piątek, 31 października 2014

Bath & Body Works Sea Island Cotton bawełniane masło do ciała.

Jej jak ten czas szybko leci. Niedawno był 1 pazdziernik jutro już 1 listopad. Nie zdążę się obejrzeć a będzie Nowy Rok!!!! Masakra, czy Tylko mi tak czas ucieka?? Ale nie o tym dzisiaj. Mam dla Was recenzję masła do ciała, na które wyczekiwałam dłuugi czas!!


 Bath & Body Works Sea Island Cotton - masło do ciała


 Skład masełka:


Kosmetyki Bath & Body Works znane są chyba większości. Od pięknie pachnących mgiełek po świetne malutkie mydełka antybakteryjne, kończąc dzisiaj na masełku do ciała. Masełko dotknęło już swojego dna, ale z zabiegania i braku czasu, w ogóle o nim zapomniałam. Szok!!!


Masło zakmnięte jest w pastikowym pudełeczku z odkręcanym wieczkiem. Kolorystyka masła jak dla mnie jest adekwatna do zapachu i nazwy kosmetyku. Dlaczego?? Otóż opisuję Wam wersję Sea Island Cotton czyli zapach bawełny. Bawełna kojarzy mi się właśnie z odcieniem bieli a niebieski ładnie się w duecie komponuje. Tak po prostu ;0


Wracając do zapachu. Przyznaję, że nie wiem jak pachnie najprawdziwsza bawełna, ale wiem jak pachnie Sea Island Cotton. Świeżutkie pranie, ulatniający się aromat proszku z domieszką płynu do płukania, ale nie byle jakiego. Bardzo ŚWIEŻY, ŚWIEŻY I jeszcze raz ŚWIEŻY, to mi najbardziej przychodzi do głowy. Do tego mega intensywny. Po wchłonięciu w skórę zapach ten unosi się po całym mieszkaniu a ciało pachnie BARDZO DŁUGO .


Po otwarciu produktu możemy zobaczyć fajne "fale", które przypominają mi krem podczas ucierania robotem ;)) Konsystencja masła jest zbita, bardzo delikatna i bardzo aksamitna. Miło i przyjemnie się go rozprowadza na skórze i całkiem szybko się wchłania. Wcześniej naczytałam się , że balsamy BBW wysuszają skórę i słabo pielęgnuję. Obawiałam się takich efektów, bo jesienią i zimą mam zwiększoną suchotę skórną. Na szczęście masło to nie balsam i działanie również ma inne.


Przede wszytskim bardzo dobrze nawilża, nadaje skórze wspaniałego zapachu, który koi zmysły. Uwielbiałam go używać tylko wieczorami, zaraz przed spaniem ;) Uczucie komfortu można poczuć już podczas pierwszego użycia. Skóra jest przyjemna w dotyku, miękka i aksamitnie gładka.
Jestem bardzo mile zaskoczona tym masłem, porównując go do opinii koleżanek o balsamach z BBW. Nawilża, pięknie pachnie, tak inaczej, świetnie prezentuje się w łazience, jest bardzo wydajny ale daję minusa za słabą dostępność. Szczęśliwcom mieszkającym w stolicy zazdroszczę a reszcie polecam zakupy jedynie on - line - allegro.

Lubicie kosmetyki Bath & Body Works?

Pozdrawiam,



MAGDA

niedziela, 26 października 2014

Pink Dragon Fruit od Yankee Candle

Dzisiaj kolejną dawka zapachowej tarty Yanke Candle  od http://www.goodies.pl/. Tym razem skusiłam się na wersję "różową". Kompletnie nie spodziewałam się niczego, po prostu wzięłam pierwszy lepszy, dla większej ciekawości.

Pink Dragon Fruit


Opis producenta:

Pitaja zakwita tylko w nocy. W dzień natomiast – kusi aromatem oryginalnych, żywo różowych owoców. To właśnie one – truskawkowe gruszki – zebrane zostały na meksykańskich wakacjach, doskonale spreparowane i zamienione w sporą ilość wonnych olejków. Esencja wprost z serca smoczego owocu trafiła następnie do wnętrza wosku – aromatycznego, słodkiego, egzotycznego. Pink Dragon Fruit to zapachowy monochromatyzm w najlepszym wydaniu – długo wyczekiwana randka z meksykańską królową nocy, pachnąca aromatem truskawkowej gruszki i czarująca minimalistyczną formą zaklętą w różowym wosku.



Pink Dragon Fruit uwodzi swoim kolorem. Przyznam, że jego wybór padł nie tylko z powody iście , soczystego, rózówego koloru ale obietnicą owocowych nut. No bo któż nie lubi owoców?? Jednak po pierwszym odpaleniu nie było już tak słodko.


Spodziewałam się mega wielkiej miesznaki owocowego szału, a dostałam jedno wielkie rozczarowanie. Bardzo mocny, lekko duszący zapach, wcale nie wyczuwam tam żadnych gruszek, żadnych owoców, nic! Dziwne, porównałabym bardziej do zapachu kwiatów działkowych. Inny, oryginalny, dość intensywny, jednka nie w moim guście. Na koniec dodam, że Pink Dragon Fruit mimo dziwacznego, "owocowego" zapachu, swoją innością wpasowuje się  w klimat wieczornych, chłodnych pazdziernikowych, czy też listopadowych dni.

Cena: 7zł
Dostępność: http://www.goodies.pl

A jakie woski goszczą u Was w domkach,w  te chłodne dni??

Pozdrawiam,

MAGDA

środa, 22 października 2014

Balea szampon nawilżający mango i aloes!

Jej Kochani jak mnie tu dawno nie było!!! Po tylu dniach czuję się jakbym pierwszego posta pisała ;)
Moja praca pochłania mnie i mój wolny czas, ale to już chyba wiecie.  Niedawno zaczęłam swoją przygodę z kosmetykami Balea i pierwsze po co sięgnęłam to szampon. Jak się sprawdził??

Balea, nawilżający szampon mango i aloes


Skład:


Opakowanie szamponu to plastykowa butelka, lekko "kanciata" z bardzo solidną i dokładną etykietą. Dodam również, że jej kolorystyka jest świetna i nadaje całości jeszcze lepszego wyglądu. Zakmnięcie tradycyjne typu" klik" no i dzięki płaskiej nakrętce szmapon można postawić do góry nogami w celu wydobyciu resztek kosmetyku ;)


Szampon posiada całkeim dobrą konsystencję choć dla mnie ciut za rzadka. Potrzebna jest też troszkę większa ilość by mieć na głowię czapkę z piany.  Jego zapach to istne brzoskwiniowe szaleństwo! W życiu nie spotkałam tak prawdziwego, tak intensywnego i tak soczystego zapachu mango w kosmetykach. Zamiast obecności aloesu wyczuwam tutaj zapach dojrzaałej brzoskwini, w każdym razie podczas mycia pachnie w całej łazience. Niestety na włosach bardzo szybko znika.


Wersja z mango i aloesem przeznacozna jest do włosów suchych i zniszczonych. Nie posiadam ani takich ani takich, jednak obietnica nawilżania przez producenta wzięła górę. Szampon dobrze myje, dobrze oczyszcza i dobrze radzi sobie z olejami. Nie plącza włosów i nie kołtuni ich, nawet jeśli nie używam odżywki. Włosy w dotyku są śliskie, bardzo mięciutkie i delikatne. No i to chyba wszystko co dostrzegłam w działaniu owego produktu.


Podsumowując myślę, że nie jest to zły szampon ale też szału nie robi. Nawilżania nie otrzymałam jak obiecuje producent, może dlatego też, że nie posiadam suchych włosów. Jednak dla samego zapachu, który przypomina skapane słońćem mango i brzoskwinki warto się pokusić jak też dobre oczyszczanie, które jest podstawą pielęgnacji włosów. Pojemność to aż 300ml, co daje wydajność cieszącą oko oraz cena równie przyjemna .

Cena: 5-6 zł
Dostępność: dm, allegro, sklepy on - line

Uzywałyście szamponów Balea?? Macie swoich faworytów?

Pozdrawiam,

MAGDA

czwartek, 16 października 2014

Kolejna mgiełka od Fitomed

Ostatnio mam straszne urwanie głowy w pracy, więc niestey nie było mnie na blogosferze, ale myslę, że niedługo nadrobię swoje zaległości.

Dzisiaj będzie o mgiełce, kolejnej od marki Fitomed, którą uwielbiam.

Płyn różany do twarzy


Od producenta oraz skład:



 Jest to moja kolejna mgiełka od Fitomed. Pierwszą z nich była lawendowa, potem płyn oczarowy z kwiatem pomarańczy a teraz nadszedł czas na trzecią różaną. W plastikowej butelce z atomizerem mamy płyn różany w lekko różowej barwie . Płyn ma bardzo delikatny, różany zapach, który można polubić.


Płyn różany przeznaczony jest do cery suchej. Ma za zadanie odświeżyć i nawilżyć skórę.  Mgiełka po spryskaniu bardzo szybko się wchłania nie zostawiając ani lepkiej ani tłustej warstwy. W zamian dostaję faktycznie dobrze nawilżoną skórę. Szczególnie różanej wersji używam wieczorem. Po demakijażu, na czystą skórę zamsiat kremu do twarzy po prostu spryskuję nią buzię i idę spać. Nie mam uczucia ściągania ani pieczenia a raczej miłą, gładką w dotyku cerę.


Dodam również, że płyn wspaniale odświeża, po ciężkim dniu w pracy a nawet podczas. Nie zapycha ani nie podrażnia, jest bardzo bezpieczny i " nie szkodliwy" nawet dla alergicznej skóry. Podsumując trzy wersje płynów, myślę, że każdy ma swoje inne zastosowanie i cała trójka spisuje się idealnie. Lawendowy płyn świetnie pobudza i  dodaje energii, wersja z kwiatem pomarańczy bardzo dobrze oczyszcza i odżywia skórę a róża fenomenalnie nawilża. Raczej nie umiem wybrać jedynego, więc wybieram całą trójkę! Każdy inny, inne działanie i pozytywne efekty!!

Cena: 13 zł/ 200ml
Dostępność: http://www.fitomed.pl/

Używałyście płynów do twarzy Fitomed?? Który z nich jest Waszym ulubionym??


Pozdrawiam,

MAGDA

czwartek, 9 października 2014

Black Coconut od Yankee Candle

Wieczorek, kawka ale tylko zbożowa, łóżeczko, kocyczek, książka i prawdziwie odpoczywam. Ale jest jeszcze coś co wprawia mnie w stan dodatkowego relaxu połączonego z fantazją. Jest to tarta od Yankee Candle, którą mam od sklepu http://www.goodies.pl

Black Coconut


 Od producenta:

Żeby wnętrze orzecha kokosowego mogło wypełnić się charakterystycznym, aromatycznym mleczkiem – cała palma filtruje i dostosowuje do swoich potrzeb dostępną jej wodę. To właśnie dzięki temu słodkie mleczko ma tak specyficzny, uwodzący smak i aromat, który w wosku Black Coconut urozmaicony został nutami drzewa cedrowego i elementami zaczerpniętymi z serca kolorowych, egzotycznych kwiatów. W tym niezwykłym połączeniu znany dobrze kokos pokazuje swoje nowe oblicze – słodkie, ale nie mdłe, uzależniające, ale nie nużące i – przede wszystkim – jeszcze bardziej egzotyczne!



 Czarny kokos, w życiu nie natrafiłam by spojrzeć mu prosto w oczy i poczuć czym pachnie. Na szczęście przychodzi mi z pomocą mała tarta od Yankee Candle.  Skorzystałam z dnia wolnego i pozwoliłam sobie na chwilę zapomnienia nie tylko z książką ale właśnie na sprawdzeniu nowego mi zapachu.


Od pierwszych sekund czuć wyrazną słodką i tajemniczą  nutę wosku. Z chwilą palenia wydobywa się bardzo intensywny aromat i bardzo przyjemny.Bardzo ciepły, przypomina mi z lekka zapach wafelków, śmietankowo - kokosowych.  Słodki ale nie na tyle by mógł spowodować zawroty głowy. Dopiero pozniej ujawnia się obecność cedru, która lekko nadaje pikanterii .Fajne połączenie składników a jeszcze lepszy efekt. Mroczny, tajemniczy, romantyczny a zarazem taki spokojny!


 Powiem Wam , że spodziewałam się mocnego aromatu kokosu, co z lekka się obawaiałm, że będzie on przesycony. Jednak, nie, Black Coconut to idealny zapach na jesienne jak i zimowe wieczory. Otula sprawia, że zapominam o ciężkim dniu i mogę się wyciągnąć jak kocica w ciepłym łóżeczku i normalnie odpocząć.

Cena: 7zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/

A jakie są Wasze umilacze zapachowe na jesienne dni??

Pozdrawiam,


MAGDA

wtorek, 7 października 2014

Seboradin Balsam przeciw wypadaniu włosów

Jesienne wypadanie włosów to chyba zjawisko powszeche u większośći kobiet. U mnieosobiście dopada to prawwie 10 miesięcy w roku.  Włosy wypadają mi odkąd pamiętam. Zarówno w walce z nimi mam tyle przygód, że mogłabym ksiażkę wydac. Leki, kosmetyki, preparaty, mikstury i wszytsko na nic!!! Ręce  opadają nie tylko włosy ;(

Ostanio również miałam do przetestowania nowość na rynku, balsam , który miał zapobiec mojemu koszmarowi. Czy tak się stało??

Seboradin Balsam przeciw wypadaniu włosów


Klika słów od producenta oraz skład:


 Balsam Seboradin posiada identyczne opakowanie jak cała seria przeciw wypadaniu włosów. Dozownik , który ułatwia aplikację kosmetyku na włosy, konsystencja dość gęsta i nie spływa z włosów a zapach, hmhm bardzo kwiatowy i lekko ziołowy.


Balsam Seboradin obiecuje nie tylko zapobieganie wypadaniu włosa ale również inne dobre "uczynki".  Możemy się spodziewać łatwiejszego rozczesywania, stymulowanie odrostu włosów, wzmocnienia, odżywienia ich oraz stymulację cebulek. Czyż nie brzmi obiecująco??


Balsamu używałam w połączeniu z ampułkami Seboradin Forte. A to dlatego, gdyż już wcześniej miałam styczność z różnymi kosmetykami dotyczących mojego problemu i wiem, że w pojedynkę rzadko, który coś daje. Tutaj połączyłam siłę dwóch braci/ sióstr i powiem Wam, że był to dobry wybór.


Codziennie rano wcierałam w skórę głowy ampułkę z krótkim masażem skóry głowy. Natomiast wieczorem co drugi dzień nakładałam owy balsam na godzinę czasu, dopiero potem myłam włosy szamponem dla dzieci. Kuracja ampułek to 14 dni, nie wystarczyło mi by równie zakonczyć seans z balsamem, dlatego kolejne półtora tygodnia stosowałam go solo.



Przy pierwszych użyciach nie widziałam dosłownie nic, prócz dobrego rozczesywania i ładnego , lśniącego wyglądu moich włosów. Jednak z czasem stwierdziłam, że na koniec dnia mojej pracy, spoglądając na podłogę widziałam coraz mniej moich "cienkich przyjacieli". Zaczęłam cieszyć się jak dziecko. Bo zapuszczam włoski od kilku lat, mam je dość długie bo za pas i nie chciałabym mieć ich nie tyle co długich ale rzadkich, cienkich i bez wyglądu.
Kończąc dwa dni temu kurację jestem mile zaskoczona działaniem balsamu jak i ampułek. Same ampułki swojego czasu nie pomogły mi , jednak co w grupie siła to i efekty są. Również nie wiem jak by sprawdził się sam balsam, jednak myślę, że mimo dobrego składu, nie zauważyłabym takich efektów, jakie mam teraz. Nie zniwelowało mi wypadania do zera, lecz zmniejszyło się ono w bardzo dużym stopniu. Moje włosy są inne, dzięki olejkowi arganowemu nawilżone, rukiew wodna jak i karczoch  pięknie je odżywiły, nadały blasku no i co najważniejsze, już tak nie wypadają!!Super! Mówię TAK Balsamowi Seboradin  jak również ampułkom ale w duecie.

Cena: 19zł/200ml

Używałyście kosmetyków Seboradin?? Czy również sprawdziły się u Was??

Pozdrawiam,

Magda

Mini Jesienny Konkurs!

Dzisiaj miałam chwilę wolnego by porobić porządki w szafie i nie tylko. Takim to też sposobem przegrzebałąm swoje zapasy i stwierdziłąm, że część kosmetyków mi zalega i nie zdołam ich zużyć. By się nie zmarnowały, postanowiłam ogłosić mały jesienny konkursik ;)

Zacznę od nagrody, którą możecie zdobyć:


1. GLOV Comfort "rękawica" do demakijażu twarzy.
2.Eveline Argan keratin odzywka do włosów
3. Bielenda dwufazoy płyn do demakijażu
4.Keune Care Line odzywka do włosów
5.Próbeczki

Wszystkie kosmetyki są nowe!!! Mam nadzieję, że komuś sprawią przyjemność.

By móc je zdobyć musicie:

Obserwować mojego blogaska ;) Oraz odpowiedzieć na pytanie: 

 Twój sposób na jesienną chandrę to...?

1. Obserwuję ..
2. Odpowiedz na pytanie....

Zabawa trwa równo miesiąć czyli od dzisiaj 7.10. do 7.11. 2014. 

Także Kochani do dzieła i powodzenia rzecz jasna :*


REGULAMIN:
1. Organizatorem  rozdania jestem ja: mm-world-of-women.blogspot.com
2. Sponsorem nagród jestem ja.
3. W rozdaniu wygrywa tylko 1 osoba
4. Wyniki ogłoszę w przeciągu 1-5 dni od zakończenia rozdania (w zależności od tego ile będzie zgłoszeń)
5. Osoba, która wygra, proszona jest o wysłanie swojego adresu w terminie do 3 dni od losowania. W przypadku braku adresu, losuję kolejną osobę.
6.  Nagrody zostaną wysłane najszybciej jak tylko to będzie możliwe (myślę, że w granicach tygodnia).
7. W rozdaniu udział mogą brać zarówno osoby z Polski jak i z zagranicy, jednak wysyłka jedynie na terenie Polski
 8. Zastrzegam sobie prawo do zmiany w regulaminie. 9. W rozdaniu nie mogą brać udziału osoby prowadzące blogi typowo rozdaniowe!  
9. Do rozdania nie stosuje się przepisów ustawy z dnia 29 lipca 1992 r. o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).
10. Zgłaszając chęć udziału w rozdaniu przyjmujesz warunki Regulaminu i wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr.133 pozycja 883).

piątek, 3 października 2014

Śmierdziuszek od Bath& Body Works

Któż nie lubi ładnie pachnieć?? Bo ja jestem uzależniona nie tyle co od perfum , ale od posiadania ładnych aromatów w swoich zasobach . Od perfum, po wody toaletowe kończąc na mgiełkach zapachowych.

Dzisiaj właśnie będzie o jednej z mgiełek jakie mam w posiadaniu a raczej miałam, gdyż jej się pozbyłam, dlaczego?? Chyba się domyślacie.

Moonlight Path 


Nuty zapachowe:

-francuska lawenda
- konwalia
- mech dębowy
- piżmo



Mgiełka zapachowa Bath & Body Works ma opakowanie buteleczki o pojemności 236 ml . Każdy zapach owej mgiełlki posiada etykietę wyróżniającą je od siebie. Dodatkowy atomizer, który działa bez zarzutów i całość wizualnie jak dla mnie bardzo robi wrażenie.



 Na mgiełki BBW czekałam jak na zbawienie. Niestety u mnie w mieście nie ma sklepu z tymi kosmetykami, więc jedyna opcja zakupu ich to albo on - line, bądz zamówienie przez znajomych , czyli tak czy siak branie w ciemno!! Oczywiście wczesniej poczytałam opinie na temat danych zapachów, jednak nie każdy nosek jest taki sam.


Kiedy otrzymałam swoje zamówienie, normlaną rzeczą jest obwąchiwanie mgiełek ;) Kiedy otworzyłam Moonlight Path i powąchałam myślałam, że śnię! Ale myslę sobie, co w butelce to nie na skórze, więc spryskałam się kosmetykiem i....  znowu oniemiałam, wręcz ręce mi opadły. Tak męczącego zapachu to ja jeszcze nie spotkałam!!!


Lubię lawendę, lubię piżmo, ale tutaj to chyba zostały one przesadzone z ilością albo z ich intensywnością. Normalnie nos wykręca, może to przez ten mech dębowy?!!! Pierwsza myśl - babcine perfumy, kościól, msza i eleganckie starsze Panie. Nawet nie umiem dokładnie zdefiniować tego zapachu. Mocny, ciężki, bardzo, wręcz hardcorowo intensywny, nawet po umyciu czuć jeszcze na skórze, jego namiastkę. Jak dla mnie jest zapach bardziej dla kobiet dojrzałych. Ze względu na ich ostry charakter nadają się na zimę lub wieczory w inne pory roku. Zawiod,łam się na całej linii i oddałam go mamie, której zapach natomiast bardzo się podoba. A może to ze mną coś nie tak???

Cena: 69 zł - ale częśto są promocje
Dostępność : sklep w Warszawce, lub allegro

Macie w swoim posiadaniu mgiełki od Bath & Body Works?? Macie swoje ulubione?

Pozdrawiam,

MAGDA

środa, 1 października 2014

Hydrolat z róży damascańskiej 100%

Jakiś czas temu zaczęłam swoją pierwszą  kosmetyczną przygodę z hydrolatem , o którym tak wiele dobrego czytałam na Waszych blogach. To chyba normalne, że jak człowiek naczyta się samych świetnych opinii, to sam pragnie poznać, poczuć jak działa owy kosmetyk na jego skórę.

Tak tez było i ze mną. Hydrolat do niedawna był dla mnie zagadką i ciekawostką, ale teraz wiem, że jest niezbędnik w codziennej pielęgnacji mojej cery.

Manufaktura Kosmetyczna hydrolat różany, róża damasceńska



Od producenta:

Hydrolat Różany jest tak delikatny, że może być stosowany nie tylko bezpośrednio na skórę, w postaci nierozcieńczonej, ale także bezpośrednio pod oczy i na powieki. Jest szczególnie polecany do pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej, naczynkowej, pozbawionej witalności, szarej, dojrzałej.
Stosowany jako tonik w postaci nierozcieńczonej, do przemywania albo zwilżania skóry poprzez spryskiwanie doskonale odświeża i nawilża. Ożywia i uspokaja zmęczoną, podrażnioną i suchą skórę. Ma łagodne działanie ściągające. Pachnie kwiatowo, romantycznie, nostalgicznie, nieco słodko, ale nie jest to zapach identyczny z zapachem świeżych kwiatów.
Hydrolat Różany z Manufaktury Kosmetycznej to naturalny, niekonserwowany hydrolat szlachetnej Róży Damasceńskiej (INCI: Rosa Damascena Flower Water), pochodzącej z certyfikowanej, organicznej uprawy w Bułgarii (100% ORGANIC).



Wstyd się przyznać, ale zanim zaczęłam go stosować, przeczytałam mnóstwo opinii innych koleżanek - blogerek, jak go stosować, kiedy i inne przydatne informacje. Kiedy dostałam swój pierwszy hydrolat, oczy mi się świeciły nie tylko z podniecenia ale i ze strachu. Czemu?? Nie wiem do tej pory, po prostu głuptas ze mnie i tyle ;)

Kosmetyk dostałam w białej, plastykowej butelce z etykietą od producenta, oraz dozownikiem typowym jak przystało na tonik do twarzy.
W środku znajduje się woda o zapachu prawdziwej róży. Ale nie jest to róża niczym z ogrodu, a zapach różany, który najczęściej występuje w kosmetyce. Intensywny, rześki, pozostaje długo na twarzy i może się podobać, bądz też nie.



Jak stosowałam owy kosmetyk?? Otóż sprawdziłąm go na wiele sposobów. Pierwszym z nim był standardowy czyli jako tonik do twarzy. Przecierałam twarz codziennie rano i wieczorem. Po jakimś czasie znalazłam dla niego troszkę inne zastosowanie choć podobne. Zamiast tonikowego przecierania, przelałam hydrolat do buteleczki z pompką i spryskiwałam twarz zarówno w dzień jak i po demakijażu. Czasem też zdarzało się o tak bez powodu musnąć buzię i w środku dnia. Równie dobrze hydrolat spisuje się jako dodatek do maseczek a mianowicie wszelakich glinek. Po prostu rewelacja i podwójne doskonałe efekty.



Co do działania. Wiadomo juz, że hydrolat różany ma przede wszystkim właściwości nawilżające. Wyczuwalne to jest u mnie zwłaszcza wieczorem, kiedy pryskam twarz, odczekuję aż kosmetyk wchłonie i czuję, że nie mam potrzeby by uzywać kremu. Świetne wyjście by dać odpocząć skórze nawet od kremów do twarzy ;) Dobrze oczyszcza i tonizuje, dodaje skórze sprężystości.
Dodatkowo róża damsaceńska przyjemnie odświeża, nie uczula, nie podrażnia, wręcz łagodzi podrażnienia ( małe pryszczole, które czasem lubię poskubać). W efekcie końcowym cera jest gładka, bardzo delikatna w dotyku i świetnie odżywiona!!



Była to moja pierwsza przygoda z hydrolatem i będę ją wspominać bardzo dobrze. Po prostu mam ochotę na więcej,mimo minusika jaki posiada. Chodzi mi o jego przechowywanie w lodówce. Czasem ogarniał mnie taki legat, że nawet nie dałam rady doczłapać się z łazni do lodówy darowałam sobie jego aplikację.  A tak gdyby był pod ręką, byłby używany 24h ;) Jednak nie zmienia to faktu, że mam dalej ochotę i to na większą butlę ;)



Cena: 14 zł / 100ml.
Dostępność: http://www.manufakturakosmetyczna.pl/

Używacie hydrolatów? Macie swój ulubiony?

Pozdrawiam,

MAGDA