poniedziałek, 29 września 2014

INGLOT 809 czyli buraczany lakier.

Kochani czy Wy już też odczuwacie te zimno, wczesne zachody słońca, i pózne ranki??? Mnie dobijać to zaczyna. Dlaczego? Otóż idę do pracy, światła brak, zdjęcia nie ma jak zrobić, wracam z pracy, światła brak i też nie mam jak foty strzelić, no idzie idzię wykończyć!!! Chyba wezmę urlop na rządanie , żeby porobić zdjęc na zapas ;)

Dzisiaj udało mi się przed zachodem uchwycić kolor na pazurkach, choć do końca nie jest tak idealnie jak wygląda w rzeczywistości.

INGLOT 809


Owy lakier trafił do mnie dzięki wymiance kosmetycznej na spotkaniu Blogerek w Białymstoku, które odbyło się w wakacje. Nie wiem od kogo, czyje to cacko było, bo każda babka wysypała wszytsko co zalegało jej w kosmetyczce i było " kto pierwszy ten lepszy. Tak i tym sposobem lakier zdobyłam ja ;)


 Inglot 809 to piękny " buraczany" kolorek, który cudownie się mieni. Już po pomalowaniu pazurków widać jego połysk i  wygląda jakby pokryty był dodatkową wartwą bezbarwnego topu. Jest to świetny efekt, bo większość lakierów " mieni" się ale tylko w fazie schnięcia. Potem "magia" znika.


 Lakier posiada wygodny pędzelek, bardzo dobre krycie i szybkie schnięcie, nawet mimo dwóch warstw. Nie zostawia smug i nie bąbluje.


 Lakier utrzymujsię na paznokciach przez ok 5-6 dni, przy czym nie pracujemy nagminnie przy garach, czy gdziekolwiek. Akurat u mnie w pracy nie ma opcji " stać i pachnieć", więc nawet mimo to, że używam pazurków "dosłownie" to i tak jego "żywotność" jest długa bo do 2-3 dni.


Na koniec dodałam jeszcze jako dodatek topper od Essence 101 Dalmations.  Efekt całkiem fajny, inny i miły dla oka.



Podsumowując jestem zadowolona z lakieru od INGLOT, jest to mój kolejny lakier i mam nadzieję, że jeszcze " kolejne" przede mną" bo naprawdę warto. Ostatnio byłam na stoisku Inglota no i ceny za lakier nie należą do najtańszych, ale jego jakośc jak widać się ceni i wcale się nie dziwię.

Cena: ok 17-20 zł

Posiadacie lakiery marki INGLOT?? Co o nich sądzicie?

środa, 24 września 2014

Pachnące Misio-Ludziki od Full - Mellow

Chyba każdy lubi misie, czy to pluszowe, czy w formie słodkich żelków, cukierków czy herbatników. Jednak ostatnio nabyłam misia troszkę w innej formie i to nie do zjedzenia, lecz do powąchania! O czym mowa, zapraszam na notkę.

Full - Mellow  Berry Bliss



Od producenta:

Berry Bliss to letnia mieszanka dojrzałych wiśni, truskawek, malin, żurawiny, borówek, jeżyn i czerwonych porzeczek .



 Jak widzicie wosk kształtem przypomina zarówno misia jak i ludzika ulepionego z plasteliny. Taki mały cudak a uwierzcie wrażenie robi i to niezłe.



Berry Bliss to nic innego jak wosk zapachowy. Zamiennik tarty Yankee Candle troszkę w innym wydaniu, jednak równie doskonałym. Różowy misio - ludzik, bardzo lekki bo zarówno jego waga to 15 g. A jego zapach to czysta magia i wielkie zaskoczenie!



Jest to aromat , z którym spotykam się po raz pierwszy. Dziwny, intrygujący, tajemniczy a to dlatego, że mimo opisu producenta, ciężko mi jest wychwycić jego nuty zapachowe. Bliss Berry trzymam razem z innymi woskami YC, i przyznam się bez bicia, że po wyjęciu pudełeczka najbardziej wyczuwalny jest zapach właśnie wosku od Full-Mellow.
Wiem, że jest to zapach należący do mieszanki owocowej i słodkiej. Z lekka przypomina pudrowe dropsy, pianki, jak również maliny w śmietanie.  Uwierzcie mi całkowity odmieniec zapachowy z jakim miałam styczność, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zawrót głowy, ale bardzo przyjemny i bardzo otulający.  Zapach w opakowaniu jest idealnym jak podczas palenia i to sobie chwalę. Czasem YC mają to do siebie, że po odpaleniu pachną już nie tak jakby się chciało.


Do pierwszego palenia odłamałam ludzikowi nóżkę i spokojnie starcza ona na kilka godzin ciągłego palenia. Wosk topi się migiem i daje dość mocny zapach. Jak na takiego misio - ludzika powiem Wam, że jest bardzo wydajny.
Zachwycona jestem tym małym wynalazkiem i mam ochotę poznać jego kolegów, bo wiem , że takowych ma ;)

Cena: ok 5zł
Dostępność: https://www.full-mellow.pl/

Znacie takie zapachowe misiackzi??

Pozdrawiam,


MAGDA

poniedziałek, 22 września 2014

Iluzja płynnego metalu czyli cień Catrice Liquid Metal

W mojej kosmetyczce kolorówki jest bardzo dużo, ale jakoś nie mam szczęścia w pogodzie i świetle by porobić im swatche dobrej jakości. Staram sie jak mogę, tak jak i dzisiaj napociłam się z lekka, nie dość, że z chorobą na barkach, to mimo to latałam po domu, by choć trochę cyknąć fotek cieni, które chcę Wam dzisiaj pokazać.


Catrice Liquid Metal Eyeshadow


Seria cieni Catrice Liquid Metal bodajże wyszła w tamtym roku, jednak ja dopiero teraz "czasowa" zwróciłam na nie uwagę. Dokładnie to latem sięgnęłam po swój odcień, który przewracał się od dobrych kilku misięcy, przygnieciony innymi paletkami. Tak to jest jak się ma "porządeczek" w kuferku ;)


Co przyciaga oko to opakowanie, solidne, mocne zamknięcie , przez które widoczny jest odcień cieni oraz jego tłoczenie.  Delikatne fale z motywem łuski, faktycznie  mogą zawrócić w głowie. Przez dłuższy czas, to nawet szkoda mi było używać, bo tak ładnie wygląda.


 Mój odcień to 020 Gold'N Roses czyli pudrowy róż ze złotym połyskiem. Jako jeden z całej serii spodobał mi się najbardziej.  Jest bardzo nasycony, jasny i  rozświetlający.  Cień ma przepiękny połysk, mienią się i nadają metalicznego efektu. Ich konsystencja jest bardzo aksamitna, delikatna, pudrowa i miękka.


Gold'N Roses  używałam zarówno na "sucho" jak i na " mokro". W obu wersjach wygląda rewelacyjnie choć "mokry" cień nadaje ładniejszego glow. Jest idealny na rozświetlenie kącika w oku nadaje wtedy świeżego  i soczystego spojrzenia. Cień calkiem dobrze się blenduje i o dziwo nie tracąc przy tym swojej intensywności.


 Liquid Metal trwałość mają równie dobrą. Na powiece pokrytą wcześniej bazą utrzymują się przez cały dzień. Nie ma potrzeby poprawiania makijażu i co ważne cień nie załamuję się i nie roluje. Jedynym lekkim minusem może być ich osypywanie się, ale przy metodzie na "mokro" nie ma już takiego problemu.


 Jestem zadowolona z zakupu. Cień naprawdę godny polecenia, kolor fenomenalny, trwałość zadowalająca, cena równie przystępna. Za opakowanie 3g zapłacimy ok 16 zł, ale często też są promocję, więc polecam. Oczywiście kosmetyk możecie kupić w drogerii Natura bądz Hebe .

Liquid Metal dostępny jest w 9 odcieniach, od jasnych po mega ciemne kolorki. Jak napotkam promo to pewnie skuszę się jeszcze na jakieś świecidełko ;)

Podobają się Wam takie metaliczne odcienie, czy wolicie zdecydowanie matowe i delikatne kolory?

Pozdrawiam,

MAGDA

piątek, 19 września 2014

Kylie Minogue Showtime - rozświetlający balsam do ciała

Miało dzisiaj nie być notki, a to dlatego, że złapało mnie choróbsko. Niby tylko ból gardła i lekki bół w kościach, ale wolę przeleżeć i wygrzać "zarazka" niż potem tydzień się smarczyć . No ale ileż można leżeć??
Dlatego dzisiaj lekki post o balsamie, pięknie pachnącym i pięknie rozświetlającym.

Kylie Minogue Showtime



Jest to kolejny balsam pięknej, filigranowej piosenkarki w moim posiadaniu. Perfum jej nie mam żadnych, niesttey, ale może kiedyś się skuszę, przynajmniej na ten wariant zapachowy. Bo warto wspomnieć o tych zniewalających nutach jak i o samym balsamie.



Balsam jak balsam, opakowanie ma "tubkowe" w krzykliwym, ciemno - różowym kolorze. Jego zapach, hmhmh chyba najważniejszy, bo jest piękny!!! Poprzednio pisałam Wam o żelu pod prysznic KM Pink Sparkle, i porównując ten balsam, pod względem zapachu, ten wymiata jak nic. Mocny, intensywny, bardzo luksusowy, owocowy i dość słodki.  Bardzo kobiecy, zmysłowy,  dla kobiet odważnych, pewnych siebie i kusicielek.


Balsam sam w sobie nie tylko nawilża ale również nadaje lekkiego glow. Posiada on w sobie malutkie i bardzo subtelne  "migotki", które sprawiają, że skóra wygląda na muśniętą słońcem. Pod tym względem jest dobry kosmetyk na lato, bo inną porą roku już nie koniecznie ten efekt jest pożądany.  Kolejna rzecz, to balsam bardzo szybko się wchłania i pozostawia ten zapach na skórze na bardzo długie godziny. Tu Wam powiem, że po użyciu Showtime, nie potrzeba już perfum na ciało, by pięknie pachnieć. Zaskoczeniem dla mnie totalnym jest jego intensywność zapachowa a to bardzo lubię w kosmetykach.


Podsumowując, jest to świetn ybalsma np. na wieczorne wyjścia, ewentualnie dzienne, kiedy to skóra jest fajnie nawilżona a przy tym pięknie  i zmysłowo pachnąca. Ale mam dla niego też inną opcję. Jako, ze mamy jesień i chłodne wieczory, to lubię sobie po kąpieli wmasować dawkę Showtime i relaksować się  nim przy ulubionej książce. Taki mój wieczorny umilacz .

Lubicie takie perfumowane umilacze, czy wolicie standardowe balsamy?

Pozdrawiam,

MAGDA

wtorek, 16 września 2014

Pomarańczowe nawilżanie od Make Me Bio.

Kochani, właśnie wróciłam z pracy, zmęczona, zpracowana, jednak, nie przeszkodziło mi to by poczytać Wasze blogi i przy okazji napisać recenzję kremu do twarzy.  Mam nadzieję, że mim dość póznej pory, nie poplątałam zdań, czy wyrazów.

Orange Energy - nawilżający krem do skóry normalnej i wrażliwej


 Skład opis producenta:

Doskonały krem opracowany na bazie wody z kwiatu pomarańczy, która z łatwością przenika w głąb komórek skóry, przywracając jej równowagę. Działa lekko ściągająco, rozjaśnia i tonizuje skórę. Orzeźwiający zapach kwiatu pomarańczy działa stymulująco na umysł. Olejki z migdałów, jojoba i shea doskonale nawilżają, odżywiają i chronią skórę nie pozostawiając uczucia ociężałości. Wyciąg z rumianku dodaje uspokajająco- łagodzące funkcje. Ten aksamitny krem jest idealnym wyborem na świeżą dawkę energii każdego dnia!



Krem zamknięty jest w szklanym, ciemnym słoiczku z odkręcanym wieczkiem. Na białej etykiecie producent pokazuje nam skład, który jest przyjemny dla skóry. Całośc prezentuje się okazale zwłaszcza dzięki ciemnej kolorystyce szkła, które nie codziennie zdarza się w postaci opakowania kremu do twarzy.


Konsystencja kosmetyku jest mocno gęsta i zbita a jednocześnie lekka. Szczerze, rzadko stykam się z kremami o tak zwartej konsystencji. Nie mniej jednak przypadła mi ona do gustu. Ładnie rozsmarowuje się na twarzy, nie pozostawia żadnego filmu. Kosmetyk pachnie pomarańczami ale nie cytrusowymi, takimi z drzewa, tylko porównałabym  do olejków pomarańczowych do ciasta. Zapach w słoiczku jest dość intensywny, jednak na twarzy znika w ciągu kilku minut.


 Na początku bałam się efektu matowienia, bo niezbyt przepadam za tym zjawiskiem, na moje szczęście obyło się bez tego. Za to dostałam natychmiastowe nawilżenie i natłuszczenie. Skóra zostaje ukojona i odprężona. Zapach " pomarańczy" odpręża i pobudza. Obecność olejków z migdałów, jojoba i shea oraz wyciąg z ruminaku doskonale odżywiają moją cerę.  Używałam go rano i wieczorem. Idealnie wpółgra z makijażem a po wieczornej dawce twarz wygląda na wypoczętą i rozświetloną.
Warto uprzedzić, że Orange Energy od otwarcia ma ważność tylko 6 miesięcy!!!! Dlatego też nocą nie żałowałam sobie porcji ze strachu, że mi się przeterminuje a ja nie do końća go zużyję.

Cena: 49zł
Dostępność: http://www.makemebio.com/

Miałyście okazję używać kosmetyków Make Me Bio?? Macie swoich ulubieńców?


Pozdrawiam,

MAGDA

sobota, 13 września 2014

Pachnący bez i nie tylko w moim domu.

Własnie minęła piękna sobota, piękna pogoda, słoneczko, cieplutko, aż chce się żyć ;) Dzisiaj u mnie kolejna sobota pełna atrakcji przy grzybobraniu ;) Póki mam chęci, to porwałam się z koszykiem na grzybki i tak minął dzionek.

By koniec był równie piękny i pachnący mam dla Was recenzję wosku Yankee Candle od http://www.goodies.pl/

Lilac Blossoms


 Od producenta:

Bez kwitnie w maju i swoim uwodzącym zapachem zapowiada rychłe nadejście upałów. Lawenda to natomiast aromat najmocniej kojarzący z sierpniem. A raczej – z sierpniowymi wczasami spędzanymi w samym sercu Prowansji. Obie nuty – zebrane w spójnym, uroczym wosku Lilac Blossom – tworzą pomost spinający letnie słońce, powiew ciepłego wiatru i wakacyjne, spędzane na wolnym powietrzu wieczory. Mieszanka bzu i lawendy hipnotyzuje i zachwyca w spójnej całości – łączącej to, co wydawało się być niemożliwe do połączenia.



Decyzja skuszenia się na ten wosk padła natychmiastowo. Uwielbiam bez a z nim maj i kwitnące wszędzie do okoła fioletowo - białe , pachnące bzy!!! Są to kwituszki, z którymi mam najwięcej wspomnień z dzieciństwa. Wspomnienia błogie, leniwe, słoneczne i beztroskie!!!


Szczerze to bałam się Lilac Blossoms, bo nachodziły mnie myśli, że po odpaleniu mogę się roczarować sztucznością jego zapachu. Że nie będzie to bez, o którym myślę i którego uwielbiam. Jednak nieeeeee, na moje szczęście, trafiłam na zapach, który będę miała nie tylko wiosną. Cały, calusienki rok, mogę cieszyć się nim bez obawy, że zwiędnie!



Jak pachnie Lilac Blossoms?? Pachnie jak bez, ten, który skradł me serce jak byłam jeszcze w "młodym" wieku ;) Intensywny, niezwykle przyjemny, ciepły, otulający. Ale jednak nie jest to prawdziwy jego zapach, bo mimo iż pieszczę słownie Was zapachem bzu, to powinnam też wspomnieć o dodatku lawendy, która też się tu pojawia i zmienia jego postać. Nie jest to intensywność tak samo mocna jak u kolegi/koleżanki jednak dodatek lawendy powoduje lekką " inność" od typowego bzu. Mieszanka ta jest bardzo energetyzująca, fajna, przyjemna, lecz dla mnie błędem okazała się jego obecność. Bez lawendy byłby to zapach odzwierciedlający prawdziwy, działkowy bez. Wtedy byłby to zapach bardzo mój, a tak jest przyjemnie, miło, pachnąco i mega kwiatowo.
Ale tak czy siak, lubię lawendę i wybaczam jej to a bez mimo wszystko kocham nadal!!!! Teraz na jesienną porę myślę, że jest to idealny wosk, przynajmniej dla mnie by, wieczorami przenieść się na wiosenne dni.


Cena: 7zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/


Kochani lubicie lawendę, bez?? Czy jednak jesteście za owocowymi zapachami?

Pozdrawiam


MAGDA

wtorek, 9 września 2014

Naturalna , francuska glinka żółta oraz wyniki konkursu!!

Przygodę z glinkami zaczęłam jakiś czas temu. Nie używałam a raczej nie stosowałam ich, bo najnormalniej w świecie, niezbyt wiele o nich wiedziałam. Nie miałam pojęcia jak wpływają i działają na skórę. Jednak ciekawość wzięła górę i postanowiłam w końcu uzupełnić swą wiedzę no i nabyć glinkę i sprawdzić o co chodzi.

Manufaktura Kosmetyczna -Naturalna, francuska glinka żółta 100%


Od producenta :


Na początek zdecydowałam się na żółtą glinkę, która swoim zastosowaniem zaciekawiła mnie najbardziej. To ją poleca się osobom z cerą tłustą i mieszaną, a ja właśnie posiadam tą drugą ;) Pokusą był też fakt, iż jest to glinka oczyszczająca i nawilżająca, dwa najbardziej pożadane przeze  mnie obietnice produktu.


Glinka ma postać bardzo miałkiego i delikatnego proszku, przypominającego cukier puder. Jego kolor nie jest już taki słodki, bo ani to żółty ani pomarańczowy, a wręcz mieszanka żółci z brązem niczym " curry ". ;) Zapach ma równie inny, dziwnny, lekko ziołowy ale delikatny i do przyjęcia.


Stosuję ją dwa razy w tygodniu. Dowolną ilość glinki mieszam z wodą mineralną ale ostatnio zamieniłam wodę na hydrolat. Czasem też dodaję kilka kropel olejku. Całość mieszam i powstałą "papkę" nakładam na twarz i czekam do wyschnięcia. Podczas schnięcia  glinka powoduje uczucie ściągnięcia, dlatego w między czasie  spryskuję ją wodą. Po upływie 20 - 30 minut maseczkę możemy zmyć. W tym celu używam rękawiczek, ale nie typowo do kąpieli. Są to rękawiczki bardzo cieniutkie, głaciutkie i aksamitne. Wcześniej moczę je pod ciepłą wodą i dopiero wtedy usuwam maskę z twarzy, kawałek po kawałeczku.



Po zmyciu glinki twarz jest wygładzona, bardzo oczyszczona i bardzo miękka. Czuć, że cera jest wypoczęta, zrelaksowana i bardziej promienna. Glinka faktycznie dodała cerze blasku oraz polepszyła jej koloryt. Drobne zaskórniki sa mniej widoczne i wszelkie niedoskonałości rzadziej się pojawiają.  Glinka w żadnym stopniu nie przesusza cery, wręcz nawilża ją i koi.   Glinka jest mega wydajna, w opakowaniu mamy jej aż 200 gr, więc do używania jej przyłączył się też mój facet i mimo to, dalej ubytek znikomy ;)
Odkryłam mojego nowego ulubieńca i aż wstyd się przyznać, że tak pozno dokonałam tego odkrycia. Bo mało, że działa fenomenalnie, to ma również szerokie zastosowanie. Teraz mam ochotę wypróbować glinki na włosach, mam nadzieję, że również zda egazmin celująco ;)


Cena: 13 zł
Dostępność: http://www.manufakturakosmetyczna.pl/


Używacie glinek, którąś specjalnie wyróżniacie?? Podzielcie się opinią.

*********************************************************************************

Na koniec chciałabym ogłosić wyniki konkursu ze sklepem Taovital. Otóż bon na zakupy zgarnia.....


Monika N

Kochana gratulacje i czekam na Twój adres mailowy ;) Pozostałym uczestniczką dziękuję za chęć udziału w zabawie :**



Pozdrawiam,

MAGDA

niedziela, 7 września 2014

Perfumowany żel pod prysznic Kylie Minogue

Kochani czy u Was też taka piękna pogoda??? Mamy wrzesień i to do tego jak słoneczny i cieplutki. Miałam w planach iść na spacerek, ale niestety mam gości w postaci grzybów, które niestety muszę obrać i zrobić ;)
Zanim jednak wezmę się za robotę mam dla Was recenzję żelu pod prysznic z lekka z innej bajki.

Kylie Minogue Pink Sparkle


Skład:



Lubię czasami zamienić zwykły, standardowy żel pod prysznic na perfumowaną wersję. Może dlatego, że ogólnie lubię używać kilku kosmetyków na raz, czy to balsamy, czy żel pod prysznic. Dzisiaj ten jutro tamten ;)Taki misz masz w łazience i podczas kąpieli  ;) Żel Kylie Minogue kupiłam za grosze w TKMAXIE, razme z balsamem innej wersji. Tam zawsze można nabyć świetne kosmetyki za świetną cenę, nie wspomnę o ciuchach.


Jego opakowanie to standardowa, plastykowa tubka, w delikatnym , różowym kolorze. Jego konsystencja jest dość gęsta ale bardzo łatwo się rozprowadza i fantastycznie pieni. A zapach??? Kylie Minogue kobieta drobna, delikatna, bardzo kobieca stworzyła zapach idealnie dobrany do swojej osoby. Jest intensywny ale nie nachalny, kobiecy ale z nutką dziewczęcej gracji. Bardzo radosny, energiczny i pobudzający zmysły. Połączenie owocowych nut z kwiatowymi zwłaszcza wanilii, grejpfruta, konwalii, jaśminu i piżma  nadaje przyjemnego i ciepłego zapachu.



Sam żel w sobie robi to co ma robić. Dobrze oczyszcza skórę, świetnie się pieni i przeznaczony jest również jako płyn do kąpieli.  Po umyciu  czuję się nie tylko fajnie odświeżona, ale też zrelaksowana, gdyż aromat kosmetyku otula całe ciało i pachnie dość długo na skórze. Jedynym minusem jest lekkie wysuszenie skóry, po jego zastosowaniu.  Wtedy to zmuszona jestem użyć balsamu o innym zapachu a wtedy to wiadomo aromat Pink Sparkle idzie w zapomnienie. A przecież chciałam poczuć się choć trochę jak Kylie Minogue :D

Ogólnie fajny żel, bardzo pachnący i mimo tego nieszczęsnego wysuszania, lubię sobie czasem sprawić taką perfumowaną kąpiel. Wersja solo raczej jest nie dostępna, jedyny zakup możliwy to w zestawie z perfumami bądz okazja w TKMAXIE ;)

Używacie perfumowanych komsetyków??

Pozdrawiam,

MAGDA


piątek, 5 września 2014

Fitomed Płyn Oczarowy z kwiatem pomarańczy.


W ostatnim poście pokazywałam Wam moich ulubieńców sierpnia a w nich mgiełka, chyba , którą kochają wszyscy, którzy mieli z nią styczność. Dzisiaj więc, postanowiłam przyblizyć ją Wam dokłądniej ;)



Fitomed Płyn Oczarowy z kwiatem pomarańczy



Skład:



Wszystkie rodzaje płynów Fitomed posiadają butelkę z pompką. Wystarczą dwa-trzy pryśnięcia, by rozpylić je na twarzy. Zapach mgiełki nie jest zapachem  " pomarańczy". Chyba każdy normalny człowiek spodziewałby się pomarańczowego zapachu, jednak tutaj mamy do czynienia z armoatem z innej beczki. Dziwny zapach aczkolwiek całkiem przyjemny przynajmniej dla mnie. Bo mojej mamie akurat nie przypadł do gustu, no ale cóż, trudno się mówi.




Płynu używałam na kilka sposobów. Rano jako tonik do przemywania cery ,jako mgiełka do twarzy, gdzie spryskiwałam ją nawet kilka razy dziennie, zwłaszcza w upalne dni.  Dodawałam jej też jako bonusa do glinki.
Mgiełka na pewno działa odświerzająco i ożezwiająco. Fajnie spisuje się latem , kiedy to upał na dworze, a ja zawsze miałam pod ręką w torbece owy płyn, którym spryskiwałam się w celu ochłodzenia ;) Kosmetyk nie pozostawia tłustej warstwy, nie powoduje ściągnięcia, za to nawilża ją , zmniejsza zaczerwienienia i koi.Dodatkowo posiada fajny, prosty skład, który pozytywnie wpływa na stan skóry. Plusem też jest wydajność, używam, używam, psikam i psikam, a płyn nadal jest ;)




Reasumując, jestem bardzo zadowolona z Oczarowego płynu z kwiatem pomarańczy. Wczeniej miałam opcję lawendową do cery zmęczonej, którą też uwielbiam. Mam zamiar wypróbować jeszcze różaną i wtedy porównam sobie wszytskie trzy ;) Ogólnie POLECAM!!!


Cena: 13zł/ 200ml
Dostępnośćhttp://www.fitomed.pl/


Lubicie kosmetyki Fitomed?? Macie swoich ulubieńców??


Pozdrawiam,

MAGDA

poniedziałek, 1 września 2014

Ulubieńcy sierpnia

Kochani no i mamy 1 września, lato już za nami, wakacje też, czas przestawić się chyba na jesienną chandrę ;) Ja jeszcze powspominam sobie piękne i słoneczne dni lata, pisząc Wam posta o moich ulubieńcach sierpnia, których używałam często i gęsto ;)

Ulubieńcy sierpnia


1. IsaDora gel eyeliner - do tej pory kreski "malowałam" eyelinerem w pisaku i byłam zadowolona. Jednak w sierpniu sięgnełam po żelowego cudaka i znowu się zakochałam. Kremowa konsystencja głęboki czarny odcień, szybko wysycha, jest długotrwały, wodoodporny, nie pozostawia śladów na powiece. Precyzyjny aplikator umożliwa wykonanie zarówno cienkiej jak i grubej kreseczki. Odpowiedni dla wrażliwych oczu, nie uczula i nie podrażnia.


2. MAC Cool Liquid Powder puder rozświetlający - mój odcień to Honey Rose - piękny opalizujący brąz w połączeniu z różem daje fenomenalnie rozświetloną cerę. Może być używany jako puder na całą twarz, lub rozświetlacz na kości policzkowe czy pod łuk brwiowy. Osobiście wolę nanosić go tylko i wyłącznie na kości policzkowe. Dodatkowo po aplikacji czuć delikatne chłodzenie, które latem jest bardzo porządane. Honey Rose podkreśla opaleniznę, nie zostawia plam ani smug, gdyż posiada  bardzo lekką i sypka konsystencję!!!  Uwielbiam go ponad wszytko!!!


3. Rimmel Lasting Finish by Kate Moss  nr. 101-  delikatny, cukierkowy, matowy róż. Fajnie komponuje się z opaloną cerą.  Aksamitna konsystencja, ,ładny zapach, nie podreśla skórek. Łatwo i równomiernie się rozprowadza, nie zbiera się w koncikach ust i jest bardzo wydajna!
 

4. Carmex Mint - owe balsamy chyba każdy zna. Mam prawie wszystkie wersje, jednak opcja miętowa jest idealna na lato. W porze wakacyjnej rzadko mi pękają usta, jednak  nie ztego powodu jej używałam. Otóż w sierpniu były maksymalne temperatury i używanie Carmex Mint to istna ulga dla ust. Fantastycznie chłodzi i sprawia, że choć na chwilę zapomniałam o upale.


5. Fitomed Płyn Oczarowy z kwiatem pomarańczy - wcześniej miałam wersję lawendową i ją pokochałam tak teraz kolejna miłość. Mgiełka, która nie pachnie owocem pomarańczy tak jakby się chciało, mimo to zapach zaliczam do ładnych i bardzo pobudzających. Stosowana na oczyszczoną twarz o dziwo nie wysusza, wręcz nawilża i  odżywia ją. Świetna w upały, ożezwia i do tego jest bardzo wydajna i tania!


6. Calvin Klein Euphoria balsam do ciała. Perfumy tego zapchu już mi się kończą, więc sięgnełam po owy balsam, który pachnie identycznie i bardzo intensywnie. Codzienne stosowanie go prócz nadania skórze fenomenalnego zapachu, świetnie ją nawilżał no i jaka oszczędność w perfumkach :)


Tak więc, prezentują się moi ulubieńcy, których używałam przez ostatni miesiąc. Cała szóstka spisała się i sprawdziła się bez zarzutów. Szczerze polecam i szczerze wrócę do nich jezcze nie raz, bo naprawdę warto!

Wpadł Wam w oczko, któryś z moich ulubieńców ??

Pozdrawiam,

MAGDA