poniedziałek, 31 marca 2014

Mydło z bursztynem kontra Mydełko dla dzieci

Nie wiem czy coś jest w powietrzu czy może nie, ale mam katar nie z tej ziemii. Czasem mam wrażenie, że to alergiczna sprawa, ale ja nigdy nie byłam na nic uczulona!!! Czyżby pojawiło sie coś nowego w powietrzu co sprawiło, że tak kicham i leje mi się z nosa??? Pomocy!!!

Na pocieszenie, ale z mokrym nosem, mam dla Was recenzję dwóch mydełek, które ostatnio używałam bardzo nagminnie.



100% Naturalne Mydło z Bursztynem



Od producenta:

Bursztyn przyspiesza odnowę komórkową, jest naturalnym antyoksydantem, regeneruje i rozświetla. Już przed wiekami znano właściwości bursztynu. Wiedziano, że jest nie tylko wspaniałą oprawą naszej urody, ale pielęgnuje i odżywia skórę. Pobudza również metabolizm skóry, widocznie poprawia stan nawet bardzo zmęczonej cery. Po użyciu mydła zawierającego bursztyn, skóra staje się jędrna, elastyczna, napięta. Wygląda młodo i świeżo.
Mydło zawiera naturalny bursztyn. Nie zawiera dodatków chemicznych: konserwantów, wybielaczy, wypełniaczy. Delikatnie myje i pielęgnuje skórę nie powodując podrażnień.


Mydełko to poszło pierwsze to testów. Zauroczyło mnie swoim złotym, bursztynowym kolorem, który mieni się pieknie i widać jakby miał milion złotych drobinek.  Jego zapach mnie troszkę zawiódł, bo miałam nadzieję na jakiś fajny, inny aromacik a tutaj dostałam zapach zwykłego, szarego mydła, czyli nic specjalnego. Po kontakcie z wodą tworzy bardzo kremową i delikatną pianę. Bardzo dobrze oczyszcza i odświeża ciało. Nie wysusza ani nie nawilża, ale przy mojej suchocie i tak muszę korzystać z balsamów. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem jest zawartość malutkich ziarenek, które podczas mycia są odczuwalne i rzekłabym , że dają efekt lekkiego peelingu. Po takim mydełku ciało jest delikatne i miękkie w dotyku.

Cena: 5.50 zł / 100gr


100% Naturalne Mydło Dla Dzieci


Tutaj mamy natomiast mydełko o krótszym składzie i delikatnie innym zastosowaniu, o którym za chwilkę napiszę. Kolorem i zapachem przypomina do złudzenia zwykłe mydło szare. "Dzieciaczek równie dobrze się pieni, również posiada kremową konsystnecję, dobrze oczyszcza ciało i uwaga nadaje się do mycia twarzy. Nie uczula i nie podrażnia o dziwo i nie wysusza mojego lico, czego bardzo się bałam. Dodatkowo producent poleca kosmetyk ten do prania!!! Nie wiem czemu, ale pomysł ten mnie nie przekonał. Jak dla mnie kosmetyki są do ciała a nie do prania, więc odpóściłam sobie i nie kombinowałam.

Cena: 2.10 zł / 100 gr.



Podsumowując, są to bardzo dobre mydełka o naturalnym i prostym  składzie. Robią to co mają robić, do tego są mega tanie ale niestety zapach mógłby być troszkę inny, delikatniejszy, łądniejszy. Nie mniej jednak skuszę się ponownie, zwłaszcza na opcję z bursztynem, bo sprawdziło się u mnie rewelacyjnie!!


Nabyć je możecie on - line np.tu. lub też można zamówić bezpośrednio na stronie producenta: http://powrotdonatury.eu ewentualnie przez Fanpage klik

Lubicie takie naturalne mydełka w kostkach??


Pozdrawiam,

MAGDA

piątek, 28 marca 2014

Granatowa miłość do miziania :)

Dzisiaj post o moim ulubionym masełku, którego miałam kilka sztuk a ostatnie  właśnie się kończy. Jestem smutna z tego powodu, bo nie można go dostać od ręki ani w Pl :( Jak tu żyć jak się paja miłością do czegoś co się kończy i bezsilnością ponownego zakupu??


Superdrug Cranberry & Pomegranate Body Butter



 Składzik i kilka słów od producenta, niesttey w wersji angielskiej ;)


Superdrug to sieciówka sklepów w Anglii, jak za każdym razem odwiedzałam ten piekny kraj to nie było bata żebym tam nie wstąpiła. Wieczne promocje i to takie, że koszyk zawsze był pełen. Świetne kosmetyki, w niskich cenach, no rewelacja. Superdug wydał swoją wersję kosmetyków i powiem Wam , że spisują się fantastycznie.


Dzisiaj mam masełko do ciała o zapachu żurawiny z granatem. Jest to jeden z najłądniejszych zapachów jakie niuchałam. Świeży, soczysty granat i lekko wyczuwalna żurawinka. Utrzymuje się na skórze bardzo długo a dla jeszcze dłuższego jego utrwalenia polecam żel pod prysznic z tej samej serii. Uczta dla nosa!!!


Cranberry & Pomegranate ma konsystencję gęstą i treściwą, ale po nałożeniu na skórę staje się lekkie. Kosmetyk bardzo dobrze i łatwo rozsmarowuje się na ciele i do tego wchłania się ekspresem. Nie trzeba czekać wieków by nałożyć ulubione wdzianko, ciach,pach i wychodzimy ;)


Masło ma fenomenalne działanie pod każdym względem. Jako posiadaczka suchej skóry ten kosmetyk to moje antidotum. Nawilża każdy centymetr mojego ciała do tego  rewelacyjnie odżywia. Likwiduje nieprzyjemne uczucie napiętej skóry, wzmacnia ją i przywraca jej elastyczność. Do tego delikatnie natłuszcza i  regeneruje . Po całkowitym wchłonięciu czuję mega ulgę i mega gładką i mega zadbaną skórę. 
Po tym obłędnym działaniu jakim zostawia masło od Superdug, zaczynam mocno ubolewać, że nie mam możliwości zakupu tych "granatowych" wspaniałości. W ich zasięgu są również kosmetyki do włosów z czego słyszałam, że też mają dobrą opinię. Nie wiem, ale chyba uśmiechnę się do znajomej w Londynie, może ona mi pomoże ukoić mój ból??

Lubicie masła do ciała, czy wolicie standardowe balsamy??

Pozdrawiam,


MAGDA

środa, 26 marca 2014

Yankee Candle Pineapple Cilantro

U mnie dzisiaj pogoda jak pod psem. Ni to słońca, ni to ciepło, pogoda wiosny mi na pewno nie przypomina. Jednak chcąc się pocieszyć w jakiś sposób, odpaliłam kolejny wosk Yankee Candle  klik. Od razu poczułam się lepiej i nie straszny mi deszcz i ponura aura ;)

Pineapple Cilantro



Od producenta:

Tropikalna uczta zapachowa... Świeży, ananas serwowany z odrobiną kolendry, cytrusów i słodkiego kokosa.


Na pierwszy rzut oka bardzo spodobał mi się jego zielonkawy, pistacjowy kolorek. Fajny i przyjemny dla oka z etykietą przedstawiającą plastry soczystego ananasa z jakimś tropikalnym kwiatem.


Co do zapachu. Pierwsze skrzypce odgrywa tu kokos i ananas. Oba te zapachy mieszają się nawzajem i pokazują swą obecność bardzo intensywnie. Raz słodki kokos raz soczysty, dojrzały ananas. Tutaj mam idealne połączenie tych tropikalnych, świerzutkich kąsków.  Od razu przypomniały mi sie wakacje w Bułgarii i stragany pełne różniastych owoców, na widok których ślinka leci. Producent pisze, że wyczuć można też kolendrę, jednak Kolendry to ja zbytnio tutaj nie czuję, szczerze to nawet nie wiem jak ona pachnie. Kropką nad i jest tutaj chwilowa zajawka cytrusowych klimatów. Limona może cytryna, w każdym razie mocno kwaśna ale chwilowa.


Pineapple Cilantro to zapach słodki, jednocześnie świeży i dość intensywny. Za długo palący może powodować uczucie delikatnych mdłości. Dlatego polecam go osobom lubiącym tego typu aromaty. Osobiście mi się bardzo podoba takie połączenie, bo juz po samym opisie wiedziałam, że będzie to tropikalna przygoda owoców skąpanych gorącym słońcem.

Cena: 7zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/woski-zapachowe/108-kolendra-i-ananas-pineapple-cilantro.html

Ten jak i inne woski możecie kupić na stronie http://www.goodies.pl/

Lubicie taki mixy tropikalne, czy wolicie chłodniejsze zapachy wosków YC??

Pozdrawiam

MAGDA

poniedziałek, 24 marca 2014

Sylveco - rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu

Dbanie o usta to ostatnimi czasy to moja obsesja. Tak sie przyzwyczaiłam do częstego smarowania ich pomadkami pielęgnacyjnymi, masełkami, wazeliną, że nie wyobrazam sobie wyjścia w " suchych" ustach.

Dziś na ruszt idzie pomadka, którą otrzymałam na spotkaniu blogerskim. Kusiła mnie od dawna aż w końcu się doczekała swojego scenariusza.



Sylveco - rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu



Od producenta:

Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu znakomicie nawilża i natłuszcza usta, zapobiega ich pękaniu i wysychaniu. Doskonale chroni przed słońcem, wiatrem i mrozem. Zawiera bogaty w witaminy i przeciwutleniacze olej rokitnikowy, sprawiając, że usta są odżywione, miękkie i elastyczne. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Pomadka posiada delikatny zapach cynamonu


Zacznę od opakowania, które jest niestety kiepskie. Prócz zabezpieczającego kartonika, które przykuwa uwagę swoim kolorem i informacją od producenta, tak w środku mamy lichy sztyft. Słabe, plastykowe opakowanie już po delikatnym upadnięciu na stolik popękało mi w kilku miejscach. Do tego luzne, latające i samo się otwiera. Zauważyłam też, że pomadka lubi się rozpuszczać przy wysokiej temperaturze i z lekka zmienia swój kształt. Dlatego czasem trzymam ją w lodówce, by nie zachciało jej się zmienić w płynną ciecz ;)



Sama pomadka również niestety nie posiada zapachu cynamonu i tu sama nie wiem czy się cieszyć czy smucić, bo nie za bardzo lubię jego zapach w kosmetykach. Jaki posiada w takim razie???  Szczerze powiedziawszy to pachnie olejem może to za sprawą sporej ich ilości zawartym w tym kosmetyku.
Sztyft jest w kolorze żółtym ale na ustach rzecz jasna jest bezbarwna i co mnie zaskoczyło to jego dość spora pojemność.




Działanie pomadki jest takie jakie powinno być. Dzięki zawartość naturalnych składników jest mega tłusta przez co doskonale nawilża usta i zapewnia im odpowiednią ochronę. Po systematycznym jej używaniu mogę śmiało powiedzieć, że moje usta są odpowiednio odżywione, natłuszczone, mega głaciutkie i przyjemne w dotyku. W momentach spiechrznięcia i popękanych ust Sylveco bardzo ładnie koi i łagodzi podrażnienia.
Nie wspominając o fatalnym opakowaniu, jestem zadowolona z rokittnikowego działania. Choć cynamonu mój zmysł węchu nie wyczuł, w zaman dostałam świetnie zregenerowane usteczka. W zapasie mam wersję brzozową i mam nadzieję, że równie będzie dobra jak jej siostra ;))

Używałyście pomadek Sylveco??


Pozdrawiam,


MAGDA

czwartek, 20 marca 2014

Wosk pachnący mężczyzną to coś dla mnie ;)

Mój dzień dzisiaj jest dniem mężczyzny, bo skupiłam się dzisiaj tylko na swoim TŻ. Poświęciłam mu dzisiaj mój cenny czas tylko dla niego ;) Śniadanko, zakupki, obiadzik, wspólne sprzątanie, gotowanie i mimo, że dzięn się kończy postanowiłam przypieczętować to pewnym woskiem.

Wosk od Yankee Candle klik zdziwił mnie i zaskoczył jednocześnie, O KIM MOWA?? ;)


Midsummer's Night


Od producenta:

MIDSUMMER’S NIGHT – Odurzająca męska mieszanka piżma, paczuli, szałwii i mahoniowej wody kolońskiej



Od czego by tu zacząć??? Czarna tarta, z etykietką księżyca w pełni wygląda dziwnie, mrocznie, ale fascynuje. Tak więc bez zastanowienia sięgnęłam po wosk, którym upajałam się a mój mężczyzna nawet nie wiedział czemu .



Midsummer's Night obudził we mnie różne odczucia. W każdym razie wszystkie prowadzą do jednego - do FACETA!!!!!! Niestety albo stety nie mojego!!!! Ups.... O tak moje drogie Panie, podczas ulatniania się zapachu miałam ochotę na mały romans z tym mężczyzną.

Jest to zapach bardzo kuszący, kuszący kobiety, wodzi na pokuszenie i niemozliwością jest przejść obojętnie koło niego!!! Stałam się jego ofiarą ale przyznam, że podoba mi się taki układ sprawy ;)
Ostra woda kolońska idzie na pierwszy plan, potem dopiero wychodzi szydło z worka. Cieplutkie piżmo łączące się z paczulą to duet niczym filmowi Bonnie i Clyde. Ale to jest opis w normalnej wersji.
 Idąc w stronę fantazji a ta tu nie skromii powściągliwością, mogę śmiało rzec, że romans gwarantowany. Romans z kim powiadacie? Zależy , u mnie są dwie wersje. Pierwsza, to facet, idealnie zbudowany, wychodzący z pod prysznica, ciało pokryte kropelkami wody a On, taki mokry, pachnący, patrzy sie na mnie i dziecinnym wzrokiem wyciera włosy, z których jeszcze skapuje woda. Druga opcja??? Ten sam facet, wieczór, On i ja, nocą, na plaży w świetle księżyca, moja głowa oparta o jego klatke piersiową i czuję, czuje właśnie ten zapach a po nim jego bicie serca!!! Czy nie idzie popaść w paranoję?? Przecież to tylko wosk!!!! A może aż, bo jakby nie było, jest to egzemplarz, który przechodzi sam siebie!!



Polecam maniaczkom zapachowym, które lubią w chwili relaksu poddać się i uwolnić swoje rządze i fantazje. Jest to fajna sprawa, bo w ten sposób ja na przykład przywołuję sobie różne, rozmaite scenariusze, które tak jak dzisiaj zaskoczyły mnie samą. Dodam też tylko, że Midsummer's Night to zapach intensywny, mocny, dziki, namiętny, rozpalający wszytsko i wszystkich dookoła i po ma fajny wygląd po ułamaniu - przypomina czarny kawior, który też nalezy do afrodyzjaków - jak widać wszystko się łączy do kupy ;) POLECAM!!!


Cena: 7 zł
Dostępność: http://www.goodies.pl/woski-zapachowe/105-sen-nocy-letniej-midsummers-night.html

Do kupienia na http://www.goodies.pl/


Lubicie takie męskie zapachy??


Pozdrawiam,


MAGDA

wtorek, 18 marca 2014

Malinowy krem do rak od AA


Ostatnio zauważyłam, że mam coraz częściej i coraz bardziej przesuszone dłonie. Nie wiem czym to jest spowodowane, może pracą?? Tak czy siak muszę intensywnie je nawilżać bo inaczej pieką i mam okropne uczucie ściągnięcia skóry!!

Pomoc miał mi przynieść malinowy krem do rąk .

 AA Ciało Wrażliwe Odżywczy krem do rąk i paznokci Zmysłowa Malina



Od producenta:

Dzięki starannie opracowanej formule krem skutecznie pielęgnuje i chroni skórę dłoni. Zawiera ekstrakt z owoców malin, który intensywnie odżywia skórę i nadaje jej aksamitną miękkość. Gliceryna, wnikając w głębsze warstwy naskórka, zapobiega nadmiernemu przesuszeniu i nawilża od wewnątrz.
Witamina A wpływa na odnowę komórek skóry, opóźnia procesy jej starzenia się, poprawia elastyczność i zmniejsza widoczność przebarwień.



Maliny, któż ich nie lubi?? Przyznam, że odkąd dostałam ten krem ciekawa byłam niezmiernie jak się spradzi, jednak musiał swoje odleżeć. Dziś nadszedł dzień by podzielić się z Wami moją wiedzą na jego temat.

Otóż kosmetyk od AA posiada opakowanie standardowe dla kremów do rąk, jedynie o dość większej pojemności. Biały plastyk z ozdobną, czerwoną maliną i czarnymi napisami tworzy dość ciekawy i prosty design. Otwieranie wygodne, łatwe i szybkie.

 Konsystencja jest bardzo kremowa, odpowiednio gęsta i nie spływa z dłoni. Jest to dla mnie plus, bo nie lubię kosmetyków które są rzadkie i lejące . Zmysłowa malina bardzo szybko wchłania sie w moje suche dłonie. Nie tworzy tłustego filmu, choć wyczuwałam lekko silikonową powłoczkę ale co dziwne podobało mi się to uczucie.


Czy Zmysłowa Malina pachnie maliną?? Pachnie, pachnie ale nie taką z moich snów. Na początku z lekka sie nadąsałam, bo spodziewałam się intensywniejszego zapachu. Nie mniej jednak krem przyjemnie pachnie malinami a raczej sokiem malinowym. Delikatny, naturalny zapach, który chyba każdy polubi.

Co do działania. Zauważyła jedną rzecz. Przy "zdrowych" dłoniach chyba każdy kosmetyk sprawdza się od razu i przynosi efekt. Jednak kiedy mamy dłonie mocno przesuszone z piekącymi objawami, gdzie i sam olej czasem nie przynosi efektu, to pytanie czy krem sobie wtedy poradzi ??? Jak dobry krem to na bank zda egzamin.
W tym przypadku powiadam Wam, że egzamin zdany na 4+ / 5. Jak już wcześniej wspomniałam, mam okres " suchych dłoni" no i staram się je nawilżać jak tylko się da. Przez cały dzień używałam tylko olejku kokosowego, w którego wierzyłam, że ukoi mój ból, niestety poniósł klęskę do momentu, kiedy nie sięgnęłam po krem od AA.
Od początku wiedziałam, że to jest to, czego potrzebują moje rączki. Od zapachu, konsystencji po dziwnie przyjemną powłoczkę na dłoniach no i ULGA. Maxymalne nawilżenie, poczułam, że moja skóra się rozluznia. Częste stosowanie spowodowało, że uczucie pieczenie ustąpiło, dłonie zrobiły się miękkie, delikatne, odżywione . Cóż jeszcze mogę dodać, nie rozstaję się z nim ani na krok. Kupiłam już sobie drugie opakowanie, które noszę w torebce a punkcika zabrałam za średni zapach. Ja jestem zwolenniczką tych mocniejszych aromatów ;)

Cena: 10 zł/ 100ml

Reasumując ja i moje dłonie jesteśmy zadowolone z działania i ogólnego wrażenia jakie wywarł na mnie ten krem. W zapasie mam jeszcze malinowy balsam do ciała i kusi mnie by sprawdzic czy równie dobrze się sprawdzi.

A jak jest z Waszymi dłońmi, czym je pielęgnujecie??

Pozdrawiam,


MAGDA

piątek, 14 marca 2014

Aeropress a co to takiego??

Lubicie kawę?? Bo ja kocham ją pod każdą postacią, uwielbiam jej zapach i rozkoszować się jej smakiem. Nie będzie dzisiaj kosmetycznie ale za to bardzo kawowo, bowiem przedstawiam Wam  Aeropress, urządzenie do przyrządzenia , szybkiej i smacznej kawki no  i cztery odmiany ziarna - aromatycznego ziarna.
Zestaw ten miałam przyjemność testować dzięki portalowi http://urodaizdrowie.pl/  jak również http://www.coffeepassion.pl/ za co dziękuję, bo przygoda była przednia!!


Aeropress

Od producenta:

AeroPress® to nowatorski zaparzacz, który zdobył bardzo wielu miłośników na całym świecie. Jest bardzo prosty w obsłudze - wystarczy postawić go na kubku i delikatnie naciskać tłok tak aby przecisnąć napar przez filtr.
Bardzo prosty zestaw w obsłudze, praktyczny i poręczny, zajmujący mało miejsca - idealny w podróży oraz w domu. 




Jak widać jest to dość specyficzny sprzęt i może wprawiać w zakłopotanie przy pierwszym użyciu. Jednak po rozkręceniu się stwierdzam śmiało, że mimo wszystko warto jest w niego zainwestować, bo kawkę robi pyszną i wcale nie różni się smakiem od ekspresów wartych ponad tysiąc złotych.



Wystarczy po włożeniu jednorazowego filtra wsypać 1-2 miarki kawy i zalać gorącą wodą ( nie wrzącą), następnie zamieszać, i drugą częścią Aeropresu dociskamy do szklanki, w której pod wpływme ucisku pojawia się nam zaparzona kawa.
Ja natomiast robię swoje receptury wedle własnych potrzeb, czasem sypię mniej kawy, więcej wody, czasem wody więcej i kawy, w zależności jaką mocną potrzebę mam na kofeinę. Ale jest też świetny sposó by samemu wychwycić jakie parcie macie na ten aromatyczny napój. Można przy nim świetnie się bawić jak i wiele nauczyć np. że nie wystarczy zalać gorącą wodą, woda musi mieć swoją temperaturę by nie przeparzyć kawki lub żeby nie była niedoparzona. Po czym poznać?? Ja poznaję po kolorze, jak jest zbyt ciemna to czyli , że jest przeparzona, jak kolor jaśniejszy to znak , że niedoparzona. Ale i smak różni się odrobinę, w pierwszym przypadku jest bardziej mocna, gorzka a druga wersja taka nijaka. Dlatego jak to powiadają trening czyni mistrza również i w tym przypadku ;)

Jak juz wspomniałam ilość płynu wychodzi w zależności ile dajemy wody, ja przeważnie leję mniej, bo uwielbiam mocne, aromatyczne espresso z rana z odrobiną ciepłego, spienionego mleka, więc kawka u mnie wychodzi o taka :



Żeby umieć też wybierać w smaku trzeba mieć w czym wybierać. Do Aeropressu dołączone miałam 4 rodzaje kawy. Jak dla mnie, baristki, to uczta dla mojego podniebienia.


Guatemala Antigua Pampojila


 Niska kwasowość i połączenie maślanego, delikatnego smaku to coś co lubię ale tylko porą, kiedy  mam ochotę na kawę tylko i wyłącznie, żeby ją wypić np. podczas pisania posta na blogu czy innych czynności. Nie wyróżnia się niczym specjalnym poza jej "karmelowym" aromacie.  Łagodna, smaczna, będzie idealna dla osób mało wymagających od kawy.



Costa Rica Finca San Luis


Jak dla mnie najsmaczniejsza wersja kawowa o dziwnym połączeniu kminku i cytrusów. Na początku nic nie wyczułam poza delikatnym, łagodnym smakiem kawy. Nie mniej jednak moje kubki zaczęły budzić się ze snu, bo z łykiem czułam to coraz inny smaczek. Przoduje tu oczywiście kminek, ale jest on delikatny ale umie zaznaczyć swoja obecność, po nim ładnie akcentuje sie smak kwasowości cytrusów, co wynikiem jej jest kwaśny smak ale za to daje kopa z rana, że nie straszna mi praca nawet cały dzień ;). Czego nie wyczułam to chili, może to i dobrze, bo bałam się, że będzie to pikantna impreza i nie do przyjęcia ;)Jak dla mnie czarny koń z tych 4 - erech wersji ;)


El Salvador Finca La Fany



Bardzo dobra kawa o idealnej kwasowości o idealnej mocy i o idealnym aromacie. Orzechów laskowych znikomy ślad, ale jak dla mnie jest to rodzaj kawy, którą można wypić szybko i  ze smakiem.  Łagodna, powiedziałabym, że również w smaku lekko maślana. Myślę, że ta wersja byłaby idealna dla wszystkich, nie za gorzka, nie za kwaśna wręcz w sam raz.



Tanzania Blackburn Estate


Poszłą w ruch jako pierwsza, dlaczego?? Skusił mnie opis owocowej kwasowości. Poziomki, owoce lesne w kawie?? No nic innego tylko pić i sie delektować. Ale żeby Was uspokoić nie jest to wyrazisty smak owoców. Kawy mają to do siebie , że owe dodatki  są tylko namiastką i trzeba się mocno zagłębić w smaku by  je wyczuć. Dla innych może być to normalna kawa dla innych kawa z czymś extra. Dla mnie właśnie taka jest. Niby zwykła kawa, z mocną kwasowością, mocnym, intensywnym smakiem, ale na koniec łechta me podniebienie właśnie tą skromną poziomką. Idealna na drugie śniadanie, kiedy mamy więcej czasu na upojenie się jej delikatnym smakiem.



A tak szczerze, szczerze??? Ja to chyba już nawiedzona jestem, bo każda kawa ma swój charakter, swoje odbicie, które ja odkrywam za każdym razem. Nie umiem pić coffee bez zaglądania do jej wnętrza. Co łyk, to inne zdanie, co łyk, to inna wersja, ale prawie zawsze jestem na TAK. Uwielbiam zagłębiać się w tajniki smaku każdego ziarenka. Bo niby kawa jak kawa, ziarna prawie te same, kolor minimalnie różny, ale smak ZAWSZE INNY!!!! Nie spotkałam się,aby jakis rodzaj tego "trunku" powtarzał się. Nawet sklepowe Tchibo czy Prima, mają również swój urok i czar uwodzenia, ale najpier trzeba umieć je wyuskać i cieszyć sie cudownie aromatycznym smakiem ;)

Kochani jeśli równiez jesteście "lubisiami" kawy , to zapraszam Was do sklepu http://www.coffeepassion.pl/  tam znajdziecie wszystko co potrzeba do chwili z kawą. Prócz samego ziarna w wielu odmianach, po sprzęt jakim jest Aeropress ;)

Jesteście smakoszami kawy?? Uwielbiacie ją tak samo jak ja??

Pozdrawiam,


MAGDA

wtorek, 11 marca 2014

Gliss Kur i jego cudowna moc ;)

Kochani, wiem, że ostatnio mnie coraz mniej na blogosferce, ale niestety praca, praca i jezcze raz praca. Niedługo mam nadzieję, że już sie uspokoi i będe mogła do Was powrócić w normalnej mej częśtotliwości ;)

Tymczasem dzisiaj przedstawiam Wam moje nowe odkrycie, które  pokochały moje włosy;)

Gliss Kur Hair Repair, Serum - eliksir do włosów z drogocennymi pielęgnującymi olejkami



Od producenta/ skład :

Produkt przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji włosów wymagających intensywnego odżywienia. Eliksir zapewnia optymalne wygładzenie struktur włosa. Po zastosowaniu produktu włosy stają się lśniące oraz elastyczne bez efektu obciążenia.
Preparat zawiera olejek argonowym który głęboko i skutecznie nawilża włosy. Posiada on także silne działanie o charakterze regenerując, chroni przed silnym działaniem promieni słonecznych czy też wiatru.
Produkt nadaje się do każdego rodzaju włosów, a w szczególności do włosów suchych i zniszczonych, wymagających szczególnej pielęgnacji.
Jest wydajny - wystarczy jedno lub dwa rozpylenia, aby zapewnić włosom niezbędną ochronę. Składniki Eliksiru Gliss Kur są wchłaniane przez włosy bez pozostawiania na nich zbędnych resztek. Codzienne stosowanie preparatu wyraźnie poprawia kondycję włosów.
Eliksir może być stosowany w różny sposób:
- przed myciem włosów - dzięki czemu nie będą się plątały w trakcie mycia, szczególnie ważne dla osób o zniszczonych włosach,
- po myciu włosów - stosowany na wilgotne włosy bez spłukiwania odżywia je i wygładza oraz zapobiega ich plątaniu się,
- przed wyjściem - chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami atmosferycznymi oraz ułatwia ułożenie fryzury. 





Scharzkopf jak dla mnie to jedna z kosmicznych marek kosmetycznych na rynku. Mają bardzo dużo kosmetyków o bardzo różnych działaniu i niektóre wpadają wręcz w skrajność. Jak farby do włosów paliły moje włosy i robiły się po niej sztywne jak druty, tak zarzekłąm się, że więcej nie sięgnę po nić z tej marki. Do czasu kiedy nie skusiłam się na expresowe odzywki w sprayu do włosów. Miłość od pierwszego wejrzenia aż do dzisiaj. To też i niedawno znowu pokusiłam się o ich kolejny produkt z myślą, że może znowu będzie tak pięknie??


Zaczne od opakowania, które jest średniej wielkości i o dziwo bez żadnej zakrętki. Na początku mocno się zdziwiłam czy tak ma być, ale fakt, tak a nie inaczej ;) Eliksir posiada dozownik, który po naciśnięciu daję nam odpowiednią dawkę płynu ;)
Konsystencja jest średnia, prawie taka sama jak jedwab w płynie tyle że, w żóltym kolorze i cudnie, pięknym  zapachu. Mało tego zapach ten utrzymuje się bardzo, bardzo długo a włosach, a ja lubię takie cudaki z takim efektem ;)



Eliksiru używałam na końcówki jak i na całej długości włosów. Mimo iż posiada olejek w sobie, nie wyczułam by przetłuszczał mi włosy. Wręcz przeciwnie, bardzo namiętnie je nawilżał i odżywiał.  Zauważyłam poprawę w kondycji włosa. Są teraz mocniejszę i gęstsze. Po każdym umyciu i dokładnym rozczesaniu wcieram odrobinę serum i widzę mega błyszczące włosy i mega wygładzone!!! W dotyku są mięciutkie i bardzo delikatne.
Nie zauważyłam by obciążał mi włosy, czy powodował jakiekolwiek zmiany na moją nie korzyść, chociaż wiem, że dobrym składem nie grzeszy. Jednak ma coś w sobie co działa bardzo pozytywnie na moje kłaczki. Jest to moja druga buteleczka, jest mega wydajna i  starcza na bardzo długo!!

Cena: ok. 22 zł / 75 ml.

Lubicie kosmetyki Schwarzkopf?? Macie swoje ulubione??


Pozdrawiam,


MAGDA

czwartek, 6 marca 2014

Zimowe denko!


Choć zima kalendarzowa nadal trwa, to ja już postanowiłam zakończyć zimowe denko. Nazbierało się z trzech miesięcy troszkę pustych opakowań, część z nich były ok częś totalną katastrofą.
Tak więc zaparszam na lekturę ;))

Zimowe denko


Ciałko



1. Celestin Balsam do ciała argan & zioła - jeden z lepszych balsamów jakie miałam. Piękny zapach, wspaniale nawilża i posiada drobinki, które jednocześnie peelingują, wnikają w skórę i zostawiają ją mega odzywioną. Jestem na TAK.
2. Mariella Rossi Sweet Home - żel pod prysznic - najpiękniejszy zapach na świecie. Kremowa konsystencja, mega, mega wydajny, pieknie oczyszcza ciało, do tego relaksuje się przy nim za każdym razem.
3. Mariella Rossi Orient -  piękny, orientalny zapach, również jak poprzednik utrzymuje się na skórze, oczyszcza ciało przy tym wspaniale się pieniąć i mega wydajny!!
4. BingoSpa kolagen do ciała - przyjemny zapach, konsystencja lekko wodnista, pozostawia delikatną białą taflę podczas "masażu", która po czasie znika. Nawilża dobrze choć nie idealnie.
5.Greckie Skarby - Witaminowo - owocowy peeling do ciała z aloesem - piękny, grecki, egzotyczny zapach. Żelowa konsystencja, miliony, malutkich drobinek, które koją, masują skórę, pozostawiając ją pachnącą, nawilżoną i mega gładką.
6. Soraya żel pod prysznic - świeży zapach, ładne się pieni. Taki średniaczek, są o wiele lepsze koleżanki od niej/niego ;)
7. The Secret Soap Store Miętowa Sól do kąpieli - nie lubię miętowych kosmetyków, ta sól była średniakiem, o małej pojemności, działaniu równie średnim. Więcej po nią nie sięgnę!
8. BingoSpa serum kolagenowe z olejkiem arganowym - dziwny zapach, opakowanie wypełnione po brzegi, średnio nawilża, mało wydajny. W ostateczności używałam go do stóp.



Włoski


1. GlissKur Ultimate Oil Elixire szampon regenerujący - fajna złota i dość gęsta konsystencja szamponu, sprawia, że wystarczy jego odrobinka, pięknie się pieni, dobrze zmywa oleje i nadaje blask włosom. Razem z odżywką w sprayu daje jeszcze lepsze efekty.
2. Green Pharmacy balsam do włosów farbowanych  - bubel jakich mało, nic nie robi, dosłownie NIC!
3. DeBa - szampon nadający objętość  - szampon o średnim działaniu. Przyjemnie pachnie, również średnio się pieni. Kupiłam go na promocji i więcej tego nie zrobię.
4. Lavera różana maska do włosów - intensywny różano - cytrynowy zapach. Na długo pozostaje na włosach, ładnie nawilża końcówki, nadaje włosom blasku i łatwo się rozczesują.
5. Woda brzozowa - jest ze mną od lat. Zapobiega wypadaniu włosom i łupieżu.
6. Matrix Biolage  - jedna z lepszych odżywek w sprayu jakie miałam. Cudownie odżywia, nadaje blasku i pięknie pachną. Do tego codzienne rozczesywanie włosów to coś wspaniałego ;)


Twarz


1. Be Beauty płyn micelarny - o tym Panu chyba nie muszę wspominać nikomu. Tani, dobry i skuteczny!!
2. Fitomed płyn lawendowy do cery zmęczonej - kolejne opakowanie, delikatny lawendowy zapach, używam go codziennie wieczorem po pracy. Odświeża cerę, koi ją i sprawia, że odprężam się przy jej zapachu.
3. Bourjois żel do mycia twarzy - cudowny żel, pięknie pachnie, mega wydajny. Konsystencja delikatna, ładnie się pieni i fantastycznie oczyszcza twarz.
4. Avene - żel do mycia twarzy - dziwnie ale jakoś mi nie podszedł. Strasznie wysuszał mi skórę i musiałam po nich nakładać tone kremu nawilżającego.
5. Tołpa provio 35+ - serum do twarzy. Świetne, wygodne opakowanie z pipetką, doskonałe nawilżanie, cera do stała blasku i  zdrowego wyglądu.
6. Cell - X Moisturizer Krem na Dzień z Komórek Macierzystych Jabłek 10% stężenie PhytoCellTec Malus Domestica), Matrixyl Synthe 6 i Kwasem Hialuronowym. - po tym kremie spodziewałam się lepszych efektów. Powodował lekkie wysuszanie skóry, przez co nie nadawał się pod makijaż. Dziwny zapach, za rzadka konsytensja, ogólnie jestem zniesmaczona tym kremem.
7. Clinique Liquid Facial Soap Mild- żel do mycia twarzy - wystarczy kropla żelu a pieni się niesamowicie mocno. Dziwny zapach, ale dobrze oczyszcza, nie wysusza i nie podrażnia skóry. Szkoda, że taki drogi, bo z chęcia kupiłabym większe opakowanie.
8. Bioderma Hydrabio serum - świetne serum, fantastycznie nawilża. Używałam go tylko i wyłącznie na noc. Mam zamiar kupić kolejne opakowanie.
9. Yoskine diamentowe serum do szyi i dekoltu - mam zamiar kupić większe opakowanie, bo świetnie działał na moje " zmarszczki" na dekolcie. Pieknie je "wyprostował" powodując, że teraz mam dekolt dwudziestolatki :)
10.  Tołpa Provivo 35+ krem pod oczy - dobry a nawet bardzo dobry kosmetyk, który rozświetla, nawilża i redukuje worki pod oczami. Stosowane razem z serum, daje naprawdę dobre efekty.
11. Avon Planet Spa - żel pod oczy z kawiorem - o dziwo całkiem dobry żel, ładnie rozświetlał skórę pod oczami, niwelował opuchliznę z rana.
12. Eveline Kwas Hialuronowy - strasznie wysuszał mi skórę w miejscach, gdzie go używałam, więc oddałam go mamie.


Inne



1. Rexona women Happy antyperspirant - zaraz po Dove a nawet na tym samycm miejscu, są to nr.1 antyperspiranty, których używam od lat. Tą serię akurat zakupiłam w UK, pięknie pachna, jak perfumy z wyższej półki, przy tym nie ma mowy o jakimkolwiek poceniu się. Idealny!!
2. The Secret Soap Store - krem do stóp - mega gęsty, tłusty krem, doskonale nawilża moje suche stópki. Uwielbiam go!!
3. The Secret Soap Store - krem do rąk z Passiflorą - tak samo jak wyżej, jeden z lepszych kremóww, który po użyciu  daje mi mega intensywne nawilżenie dłoni. Wada - troszkę wysoka cena jak na krem.
4. Mariza algi morskie krem do rąk - średniaczek w porównaniu do TSSS, za to ma wspaniały, lekko morski zapach ;)
5. Garnier krem do rąk - dobry krem, choć dość długo się wchłania, jestem zadowolona z efektów.
6. The Secret Soap Store - olejek arganowy - cudny eliksir o szerokim zastosowaniu. Używałam go dosłownie do wszystkiego ale najczęściej na twarz, szyję i dekolt. Skóra nawilżona, odżywiona, pełna blasku i zdrowego wyglądu!
7. Lavera migdałowy krem do rąk - bardzo dobry krem, pieknie pachnie, choć z migdałami nie ma nic wspólnego. Nawilża, lekko natłuszcza, rączki są super mięciutkie.


I to by było na tyle, jeśli chodzi o zużycia kosmetyków zimową porą ;) Jak widać najwięcej ubyło mi kremów do rąk, bo ich najczęściej używam. Od dziś zaczynam denko wiosenne, bo o zimie już ZAPOMINAM!!! ;))

A jak jest u Was z denkowaniem???

Pozdrawiam,


MAGDA

poniedziałek, 3 marca 2014

Kuszące słodkości od Yankee Candle


Wiosna się zbliża, ja diecie a mnie ostatnio nawiedzają kuszące słodkości. Na szczęście jedną z nich jest słodka pokusa od Yankee Candle klik, którą spokojnie używam codziennie i wiem, że nie pójdzie mi w boczki ;))


Strawberry Buttercream



Od producenta:

STRAWBERRY BUTTERCREAM – słodkie, dojrzałe truskawki pokryte delikatną, puszystą bitą śmietaną.



Zapach należy do słodkich aromatów i lekko duszących. Osobom delikatnym, wrażliwym nie polecałabym go. Nie mniej jednak kremowa truskaweczka od YC, jak najbardziej leży w moich gustach zapachowych. Jestem zwolenniczką intensywnych, mocno wyczuwalnych pachnideł a ten wosk właśnie taki jest.



Pierwsze z czym mi się kojarzy Strawberry Buttercream to maślana babeczka z kremem śmietankowym i nadziana świezymi truskawkami. Drugie podejście bita śmietana, lody śmietankowe i mus truskawkowy, wszystko to sprawia, że mój zmysł węchu szaleje. Czuję wtedy mega wielki głód nie tyle co na jedzenie, ale na truskawy, prosto z krzaczora. Najlepiej taka wielka, czerwona, skąpana słońcem a przy jednym gryzie, ulatnia się z niej zapach promieni słonecznych a dopiero potem czuję spływający elisir w postaci soku..... hmhmhmhm o tak, poproszę już lato!!!



Po odpaleniu wosku wystarczy chwila a pomieszczenie przesiąka tym zapachem na długie, długie chwile. Srawberry Buttercream jest idealny na zimne, chlodne, deszczowe wieczory, kiedy to mamy ochotę ogrzać się przy magii kominka z woskie Yankee Candle w tle. Słodka pokusa, nawet rzekłabym, że bardzo słodka, intensywna i albo się ją lubi albo nie. Czasami jak mam wrażenie, że z lekka robi się duszący dodaję do niego kawałek Sicilian Lemon. Mieszanka ta wtedy jest rześka, egoztyczna i delikatniejsza.




Jak dla mnie jest to kolejne pozytywne zaskoczenie. Strawbeery Buttercream to siostra Snowlake Cookie. Obydwie mega słodkie czarownice, które kuszą, poprawiają nastórj, sprawiają, że można się rozmarzyć a nawet zdenerwować , kiedy to ma się ochotę na soczystą truskawkę a tu brak, nie tyle co w domu a nawet w sklepie ;((

Cena: 6 zł
Dostępność : http://www.goodies.pl/woski-zapachowe/116-truskawka-w-bitej-smietanie-strawberry-buttercream.html

Kupicie na http://www.goodies.pl/

Lubicie dietetyczne słodkości od YC??


Pozdrawiam,


                                   Magda

sobota, 1 marca 2014

Szampon, który nigdy się chyba nie skończy ;)

Ostatnio w moim domku szamponów więcej niż w Moskwie rakiet , hihi. Nie wiem ale jakoś tak wzięło mnie na szamponomanię i na chwilę obecną mam ich ok 10 sztuk. Wiem, że to przesada, ale kilka z nich używam na przemian w zależności, czy olejuję włoski czy też nie ;)

Dzisiaj mam dla Was szampon, który używałam do zwykłego, codziennego mycia włosów.

                                          Beneva - Clies regeneracyjny szampon do włsów



 Olśniewający blask i pełna regeneracja włosów.
Szampon, który stanowi element pierwszej pomoc dla włosów suchych i zniszczonych. Posiada on intensywne właściwości regeneracyjne. Zawdzięcza je organicznemu olejkowi argonowemu, zwanemu „złotem Maroka” ze względu na swój szczególny sposób wytwarzania. Składnik ten posiada certyfikat ECOCERT. Formuła uzupełniona jest przez proteiny jedwabiu, które kompleksowo odżywiają włókna włosów. 
Formuła szamponu zawiera:
ORGANICZNY OLEJEK ARGANOWY z certyfikatem ECOCERT intensywnie odżywia, wzmacnia i regeneruje osłabione włosy. Olejek ten, zwany też „złotem Maroka” wytłaczany jest na zimno ręcznymi metodami jedynie w Maroku.
PROTEINY JEDWABIU nawilżają, wygładzają i odżywiają włókna włosa aż po same końce.



Zacznę od opakowania, które jest w postaci plastykowej butelki, któa mieści aż litr szamponu. Do tego wygodna pompka, która ułatwia aplikację kosmetyku. Konsystencja  szamponu jest standardowa, bezbarwna i o pięknym, perfumowanym zapachu. Przypomina mi perfumy Bath & Body Works Forever Red. Wyczuwam poziomki, truskawki, słodkie owoce ;) Zapach ten wspaniale utrzymuje się na włosach przez długi czas.



Jeśli chodzi o efekty, to jak dla mnie szampon nie dość, że wspaniale się pieni, to po wysuszeniu zauważyłam  są wyraźnie wygładzone i o wiele bardziej lśniące. Wyglądają na zdrowsze, odżywione, muśnięte blaskiem i lepiej się układają. W szamponie cennym składniekiem  jest olejek arganowy . To on sprawia, że moje włosy a zwłaszcza końcówki są wspaniale nawilżone . Dodatkowo włosy są mega błyszczące, nie plączą się, nie puszą i nie mam potrzeby nakładać odżywki. Szampon od Beneva  nie podrażnia skóry głowy i nie uczula - jest bardzo delikatny.
Jego wydajność jest powalająca!!1 Używam go od dwóch miesięcy 2 razy w tygodniu, a mam jeszcze ponad pół butelki!!!

Reasumując - przyznam, że nie wierzyłam na słowo szamponowi Beneva, a tu proszę taka niespodzianka!!! Oby więcej takich!!! Kosmetyk sprawdził się na 5+, za działanie, za wydajność, za opakowanie, ca całokształt ;)


Cena:  34.90 zł / 1000 ml. lub w pakiecie 26.18 zł
Do kupienia: tu


Szampon jak i inne kosmetyki marki Beneva możecie kupić na stronie producenta :

http://beneva.pl/


Co sądzicie o tym szamponiku?? Lubicie tak pojemne kosmetyki??


Pozdrawiam,


                              MAGDA