wtorek, 31 grudnia 2013

Życzenia dla Was!!!



Kochani mamy dzisiaj ostatni dzień Roku 2013. Niestety czas szybko mija, Rok ten dla mnie był Rokiem dość ciekawym. Pełnym zaskoczeń, ale rónież nie obyło się bez smutków.

                                                                       Ale dzisiaj chciałam Wam złożyć życzenia.



Życzę Wam Kochani przede wszytskim wszelkich pomyślności. Oby NOwy Rok był dla Was spełnieniem marzeń, byście byli zawsze usmiechnięci, zadowoleni, pełni energii i chwytali każdy dzień jak się da.
Życzę Wam również szampańskiej zabawy do rana przy gronie znajomych, rodziny w rytmie tańca - hulańca przywitali Nowy Rok.
Cieszmy się zawsze, wszędzie i  gdzie się da!!!


              Szcześliwego Nowego 2014 Roku Moi Kochani, oby było Was u mnie jak najwięcej ;**



Pozdrawiam

                        

                                  MAGDA


niedziela, 29 grudnia 2013

Eveline - Lovers Ultra Shine Lipgloss - błyszczyk do ust


Błyszczyki, pomadki, która kobieta nie lubi podkreślać swoich usta?? To właśnie one sprawiają, że stajemy się sexy, bardziej pewniejsze no i przede wszystkim lepiej się czujemy z pomalowanymi ustami niz bez.

Są te droższe, tańsze, czasem nie różnią się niczym szczególnym poza ceną. Niedawno sama odnalazłam jeden błyszczyk, któy stał się moim ulubieńcem.



                                                        Eveline - Lovers Ultra Shine Lipgloss 


Od producenta:

LOVERS Ultra Shine Lipgloss, to seria delikatnych błyszczyków o kremowej konsystencji w sześciu urzekających kolorach, które uwodzą apetycznym owocowym zapachem.
Błyszczyk nadaje intensywny połysk zapewniając efekt delikatnie zwilżonych ust. Dodatkowa zawartość maleńkich błyszczących drobinek, fantastycznie odbija światło powiększając optycznie usta.
Formuła wzbogacona o olejek arganowy doskonale dba
o delikatną skórę ust. Doskonale je pielęgnuje sprawiając, że stają się niesamowicie wygładzone i jedwabiście miękkie.
Błyszczyk ma wygodny aplikator w postaci długiej, płaskiej pałeczki, dzięki czemu produkt precyzyjnie nakłada się na usta.
- Rozświetla nadając ustom soczysty blask
- Urzeka delikatnymi kolorami
- Kremowa konsystencja zapobiega wysychaniu ust
- Intensywnie regeneruje i wygładza
- Głęboko nawilża i odżywia
- Chroni przed działaniem wolnych rodników


Opakowanie błyszczyka jest bardzo wygodne i troszkę grubsze niż standardowe kosmetyki tego rodzaju. Jego aplikator jest komfortowy, długi i bardzo dobrze i równomiernie rozprowadza produkt na ustach.
Design kosmetyku też wpada w oko, złoto- czarne napisy fajnie się kontrastują na tle zawartości błyszczyka.



Jego konsystencja jest delikatna,kremowa, nie lejąca, ale trzeba też uważać z ilością nakładania. Wystarczy odrobinka by nadać ustom porządanego efektu. Plusem też jest miły,owocowy jakby brzoskwiniowy zapach, który czuć cały czas.




Błyszczyk, który posiadam ma nr. 608, czyli ciemny nude. Uwielbiam beże, brązy, nudy w błyszczykach i pomadkach, więc bardzo się ucieszyłam, że dostał mi się właśnie ten odcień. Kolor idealnie dopasowuje się do koloru ust. Sprawia, że usta są muśnięte, ładnie podkreślone i dzięki zawartośći malutkim drobinkom, cudownie rozświetlone.




Lovers Ulrta Shine posiada w sobie olejek arganowy co sprawia, że usta są nawilżone, chronione oraz ich nie wysusza. Idealny na zimę, chłodne dni nawet jako pomadka ochronna z dodatkowym połyskiem ;)
Jego trwałość też zasługuje na pochwały. Mimo częstego picia kawy, herbaty, błyszczyk nadal widnieje na ustach. To samo jest z wydajnością, miziam się nim kilka razy dziennie a mam wrażenie jakby codziennie był nowy.


Jak dla mnie jeden z najlepszych błyszczyków, tani, idealnie dopasowany kolorem, długotrwały i dostępny w zasięgu ręki.

Cena: 13zł
Dostępność: Rossman


 Kosmetyki do testów otrzymałam od serwisu Bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.



Lubicie błyszczyki czy wolicie pomadki?? Jednaks szczerze Wam polecam go wypróbować, jest doskonały!!



Pozdrawiam


                               MAGDA

sobota, 28 grudnia 2013

Aroma Group i różana sól do kąpieli.


Któż nie lubi się wygrzewać w ciepłej wodzie w wannie, do tego unoszący się pieknie zapach i poczucie ralaksu, odprężenia po całym dniu?? Jak dla mnie moment domowego SPA, to chwila, która mogłaby trwać wiecznie. Zapominam o całym dniu i jego przygodach. Jestem tylko ja i moje SPA.
Ostatnio łechce moje ciało i nos pewien produkt, który zdziwił mnie a wręcz zaskoczył swym działaniem.


                                            Aroma Group - Sól do kąpieli o zapachu róży




Sól zapakowana jest w ładną, tekturową "torebeczkę", z różową tasiemką, co daje słodkiego i uroczego designu.
W środku mamy ziarenka soli, które również są zabezpieczone folią. Jednak folia nie do końca się sprawdza. U mnie było spore rozerwanie, przez co  część soli rozsypała się w kartoniku.



Muszę też wspomnieć, że kartonik nie posiada żadnych informacji od producenta ani nawet składu. Szkoda, bo są to cenne i ważne informacje dla konsumenta. Jedynie można poczytać na  ich stronie internetowej tu .




Same ziarenka ja na sól są dość pokaznych gabarytów. Wielkie " kamyczki', w różowym, dość intensywnym kolorze. Oczywiście część z nich na dnie została poddana skruszeniu, ale to chyba normalne zjawisko. Wspomnę jeszcze , że jest to sól kamienna z naturalnym olejkiem zapachowym.


Rose Flower pachną różami. Do póki jeszcze nie otworzyłam kartoniku, cały mój pokój pachniał tak ładnie,lekko i słodko, że czasami zastanawiałam się czyja to zasługa. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że chodzi o sól.
Jest to mocny, kwiatowy, słodkawy zapach. Pachnie różami ale jakby jeszcze z jakąś dziwną mieszanką. Spodobał mi się, bo przeważnie różane zapachy są specyficzne i nie zawsze do przyjęcia, a tu "soprajs" .




Po wsypaniu kamyczków w wodę, migiem uwalniają swój kolor, barwiąc wodę na czerwono - różowo. Sól bardzo szybko się rozpuszcza, nie tworzy piany, ale pozostawia lekko tłustą taflę. Dodatkow zapach jakby mocniej się uwydatnia. Cała łazienka pachnie tak intensywnie, że nawet długie godziny po kapieli  jeszcze było czuć. Fajna sprawa i miło zaskoczona jestem, bo nawet skóra po kąpieli dostała dawkę różanego zapachu. Miło jest się pluskać, relaksować  z dodatkiem takich umilaczy. Myślę, że zawartość olejku w soli powoduje, że skóra się nie przesusza i nie jest podrażniona.




Jestem zadowolona z soli kartonowej Aroma Group. Jej zapach, lekkie natłuszczanie, oraz działanie relaksujace idealnie nadaje się na domowe SPA. Jest to pierwsza sól, która zachwyciła mnie tak bardzo, że mam ochotę na więcej.
Więcej o soli kartonowej możecie poczytać tu: klik

Cena: ok 15 zł / 420 g
Do kupienia: klik


Lubicie używać soli do kapieli?? Znacie produkty Aroma Group??

Pozdrawiam,


                                                        MAGDA

czwartek, 26 grudnia 2013

Relacja ze spotkania w Warszawie


Kochani, skleroza mnie już dotyka, niestety, ale wybaczam też sobie fakt zapomnienia, przez Święta. Ta ganiatyka sprawiła, że zapomniałam podzielić się z Wami fotorelacją ze spotkania w Warszawie.

Dokładnie 30.11.2014 w Warszawie miało miejsce spotkanie Kejterek, które organizowała Karina. Było to już drugie ale moje pierwsze. Stracha miałam takiego, że kilka razy miałam ochotę dać dyla ;) Jednak chęć poznania dziewczyn, z którymi się codziennie pisze była większa.

Wiadomo bałam się, jak mnie przyjmą, czy nie okażę się dziwakiem, snobką, egoistką czy czymkolwiek innym. W każdym razie ciekawość z ekcytacją ogarniała mnie na maxa!!!

O to nasz Klan:



1. Karina - Organizatorka - http://makiazas23.blogspot.com/ 
6. Sylwia - http://weak - point.blogspot.com
10. Agnieszka -  http://77dakota.blogspot.com
15. I ja







Głównym punktem zaczepienia była of kors Warszawa a dokładnie Złote Tarasy. To tam poznałam pierwsze trio .  Mowa o Dwóch Agnieszkach ( której jednej imię w połowie spotkania mi się przypomniało, a tak dumałam jak się nazywa ) oraz Daria.  Dzięki Nim odzyskałam zdolność mówienia, bo jak nigdy język ustał mi kołkiem.


No ale żeby nie zanudzać, reszta dziewczyn dotarła i takim sposobem poszłyśmy razem do Hostelu . Niestety było troszkę problemów z zarezerwowanym Hostelem Chmielna5, tam miał byc nocleg, niestety obsługa "pomyliła się" w dacie o tydzień pozniej. Mało tego , kierownictwo po ludzku zlekceważyło ten fakt, co sprawiło, że na dzień dzisijeszy odradzam Wam tam noclegów. Niekompetentni, brak organizacji, tyle tylko o nich powiem.

Ale na szczęście nasza super bohaterka Karina migiem wykminiła zamiennika, któy okazał się trafem w 10-tkę.  Naszym zbawieniem był hostel Camera.


                                                                                    Karina (organizatorka )


Zanim tam dotarłyśmy była to droga, której nigdy nie zapomnę. Mimo warunków, bo deszcz padał, ja w obcasiskach, które piły mnie w pięty, że gdyby nie ramię Agi ( Rince ) pewnie oparłabym się w jakiejś studzience. Szła nas watacha dzikich kobiet, które w grupkach wszystkie dyskutowały ze sobą, niby część z Nas się nie znała, ale uwierzcie mi, że w żaden sposób tego ja nie odczułam ( mam nadzieję, że reszta też ). Po mokrym i intensywnym spacerku doszłyśmy na miejsce. Część dziewczyn nocowała, więc mogły bardziej poszaleć, ja niestety musiałam wracać tego samego dnia, co bardzo żałuję do dziś. Ale kolejnego spotkania nie przepuszczę, nocleg murowany - ja Wam wtedt pokaże jak Madlen się bawi :D





W HOstelu kobitki, które nocowały, przebrały swe sukienki, rajstopki i inne bajery, następnie była część wymiankowo- autografowa.
Na jednym wielkim stole wysypałyśmy zgromadzone kosmetyki do wymianki , typu: Nie pytajta się, tylko bierzta co chceta.Tak więc wyobrazcie sobie atak 15-stu kobiet do stołu porzrzucanych kosmetyków. ;)
PO nachapaniu się, nadszedł czas na autografy, które były potrzebne na podpisanie kartek, które robiłysmy własnoręcznie. Taka kobieca fanberia i mała pamiątka. Każda z Nas potem losowała, i do dziś nie wiem czyją mam , ale wnioskuję , że Patrycja chyba Twoją ;)))



Ja jestem osobą , która uwielbia żartować, rozbawiać, więc żeby tak było, postanowiłam ułożyć wierszyk na podstawie Nicków z portalu. Była to dla mnie nie lada gratka, bo nie było mnie na pierwszym spotkaniu i ciężko mi było coś wymyśleć o każdej z osobna. Ale na szczęście jakoś dałam radę.
Więc mogę się pochwalić mą twórczością:





Kolejnym punktem był znowu spacerek do bistro Petit Appetit, gdzie odbyła się część oficjalna. Tam wszystkie usiadłyśmy i po całym dniu mogłyśmy sobie spokojnie porozmawiać no i z burczącymi brzuchami zamówiłysmy sobie jadło. Powiem Wam, że " restauracja" jesto bardzo klimatycznym, kameralnym miejscem. My miałyśmy możliwość skorzystania z ogromnego stołu, który stał na samym środku i był bardzo dobry widok na wszytsko. Ja jako  wzrokowiec wychwyciłam, że menu mają bogate, urozmaicone i część z nich można zobaczyć w specjalnych gablotach. Ja skusiłam się na sałatkę z wędzonym łososiem i z sosem, który nadawł egzotycznego smaku. Na moje nieszczęście dostałam ją w momecie, w któym musiałam się zbierać, ale nie podarowałam i zjadłam ją w tempie expresowym :D Kto wie, kiedy będę znowu stołować się w stolicy ;)




W czasie kiedy czekałyśmy na swoja zamówienie był moment, żeby porozmawia z dziewczynami. Uwierzcie mi, że przed spotkaniem miałam multum pytań, a na miejscu okazało się, że pytania były zbędne, gadało się o wszytskim i o niczym. Każda jakby znała się od lat, zero wstydu, zero cichych minut. Gwar niczyn na jarmarku świątecznym!!! To się nazywa zlot kobiet ;)





No ale mój czas dobiegł końca, więc musiałam uciekać. Na koniec, póki byłysmy jeszcze wszystkie pamiatkowa focia musiała być. Potem reszta kobitek wróciła do hostelu, tam jeszcze poszałały, a potem swoje wariacje czyniły w klubie Klubie Fame. Mogę jedynie tylko pokazać Wam zdjęcia, które odzwierciedlają dzikie harce przy drynach ;) Ech, czemu mnie tam nie ma?? Bym chociaż do końca zdrapała swoje śmieszne obcasiska :D







Na koniec wspomnę też, że kapitam Karina, zorganizowała Nam podarunki kosmetyczne od firm, co było miłym akcentem na zakońćzenie dnia.


Niestety nie pokaże Wam co  dokłądnie dostałyśmy, bo pisząc tego posta jestem poza domem, więc wybaczcie ;(




Choć szczerze przyznam, że takie towarzystwo, takie dziewczyny, rzadko się spotyka. Wszystkie jakby jedna rodzina, każda z każdą miała o czym rozmawiać. Wszystkie uśmiechnięte, szalone, no Kocham Was dziewczyny!!!! A Karina Tobie następnym razem zamiast wiersza zrobie berło i koronę - jesteś doskonałą organizatorką ;*

Cóż mogę więcej napisać, jestem szczęśliwa, że można poznać tak wspaniałe osoby, dziewczyny Dziękuję ;****


Pozdrawiam,


                                    MAGDA

środa, 25 grudnia 2013

Peelingujące maliny od Joanny


Na lipcowym spotkaniu blogerek dostałam peeling, no ale jestem osobą, która kończy jeden kosmetyk, zaczyna drugi, więc scrubek "spotkaniowy" musiał swoje przeleżeć.
Kiedy po niego już sięgnęłam, wiedziałam, czym to się zakończy ;)


             Joanna,Fruit Fantasy, Gruboziarnisty peeling do ciała `Soczysta malina`




Peeling ma bardzo fikuśny design. Jego butelka nie posiada wersji standardowej, nie jest kanciata, ani prostokątna, za to ma owalne nie tylko boki, ale również jej góra jest zadziwiająca zaokrąglona. Na pierwszy rzut oka, dziwnie to wygląda, ale szczerze, to całkiem fajnie kontrastuje z innymi kosmetykami.
Do tego intensywne barwy czerwieni z czarnym wieczkiem i etykietą soczystych malin ;)


Konsystencja jest iście czerwona, malinowa i pachnie no wiadomo nie ogórkiem , nie burakiem tylko malinkami. Nie jest to zapach maliny prosto z krzaka, ale przypomina bardziej sok/ syrop malinowy czyli miło i sympatycznie .


Fruit Fantasy Soczysta malina, posiada duże i grube drobinki, które nie rozpływają się w kontakcie z wodą. Jak na peeling jest ich stosunkowo mało, ale wystarczająco by porządnie się natrzeć.
Jest mój pierwszy gruboziarnisty scrubek, więc bałam się, że może zaszkodzić mojej delikatnej skórze, ale na szczęście peeling nie spowodował też podrażnień ani uczuleń.
Kosmetyk bardzo dobrze radzi sobie z usuwaniem martwego naskórka, wygładza skórę i pozostawia ją miękką i delikatną w dotyku.
Kolejnym faktem  jest, że peeling nie wysusza skóry. Moja jest dość sucha , zwłaszcza zimą, więc cieszy mnie, że mogę go używać gdy mam na to ochotę inie muszę martwić się o nadmierne przesuszenie . 




Jestem zadowolona z Soczystej Maliny, działa jak obiecuje producent, do tego jest mega wydajny, dostępny w każdym sklepie - drogerii i do tego są w różnych wariantach zapachowych.


Cena: ok. 9zł / 200 ml


Lubicie peelingi Joanny?? Macie swój ulubiony??


Pozdrawiam


                                 MAGDA

wtorek, 24 grudnia 2013

Życzenia Świąteczne !!!



          Kochani korzystam z okazji z chwili wolnego i chciałabym złożyć Świąteczne życzenia!!!





Wiele jest pięknych miesięcy,
ale najlepszy jest grudzień,
ten miesiąc mocno kochają ludzie,
bo przecież już są prezenty, choinka,
można z górki pozjeżdżać na sankach
lub na podwórku ulepić bałwanka.

Ale jedyne i niepowtarzalne są święta Bożego Narodzenia,
kiedy cała rodzina składa sobie piękne życzenia.
Dużo zdrowia i słodyczy dziś życzę, byście Kochani przy stole wigilijnym
Zasiedli razem, z rodziną, by Każda z Was spędziła Święta w zdrowiu,
Szczęściu, by Mikołaj był hojny i samych smacznych wypieków na stole ;)


Wesołych Świąt!!!!!

życzy 



Magda

niedziela, 22 grudnia 2013

Specjalistyczny szampon antybakteryjny przeciwłojotokowy od BARWA Laboratorium



Od dłuższego czasu, a mianowicie od lata zauwazyłam, że mam problem z potliwością sklapu. Co za tym idzie?? Wypadanie włosów. W lato wiadomo  słońce, wysoka temperatura sprawiała, że częściej przetłuszczała mi się skóra głowy i musiałam codziennie myć włosy. Kiedy ogarniał mnie leń i nie chciało mi się tego robić, włosy sypały się garściami. Z co raz chłodniejszym klimatem włosów na szczotce było mniej.

Żeby zapobiec przetłuszczaniu się skalpu, używałam ostatnio szamponu, który pokochałam od pierwszego użycia.


                              Specjalistyczny szampon antybakteryjny przeciwłojotokowy
                                                             BARWA Laboratorium


 Skład:

aqua, sodium laureth-2 sulfate, lauramidopropyl betaine, laureth-3, glyceryl oleate, lauryl glucoside, sulfur, PEG-30 castor oil, alcohol denat., sodium cocoamphoacetate, triticum vulgare, climbazole, polyquaternium-10, guar hydroxypropyltrimonium chloride, citric acid, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, parfum, d-limonene.



Szampon Siarkowa Moc jest to szampon o bardzo fikuśnej butelce. Butelka może jest normalna ale jej dozownik fajny, duży i bardzo pomysłowy. Klikamy na jedną część i wychodzi druga, którą dozujemy, potem ją znowu chowamy ;)
Konsystencja jest standordowa, w kolorze pomarańczowym i o zapachu owocowym. Czuć jest mieszankę grejpfruta z domieszką pomarańcza.




Kosmetyk bardzo dobrze się pieni, wystarczy małą ilość i przy moich długich włosach mam piany, jakbym zużyła przynajmniej pół butelki. Rewelacja!!! Druga sprawa, bardzo dobrze radzi sobie z olejami. Chwila masażu i włoski są pięknie umyte, oczyszczone i bardzo miękkie w dotyku.



Czekałam specjalnie z tą recenzją, żeby zużyć całą zawartość szamponu, by stwierdzić dokładnie jak wpłynał na stan mojej skóry głowy jak i włosa. Otóż szczerze mówię, że zapobiega powstawaniu łojotokowi. Oczywiście nie na zawsze. Jak myłam głowę co drugi dzień, tak teraz mogę spokojnie wytrzymać do 4 dni bez oznak przetłuszczonych włosów. No zdziwienie - zaskoczenie moje było totalne.  Cieszy mnie to, bo brak " potliwości" skalpu spowodował też mniejsze wypadanie włosów. Dodatkowo włosy się nie puszą, doskonale rozczesują i mają delikatny połysk. Szczerze to reszta mnie zbytnio nie interesowała prócz zniwelowanie głównego powodu, zrobił to i nie tylko.
Szukałam, szukałam i znalazłam dla siebie szampon idealny!!!!

Jedynie do czego mogłabym się przyczepić to do pojemności bo tylko 180 ml. Mogłoby być chociaż już te 200 niby tylko to 20 ml. ale zawsze to starcz na jedno - dwa mycia więcej ;)

Cena: ok. 18 zł / 180 ml.

To juz ostatni kosmetyk od Barwa Laboratorium, z którą miałam okazję współpracować. Chciałam serdecznie podziękować Pani Monice za udostępnienie mi kosmetykó do testów. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i zadowolona faktem, że polskie kosmetyki mogą być tak fantastyczne.


Pozdrawiam



                                MAGDA

sobota, 21 grudnia 2013

Eveline Argan & Olive przeciwzmarszczkowy nawilżający krem na dzień


Kochani ostatnio mnie mało na blogosferze ale  żyję już Świętami a raczej ich przygotowaniami. Brakuje mi czasu na wszystko. Latam po sklepach, sprzątanie, potem coś w kuchni upichcenie, szok, mam dość.
Dzisiaj tak na szybciutko mam dla Was recenzję kremu, który używał mój tata, dlaczego On??


Eveline Argan & Olive 
przeciwzmarszczkowy nawilżający krem na dzień




                                                                        Skład:



Kochani krem ten testował mój Tato, raz, że jest to krem przeciwzmarszczkowy a ja jako tako nie posiadam takowych, no dwa, kończył mu się kremik, wię dobra okazja na wypróbowanie nowego;)

Argan & Oil przeznaczony jest do pielęgnacji skóry normalnej, suchej i wrażliwej. Ponadto regeneruje, wygładza i redukuje oznaki upływającego czasu oraz symptomy zmęczenia i stresu. Poprawia sprężystość i elastyczność naskórka. Wyraźnie odmładza cerę, dodając jej blasku. Czyli idealny dla mężczyzny z dojrzałą cerą.



Krem posiada opakowanie w formie złotego "słoiczka", który wcześniej zabezpieczony jest kartonikiem. "Słoiczek" wygodnie się odkręca a wnim znajdziemy kosmetyk o pięknie zielonym, oliwkowym wręcz pistacjowym kolorze. Jego konsystencja jest lekka, delikatna, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania i nie pozostawia żadnych śladów.
Warto tu wspomnieć o jego zapachu, który jest piękny. Nie wiem, jak dla mnie oliwek i arganu tu nie czuję, przypomina mi lekko zapach perfum. Tacie w każdym razie bardzo się spodobał.



Krem Argan & Olive bardzo dobrze nawilża skórę. Wiadomo codzienna toaleta taty zaczyna się od golenia i to po tym zabiegu nakłądany był krem. Efekt?? Zero podrażnień, zero pieczenia, zero dyskomfortu, za to idelanie nawilżona skóra przez cały dzień, do tego gładka i miękka w dotyku. Tato posiada ogromną ilość zmarszczek i to dość głębokich, więc nie zauważyłam zbytnio by coś w tym kierunku się stało, ale twarz stała się bardziej napięta i elastyczna. Wyrazna jest poprawa stanu skóry, ziemisty kolor znikł a powrócił blask i energia ;)


Podsumowując Tato lubi to, krem Argan & Olive od Eveline Cosmetics spisał się na medla. Kosmetyk polecam osobom z wrażliwą skórą i suchą. Jak widać również nadaje się jako balsam łągodzący podrażnienia po goleniu dla mężczyzn.


                                                               Kosmetyk do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.



Lubicie kremy / kosmetyki od Eveline Cosmetics?? Macie swoje ulubione??


Pozdrawiam


                                   MAGDA

środa, 18 grudnia 2013

OEPAROL BALANCE - pomadka ochronna do ust, owoce leśne.




Huhu ha huhu ha nasza zima zła. Choć zimy jeszcze nie ma, a raczej zimowej temperatury, ale warto już zadbać o nasze usta. Osobiście jestem uzalezniona od pomadek, balsamów ochronnych, jakoś bez nich chyba nie umiałabym funkcjonować.
Ostatnimi czasy raczę się pomadką z Biedronki, ale to nie byle jaka pomadka. Aż dziwne, że tam ją zastałam ;)

                    OEPAROL BALANCE - pomadka ochronna do ust, owoce leśne.





                                                            Skład oraz kilka słów od producenta:


 Markę OEPAROL znałam tylko z produkcji ich kremów i to też słyszałam, bo próbować jeszcze nie miałam okazji, choć przyznam, że mocno mnie kuszą te kosmetyki.
Będąc jakiś czas temu w Biedronce przy kasie złapało mnie zdziwienie połączone z radością. Pewnie wiekszość z Was je wiadziała ale je od niedawna je zobaczyłam. Chodzi mi o pomadki ochronne i to właśnie marki OPEAROL!!!
Ach bez zastanowienia chapnęłam dwie!!!! Owoce leśne i mango/ brzoskwinia. W domu rozpakowując zakupy doznałam kolejnego szoku. Jedno opakowanie było puste!!!! Albo z wrażenia ślepak nie zauważyłam, wręcz nie poczułam, że biorę puste, albo nie wiem, jakim cudem. No ale ważne, że druga była już z zawartością ;) Także Kochani sprawdzajcie ;)




Pomadka Oeparol Balance posiada ładny, kolorowy kartonik, opakowanie, w którym znajdziemy lub też nie pomadkę ;) Kosmetyk jest w formie sztyftu, łatwy, wygodny w użyciu. Typowa pomadka ochronna.

Jej konsystencja jest twarda, zbita. Kolor ma mleczny i zapach miał być owocó leśnych. No i tutaj psikus, z lekka na początku może wyczuję jakąś poziomkę, ale to chwila, sekunda i znika po niej ślad. Na ustach nawet nie wspomnę, żeby czymkolwiek pachniała.



Jak już wspomniałam konsystencja jest nie za miękka. Przy rozprowadzaniu na ustach czuć, że jest lekko tępa. Przy cieplejszej pogodzie jakoś jeszcze idzie się z nią obejść, ale przy temperaturze zimowej pomadka, ciężko się rozprowadza. Do tego po wyjściu z domu mam dziwne uczucie, pomadka nie chce do końca wsiąknąć w skórę, co daje z lekka dyskomfort.



Co do działania, Oeparol Balance owoce leśne to jak dla mnie średniaczek. Właściwości pielęgnujące ma średnie. Przy mocno wysuszonych ustach i popękanych raczej by egzaminu nie zdała. Ofszem nawilża, ale na krótko, zabieg trzeba powtarzać co jakić czas. Nadaje ustom delikatnego połysku no i chyba na tym bym zakończyła.




Jestem z lekka zniesmacoczna. Spodziewałam się ochów i achów a tu jest tylko zwyczajne okej. No wielka szkoda, że pomadka nie zabłysła w mych oczach tak samo mocno jak w fazie kupowania. Zastanawiam się tylko, czy pozostałę kosmetyki Oeparol też tak samo działają, czego bym nie chciała, bo mam zamiar też je wypróbować  ;)

Cena: ok 5zł / 3.6 g

Używałyście tych pomadek, jakie są Wasze odczucia?


Pozdrawiam

                                     MAGDA