenta, powinien nadać mi pięknie muśniętej słońcem skóry.


Od producenta:

 Niezwykle lekka formuła musu nadaje naturalną złotą opaleniznę.
Moisture Locking System intensywnie nawilża skórę zaś technologia Odour Remove sprawia, że preparat pozbawiony jest przykrego zapachu.
Organiczne składniki powodują, że kolor zanika w równomierny sposób, zupełnie jak naturalna opalenizna.


Skład: Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Water*, Dihydroxyacetone***, Cocamidopropyl Betaine, Saccharide Isomerate***, Tocopheryl Acetate**, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract**, Hyaluoronic Acid, Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract***, Ginkgo Biloba,  Leaf Extract*, Fucus Vesicolosus (Bladderwarck) Extract**, Litchi Chinensis (Lychee) Fruit Extract**, Rubus Ideaus (Raspberry) Seed Extract*, Hydrolysed Silk (Soie), Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Extract**, Sosium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, CI 17200 (Red 33), CI 4090 (Blue 1), CI 19140 (Yellow 5


Piankę mamy w butelce o prostym i estetycznym wyglądzie w również w dobranej kolorystyce biało - brązowej. Opakowanie posiada dozownik o dość grubym " otworze", dzięki czemu jedna pompka daje całkiem sporo pianki do aplikacji. Butelka chroniona jest korkiem, który łatwo się zdejmuje, więc trzeba też uważać z przewożeniem kosmetyku, bo może dojść do niechcianego otworzenia, a wtedy w torebce może być mocno brązowo ;)


Zanim zaczniemy używać pianki, po potrząśnięciu opakowaniem mamy wrażenie , że w środku jest bardzo rzadki płyn i tez z tego powodu znowu naszły mnie obawy, że będzie zła aplikacja i kolejne ślady placów na skórze. Jednak kosmetyk z dozownika zamienia się w lekką piankę o mocno, ciemnym, brązowym kolorze. Fabulous Self Tan Mousse Medium  nie pachnie tak jak standardowe samoopalacze, który po upływie godziny zaczynają wydzielać swoją specyficzną woń. Zapach tu jest inny, delikatny i całkiem przyjemny.


Oczywiście pianka dołączony ma do opakowania miły dodatek w postaci rękawicy do aplikacji kosmetyku. Dzięki niej kosmetyk rozprowadzony jest równomiernie, nie pozostawia brzydkich śladów czy innych niespodzianek. Sama rękawica składa się z dwóch warstw - jedna w formie delikatnej gąbki, na której aplikujemy piankę, druga - cieniutka, elastyczna, powłoczka. Rękawica jest nie tylko ułatwieniem w aplikacji ale również łatwa w utrzymaniu czystości. Mimo iż mega ciemna pianka pozostawia mega  ciemne placki na rękawicy, to z odrobiną mydła i wody pozbywamy się ich. Rękawicy nie da się idealnie "doprać" jednak po "czyszczeniu" jest o wiele przyjemniejsza dla oka niż podczas kontaktu z pianką.




Jeśli chodzi o efekt. Fabulous Self Tan Mousse Medium jest bardzo bezpiecznym samoopalaczem. Sama miałam obawy, że będę wyglądać średnio i będę musiała się moczyć, zanim wyjdę do pracy. Na moje szczęście już przy pierwszej aplikacji doznałam mega satysfakcji. Oczywiście na początku poszły dłonie, żeby nie zrobić sobie kuku. Pianka bardzo szybko się wchłania, równomiernie się rozprowadza, nie tworzy plam ani zacieków, ale to też trzeba dobrze rękawicą manewrować by nie ominąć ani skraweczka skóry. Po 3-4 godzinach efekt jest widoczny - naturalna, piękna opalenizna. Całego ciała nie smarowałam, bo nie mam takiej potrzeby, tym bardziej, że lato się skończyło, więc więcej mam zakryte niż odkryte. Poza dłońmi i nogami pianki również użyłam na twarz. Powiem Wam, że Vita Liberata nie bez powodu robi szał, moja twarz po aplikacji pianki nabrała cudownego, opalizującego koloru. Produkt równomiernie się rozprowadził po całej twarzy i szyi i nie było widać za groma żadnego uchybienia, żadnej smugi nic. Moja twarz za to wygląda na zdrowszą, bardziej promienną i co najważniejsze, czuję się o wiele lepiej. Trwałość opalenizny to ok 5-6 dni, po czym kolor się stopniowo zmywa. Jednak kosmetyk jest bardzo wydajny, więc w ciągu 6 miesięcy od otwarcia starczy na bardzo długi czas!!
Polecam wszystkim, którzy chcą nabrać koloru naturalnej opalenizny, bez żadnych niespodzianek i dodatkowych nerwów. Bardzo bezpieczny, bardzo wydajny i przede wszystkim dający naprawdę zadowalający efekt!!!!
 
 
 
Cena: 109 zł/100ml, rękawica - 29zł
Dostępność: Sephora
  
 
 Pozdrawiam,