poniedziałek, 29 czerwca 2015

Mango Peach Salsa Yankee Candle

Kochani w moim życiu  ostatnio dużo zawirowań. Zarówno w sprawach prywatnych jak i służbowych. Nie wiem kiedy dojdę do siebie, ale właśnie między innymi przez to, nie za często tutaj bywam, ale nie martwcie się. Zaglądam do Waszych blogasków i staram się pozostawić po sobie ślad jak tylko mogę.

Dzisiaj będzie pachnąco, soczyście i owocowe, dzięki tarcie Yankee Candle od http://www.goodies.pl/


Mango Peach Salsa


Od producenta:

Splątane w tanecznym uścisku i poruszające się w rytm salsy owoce tworzą wokół siebie nastrój cudownej, letniej egzotyki. Salsa sporządzona z dojrzałych cytrusów, soczystego mango, uwodzącej słodkim nektarem brzoskwini to prawdziwy, tropikalny koktajl, dla równowagi doprawiony szczyptą różowego pieprzu i pobudzającego imbiru. Owocowy taniec, owocowy shake, owocowa przygoda przeżywana na rajskiej plaży. Po prostu – doskonale skomponowany, pięknie pachnący, w pełni naturalny wosk Mango Peach Salsa, który zaprasza do tańca, karmi ciało i uwodzi zmysły obietnicą egzotycznych wakacji.


Czekałam przez dłuższy czas, żeby móc odpalić ten wosk, ale jakoś było brak okazji. Jednak z powodu braku słońca i braku soczystych owoców, postanowiłam sobie umilić czas właśnie owa tartą. Mango Peach Salsa to istna bomba owocowa!!!! Już przez folię wyczuć można, że będzie to uczta prawie jak z owocowego sadu. Od koloru po sam zapach, wiedziałam, że będzie to strzał w dziesiątkę.


Mango Peach Salsa już po pierwszych minutach palenia uwalnia swoją magiczną moc. Na początku nie wyczuwam, żadnych konkretnych owoców. Jest miło, przyjemnie i sympatycznie. Dopiero pozniej, zaczyna się prawdziwa zabawa. Mango i brzoskwinia zdecydowanie grają tu pierwsze skrzypce, ale zaraz za nimi zaczyna rządzić różowy pieprz. To On właśnie nadaje całości fajnej egzotyczności, sprawia, że zapach nie jest mdły. Idalny na lato, na ciepłe wieczory, nie wiem czemu, ale jak go palę, mam przypominają mi się wczasy nad morzem. Słońce, plaża, powiew nadmorskiego wiatru, dryneczek w łapce i mega relaks!!!! Taki własnie jest Mango Peach Salsa!!!! Intensywny, wyrazisty, świeży, mega owocowy, słoneczny i bardzo wakacyjny zapach!

Cena: 7 zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/



Pozdrawiam,

MAGDA

czwartek, 25 czerwca 2015

"Amazonia" sól do kąpieli BingoSpa

Kochani gdzie te lato, gdzie to słońce ja się pytam??? Coś okropnego, żeby w czerwcu było tak zimno i tak brzydko :( Mam nadzieję, że lipiec zlituje się nad nami i będzie cieplutko i  mega słonecznie, bo wyglądam jak chodząca biel, co latem niezbyt ładnie wygląda ;)

Dzisiaj będzie post niczym z tropikalnej Amazonii, ale tylko z nazwy i być koloru, bo działanie ma troszkę inne ;)

"Amazonia" sól do kąpieli z Guaraną


 Od producenta:


Łatwo rozpuszczalna, pieniąca sól do kąpieli Bingo Spa Amazonia zawiera ekstrakt z guarany. Daje obfitą pianę i rześki, grejpfrutowy zapach. Zawarty w soli jod oraz mikro- i makroelementy powodują, że kąpiel wyjątkowo odświeża i relaksuje.

Guarana zawiera m.in. 48% kofeiny oraz alkaloidy: teobrominę i teofilinę. Posiada właściwości antyoksydacyjne oraz przeciwbakteryjne, niezastąpiona w procesie ujędrniania i wygładzania skóry. Guarana działa stymulująco, znosi zmęczenie fizyczne i psychiczne, zwiększa umiejętność koncentracji i zapamiętywania. Wykazuje poza tym działanie antyoksydacyjne (neutralizuje wolne rodniki) oraz przeciwbakteryjne. Zmniejsza ryzyko wystąpienia zawałów i udarów, przyspiesza metabolizm. 


Opakowanie soli jest estetyczne i poręczne, z odkręcanym wieczkiem, któe możemy użyć jako dozownik. Raz mi się zdarzyło , że za bardzo machnęłam ręką i sypnęło mi się ciut za bogato, dlatego też teraz używam wieczka.  Sól od BingoSpa jest solą drobnoziarnistą, wręcz prawie miałką. Lubię taką formę, ponieważ bardzo szybko rozpuszcza się w wodzie. Zapach to iście czysty zapach grejpfruta, który dopiero w kontakcie z wodą, zaczyna cudownie się rozprzestrzeniać.


 Soli używałam tylko i wyłącznie do stóp. Mam pracę chodząco - stojącą, więc po przyjściu szybki prysznic, dopiero potem siadam z miską ciepłej wody, sypię "Amazońskie" klimaty, moczę nóżki i odpoczywam. Po dodaniu soli, woda barwi się na lekko pomarańczowy kolor no i delikatnie się pieni. Jak już wcześniej wspomniałm sól pachnie grejpfrutowo-cuytrusowo. Fajnie orzezwia, odpręża i relaksuje.


Ten wielki baniaczek mieści w sobie aż 580 g soli, więc jest to pokazna gramatura za dość niską cenę. Wcześniej bardzo rzadko sięgałam po owe produkty, ale na chwilę obecną śmiało stwierdzam, że jest to mój faworyt, jesli chodzi o relaks dla stóp. Co jak co, ale to właśnie sól sprawia, że na drugi dzień nie mam obrzęków na stopach a przy tym są delikatne i miłe w dotyku.


Jestem bardzo zadowolona z jakości i działania soli "Amazońskiej" od BingoSpa. Nie jest to moja pierwsza sól tej marki. Mam jeszcze inne o których wspomnę za jakiś czas. Na koniec dodam, że w Realu możecie spotkać inne wresje soli od Bingo już za 4 zł. Promocja bardzo kusząca, więc zachęcam, ja się zaopatrzyłam, tym bardziej, że u mnie likwidują Real, ale plus z tego taki, że mam zapasy :)

Cena: 7.20 zł / 580 g
Dostępność: http://www.bingosklep.com/

Lubicie używać soli do kąpieli?? Czy wolicie standardowe płyny?

Pozdrawiam,

MAGDA

niedziela, 21 czerwca 2015

Zestaw pełen niespodzianek od EcoSpa

Dzisiaj idzie recenzja pewnej torebeczki a raczej jej zawartości, która dla mnie była nowością. Owa zawartość jest o tyle dla mnie szalona i bardzo ciekawa , gdyż mieszczą się tam produkty, dzięki, którym mam stworzyć swoje własne serum do twarzy. Jest to moja pierwsza przygoda z taka formą kosmetyków, ciekawi jak się sprawdził magiczny zestaw? Zapraszam na recenzję.

Serum z witaminą C 10%


Zestaw - Serum z witaminą C 10%
Zestaw do przygotowania trzech porcji 10ml antyoksydacyjnego serum z witaminą C. Kolejną porcję przygotowuj po zużyciu poprzedniej, dzięki temu zapewniasz wysoką aktywność witaminy C (kwasu askorbinowego), niestabilnej w roztworach.
Serum składa się wyłącznie z aktywnych składników.  Baza serum to intensywnie nawilżające składniki: potrójny roztwór kwasu hialuronowego oraz hydrolat nertoli o charakterystycznym, przyjemnym zapachu kwiatów pomarańczy.
W skład zestawu wchodzą:
  • 15 ml Potrójnego kwasu hialuronowego 1,5%
  • 12 ml Hydrolatu neroli eko.
  • 3 x 1 g Witaminy C (kwas askorbinowy)
  • 3 Butelki 10 ml z pipetą szklaną
  • 3 Gotowe etykiety foliowe
  • 2 Pipety 3ml
  • Broszura informacyjna


Od czego by tu zacząć. Może od kwestii wizualnych. Zestaw mieści się w foliowej torebce, w której mamy oddzielnie produkty do wykorzystania i przyrządzenia serum nawilżającego. Samo przygotowanie jest naprawdę prostę, wystarczy odmierzyć odpowiednią ilość składników, pamiętając przy tym, aby zachować zasady higieny. Po dokładnym wymieszaniu składników, na buteleczkę możemy naklejić dołączoną etykietę i ta dam serum gotowe.


W zestawie mamy 3 szklane buteleczki, czyli po odmierzeniu całości wychodzi nam 3 porcje serum. Oczywiście nie robimy trzech na raz, tylko po zakończeniu pierwszej, wykonujemy drugą a potem dopiero trzecią. Jedna buteleczka czyli 10 ml starczyła mi na 2 tygodnie wieczornego stosowania. Ważne jest też, że serum musimy trzymać w lodówce.


Jak działa samo serum? A więc tak: serum składa się z trzech prostych składników, hydrolatu neroli, który lubię, kwasu hialuronowego, którego nie raz używałam i witaminy C, która dla mnie była nowością. Także prosty skład, dość ciekawy i przyjemny i zapowiadający ciekawą przygodę. No i właśnie tak było, bardzo ciekawie. Jestem posiadaczką cery mieszanej ze skłonnością do przesuszania, więc zapowiedz takiej mieszanki bardzo mnie cieszyła. Moje pierwsze aplikacji niestety nie były już tak zadowalające.  Po nałożeniu serum, moja twarz dziwnie mnie piekła, czułam takie malutkie szpileczki na twarzy, które po chwili na szczęście zniknęły. Kolejna sprawa to uczucie delikatnego napięcia i ściągnięcia, które zamienia się w fajne nawilżenie. Po wykorzystaniu 3 serii, śmiało stwierdzam , że szczególnie moja szyja i dekolt są w niebanalnie cudownym stanie. Skóra mniej wiotka , bardziej jędrna, milsza w dotyku. Nawilżenie  w skali 1:10 daję 8. Moja suchota jednak woli mocniejsze nawilżacze.  Serum nawilżające z witaminą C pachnie hydrolatem z neroli, czyli prawie jak kwiat pomarańczy, który koi skórę swoją wonią i to bardzoo polubiłam.


Dodam też tylko tyle, że jest to serum do skóry, która wymaga mniej nawilżenia niż moja. Nie mniej jednak, jak wspomniałam, partie szyjne i dekoltu, są w znacznie lepszej formie życiowej, co po 31 - wszym roku życia chwali się bardzo.

Cena: 27.90 zł
Dostępność: http://ecospa.pl


Pozdrawiam,

MAGDA

czwartek, 18 czerwca 2015

Żele pod prysznic od Le Petit Marseillais

Dziś w końcu zabrałam się do długo wyczekiwanej recenzji. Otóż jak większość z blogerek i nie tylko, jakiś czas temu miałam okazję zostać ambasadorką Le Petit Marseillais. Marka jest już dość dobrze znana w sieci, dzięki mocno pachnącym kosmetykom do kąpieli i ciała. Teraz sama miałam okazję przetstować je na włąsnej skórze, troszkę to trwało, wybaczcie, ale faktycznie, zapach.... robi swoje, dlatego ta zwłoka ;)


 Pomarańcza i Grejpfrut
Żel 2w1 pod prysznic i do kąpieli

Zacznę może od opakowania, które mieści w sobie aż 650 ml, myślę, że to dlatego iż posiada opcję 2 w 1. Przyjemnie, ciepły  pomarańczowy kolor z owocem na środku, jednak dla mnie nie to przykuwa uwagę. Dla mnie mega plusem  jest logo marki LPM - czyli siedzący chłopczyk. Historia chłopca, który sprzedawał w Marsylii słynne mydła Savon de Marseille, zainspirowała markę by stworzyć swój logotyp i to był strzał w dziesiątkę.
Pomarańćza i Grejpfrut ma typową konsystencję żelu, ale domeną jest tutaj zapach. Iście prawdziwy sad cytrusowo - pomarańczowy! Tak realny, tak prawdziwy, że ma się ochotę zjeść chociażby kwaśne jabłko, dla ukojenia pragnienia. Zarówno po nalaniu do wody jak i na ciało, żel daje mnóstwo piany a przy tym wydziela fenomenalny aromat. Kwaśno słodka pomarańcza i gorzki grejpfrut pobudza , orzeżwia i dodaje energi i ten zapach pozostawia na skórze przez długi czas.


 Skład:


 Werbena i cytryna
Żel pod prysznic

Tutaj mam żel pod prysznic o zapachu werbeny i cytryny no i niestety, jak kolega wyżej sprawił, że się zakochałam w nim tak tutaj nie do końca tak się stało. Wiem jak pachnie cytryna ale nie wiem czego spodziewać się po werbenie. Tutaj chyba jej obecność nie do końca mi znana zepsuła mi cały aromat. Czuję kwaśny akcent cytrynowy ale zaraz wnika w moje nozdrza zapach dziwnie ziołowy, jakby ktoś koło nosa otworzył mi szafkę z przyprawami. Nie są to moje klimaty, choć sam żel jest doskonały w swoim działaniu. Fantastycznie się pieni, oczyszcza ciało, jest delikatny i bardzo wydajny.


 Skład i od producenta:





Podsumowując, oba żele nadają się pod prysznic jak i do kąpieli. Skóra po nich jest miękka, czyściutka, przyjemna w dotyku i pachnąca. Kosmetyki w obietnicy producenta mają też za zadanie nawilżyć skórę, nie zauważyłam takiego zjawiska, ale na pewno nie wysuszają mojej bardzo suchej skóry, gdzie większosć innych żeli to robi, więc mega plus. Kolejny plus to brak w składzie parabenów oraz są testowane dermatologicznie i zawierają ph neutralne dla skóry. Ale najbardziej zapamiętam je za zapach, zwłaszcza Pomarańcza i Grejpfrut, który idealnie wpasował się w mój nos.

Jest to moja pierwsza przygoda bycia ambasorką Le Petit Mrseillais i było to dla mnie bardzo przyjemne doznanie i mam nadzieję, że nie ostatnie, bo warto było i dzięki temu mam zamiar wypróbować jeszcze inne warianty zapachowe!!!!



Pozdrawiam,

MAGDA

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Zimnotłoczony, ekologiczny olej z awokado od EcoSpa

Jakiś czas temu jak ktoś by mnie się zapytał czy lubię stosować olejki do twarzy to bym się popukała w czoło. Z lenistwa i głupiego nastawienia , że olejki są tłuste i ubrudzą mi pościel czy ubranie - po prostu po nie nie sięgałam. Aż do jakiegoś czasu - kiedy to najpierw mój facet się w nich zakochał a potem dopiero ja. Pomalutku, stopniowo a na dzień dzisiejszy stwierdzam śmiało, że nie ma lepszej pielęgnacji twarzy niż dobry i naturalny olejek do twarzy.
Oczywiście, zanim znajdziemy ten swój jedyny, trzeba troszkę pobawić się w królika doświadczalnego, tak też dzisiaj na ruszt mam dla Was kolejny olejek, który porawia wygląd skóry.

Awokado - ekologiczny, zimnotłoczony olej


Olejek z awkoado pachnie niczym awokado, więc tutaj nie ma się do czego przyczepić, zapach również przez długi czas pozostaje na skórze, ale bardzo szybko o tym zapominam. Kolor ma jak sama skórka z awokado, ciemno- zielony, który po nałożenie na twarz, nabiera on lekko zielonkawego odcienia, nie jest to bardzo widoczne, ale róznica jest, więc olejku używałam tylko i wyłącznie na noc.


Olejek z awokado idealny jest na wszelkie podrażneinia skóry, zwłaszcza kiedy stosuję glinkę i czasem zdarzy mi się jej nie spryskać. Wtedy mam mega czerwone ślady do tego piekące, wtedy olejek pięknie je niweluje. Zarówno polecam do skóry podrażnionej promieniami słonecznymi. Ostatnio spiekłam się na twarzy i dzięki olejkowi rumień szybko zmienił swój kolor na brązowy.


Olejek z awokado bardzo fajnie odżywia skórę, wspaniale nawilża i wygładza ją a to chyba zasługa wielu witamin takich jak A,B,D,E,H, K, PP. Cera nabiera jednolitego koloru, jest wypoczęta,
Na włosy kosmetyku nie stosowałam, z prostego powodu - za szkoda mi go było, wolałam pieścić nim tylko i wyłącznie twarz.


Jest to kolejny olejek, który potwierdza, że doskonale się sprawdza w pielęgnacji mojej skóry twarzy. Naturalny, bogaty skład, świetne i szybkie działanie, to coś co zaczyna mi się podobać. Przede mną jeszcze wiele olejków do przetestowania, które mam nadzieję, że również się okażą rewelacyjne a czy znajdę ten jedyny nr 1 a może większość z nich nim jest?? ;)

Cena: 11.60 zł / 30 ml
Dostępność: http://ecospa.pl/

Lubicie, używacie olejkó w swojej pielęgnacji???


Pozdrawiam,

MAGDA

środa, 10 czerwca 2015

Montagne Jeunesse Lemon Zest Peel Off - herbaciana maseczka

Co jak co ale maseczki to ja lubię, oczywiście mówię o maskach do twarzy. Czy to glinkowe, czy peel- of, czy jakiekolwiek inne, po prostu uwielbiam. To one mnie odprężają, relaksują, jak nie swoim działaniem to zapachem, które część z nich potrafi tym oszołomić człowieka. Tak też dzisiaj opowiem Wam o jednej z nich, której markę wprost ubóstwiam.

Montagne Jeunesse Lemon Zest Peel Off




Skład:


Już samo opakowanie maseczki wprawia nas w bardzo pozytywny nastrój. Mega kolorowa, przyjemna dla oka szata graficzna, która ma swój, że tak powiem rytuał.  Na każdym z opakowań danego rodzaju jest przedstawiona Pani, która na twarzy ma ową maseczkę z dodatkiem składnika, bądz składników, które zawiera kosmetyk. Bywa też, że pojawia się i Pan dla wersji płci przeciwnej ;) Konsystencja w przypadku peel - off jest, dość rzadka, żelowa o lekkim żółtym zabarwieniu. Zapach tego wariantu nie przypadł mi do gustu. Szkoda, bo inne maski są fenomenalne pod tym względem. Tutaj jest lekki klops. Nie czuję żadnej limonki, jedynie lekko w tle aromat zaparzonej i wystudzonej zielonej herbatki.


Samo nakładanie maski typu peel - off jest dla mnie uporczywe. Bo jest mocno kleista i najzwyczajniej na świecie nie wygodna w aplikacji. Maska schnie do 25- 35 min. Następnie zrywamy, bezpośrednio  z calości ( tak jak lubię) bądz stopniowo, pomalutku ( wersja moje faceta).


Uwielbiam maski Montagne Jeunesse. Od samego opakowania, po zapach ( może akuratnie nie tej wersji) aż po samo działanie. Lemon Zest Green Tea spełnia swoje zadanie oczyszczając cerę i dodając jej blasku. Twarz jest bardziej rozjaśniona i  nabiera równomiernego kolorytu. Dodatkowo ładnie wygładza skórę no i uwaga - zmniejsza pory - jupi!!! Plusem jest też zawartość naturalnych składników - to lubimy - oraz , że jest nie testowana na zwierzetach  - to jeszcze bardziej lubimy! Mały minusik za to, że leciuteńko maska powoduje uczucie ściągnięcia, tuż po zdjęciu maski, ale porcja nawilżającego kremu i jest ok.

Cena: 5-7 zł 
Dostępność: Tesco, on-line

Lubicie takie owocowe maski?? Macie swoje ulubione??


Pozdrawiam,

MAGDA

środa, 3 czerwca 2015

Troszkę elegancji na paznockiu.

W tym poście mam dla Was do pokazania mój mani, zwykły, prosty, ale mnie jakoś dziwnie urzekł. Niby nic w nim nadzwyczajnego nie ma, kolory standardowe, ale jak mu się przyjrzeć, jest w nim jakaś kwintesencja elegancji. Zgadzacie się ze mną??



 W starciu z kolorystyką mamy tu do czynienia z czystą bielą od Lemax, pastelowo - łososiowym Inglotem 382, oraz na deser Golden Rose Jolly Jewels 103.  Na początku zamiarem było tylko pomalowanie paznocki w duecie, jednak na koniec stwierdziłam, że czegoś w nich brakuje, więc pacnęłam złotkiem tu i ówdzie i wyszedł całkiem inny efekt, który osobiście mi się podoba.


Jakość i trwałość lakierów kolorowych to dla mnie sprawa dyskusyjna. Bowiem Lemaxy marmurkowe są dla mnie świetne, natomiast tutejsza biel, poprostu mnie zawiodła, zresztą jak i sam Inglot czego się nie spodziewałam. Oba kolory bardzo szybką odpryskują, ścierają się i maxymalna ich żywotność w stanie idealnym to tylko 2 dni. To tak chyba średnio prawda, tym bardziej, że Inglot ma swoją cenę.


W tym wszystkim jest jeszcze jeden mankament. Otóż zarówno Lemax jak i Inglot mają marne krycie, tutaj dwie warstwy, po których widać prześwity na paznokciu. Nie jest to dość bolesny efekt, ale dla kogoś, któ lubi perfekcyjne manicure, na pewno będzie się rzucało w oczy. Dlatego tutaj, przy tym doborze kolorów proponuję trzy warstwy, czego ja niestety nie zrobiłam, dlaczego?? Z czystego lenistwa ( wieczorne malowanie). Plusa dam za bardzo szybkie schnięcia, cała trójka nie spowodowała, że musiałam czekać do północy aż będę mogła położyć się spać. Szybko, sprawnie, bez efektów odbicia pościeli - i to rozumiem.


Nie będę tutaj podsumowywała lakierów i ich jakości, bo opisałam wyżej. Najbardziej chodziło mi o pokazanie Wam mojego wymysłu, który sprawił, że z codziennych pazurków można też coś wyczarować magicznego a raczej wytwornego??? Zgadzacie się ze mną?? A może wolicie inne łączenia, to podzielcie się opinią i pomysłami z chęcią je wykorzystam ;)


Pozdrawiam,

MAGDA