piątek, 31 stycznia 2014

Beneva i moje zaskoczenie ;)


Dzisiaj tak szybciutko, bo spieszę się do pracy ;)) Kochani przedstawiam Wam kosmetyki marki Beneva. Nie są to jeszcze dość znane produkty, ale warto się z nimi zapoznać. Zapraszam na recenzję ;)




                                  Beneva - Clies - mydło w płynie Milk & Honey



Od producenta:

Twoja skóra zasługuje na stałą opiekę. Wyjątkowo delikatne mydło łączy w sobie zalety jedwabiście pielęgnującego kremu z naturalnym zapachem mleka i miodu. Dodatkowo proteiny mleka intensywnie nawilżają i odżywiają skórę.

PROTEINY MLEKA - intensywnie nawilżają i odżywiają najbardziej delikatną skórę.


Mydło bardzo przypadło mi do gustu. Na początku myślałam, że jego zapach będzie sztuczny i niezbyt przyjemny. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, podczas mycia ualtnia się cudowny, zapach mleka i miodu. Nawet po spłukaniu wodą dlonie pachną jeszcze jakiś czas.
Konsystencja jest bardzo kremowa, delikatna i aksamitna w kolorze mlecznym. Mydełko robi to do czego jest przeznaczone. Dobrze oczyszcza skórę, nie podrażniając jej i przede wszystkim nie wysusza skóry. KOsmetyk jest bardzo wydajny, pojemność 500 ml, starcza na bardzo długo.

Cena:  17.99/ 500 ml. w pakiecie 13.49


                                     Beneva - Clies-  Grapefruit żel pod prysznic 


Od producenta:
Ekscytujące połączenie świeżości i pielęgnacji. Dzięki zastosowaniu ekstraktu z owoców grejpfruta możesz doświadczyć niepowtarzalnego odświeżenia. Składnik ten ma jednocześnie silne właściwości antybakteryjne. Uzupełnienie stanowi roślinna gliceryna farmaceutyczna, która doskonale nawilża skórę.
Formuła żelu zawiera:
EKSTRAKT Z GRAPEFRUITA -  odświeża, działa antyoksydacyjnie i antybakteryjnie. 
ROŚLINNA  GLICERYNA FARMACEUTYCZNA -  dba o optymalne nawilżenie naskórka.


Żel pod prysznic Beneva jest moim kolejnym zaskoczeniem. Butelka standardowa, długa z kolorową etykietą i dozownikiem. Żel posiada średnią konsystencję ale za to zapach, który powala na kolana. Mega soczysty grejpfrut, dojrzały i skąpany w słońcu. Bardzo intensywny i tak prawdziwy, że za każdym razem jak myłam się nim, miałam ochotę coś zjeść. Żel bardzo dobrze się pieni i dokładnie oczyszcza ciało. Nie zauważyłam, żeby powodował wzmozone przesuszenie skóry lub oznaki podrażnienia. Wydajny kosmetyk, który robi dokładnie swoją robotę.

Cena: 19.99 zł / 300 ml. bądz w pakiecie 14.99 zł

Kupić momżecie na stronie producenta: http://beneva.pl/

Powtórzę raz jeszcze, że zostałam miło zaskoczona tym duetem. Mydło nie jest typowym zwykłym mydełkiem, delikatna i aksamitna konsystencja o wspaniałym i intensywnym zapachu zdobi moją łazienkę. To samo powtórzyć mogę o żelu. Mega wydajne i z efektami zadowalającymi klienta.

Znacie kosmetyki Beneva??

Pozdrawiam


                               MAGDA

wtorek, 28 stycznia 2014

Szampon w kostce do włosów normalnych, zielona herbata Tso Moriri

Kochani przperaszam, że tyle mnie nie było, ale mam nowa pracę i wymaga ona ode mnie większego poświęcenia. Są to początki, więc muszę się jakoś wykazać, by nie nawalić ;)) Dzisiaj mam troszkę wolnego, więc wracam, na krótko, ale wracam.
Przygotowałam Wam receznję szamponu w kostce, który rozczarował mnie strasznie!


                      Tso Moriri -  szampon w kostce do włosów normalnych, zielona herbata


Od producenta:

Szampon o działaniu kondycjonującym i pielęgnującym zawiera ekstrakt z agrestu indyjskiego - Amli. Amla wzmacnia cebulki włosów, przyśpiesza ich wzrost, opóźnia przedwczesne siwienie, pogłębia ich naturalny kolor. W przypadku włosów naturalnie kręconych poprawia i utrwala ich skręt. Olek kokosowy odżywia i dodaje blasku. Zapach zielonej herbaty odświeża i dodaje energii. 




Jest to moja kolejna przygoda z szamponem w kostce i przyznam, że bardzo byłam podekscytowana. Wcześniej miałam możliwość używania kostki z Lush'a i była rewelacyjna. Więc szampon z Tso Moriri był dla mnie zagadką.
Ale do rzeczy. Jak widać na zdjęciu jest to typowa kostka łudząco podobna do mydła i nie raz rodzinka użyła go do mycia rąk, niestety.
Kolor szamponu zielony, oczywiście pod kolor zielonej herbatki no bo jakby inaczej, zapach bardzo przyjemny i intensywny.



Co do samego kosmetyku. Kostka średnio się pieni, mam bardzo długie włosy i chcąc je porządnie namydlić, muszę się troszkę namachać ręką. Oczywiście można zmoczyć kostkę i bezpośrednio na włosy bądz "namydlić" dłonie i wtedy nanieść pianę. Ja osobiście wolę opcję pierwszą, szybsza i zręczniejsza. Już podczas mycia można wyczuć " tępowatość" włosów, dziwne matowe, jakby pokryte czymś dziwnym. Za pierwszym razem myślałam, że to efekt połączenia szamponu z olejami na włosach, które przed myciem zastosowałam. Umyłam kolejny raz, uczucie nie znikło, więc spłukałam włoski i czekałam aż wyschną. Kiedy włosy wyschły, szok. Czułam jakbym nie myła ich przynajmniej ze 2 tygodnie. Szorstkie, tępe  nie do opisania i w dotyku bardzo nie przyjemne. W życiu nie miałam takiego efktu po użyciu żadnego kosmetyku do włosów. Oklapnięte i nie przypominają włosów czystych, umytych i prosto z pod prysznica. Nic nie zdziałam pozytywnego, dosłownie nic. Jak umyłam ponownie już normalnym szamponem z butelki to aż nie mogłam się naciezyć, że znowu mam " moje" włoski ;)




Reasumując zawiodłam się na całej linii. Do tej pory nie mogłam powiedzieć złego słowa na asortyment produktów Tso Moriri, ale do dziś. Szampon okazał się niewypałem totalnym. Fajny wygląd, ciekawe zastosowanie, ale efekty marne.
Więcej o kosmetykach Tso Moriri możecie poczytać tu: http://www.tsomoriri.pl/

Cena: ok 16 zł
Dostępne: on-line

MIałyście juz okazje próbować szamponów w kostce?? Jak wrażenia??

Pozdrawiam


                                    MAGDA

piątek, 24 stycznia 2014

Cell - X Moisturizer oraz Cellulite treatment lotion - twarz kontra ciało.

 Jakiś czas temu udało mi się wygrać konkurs u Smykusmyka, gdzię zdobyłam tym sposobem 2 kosmetyki marki Forever Young. Jest to dla mnie nowość i do tego bardzo kusząca. Więc z wygranej cieszyłąm się jak dziecko ;)

Przybliżę Wam tylko troszkę, że:

Forever Young wierzy w zieloną więź procesów chemicznych – czyli połączenie naturalnych składników z biotechnikami aktywującymi ich wyjątkowe działanie. Produkty Forever Young były i zawsze są wolne od:

Parabenów – znanych jako substancje rakotwórcze
Silikonu
Sztucznych konserwantów
Sztucznych barwników
Sztucznych zapachów
 


Czyż nie brzmi ciekawie??




Krem na Dzień z Komórek Macierzystych Jabłek 10% stężenie PhytoCellTec Malus Domestica), Matrixyl Synthe 6 i Kwasem Hialuronowym. -


Od producenta:

  Główne składniki aktywne: (Phyocelltech) Komórki Macierzyste Jabłek,i Kwas Hialuronowy. 
  Korzyści: działa przeciwzmarszczkowo, przyspiesza procesy odnowy komórek, zwiększa elstyczność skóry i nawilżenie, wypełnia, nadaje objętości i ujędrnia, dodatkowo redukując zmarszczki.  


Ekstrakt z PhytoCellTec Malus Domestica wygrał w 2008 roku europejską nagrodę za innowacyjność dla najlepszego składnika aktywnego. Wygrał ze względu na rewolucyjną technologicznie zdolność komórek macierzystych jabłek do naśladowania procesów regeneracyjnych jakie zachodzą w komórkach macierzystych naszego naskórka, prowadzących od dbudowy skóry i przywrócenia jej młodszego wyglądu.
Wraz z upływem lat komórki macierzyste przechodzą w stan uśpienia, a ich potencjał regeneracyjny pozostaje niewykorzystany, chyba, że uda się stworzyć właściwe biochemicznie środowisko. Forever Young serum z komórek macierzystych jabłek z 10% ekstraktem PhytoCellTec Malus Domestica ma za zadanie wytworzyć odpowiednie środowisko i ‘wybudzić ze snu’ kolonie komórek macieżystych naskórka. Przebudzenie uśpionych komórek pozwala skórze szybciej się regenerować co sprawia, że wygląda młodziej, jest jaśniejsza, wygładzona i ma ujednolicony koloryt.

Lista korzyści komórek macierzystych w kosmetykach:
  • Przyspieszają procesy regeneracyjne komórek
  • Chronią trwałość komórek macierzystych skóry
  • Zwalczają procesy chronologicznego starzenia się komórek
  • Działają przeciwzmarszczkowo
  • Opoźniają procesy starzenia się podstawowych komórek.
Składniki: Komórki Macierzyste Jabłek (10% PhytoCellTec Malus Domestica), Matrixyl Synthe 6 (3%), Kwas Hialuronowy, Woda, Woda Różana, Hydrozol Jabłka, Gliceryna. Olej z Pestek Moreli,  Olej Szafranowy, Olej z Rokitnika, Isodecyl Neopentanoate, C12-15 Alkyl Benzoate, Sodium Benzoate (i) Gluconolactone (naturalny składnik konserwujący)



Cell-X Moisturizer posiada bardzo ładny design buteleczki, który pięknie prezentuje się w łazience. Do tego wygodny dozownik pomaga w aplikacji kremu.
Jego konsystencja w kolorze lekko żółtym o dziwnym zpachu. Nie jest to zapach jabłek jak obiecuje producent, w każdym razie przy wcieraniu na twarz czuć jego obecność. Szczerze zapach mógłby być milszy dla nosa. Krem jest dla mnie za rzadki, no i zostawia na twarzy biały film, który jak się dobrze nie wetrze, nie wchłonie pozostaje na twarzy .
Cell - X Moisturizer posiada bardzo ciekawy skład, który skusi nie jedną osobę, komórki macierzyste jabłek są czymś nowym, interesującym i chcącym wypróbować na sobie. Ja tak też zrobiłam i wiem już jak działa lub też nie.
Kosmetyk dość szybko wnika w skórę podowując jej matowienie i lekkie uczucie ściągnięcia. Mam cerę mieszaną ze skłonnością do przesuszania, być może będzie to idealny krem dla osób z tłustą cerą, bo jak dla mnie nawilżenia brak. Dziwna sprawa, bo ma w sobie zawartość kwasu hialorunowego, który właśnie powinien mi dać ukojenie, ale się go nie doczekałam niestety. Po jego użyciu mam wrażenie jakbym się mąką, talkiem obsypała, nie wiem czy wiecie o co mi chodzi. Zmarszczek jako takich nie mam, ewentualnie znalazłaby się jakaś mimiczna pod oczkiem  czy na czole. Ale jak były ledwo widoczne tak i są nadal. Działanie kremu jest średnie, nie wiem jak mam to opisać. Poza lekkim napięciem twarzy nie zauważyłam dosłownie nic a nic. Szkoda, bo napalałam się na niego jak głupia i wiązałam z nim wielkie nadzieje. Może to wiek albo cera nie odpowiednia do kosmetyku. W każdym razie spróbowałam i wiem, że jak kosmetyk ma brak nawilżenia to nie jest to produkt dla mnie.

Cena:  59.80 / 50 ml
Do kupienia : http://www.forever-young.pl



            Cellurase. Balsam Anty-Celulitysowy z Kofeiną, Bodyfit, Lipocare i L-Karnityną



Od producenta:

Balsam Anty-Celulitysowy wypełniony po brzegi najefektywniejszymi składnikami anty-celulitysowymi, by pomóć w zlikwidowaniu ‘pomarańczowej skórki.’


Balsam jeśli chodzi o wygląd nie różni się niczym od poprzednika. Butelka tego samo formatu, dozownik również. Konsystencja też ta sama nawet rzadsza, podczas wcierania kosmetyk tworzy białą taflę, która po jakimś czasie znika. Zapach ma identyczny prawie jak krem i to też zastanawiające, bo krem miał pachnieć jabłkami a nic tam takiego nie czułam. Wracając.
Każdy chyba wie, czy to mały czy to duży, że cellulit, tłuszczyk , oponki same nie znikną. Nawet cud nie pomoże. Wiadomo, dieta, ćwiczenia i wtedy możemy sięgać po kosmetyki, które pomogą Nam osiągnąć dosknałość.
Osobiście posiadam cellulit nieszczęsny na udach i pośladkach. Także i tu skupiłam się tylko i wyłącznie na tym obszarze mojego ciała.
Od pazdziernika regularnie ćwiczyłam przy tym stosując Cellurase. Efekt?? Hmm jakbym się uparła to i może powiem, że pomógł. Nie wiem czy to zasługa ćwiczeń, diety czy balsamu, a może wszystko razem jednak, w grupie siła jak to powiadają. Ale cellulitis mój jest minimalny, wręcz ledwo widoczny. Pupcia jędrna, gładka, nawilżona, taka jaka powinna być. Zdjęć Wam nie pokażę bo nie wypada :D W każdym razie różnica jest widoczna przed  i po. Reasumując łącząc zdrowy tryb życia, kosmetyki tego typu na pewno pomogą, bo same na pewno nie zdziałają nic.



Cena: 55.50 zł / 100 ml
Do kupienia : http://www.forever-young.pl




Podsumowując ten zacny duet. Krem do twarzy byłby całkiem przyzwoity, gdyby nie efekt matowienia, który niestety mi przeszkadzał oraz brak nawilżenia, a to u mnie jest podstawą. Mam nadzieję, że reszta asortymentu posiada te działanie, bo nie mniej jednak mam zamiar sięgnąć po inne kosmetyki z tego sklepu ;)
Co do balsamu, wiadomo Kochani, że siedząc przed TV nie zdziałamy nic. Mniej a zdrowiej jeść, więcej się ruszać a pogromca Cellulitisu w postaci kosmetyków na pewno na pomoże, bo zaszkodzić to chyba nie zaszkodzi :)

Czy u Was też tak ciepło jak u mnie??? Bo ja dzisiaj rtęci zanotowałam tylko - 20 :D

Pozdrawiam


                                  MAGDA




wtorek, 21 stycznia 2014

Virtual Rock Me Baby rozświetlająco-brązujący puder prasowany

Nie wiem jak u Was ale bronzer to jeden z moich ulubionych kosmetyków kolorowych. Mogę nie używać maskary ( szczerze to używam tylko od święta) w zamian za bronzer, czy choćby róż. Nie wyobrażam sobie wyjścia bez tych dwóch kosmetyków. Lubię tez je kupować na gromadę, takiego hopla mam niestety.

Ale ale do rzeczy....

Virtual Rock Me Baby 
rozświetlająco-brązujący puder prasowany 141





Od producenta:

Rozświetlająco - brązujący puder prasowany w dwóch odcieniach. Dwie wersje kolorystyczne pozwalają na idealne dobranie odcienia pudru do kolorytu skóry. Zawiera niezwykle drobny brokat dzięki czemu perfekcyjnie akcentuje rozświetleniem wybrane partie, zaś kolorem modeluje rysy twarzy. Puder w swoim składzie zawiera doskonały emolient cechujący się bardzo dobrą przyczepnością do skóry, zapewnia także idealną smarność oraz trwałość pudru. 



Opakowanie bronzera jesto plastykowe, przezroczyste pudełeczko z bardzo mocnym zamknięciem.
Konsystencja kosmetyku jest bardzo delikatna i aksamitna. Bronzer jest w odcieniu 141, czyli jak dla mnie jest to przypalany ,złoto brązowy z drobinkami rożswietlającymi, które mienią się ale na szczęszcie delikatnie.



 Bronzer Rock Me Baby jest bardzo łatwy w aplikacji, fakt przy nabieraniu lubi się z lekka osybwać, więc trzeba uważać. Patrząc na opakowanie byłam pewna, że jest za ciemny i za pomarańczowy jak dla mojej karnacji, ale mylne wrażenie odniosłam. Otóż na skórze Rock Me Baby wygląda jak złoty piasek pustyni lekko przypalony. Nie jest to bronzer typowy do modelowania twarzy, gdyż ze względu na swoje złote drobinki, uważam , że nadaje się tylko i wyłącznie na rozświetlenie i np.musnięcie kości policzkowych ewentualnie na szyję i dekolt. Stawiam na typowo matowe bronzery jeśli chodzi o modelowanie twarzy ale ten pięknie się prezentuje zamiast np. różu i takie ma właśnie u mnie zastosowanie. Idealny na wiosnę, lato, bo zimową pora chyba już nie koniecznie. Puder nakładany na podkład jest dość trwały, wytrzymuje nawet cały dzień.



Co do samego produktu jestem zadowolona. Nie spodziewałąm się , że Virtual ,mnie tak zaskoczy.  Używam go od ponad pół roku a ubytku wcale nie widać, czyżby wieczny bronzer??




Cena: ok.14 zł
Dostępność : drogerie,


Lubicie bronzery?? Macie swoje ulubione??

Pozdrawiam


                                   MAGDA

niedziela, 19 stycznia 2014

Lavera BASIS SENSITIV Krem do rąk z migdałami i masłem shea

Kremom do rąk nigdy dość zwłaszcza zimą. Jednak u mnie też nie ma zasady czy to zima czy to lato, często mi się wysuszają dłonie, zwłaszcza kiedy dłuższy czas przebywam w kuchni. Wiadomo zmywanie, gotowanie, znowu zmywanie i moje łapki robią się szorstkie i nie miłe w dotyku, dlatego zawsze muszę używać kremu. Jest to chyba jedyny kosmetyk, którego używam nagminnie kilka razy dziennie.

Dziś przedstawiam Wam jeden z nich :)


                     Lavera BASIS SENSITIV Krem do rąk z migdałami i masłem shea 




Skład i kilka informacji od producenta:

Zawartość oleju z migdałów i masła shea zapewnia skórze dłoni ochronę i niezbędne nawilżenie. Wyciąg z rumianku działa kojąco i pielęgnująco. Szybko się wchłania. 

Skład:


wodno- alkoholowy wyciąg z kwiatów nagietka, olej sojowy*, trójglicerydy (roślinna mieszanka olejów), masło shea*, gliceryna roślinna, olej kokosowy, kwas stearynowy, włókno bambusowe, olej z jojoby*, ksantan, olej z migdału*, witamina E, olej słonecznikowy, ekstrakt z rumianku*, lecytyna, witamina C, sterole roślinne, mieszanka olejków eterycznych

*składniki pochodzące z upraw ekologicznych



Krem z opakowaniem w formie tubki zawiera 75 ml. produktu. Konsystencja kremu jest gęsta, kremowa w kolorze czystej bieli i o dość intensywnym zapachu. Na pewno nie czuję tu ani migdałów ani masła Shea, bardziej wyczuwam nuty rumianku, kwiatów polnych.


Dzięki swojej treściwej konsystencji krem szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej lepkiej czy tłustej warstwy. Ale ale, przy większej ilośći, niestety zauważyłam rolowanie się kosmetyku, dlatego im mniej tym lepiej.
Lavera Basis Sensitiv przynosi ukojenie, odżywia, zmiękcza i regeneruje. Przy pierwszych testach miałam mieszane odczucie. Jednak po regularnym i dość częstym stosowaniu, zauważyłam znaczną poprawę. Stan skóry na dłoniach znacznie się poprawił, w dotyku są delikatne, aksamitne ładnie natłuszczone i wyglądają na zadbane.



Informacje dodatkowe: Certyfikowany kosmetyk naturalny. Nie zawiera składników pochodzących z martwych zwierząt, olejów mineralnych, syntetycznych środków barwiących, zapachowych czy konserwujących. Nie testowany na zwierzętach. Produkt wegański. 

Jak dla mnie jest to jeden z lepszych kremów do rąk jaki miałam w swoim posiadaniu.
Świetny naturalny skład, pozytywnie wpłynął na moje dłonie i na pewno nie raz jeszcze po niego sięgnę.

Cena: ok 15- 17 zł / 75 ml.
Dostępny: on - line

Lubicie organiczne kosmetyki?? Macie swoje ulubione?

Pozdrawiam


                          MAGDA

sobota, 18 stycznia 2014

Mydło organiczne z naturalnymi ekstraktami Zielona Herbata i Bambus od Tso Moriri


Nie wiem jak Wy ale ja lubię sięgać po mydełka w kostce, tym bardziej jak wyglądem są fikuśne, kolorowe i do tego mega pachnące, to czemu nie??
Mydełko od Tso Moriri, charakteryzuje się różnorodnością nie tylko w kolorach mydełka ale jak również w jego działaniu. Do wyboru mamy kostki glicerynowe jak i organiczne, o której wspomnę dziś kilka słów.

                       Mydło organiczne z naturalnymi ekstraktami Zielona Herbata i Bambus 


Od producenta i skład mydełka :

Mydło organiczne o aromacie zielonej herbaty, bardzo dobrze pielęgnuje skórę. Ekstrakt z bambusa jest bogaty w krzem, sole mineralne i taniny, stymuluje syntezę kolagenu i elastyny, posiada własności ujędrniające, remineralizujące, łagodzące podrażnienia, wspomaga nawilżenie skóry.



Mydełko posiada klasyczną formę mydeł ciętych na wagę. Prostokątna kostka ważąca 100 g. owinięta jest folia zabezpieczającą z informacją od producenta. Mimo folii czuć mega piękny zapach. Nie wiem jak pachnie bambus ale zielona herbata na bank jest tu wyczuwalna ale nie tylko. Jest to dziwnie przyjemna mieszanka cytrusowo - kremowych aromatów. W każdym razie pachnie intensywnie w całej łazience.
Moja kostka posiada motyw choinki i renifera, więc jak widać jest to wersja świąteczna, ale nie przezkadzało to by mi w użyciu jej nawet w lato ;)



Samo mydełko już w dłoni można wyczuć, że jest delikatne i takie jakby mocno nasączone olejkami. Nie wyczuwam jak w przypadku innych mydeł takiego "poslizgu". Do tego przy kontakcie z wodą pieni się porządnie jak na mydło przystało. Kosmetyk jest bardzo kremowy i przyjemny podczas " masażu" ciała. Bardzo dobrze oczyszcza skórę skutecznie usuwając wszelkie zanieczyszczenia.
Mydło nie wysusza i nie podraznia skóry. Po wyjściu z kąpieli zazwyczaj muszę od razu używać balsamu, a tu nie spodzianka, chyba kremowa konsystencja sprawiła, że jednocześnie moja skóra dostała dawkę nawilżenia. Oczywiście na drugi dzień nie obyło się bez "balsamowania", ale faktem jest to , że nie muszę bezpośrednio po wyjściu z wanny uzywać czegokolwiek ;) Śmiało stwierdzam , że po kostce Tso Moriri moja skóra jest nawilżona, przyjemna w dotyku i pachną.



Niestety nie obyło się bez minusa. Otóż kostka szybko się zużywa, przy codziennym uzywaniu starcza na max 1.5 tygodnia. Jednak warto skusić się czasem na takie mydełko. Można sobie urozmaicić kąpiel i dzieki ich pięknym zapachom również można się doskonale odprężyć po ciężkim dniu.

Do codziennego używania wolę jednak żele w płynie, ale takie mydełka u mnie w lazience też często goszczą. Lubię czasem coś zmienić, ot tak nawet tylko dla siebie. Po prostu nie lubię rutyny, nawet w łazience :D

Cena : ok 12 zł

Lubicie mydełka w kostkach?? Czy wolicie standardowe żele??

Pozdrawiam


                             MAGDA

środa, 15 stycznia 2014

EQUILLE BIOgenic Night Intensive - krem do twarzy na noc


Na pierwszym spotkaniu Podlaskich Blogerek miałyśmy okazję gościć Pana Wojtka z  Gold Water Blue, który przepięknie opowiedział nam o firmie i przebiegu produkcji Ich kosmetyków. Do tego każda z Nas otrzymała wybrany przez siebie kosmetyk, którymi Pan Wojtek zechciał nas obdarować.

W moje ręce trafił, krem, który zaciekawił mnie już podczas opowiadań. Jak może wpłynąć na naszą skórę krem na bazie serum mleka koziego??


                          EQUILLE BIOgenic Night Intensive - krem do twarzy na noc



Od producenta oraz skład:

BIOgenic Night 25-45, jest preparatem biogenicznym, którego substancją wiodącą jest serum mleka
koziego. Cechą charakterystyczną kosmetyków jest duża zawartość prekursorów fitoestrogenów.
BIOgenic Night 25-45 ma za zadanie pobudzić komórki do pełnienia swoich funkcji oraz dostarczyć
składników pokarmowych aminokwasów, protein, kwasów tłuszczowych (w tym NNKT), kwasu mlekowego,
makro i mikroelementów, witamin. Składnikami wspomagającymi są: masło Shea, D-Pantheno (wit B5),
kwasy Omega, wyciąg z aloesu oraz wyciąg z krwawnika o działaniu łagodzącym i przeciwzapalnym.
BIOgenic Night 25-45 łatwo się wchłania, dociera do kolejnych warstw skóry i utrzymuje się przez co
najmniej 12 godzin. Jest przeznaczony do skóry wymagającej, wrażliwej. Wiek 25-45.





Zacznę od opakowania, któe wizualnie wygląda na bardzo luksusowe. Aluminiowe wykończenia w tym zakrętka i spód butelki prezentują się fenomenalnie, do tego barwy fioletowo białe, przyciągają wzrok. Plusem też jest dodatkowa informacja na tyle opakowania,zawierająca składniki, które pobudzają naszą skórę do działania.
Oczywiście Equille posiada dozownik, który ułatwia nam dozowanie kremiku i dzięki temu otrzymujemy odpowiednią ilość kosmetyku. Całość zapakowana w równie ładny i przyjemny kartonik.


Sam kosmetyk jest taki jak powinien być krem do twarzy. Konsystencja jego jest średnia i powiedziałabym , że treściwa w kolorze mlecznej bieli i o delikatnym zapachu.  BIOgenic Night bardzo ładnie rozprowadza się na skórze i szybko wchłania.




Pierwszy raz używałam kremu zaraz po spotkaniu, czyli latem. Jednak musiałam go odstawić, ponieważ ze względu na jego tłustawą zawartość, moja skóra w upale dodatkowo się świeciła, nie tylko przez wydzielanie sebum.
Wiedziałam, że zimą będzie to mój hicior, ale czy takim się okazał??
Dodładnie sięgnęłam po nie go w listopadzie, kiedy to moja skóra popada w paranoję. Jest szarobura, bez energii i okropnie się wysusza. Wtedy przyszedł czas na BIOgenic Night.

Moja skóra została dotknięta niewidzialną ale za to cudotwórczą ręką. W życiu nie miałam tak idealnie nawilżonej i odżywionej skóry. Sama czuję , że krem wniknął w najmniejsze i najgłębsze zakamarki mojej twarzy. Nakładam krem na noc, okrężnymi ruchami wmasowuję w całą twarz, szyję jak i dekolt. Ale już podczas masażu twarzy można wyczuć, że krem natychmiastowo się wchłania, nie wiem czy to wina mojej suchej skóry, albo składników aktywnych w kremie, które równie ją kuszą i głęboko w nią wnikają. Sama się przyznam, że kręcą mnie kosmetyki zawierające w składnie nie typowe serum mleka kóz, kwasy omega, masło Shea, D- pantenol, wyciąg z aloesu czy bodajże z krwawnika??? Nie na co dzięn spotykam takie "wynalazaki" w kremie.

Nie mniej jednak rano buzia jest gładka,delikatna, nawilżona po stokroć, nawet podczas rannej kąpieli nie czuję na twarzy efektu ściągania.
Są to efekty natychmisatowe na drugi dzień, jakie możemy dostrzeć. Jednak po dłuższym czasie używania kremu, jestem w stanie powiedzieć, że lepszego nie miałam i nie chcę mieć. Ciężk jest mi stwierdzić jakie dokłądne efekty uzyskałam dzieki tam bogatemu składu, ale czuję, że już to nie ta sama twarz. Uczucie komfortu, ukojenia jak również wyrównany koloryt i jędrniejsza i bardziej promienna cera to efekty regularnego stosowania kremu BIOgenic Night.



Z BIOgenic Night kończę swoją przygodę, bo już widze prawie puste dno. Wielka szkoda, bo krem został moim idelanym kosmetykiem "na Zimę". Robi wszystko co ma robić, zmienia moją szarą twarz w piekną, zdrową prawie jak bez skazy. W przyszłości na pewno go kupię ponownie, ale jak tylko dostanę nową pracę, ponieważ na moje nieszczęście kosmetyk kosztuje sporo bo aż 120 zł. Jednak za jego działanie, jestem w stanie pozwolić sobie na tą zachciankę, bo wiem, że krzywdy mi nie zrobi, za to odzyskam pieknie młoda buzię, a któż takiej nie chce?  ;)

Cena: 120 zł / 50ml
Do kupienia : http://www.sklep-old.goldwaterblue.com/

Znacie kosmetyki Equille od  Gold Water Blue???


POzdrawiam



                        MAGDA

niedziela, 12 stycznia 2014

No7 Soft & Soothed Gentle Cleanser


Zbierałam się zbierałam aż w końcu zebrałam by napisać tego posta. Otóż jakiś czas temu naszło mnie żeby sprawdzić jak spisują się kosmetyki angielskiej marki No7. Jakby nie było opakowania mają zachęcające i sprawiające wrażenie, że będzie to dobry zakup.
Tak było i ze mną. Marka ta ciekawiła mnie strasznie, aż w końcu kupiłam mleczko oczyszczające do twarzy.


                                                       No7 Soft & Soothed Gentle Cleanser


Mleczko to przeznaczone jest cery suchej lub normalnej, ja mam akurat mieszaną ze skłonnością do przesuszania, więc wiedziałam, że mi nie zaszkodzi.
Mleczko ma również za zadanie dobrze oczyścić twarz z zanieczyszczeń, makijażu i innych całodniowych zabrudzeń pozostawiając ją miękką, czystą i głądką w dotyku.



Jak już wspomniałam, opakowania kosmetyków No7 mają bardzo przyciągajace. Wysokie, smukłe z wcięciem w talii buteleczki, które mienią się swym kolorem naprawdę aż wolają by je kupić. Sto pięćdziesiąt razy się im przyglądałam, macałam, aż w końcu kupiłam. Skusiłam się na mleczko do oczyszczania, chciałam mieć coś lepszego do usuwania makijażu no ale czy to był dobry traf??





Mleczko No7 samo w sobie jest bezzapachowe, kolor ma blado - różowy a jego konsystencja rzadka ale za to bardzo delikatna.
Zapomniałam też wspomnieć, że Soft & Soothed posiada dozownik, który na początku się zacinał, ale z czasem mechanizm póścił i jest już ok.



Samo działanie zaliczam do DOSKONAŁEGO!!!!!!  Kliknięcie dwa - trzy razy dozownikiem, wystarcza nam  na odpowiednią porcję mleczka by zmyć makijaż. No7 Soft & Soothed zmywa dosłownie wszystko!!!! Od ciemnego makijażu po kredki, tusze wodoodporne bez żadnych przeszkód. Wystarczy raz przeciagnąć wacikiem i z oka znika wszystko. Jestem zauroczona, bo niespodziewałam się takiego efektu!
Do tego mleczko jest hipoalergiczne, nie podrażnia oczu, nie szczypie i nie piecze, nawet jak coś się dostanie. Po zmyciu makijażu wystarczy potem delikatnie opłukać twarz letnią wodą i gotowe!!!! Koniec z wiecznym tarciem oczu, wypadaniem rzęs i czerwoną twarzą jak u apacza!!
Plusem jest też jego wydajność, 200 ml, używam go od 3-ech miesięcy a nawet połowy jeszcze nie ubyło i lepiej niech tak pozostanie, bo nie wiem kiedy teraz odwiedzę wyspy ;)



Kosmetyki No7 można kupić niestety znowu tylko w UK w drogeriach takich jak Boots. Cena mleczka to ok 7 funtów, ale często są promocje i jak ktoś mieszka na stałe w UK może nabyć kupony, które uprawniają do żniżki całkiem sympatycznej.
Swojego czasu można było je dostać na allegro, bądz ebayu, ale dawno tam nie wchodziłam, więc nie wiem, ale warto poszukać, bo mleczko miło mnie zaskoczyło.

Znacie tą markę?? Używacie ich kosmetyków??

Pozdrawiam,


                                     MAGDA

sobota, 11 stycznia 2014

miniMAX nr.843 od Eveline Cosmetics


Dziś post lakierowy. Od kilku dni noszę na sobie lakier, który wywarł na mnie sprzeczne odczucia. Na początku jak go zobaczyłam, strasznie mi się nie spodobał, potem na blogu u Buka123, zobaczyłąm ponownie i zachciało mi się samej go mieć.


                                             Eveline Cosmetics miniMAX  nr.843



Lakier posiada fajną małą buteleczkę , w której mieści się 5ml. produktu. Jego konsystencja jest idealna. Nie jest rzadka, nie jest gęsta, idealnie rozprowadza się po płytce. Jego pędzelek jest również wygodny i łatwo i lekko sunie wraz z lakierem po pazurkach.



Lakier ma bardzo dobre krycie. Przeważnie na tak ciemnych lakierach dopiero 3-ecia warstwa powoduje zakrycie wszelkich prześwitów, tutaj wystarczą jak najbardziej dwie.
Kolor , który posiadam o nr. 843 to brudna zieleń, porównałabym ją z kolorem "glonów" morskich ;) Nie jest to kolor liści, roślinek czy pięknej bujnej trawy. Może to i dobrze, bo z lekka mieniąc się wpada lekko w szaro- szmaragdowy odcień.
Nie wiem jak Wy, ale ja lubię dziwaczne kolorki, przynajmniej wyróżniają się z tłumu ;)



Plusem jest jego natychmiastowe schnięcie. Pazurki pokryte dwoma warstwami schną w mgnieniu oka. Przyznam, że malowałam je wieczorem i nastawiłam się na ranne OMG. Smugi, odciski poduszki , nigdy w życiu. Zdziwiona byłam niesamowicie, że miniMAX schnie tak szybko. Rewelacja!!!



Trwałość miniMAX zaliczam na średnią i na w sam raz. Do 3 dni lakier trzyma się idealnie, potem widać końcówki pościerane i zaczyna odpryskiwać. Ogólnie 4 dni noszenia lakieru pasuje mi jak najbardziej. Nie zdąży mi się znudzić i mogę malować kolejnym.

Podsumowując, jestem mile zaskoczona kolorem, trwałością i schnięciem. Aż wstyd się przyznać, że tak zle o nim myślałam ;)

Cena: ok. 5.50 zł / 5ml.




Pozdrawiam

                                       MAGDA

czwartek, 9 stycznia 2014

Sleek MakeUp Face Form



Dzisiaj przedstawiam Wam kosmetyk, który jest moim ulubieńcem w wykończeniu makijażu. Jest to cudowna trójeczka do konturowania twarzy od Sleek'a. Na początku jak dziewica, nie wiedziałam za co się zabrać , ale z czasem, z większą wprawą odkryłam, co to znaczy mieć całkowity makijaż. Cudowna sprawa!!!

                                                 Sleek MakeUp Face Form Light nr.373




Od producenta:
"Sleek MakeUp Face Form to zestaw trzech podstawowych kosmetyków przeznaczonych do konturowania twarzy: bronzera, rozświetlacza oraz różu w kolorze Rose Gold. Kosmetyki mają lekką, pudrową formułę, która łatwo rozprowadza się na skórze, nie pozostawiając smug. Bronzer – doskonale sprawdza się do podkreślenia i wymodelowania rysów twarzy, a także do nadania cerze koloru delikatnej, słonecznej opalenizny. Jest matowy. Rozświetlacz – pozwala wyeksponować i rozświetlić wybrane partie twarzy tj. łuk brwiowy, szczyt nosa, skronie, zagłębienie w brodzie czy kości policzkowe. Sprawia, że cera nabiera blasku. Zawiera mieniące się mikrodrobinki. Róż w kolorze Rose Gold – do wykończenia makijażu, idealny do podkreślenia kości policzkowych. Nadaje twarzy świeży, promienny wygląd. Zawiera mieniące się mikrodrobinki."


Face Form jest mniejszą wersją opakowania paletki Sleeka z cieniami. Eleganckie, czarne, palstykowe opakowanie w środku z dużym lusterkiem i solidnym zamknięciem.
W środku mamy piękne trio w postaci różu, rozświetlacza i brązera. Jest to idealna kombinacja to wykończenia makijażu.
Ich konsystencja jest delikatna, aksamitna i przyjemna w dotyku. Róż jak i rozświetlacz posiadają drobinki, które ładnie  współgrają ze skórą. Nie są to tandetne brokatowe migacze, ale subtelne i dodające blasku, twarz wygląda na promienną i ładnie rozświetloną. Brązer natomiast jest całkowicie matowy i niezbyt mocny.




Moje kolorki to odcień nr.343. Róż to fenomenalna pomarańczka, która do złudzenia przypomina mi Nars Orgasm i zawiera cudowne, złote drobinki. Rozświetlacz natomiast dla kontrastu zdobi cerę delikatna, srebrną poświatą, jak również idealny jest pod łuk brwiowy czy też na wewnętrzny kącik oka. Brązerem możemy ładnie wysmuklić twarz i nadać jej lekkiego kolorku.
Całość jest mocno napigmentowana zwłaszcza róż i rozświetlacz, trwałość ich też zaliczam to udanych. Po nałożeniu wytrzymują nawet cały dzień.



Aplikacja Face Form jest bardzo prosta i przyjemna. Dzięki tej trójce możemy uzyskać od naturalnego rumieńca po mocniejszy.  Dla amatorki takiej jak jak, odcienie są jak najbardziej odpwiednie.  Do tego możliwość kombinacji trójkącikiem , jak również jego opakowanie jest bardzo przydatne w podróży. Wielozadaniowy kosmetyk w jednym praktycznym opakowaniu.



Podsumowując, jestem zadowolona z Face Form i nie rozstaję się z nią ani na chwilkę. To jest tak, że jak się liznie czegoś dobrego, to potem człowiek nie chce się od tego oderwać. Tak jest i z tą paletką. Wspaniałe połączenie, idelane dobranie kolorów, działanie rewelacja - całość oszałamiająca!!



Cena: ok 45 zł
Dostępność: Alledrogeria.pl

Lubicie takie wielozadaniowe kosmetyki??
Pozdrawiam


                                   MAGDA

wtorek, 7 stycznia 2014

Olay Body quench mousse - nawilżająca pianka do ciała



Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam testować wszelkie mazidła do ciała. Są to kosmetyki pielęgnacyjne, które najbardziej mnie kręcą. Mogę je mieć w każdej ilość i nigdy za mało. Od zwykłych balsamów, po masełka, olejki a nawet pianki i musy.

Dzisiaj pokażę Wam jeden z ciekawszych kosmetyków, które miałam w swoich łapkach w ostatnim czasie.



                         Olay Body quench mousse - nawilżająca pianka do ciała


"Lekki mus do ciała od Olay to nawilżający preparat, który cieszy się uznaniem kobiet na całym świecie. Quench Mousse doskonale nawilży Twoją skórę, sprawi, że będzie zdrowa i przyjemnie gładka. Zawarte w preparacie witaminy i masło shea zapewniają 24 godzinne nawilżenie skóry. Lekka konsystencja gwarantuje natychmiastowe wchłonięcie preparatu, a niezwykle subtelny zapach ukoi Twoje zmysły. "

                                                                          Skład pianki:



Olay Body Quench Mousse ma postać długiej, aluminiowej butelki z palstykowym korkiem. Pod korkiem mamy specyficzny dozownik to piankowych " wyciskaczy". Kolor opakowania jest fioletowy z lekkim połyskiem, co bardzo rzuca się w oczy. To właśnie przez kolor i jego długaśną butlę uległam pokusie, ale nie tylko. 


Kosmetyk ma konsystencję lekkiej i delikatnej pianki. Jest identyczna jak w przypadku pianek do włosów. Kolor biały a zapach bardzo przyjemny. Przypomina mi delikatnie zapach kosmetyków dla dzieci. Myślę, że idealnie dopasowuje się aromat do delikatnej pianki.



Na zdjęciu powyżej macie kulkę wyciśniętą poprzez delikatne, wręcz muśnięcie palcem w aplikator. Na dłoni wyrasta nam biały pączek, który podczas masażu na skórze zamienia się w białą ciecz.
Jak działa owa pianka?? Mus dobrze nawilża i wygładza, a to chyba za sprawą zawartości masłą Shea i witaminy E i B3. Dodatkowo Olay Body posiada mikroskopijne drobinki, któe mienią się i rozświetlają skórę. Jest to fenomenalny kosmetyk, idealny na lato, na opalone ciało. Wtedy opalenizna jest fajnie podkreślona , zwłaszcza nogi ;)
Jej zapach pozostaje na skórze przez dość długi czas unosząc się w powietrzu. Czasami jak siedzę i czytam książkę, to zastanawiam się co tak ładnie pachnie, dopiero potem przypomina mi się, że to ja i moja pianka ;)
Kolejną sprawa to pojemność bo 200g, niby standard, alee, jej forma, sprawia, że wystarcza Nam o wiele mniej niż  w normlanych balsamach, przez co jest wydajna i starcza NA DŁUŻEJ.



Małym minusikiem, ale to takim tyci tyci, jest fakt, że pianka troszkę się lepi podczas wchłaniania. Dlatego jest ona znowu kolejnym raz, dobrym kosmetykiem na lato, gdzie mamy mniej ubrań, a skóra za to piękna, pachnąca i mieniąca.

Olay Body to kosmetyk, który prawie powalił mnie na kolana. Wyglądem, konsystencją, zapachem i działaniem sprawił, że pytam się czemu jest tak słabo z ich dostępnością??? No strasznie żałuję, bo są godne polecenia!!!

Ja swoją kupiłam w Anglii za funta a w Pl niestety się jeszcze nie spotkałam nigdzie, szkoda, wielkaaa szkoda.

Jestem zadowolona,a nawet wręcz teraz z lekka się smucę, bo z 4 buteleczek została mi ostania, inną, bo z zieloną herbatą i kompleksem witamin. Myślę, że latem też się pojawi na blogasku.


Lubicie kosmetyki w formie pianki?? Macie swoje ulubione??


Pozdrawiam,




                          MAGDA